taniewino

piątek, 03 czerwca 2011

Mój prywatny program badawczy jakości tanich win wzbudził niejaki popłoch wśród gości, którzy zaczęli przychodzić z własnym alkoholem, zwłaszcza goście "lepsi", zanabywający wino od osobistych konsultantów winologicznych. Dostałem tym samym szansę skonfrontowania francuskich win AOC po bukraczywiedzieć ile z hiszpańskim tempranillo za 13,99.
I?
Zupełnie różne, jak to wina, ale wolę moje.
Cena przekłada się na jakość o tyle o ile, albowiem ponieważ cena bywa wyssana z lepkiego palucha sprzedawcy. Szardone sutter home w almie chodzi po 28,90, u mnie w sklepie po 21, ale jak się weźmie dwa to jest już po...15.91.

Powyższe spostrzeżenia potwierdził czytelnik przysyłając link do badań trochę systematyczniejszych niz przypadkowe popijawy przy okazji grilla.

"duża różnica w cenie powinna być nadal wyraźnie wyczuwalna w smaku, nawet wtedy, gdy degustatorzy nie znają ich ceny. Nic bardziej błędnego. W ślepej próbie jedynie 53 proc. osób poprawnie rozróżniało tanie i drogie białe wino. W przypadku czerwonego wina trafność tej oceny była podobna - zaledwie 47 proc. badanych potrafiło powiedzieć, które więcej kosztuje, a które mniej.

Ocena wina była zatem całkowicie przypadkowa, podobnie jak rzut monetą. W obu przypadkach prawdopodobieństwo - wino tanie lub drogie, orzeł czy reszka - jest takie samo i wynosi 50:50."


Niby wszystko już wiadomo i właściwie mógłbym zamknąć tę rubrykę, gdyby nie pewien szczegół: "Najtańsze wino kosztowało 3,49 funtów, a najdroższe - 29,99 funtów."

3,49, czyli ponad 15 zł ???

Fiu, fiu. Ja szukam win wybitnych poniżej tej granicy. Długie szeregi półek wypełninoych winem po 9,99 pozostają wciąż terra incognita, obszarem nietkniętym przez europejskiego badacza.

Stay tuned. Obok wstrząsających relacji z degustacji win Górnego Karabachu opowiem jak własnoręcznie zbudowałem ferrari. Ze sklejki.
Zaprawdę, jak pisał Jerzy Putrament długo przed epoką telepracy „wolny czas wcale nie jest dobrem samym w sobie, a może stać się męczący, a nawet groźny dla ludzi nim obdarzonych” (Trybuna Ludu 1973 ->  Newseek 2011 -> internet -> calibre -> kindle)

09:01, leniuch102 , taniewino
Link Komentarze (3) »
piątek, 15 kwietnia 2011

Pękła kolejna granica: wypiłem wino za 9,99 i przeżyłem. Dało się wypić, ale... wiecie jak to jest z kaberne sawinion. Charakteryzuje się porzeczkowym aromatem, a ludowa nazwa porzeczki to "smrodzina" i można sobie o niej przypomnieć pijąc taniego kaberneta. Dla jednego (np. importera tego wina) czuć w nim subtelną porzeczkową nutę, malkontentowi (np. gościowi poczęstowanego w/w winem) po prostu wali pomyjami.

I znowu - może i wali, ale tylko do połowy pierwszej butelki, potem staje się całkiem niezłe. Kabernet z Chile via Tani-Sklep-Który-Mnie-Nie-Sponsoruje-A-Szkoda [tm] zostaje mianowany "winem drugiego szeregu" i niedługo zapewne ruszy do ataku na gości.

Tu refleksja ogólniejsza: łatwiej o tanie czerwone, niż białe. Rozsądne szardone <15 zł to rzadkość, a przecież w dzisiejszych czasach częściej na stole ląduje drób niż pieczeń z dzika.

Szczęśliwie za rogiem czeka sezon grillowy i wkrótce będę mógł wykazać sąsiadom swoją wyższość popijając karkówkę płynem z kieliszków, a nie - jak oni - z puszek.

