w oparach internetu

poniedziałek, 27 lutego 2017

Poniższy wpis jest fajny, ale bez sensu, bo reklamy google w istocie już mają guzik "Już to mam" dostępny po kliknięciu w [x] w prawym górnym rogu i wybraniu opcji "Nie wyświetlaj tej reklamy", na co przytomnie zwróciła mi uwagę magdalaena1977

Hmm, naprawdę mi głupio.

 

Władcy internetu rzekomo wiedzą o nas wszystko, nawet więcej niż my o sobie samych. Każdy nasz krok w rzeczywistości i w sieci ma być śledzony i raportowany przez smartfon do centralnych serwerów, które natężając sztuczną inteligencję analizują go i próbują za pomocą reklam wtrynić nam usługi i produkty przewidując nasze następne zachcianki.
Tyle teorii. W praktyce jest trochę inaczej, jak w słynnym przypadku red. Lisa, który ze zgrozą i obrzydzeniem relacjonował ogłoszenia towarzyskie ukazujące się na katolickich witrynach. Dopiero życzliwi wyjaśnili mu, że reklamy wyświetla google na podstawie wcześniejszych wyszukiwań internauty. Na tej samej zasadzie od miesiąca jestem prześladowany ogłoszeniami o sprzedaży odkurzaczy bezprzewodowych. Owszem, wrzuciłem frazę: "odkurzacz bezprzewodowy" do wyszukiwarki, pojechałem do sklepu, kupiłem odkurzacz i wręczyłem zachwyconej Leniuchowej, ale na tym koniec, przez następne dziesięć lat nie planuję podobnego zakupu. Co innego, gdybym, jak red. Lis, szukał damskiego towarzystwa - ponawianie ogłoszeń miałoby sens.
Tymczasem cybernetyczny intelekt google zdaje się nie odróżniać kobiety od odkurzacza.
Drogi Googlu, jeżeli przeczesując sieć czytasz te słowa, doczep proszę do swoich reklam guzik "Już mam!" po przyciśnięciu którego przestaniesz mi wyświetlać sprzęty kupione zeszłej zimy.
Z drugiej strony, gdybyś był na tyle bystry, żeby przeczytać niniejsze i zrozumieć, to sam byś dawno na taki guzik wpadł.
Dlatego dodatkowo wrzuciłem do wyszukiwarki hasła "lamborghini, cena" oraz "zgrabne i chętne" i czekam, aż zastąpią te odkurzacze. 

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Strumień i stream brzmią dość podobnie i znaczą z grubsza to samo. W środku zimy chodzi mi o strumień muzycznych danych cyfrowych które trafiają z komputera do świeżozakupionego... no cóż odtwarzacza sieciowego, tak trzeba pudełko chyba nazwać.
Z przechowywaniem i odtwarzaniem muzyki jest tak, że opiera się na zdumiewająco starej technice. Wtyczka słuchawkowa np., czyli popularny jack to XIX wiek.  CD - wiek 20. CD się zestarzało szybciej niż wtyczka i w zasadzie od jakichś 10 lat powinno być martwe, zastąpione przez strumień danych cyfrowych właśnie.
Wróżyłem to dawno, bodajże od czasów.. nie nie napstera, a konkurencyjnego serwisu audiogalaxy. Audiogalaxy miało bardzo bogaty katalog nagrań, oczywiście pirackich, który po paru szybkich procesach zniknął wraz serwisem, dając wszakże przedsmak, czym mógłby by być internetowy serwis muzyczny z wszystkimi nagraniami świata dostępnymi dzięki paru kliknięciom.
Po wymordowaniu piratów rynek muzyczny zastygł w strupieszałej formie na parę lat, praktycznie zmonopolizowany przez tradycyjne cd z jednej strony, a chciwy ponad wszelkie pojęcie Apple Music  - z drugiej.
Ten smutny czas przetrwałem w podziemiu działajac wg schematu - ściągam muzykę z bittorrenta i wypalam. Stos pirackich płytek ma jednak to do siebie, że trzeba go jakoś ogarniać: składować, katalogować, utrzymywać w porządku czyli zamiast hobby uprawiać regularną magazynierkę. Do tego nagrania mniej popularne, np. polskie szybciutko z torrentów znikają, torrenty to skarbnica dla fanów Justyny Bieber raczej niż Justyny Steczkowskiej.
Kapitalizm w końcu zadziałał, dzięki Szwedom, którzy wymyślili spotyfaję. Kiedy cała klasa syna zaczęła używać tego serwisu, zrozumiałem, kto będzie rządził na rynku i zanabyłem zgodny ze spotyfają odtwarzacz. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym przed kupnem nietaniego odtwarzacza nie spróbował podłączyć starego laptopa ze spotyfają do starej mini-wieży, ale znalezienie laptopa, który jednoczeście dawałby przyzwoitą jakość na wyjściu słuchawkowym oraz nie hałasował wentylatorkami okazało się niemożliwe.
Czy było warto? Czy zestaw daje radę i czemu zużyłem cały przydział brzydkich słów na 2016 w trakcie instalacji odtwarzacza -  w następnym odcinku. Stay tuned.

niedziela, 30 czerwca 2013

He, nie będzie to, wbrew tytułowi, wpis interwencyjny, ale szczerze prześmiewczy.
Tzn. oczywiście: złodziejom - nie, ale czasami grabienie, np. zagrabionego ma pozór jeśli nie legalizmu, to ludowej sprawiedliwości.

Są np. przedsiębiorcy, którzy otwierają internetowe kramiki z filmami rozpowszechnianymi za pomocą sieci torrent. Wysyłasz im parę złotych esemesem i cyk - ściągasz, jak to się mówi, "najnowsze hollywoodzkie produkcje".
Podłość ludzka wszelako nie zna granic i znajdują się kreatury, niemyte świnie, degeneraci, którzy ściągnięty w ten sposób film recyrkulują w internecie darmowym. Skąd z kolei ściąga, kto chce, bez wysyłania żadnych drogich esemesów. Np. ja ściągam. Co na ten proceder wytwórnie filmowe? Tego nie wiem, znam natomiast reakcję kolesia, który wpuszcza pierwszy płatny torrent do sieci i chce na nim zarabiać.
Żaden Metro z Goldwynem i Mayerem na dokładkę nie wyrazi się dosadniej:

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::
::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::
::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::
:::            ZABRANIAM KOPIOWANIA I POWIELANIA           :::
:::                       MOICH UPLOADÓW                   :::
:::                 NA PSEUDO STRONY TORRENTOWE            :::
:::               ZLODZIEJII I ZWYKLYCH PRZEWALACZY        :::
:::                       JAKIMI SĄ !!!!!!                 :::
::         DARMOWE-TORRENTY.PL !!!! M-TORRENTS.PL !!!!    :::
:::               SPARTA24.PL !!! TORRENCIK.PL !!!         :::
:::             Aletorrenty.pl     MTORRENT.PL             :::
:::                  DO ZŁODZIEJI ZALICZAMY                :::
:::        WOSIUWALEC, FUNIA612, DEMON, KUCIA5 ITP...      :::
:::               OSZUŚCI !!!! KANCIARZE !!!!              :::
:::                                                        :::
:::            NIC W POLSCE NIE JEST ZA DARMO !!!!         :::                                                :              NABIJAJA LUDZI W BUTELKĘ !!!!             :::
:::           JAK ZA FREE TO SAMI RÓBCIE TORRKI            :::
:::         A JAK ŻEBRAKI PROSICIE  O DOTACJE !!!!         :::
:::             LUDZIOM ROBICIE WODĘ Z MÓZGU               :::   
:::            A PORZĄDNYCH LUDZI OKRADACIE !!!!           :::
:::            STANOWCZE NIE !!!! ZŁODZIEJOM !!!!          :::
::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::
:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::: 
Pisownia oryginalna, podkreślienia moje

Zabawne, wziąwszy pod uwagę działalność tego bezkompromisowego moralisty.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Gdzieś tak parę dni po Wielkiej Nocy zadwoniłem do działu zamówień naszej firmy z jakąś reklamacją.
-I'll put you thru to Jesus  - usłyszałem. Jeszcze nie zdążyłem pomysleć "zaprawdę zmartwychwstał" gdy w słuchawce odezwał się głos:
-Jesus speaking, how can I help you?
Od tego czasu gadałem z Hesusem parę razy, w tym po hiszpańsku nawet, bo jak się domyślacie, Hesus okazał się latynoskim kolegą z pracy. Rozmowy te ożywiły moje nieco zarzucone hobby - hiszpańszczyznę. Na tubie odszukałem zestaw lekcji w wykonaniu niejakiego tontitofrito, twórcy amatorskiego acz nie gorszego od profesjonalnych kursu tego języka. Od tontito wyhaczam poniższą, lekuchno adaptowaną anegdotkę.

http://www.youtube.com/user/tontitofrito?feature=watch

piątek, 19 kwietnia 2013

Wielki jest rozum ludzki i niezwyciężony - pomyślałem czyszcząc podjazd myjką wysokociśnieniową. Cóż za niesamowite urządzenie. Miło, że wymyśla się coś jeszcze poza tabletami.
Może  rozum ludzki generalnie jest wielki, ale czyjś konkretny to już nie zawsze. Selekcjoner Fornalik wyraził życzenie, by napastnik Lewandowski "przełamał" się w meczu San Marino, bo nieprzełamany Lewandowski  nie strzela dla Polski bramek.
Panie Fornalik, równie dobrze możnaby oczekiwać po Gołocie, że przełamie się spuszczając manto jakiemuś gimnazjaliście,  a następnie powali Kliczkę, czy choćby kogokolwiek na prawdziwym ringu.
Lewandowski nawet przełamany we wszystkich grubszych miejscach nie będzie strzelał w reprezentacji bramek z tych samych powodów, dla których jest najskuteczniejszym strzelcem Bundesligi - z powodu dobrych podań, które tam ma a w reprezentacji nie.
Raz trener - zawsze trener, raz ekspert - zawsze ekspert, jak publicysta Szostkiewicz, który przed jeszcze poprzednimi wyborami papieża zapytany, kto nim zostanie, odpowiedział, że nie wie, ale wie kto na pewno papieżem nie będzie: niejaki Josef Ratzinger nie miał wedle eksperta Szostkiewcza szans. Ten sam Ratzinger, który tydzień później został Benedyktem szesnastym.
Ale - raz ekspert, zawsze ekspert, w czasie tego konklawe Szostkiewicz praktycznie nie opuszczał tefałenu, dobrze, że było krótkie. Po wyborze Franciszka ekspert poszedł do domu i walnął artykulik: "Papież, który się nigdy nie uśmiecha". W tym czasie nowy papież ujmująco uśmiechał się ze wszystkich telewizorów świata. Chyba nie czytał Szostkiewicza.

Simon i Garfunkel muzyki reggae. Ukraińskiego rege,

czwartek, 03 stycznia 2013

Rozpoczynam dziesiąty rok blogowania z niemiłym uczuciem, że ktoś podpierdolił mi internet. W sensie, że mój stok przejęły nastolatki na snowboardach, a ja jestem przedostatnim seniorem zjeżdżającym na boazerii.
No bo patrzcie co się dzieje... na dowolnym portalu, czy to gminnym czy ogólnokrajowym proszą, grożą i nalegają na "logowanie się przez fejsbuk" polubienie ich na tymże etc. Hej, chciałbym krzyknąć i potrząsnąć jednym i drugim, ten fejsbuk to taki sam serwis jak twój tylko większy. Po co keretynie oddajesz mu swoje kliki i odsłony?
Oczywiście dowiódłbym tylko swojego odklejenia od realiów współczesnej sieci, ale - do króćset - zasadniczo mam rację, czyż nie? No i pewno zostanę sobie ze swoją racją na śmietniku historii, bo do fejsbuka nie zamierzam się przeprowadzać. Bo nie.
Ale, przyznać trzeba, że fb (a takżez nk i inne) pozyskały dla internetu masy. Te masy wymałpiają się do komórek a potem wrzucają foty na fejsa. Tomek pokazuje Gośce, Gośka zakłada konto Baśce...
Chętnie wierzę, że fb jest zajefajny, taki jak nasza klasa, tyle że nie obciachowy, a do tego ma świetne gierki z tymi krówkami i w ogóle. Zastanawiam się tylko czy: próbować go przeczekać, jak naszą klasę i makarenę, czy uznać, ze szkoda życia i jednak jakoś zapartycypować?
Dylemat.

Boszsz, jak ja tej baby nie lubię... Ale kawałek genialny. Z powodów estetycznych zminimalizowany.



wtorek, 20 listopada 2012
środa, 17 października 2012

Zagadka: jeśli w tym samym sklepie kupuję majty do biegania i takież spodnie, i majty, żeby pasowały, mają rozmiar XL zaś spodnie - M, bo większe zwisają, to jaki rozmiar tak naprawdę ma moja dupa?

Zaznaczę obie cześci garderoby podają rozmiar w skali europejskiej, amerykańskiej i chińskiej, ja kieruję się oczywiście europejskim.

Pojawia się pytanie, czemu nie mogę biegać w majtach bawełnianych lub zgoła bez?
Na to drugie łatwiej odpowiedzieć: bez majtów nie wypada, bo się nieelegancko majta oraz boleśnie obija o kolana, chłe chłe.

* * *

Redakcje czasopism nie mogą się pogodzić z faktem, że niedługo nikt nie będzie kupował prasy drukowanej, a za internetową nikt nie zamierza płacić i walczą o życie za pomocą różnych zabawnych pomysłów, jak system "piano". Niezorientowanym wyjaśniam, że jak się zapłaci za to "piano", wtedy można sobie do woli klikac po pełnych wersjach czasopism, różnych, choć największym udziałowcem piano jest pogrążająca się jednostajnie gazeta wyborcza.
Ale nie tylko.
Od jakiegoś czasu omijam gazety i portale. Pierwsze zbyt nachalnie selekcjonują wiadomości pod kątem własnych sympatii partyjno-światopoglądowych, a portale w dodatku opatrują je debilnymi nagłówkami, których jedynym zadaniem jest wymuszenie kliknięcia.
Miejscem wolnym od takich praktyk wydawał mi się portal polskiego radia. Trochę szczęka mi opadła, kiedy polskieradio.pl także zapisało się do piano!
Czyżby mój abonament wnoszony bohatersko już trzeci rok polskiemu radiu nie wystarczał?
Wygląda, że nie, także za sprawą premiera, który zniechęcał do płacenia na radio wyzywając abonament od "haraczy".
Radio jednak się nie obraziło i nadal lubi premiera. Mało nie spadłem ze stołka, kiedy w bloku reklam jedynki usłyszałem:
"Autopromocja. Po drugim expose i wygraniu votum zaufania premier wystąpi w jedynce o ochnastej. Koniec autopromocji".
Radio to ja, mógłby - wzorem Króla Słońce - powiedzieć premier, skądinąd kawaler orderu "Słońce Peru". 

* * *

Czystaw, Romuald Czystaw

czwartek, 11 października 2012

Pora na wpis pornopolityczno-technologiczny.
Istnieją z grubsza dwa modele państwa: opiekuńcze, które wszystko za ludzi załatwia, ale też sporo kosztuje, oraz programowo anemiczne, jak schyłkowa Rzeczpospolita, które nic nie mogła, ale też nic nie kosztowała, a nawet mniej niz nic, bo finansowała ją caryca.
Z obu tych modeli obecny premier wybrał złoty środek: anemiczne państwo "ja nic nie mogę", za które jednakowoż bulimy  jak za Szwajcarię. Myliłby się jednak kto sądząc, że anemiczna III RP przynajmniej nie jest dokuczliwa. Przeciętny funkcjonariusz tejże być może jest apatycznym urzędasem, ale przemnożony przez setki tysięcy etatów z samych nudów potrafi nieźle uprzykrzyć życie, zwłaszcza jeśli poduszczy go jakiś cwaniak, który widzi w tym swój zysk.
Egzekwowanie prawa np. to zajęcie na tyle popłatne, że ulega kroczącej prywatyzacji. Jak kraj długi i szeroki wiejskie głupki z radarami drenują z gotówki przejezdnych. Ostatnio co i rusz wyciągam ze skrzynki to mandat, to wyrok, a suma tych haraczy już dawno przewyższyła mój podatek dochodowy.
Skoro wiejskie głupki potrafią się na nas upaść, to ile wyciągną lepsze cwaniaki?
Pojawiły się kancelarie prawne, które ściągają od ludzi torrenty, a później przedstawiają im ofertę nie do odrzucenia - pięć stów do podziału między prawnika i ZAIKS, albo oficjalne doniesienie o piractwie. Szantaż powyższy tylko pozornie wygląda na dęty. Udowodnią - nie udowodnią, skażą  - nie skażą, ale mając przygotowane przez kancelarię dowody przestępstwa i adres sprawcy najbardziej leniwy policjant się ruszy, żeby "zabezpieczyć" narzędzie zbrodni czyli twojego laptopa, który potem pokryje się kurzem w policyjnym depozycie.
Zdecydowanie lepiej bulnąć te parę złotych.
Chyba, że jak ja, macie całą szafę starych laptopów do rozdania. Chyba, że jak ja potraficie ściągać torrenty bezśladowo.
Smartfonem.
Yes, istnieje mikrotorrent na androida, który zamiast się nudzić podczas nocnego ładowania może spokojnie zasysać z sieci. Rozwiązanie takie ma równiez aspekt ekologiczny - laptopa żłopiącego kilowatogodziny zastępujemy energooszczędnym głaskadełkiem.
Save the planet, pirat smartly, no nie?

btw, muzykalny koleś o miłym głosie

czwartek, 16 sierpnia 2012

Hrabia Darmocha sceptycznie spoglądał na giermka Androida.
-Czyli, hmm, mówisz, że potrafisz to samo Ajfon?
-Tak, panie
-I w dodatku za darmo?
-Tak panie.
-A gdzie haczyk?
-Haczyk, haczyk... Chyba nie chodzi ci panie o to, że będę szpiegował dla czarodzieja Googla? On i tak o was wszystko wie, bo lecicie do niego z każdym głupstwem.
-O, Ajfon by mi tak nie pyskował! Uważaj Android, darmowemu się co prawda się w zęby nie patrzy, ale dać zawsze można. Przyjmuję cię na służbę niniejszym, nieprawdaż.
-Zbytek łaski, doprawdy - odpowiedział Android cokolwiek sarkastycznie - pozwól, ze przedstawię ci wróżkę Endomondo, która...
-...niech zgadnę, będzie pracować za darmo i kablować do Googla?
-..będzie najlepszą trenerką osobistą pana Hrabiego.
-Dziesięć, dziewięć, osiem..
-Co ona gada?
... trzy, dwa, jeden, uwolnij endorfiny ! - krzyknęła cokolwiek emfatycznie wróżka Endomondo energicznie popychając hrabiego do truchtu. Ten, rad-nierad ruszył świńskim kłusem.
-Kilometr w osiem minut! - krzyknęła radośnie wróżka osiem minut później. Pobiłeś własny rekord!
Na koniec biegu wręczyła hrabiemu mapkę z zaznaczoną trasą, a ten aż pokraśniał z zadowolenia.
Następnego dnia pobił rekord na pięć kilometrów, potem próbował go poprawić, spuchł i zarył nosem w grunt. Nic, to jeszcze przed upadkiem zaliczył nowy rekord na kilometr, co skrupulatnie odnotowała Endomondo. I tak dalej i tym podobnie. Wróżce udało się to, co nie wyszło dziesiątkom wuefistów przed nią - wzięła Darmochę do galopu i to posługując się wyłącznie zeszytem w kratkę, w którym Android zapisywał postępy hrabiego.


piątek, 11 maja 2012

Strzał - x, ruchy - strzałkami, otwieranie - spacja.

Gdyby ktoś zapomniał :-)

http://wolfenstein.bethsoft.com/game/wolf3d.html

piątek, 04 maja 2012

Pomogłem ciotczysku wybrać telewizor. Przywieźć, podłączyć, podpiąć do interku wreszcie.
-O, do interku Leniuch podpinasz, czad - odezwał się ze swojej kanapy kuzyn. Nazwałbym go leniuchem do kwadratu, a może nawet sześcianu. -fajnie fajnie, bo wczoraj kilera zacząłem oglądać, to se dokończę.
-obawiam się Zenon, że to tak nie działa - zaoponowałem delikatnie - w tym cacku masz tylko aplikacje samsunga, które udostępniają wyłącznie treści licencjonowane...
-samsunga-sramsunga - przerwał Zenon zabierając mi pilota - pokaż no... - o tuba jest, a na tubie.. szukaj... k-i-l-e-r. O masz, już leci. Słabo się w tym interku orientujesz Leniuch. Za co ci te kasiorę płacą normalnie nie wiem.

----------posłowie-------------

Lat temu parę umieściłem na tubie filmik z wakacji ilustrowany utworem "Tequila". W piętnaście minut później youtube poinformowało mnie, iż azaliż ponieważ naruszył prawa Sony Music zostaje pozbawiony dźwięku.
Akcja z "Kilerem" wprawiła mnie lekkie osłupienie, tym bardziej, że wisi na tubie nieniepokojony od jakiegoś roku. Jeszcze fajniej się zrobiło, kiedy do wyszukiwarki wpisałem tytułową frazę: "cały film lektor pl".
Hmm, chyba rzeczywiście nie nadążałem.
Za to teraz se pooglądam:


środa, 08 lutego 2012

Fakt, na ogół nie jestem w porządku wobec Holyłód oraz ich polskich agentos i zamiast grzecznie napychać im portfele wolę sobie ściągnąć film z netu. Jak wszyscy. Zgoła nie jak wszystkim zdarza mi się wybrać do kina. Parking - 6 zyli, bilety dla mnie i dla dziecka 35 czy tak jakoś, kola, popkorn - następne dwie dychy.

Na szczęście po kolę i popkorn jest kolejka i spóźniamy się na "film" jakieś 10 minut. Zaaaa maaaało. Przez kolejne 10 minut jesteśmy raczeni głupimi reklamami toksycznych produktów. W naszej chacie na bagnach nie mamy przesadnie wielu zasad, ale jednej przestrzegamy fanatycznie - na reklamy wyłącza się dźwięk. I idzie na siku czy gdzie tam. Nie po to bulę dwie  stówki rocznie na abonament i sześć stów macherom od satelitarnej, żeby jeszcze dawać faszerować się reklamami.

W domu, jeśli omijając reklamy ominę kawałek filmu, zawsze mogę sobie cofnąć. W kinie jestem bezradny. Te bydlaki świetnie o tym wiedzą i pompują w nas ten syf ile się da, z fonią odkręconą poza granicę bólu. Długo i boleśnie, zapłaciłem +5 dych, to mam.
Ja i dziecko moje małe.

Dlatego - jeśli miałem jakieś skrupuły - to po sobotniej wizycie na "Muppetach" uleciały jak sen złoty. Do kina zawitam najwyżej, żeby pomiętolić koleżankę z klasy, czyli w następnym wcieleniu. Sayonara, kołki.

wtorek, 10 stycznia 2012

Noworoczne postanowienia mają żywot krótszy od muszki owocówki, chyba że jest się osobą publiczną, jak burmistrz Nowego Jorku, niejaki Bloomberg (tak, TEN Bloomberg). Zadeklarował on wszem i wobec, że w 2011 nauczy się programować. Zabawna rzecz, akurat kiedy je ogłosił, odbywaliśmy debatę nad poziomem znajomości algorytmiki wśród dzisiejszych doktorantów.

Znamy te bełkotliwe wymiany zdań prowadzone nad suto zastawionym stołem i będące smutną karykaturą rozumnej dyskusji. Najfajniej, kiedy temat jakoś się wpisuje w odwieczny a zaangażowany spór, typu wyższość lokalnego Uniwerku nad miejscową Politechniką. Jak sobie mgliście przypominam, chodziło o jakiegoś szpenia z polibudy, który wymyślił jakiś cwany algorytm i chciał z niego zrobić doktorat na uniwerku. Kłopot w tym, że tego algorytmu na uniwerku uczą na drugim roku, od zawsze, bo ktoś już go był wymyślił jakieś sto lat temu.

Si, bez czytania podstawowych książek informatyk kariery nie zrobi, nie uczysz się, to nie tylko doktorat, ale i posada np. "head of systems development at Solomon Brothers" nie dla ciebie. Zaraz, zaraz, ale czy Bloomberg po drodze na szczyt nie był czasem "head of systems development at Solomon Brothers"? Z życiorysu wynika, że był, a odprawę, skromne 10 milionów dolarów, zainwestował we własną firmę.

Bloomberg, były szef rozwoju systemów w wielkiej instytucji bankowej _w ogóle_ nie umie programować, zamierza się nauczyć teraz, po siedemdziesiątce.

Ciekawe, nie?

I chwalebne. Gdybyż nasz Krul Bul, wziął z B. przykład i nadgonił ortografię... A propos ortografii.

wtorek, 13 grudnia 2011

W obecnej dobie autorytet Ojca jest kruchy jak pokój na Bliskim Wschodzie. Przychodzę któregoś dnia do domu i okazuje się, że dziecko moje słucha się jakiegoś typa o ksywie JJayJoker. "Dzidzia Dżoker", jak go natychmiast prześmiewczo przezwałem jest autorytetem świata Minecraft, pociesznej gry sieciowej, która wygląda jakby napisano ją w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, ale w którą z jakichś powodów grają WSZYSCY. W każdym razie wszyscy koledzy syna. I koledzy ich kolegów. Dość napisać, że kolejne reportaże Dzidzi Dżokera z jego wypraw do Minecraft są na samym czubie polskich przebojów YouTube.

Niestety, w świecie Minecraft mam zerowe rozeznanie i jako taki nie istnieję dla własnego dziecka. A w każdym razie nie istniałem, aż do przedwczoraj.

-Tato, tato, JJayJoker nie gra już w Minecraft!
-O.
-Tak, teraz gra w taką wyczepistą grę: Skajrim, gdzie walczy z kościotrupami, czarownikami i takimi tam. Świetna gra, jest już na czwartym poziomie i przyjęli go do Bohaterów.
-Aha?
-No, takich rycerzy, którzych wszyscy w Skajrimie się boją. Jak się postara, to awansują go na wilkołaka.
-Błąd.
-Co?
-Błąd. