Wpisy z tagiem: legalizacja narkotyków w Czechach

poniedziałek, 04 stycznia 2010

Czesi zalegalizowali heroinę. Na początek dwa gramy, ale jak dowodzą niezliczone przykłady, legalny dwugramowy heroinista nader szybko staje się heroinistą zaawansowanym. Ci, którzy z jakiś powodów jeszcze nie sa na heroinę gotowi, mogą poszukać radości życia w kokainie albo zwielokrotnić swe możliwości amfetaminą. Zupełne mięczaki mogą poprzestać zielu lub grzybkach halucy.

Niezawodna w takich razach Wyborcza wymodziła z tej okazji artykuł w tonie "ach kiedyż wreszcie u nas". Doprawdy nie chce mi się ...dyskutować z matołami, więc tylko skupię się na zaskoczeniu, jakie wywołała na mnie informacia, że to właśnie rozsądni Czesi wywinęli taką bzdurę.

Po namyśle, obraz Czecha, jako najmądrzejszego ze Słowian nie ma wielkiego pokrycia w rzeczywistości. [...]

[ Tu nastąpiła przerwa w notce, podczas której szukałem spektakularnych dowodów na wrodzoną głupotę Czechów, poza tym jednym, wspomnianym powyzej, ale szło mi niesporo. W tym czasie, w następnym artykule z narkoserii, (prawie) najpoczytniejszy polski dziennik opisał parę popularnych, niedrogich środków, które po zakupieniu bez recepty w aptece pozwolą na kolorową podróż do granic percepcji, poza nie, a nawet całkiem na drugą stronę. Pośród nich, jako tradycyjną używkę indiańską zachwalano "wino duszy", czyli .. ajahłaskę]

Tu, Mili, miałbym cztery grosze do wrzucenia, bo spotkałem w dżungli Indianina który takie "wino duszy" pichci. Bylismy ciekawi, skąd on to wszystko wie, jak leczyć, wejść w umysł małpy-pająka i w ogóle. Indianin nas zaskoczył, bo z dumą oświadczył, że w przeciwieństwie do okolicznych partaczy on jest samoukiem i drzewa same mu mówią co z czym. No, kiedyś poczuł się źle, poszedł do lasu, poeksperymentował, poczuł się lepiej i zdecydował, ze może też leczyć innych.

Nasz przewodnik, który chyba miał nadzieję na prowizję od zużytych przez nas w dżungli środków halucy, pośpieszył z wyjaśnieniem, że co prawda ajahułaskero, czyli facio pędzący to "wino duszy" w ogólnym przypadku powinien mieć jakiegoś nauczyciela, ale ten tu jest szczegónie utalentowany i robi najlepszą ajahłaskę nad Amazonką. On, przewodnik, wali w dekiel rózne ajahłaski i zapewnia, że lokalna daje najbardziej.

Well, jeśli nawet bylibyśmy w najmniejszym stopniu zainteresowani konsumpcją (nie byliśmy) to po takim wyjaśnieniu na pewno by nam przeszło. Na zdjęciu obok widać wspomnianego szamana-kurandero-ajahłaskero oraz moją prawą dłoń z brudną cieczą w starym plastiku po mineralce.

Ale to nie ten plastik jest prawdziwym naczyniem wina duszy, o nie. Niezbędnym atrybutem ajahłaski jest wiadro. Na rzygi. Dusza bowiem nie chce szybować z pełnym żołądkiem, że tak to ujmę.

Takie właśnie wiadro na rzygi dedykuję wszelkim entuzjastom przypalania, wciągania, walenia w kanał w nadchodzącym 2010, a zwłaszcza Czechom-debilom.
Enjoy.

Archiwum