* * *

Skoro wino, to i śpiew. Jestem wielkim entuzjastą piosenek ludowych w nowych wykonaniach. Przez "ludowe" rozumiem lubiane i nucone przez lud, taki jaki jest, czyli w śliwkowych garniturach i białych kozaczkach.
Klasykiem jest tu "Nigdy więcej" zaśpiewane przez Maleńczuka, którym zaskarbił sobie mój wieczysty szacunek. Zero pastiszu, mrugania okiem, tylko emocjonalny gaz do dechy. Trudno nie zauważyć, że podobne nagrania można policzyć na palcach jednej ręki. W Polsce, bo gdzie indziej proceder kwitnie.

Poniżej rozdzierający Kurt Cobain w piosence ludowej idealnej na okres między Smoleńskiem a Wielkim Piątkiem:

Now, wymyślmy jakie nagrania podsunąć czołowym polskim wykonawcom. Np. bardzo chciałbym usłyszeć song "Czarny chleb, czarna kawa" zaśpiewany przez Grzesia Turnaua albo "Jej czarne oczy" w wersji Gawlińskiego. "Daj mi tę noc" jest chyba nie do uratowania, ale inne?

10:35, leniuch102 , taniewino
Link Komentarze (12) »
sobota, 02 kwietnia 2011

Zamilkłem i miałem ku temu dobry powód - koniec pierwszego kwartału. Do końca pierwszego kwartału nieszczęśnicy przykuci do posad umową o pracę muszą wykorzystać zaległe urlopy, a ja muszę ich zastępować w ich fabrykach serków, w których bieda aż piszczy i sprzęt IT umiera w kieracie ale także w korporacjach srających pieniędzmi, gdzie smartfony rozdaje się jak pomarańcze.

Może to i lepiej. Jeśli aktywizować się zawodowo to na przedwiośniu, bo kiedy przyjdą cieplejsze podmuchy serce pękłoby mi z tęsknoty za hamakiem rozpiętym między jabłonkami.
Wracjąc do korporacji... spędziłem tydzień w miejscu, gdzie 100 programistów wykuwa lepszą przyszłość internetu, a pomaga im w tym czworo pracownków administracji, wliczając recepcjonistkę.

Ta czwórka zgłosiła mi dwa razy więcej problemów, niż pozostała setka!
Zaprawdę, powiadam wam dwie są super-fuchy pod słońcem: być panem od kompów w firmie programistycznej, gdzie każdy umie sobie poradzić sam oraz być lekarzem wojskowym. Niezorientowanych informuję, że do woja biorą tylko młodych i zdrowych.

Z narażeniem wątroby i w ścisłym związku z obowiązkami zawodowymi odwiedziłem lidla. Nie żebym chciał, po prostu stanąłem na ich parkingu na czas wizyty u klienta. Dwóch panów ochroniarzy grzecznie poprosiło mnie o zrobienie zakupów, or else. To zrobiłem. Nabyłem ciecz za 13 złotych, podobno pochodzącą z Australii, podobno będącą winem czerwonym uzyskanym ze szczepu kaberne sawinion.
Przy okazji wyjaśniła się wspomniana notkę wcześniej magiczna granica 15 zł, o której mówili zaprzyjaźnieni eksperci od tanich win - po prostu w tym sklepie nie ma droższych!

Pełen złych przeczuć rozlałem do kieliszków... well, może nie jakiś super, ale niewątpliwie JEST to kaberne sawinion, nie rozcieńczone.
Sukces.
Unikać za to należy wina kadarka menada. Obrzydlistwo, które odgadłem, przeznaczając kadarkę na surowiec do grzańca. Niestety w chwili mojej nieuwagi Leniuchowa podała ją gościom w formie nieprzetworzonej.
Ha ha ha, żebyście widzieli ich miny.

Wkrótce:
-bolesne przejście z epoki telefonu ugniatanego do epoki telefonu głaskanego, czyli z nokii na androida i (być może) z powrotem.
-wiosna, panie sierżancie, czyli wysyp megahitów na peceta: kryzys 2, shift 2 i lego-wojny klonów. Megaknotami też wysypało.

08:30, leniuch102 , taniewino
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 marca 2011

Istnieje mit, czekający wciąż na potwierdzenie, o supertanich winach z biedronki (a może z lidla), które "nie ustępują, a nawet przewyższają" wina normalne. Normalne, czyli normalnie tanie.
Tanie, ale jednak wina, a więc nie wyroby owocowo-spirytusowe. te ostatnie są za tanie i już nie wina.
No dobrze, co zatem znaczy: "tanie wino"?
Pozwoliłem sobie ukuć własną definicję tegoż:
Tanie wino kosztuje mniej niż wódka tej samej objętości.

Żaden zdrowy biały mężczyzna nie kupi flaszki wina, jeśli może nabyć o ileż bardziej inspirującą czystą. "Są granice, których przekroczyć nie wolno " [1] i w przypadku win (o pojemności 0,7 :-)) taką granicą jest jakieś 27 zł.

W kole ekspertów toczyliśmy niedawno spór, czy czasem ta granica nie leży gdzieś w okolicach piętnastu złotych za butelkę. Czułem się w tej kwestii trochę niekompetentny, bo w mojej gminie nie ma ani lidla, ani biedronki, a w alkohole zaopatruję się w pseudohurtowni typu cash-and-carry, gdzie tanio to najwyżej w twarz można dostać.

Tym niemniej podjąłem próbę i na niedzielnym stole postawiłem flaszkę szardone menada 2008 za piętnaście zyli. Rodzina w osobie Leniuchowej odniosła się zrazu nieufnie, a to z powodu osobliwej barwy nalanej cieczy. Wyglądało, jakby ten pan, co sikał do butelki miał odbite nerki, skutkujące różowym odcieniem zawartości.

Zachęcona: "pij, pij, wszystkie Bułgarki to piją" [2] przemogła się i nawet przeżyła.
I to najlepsze, co można powiedzieć o szardone menada: że się da wypić, choć z trudem.
Wodniste wspomnienie po szardone z posmakiem goryczki, jeśli już ktoś musi wiedzieć.

Z drugiej strony za wywalone na menadę pieniądze w żaden sposób nie da się kupić nawet pół litra, więc niezbyt żal.

Notką tą otwieram nową kategorię bloga pt. "taniewina", gdzie będę się dzielił spostrzeżeniami nt. wychylanych procentów, niekoniecznie winnych. Zapraszam też komentatorów, a na przełamanie oporów proponuję cytat z Clarksona (courtesy of zychla15).


"BBC twierdzi, że gdy będziesz za dużo pił, doprowadzisz do
uszkodzenia pnia mózgu i umrzesz. Rząd utrzymuje, że jeśli
ktoś wypija więcej niż dwie małe lampki białego wina dziennie,
na pewno złapie chlamydię od barmanki w ogródku przy pubie
po jego zamknięciu. Bzdury. Jeśli ktoś dziennie wypija dwie
małe lampki białego wina, to jedyną osobą, która powinna się
tym martwić, jest barman.
[...]
Mówię serio; twierdzić, że jestem alkoholikiem tylko dlatego,
że upijam się na wakacjach i co wieczór opróżniam z żoną
podczas kolacji butelkę wina, to jak prześladować każdego, kto
przekracza dopuszczalną prędkość.
Musimy wprowadzić rozróżnienie na tych, którzy jeżdżą
z prędkością 51 km/h i tych, którzy śmigają 280 na godzinę.
Podobnie przedstawia się kwestia przemocy wobec dzieci.
Twierdząc, że łamię prawo za każdym razem, gdy daję klapsa,
zmniejszacie presję w stosunku do osób, które trzymają swoje
pociechy w schowku na miotły i wypuszczają je tylko wtedy, gdy
te muszą coś dla nich ukraść.
Moja praktyczna rada jest bardzo prosta. Zostawcie w spokoju
normalnych ludzi, którzy robią normalne rzeczy. Zapomnijcie
o tych, którzy piją dla przyjemności i zajmijcie się tymi, którzy
piją, by żyć."
___________
[1] z kogo cytat?
[2] z kogo cytat?

10:15, leniuch102 , taniewino
Link Komentarze (18) »
Archiwum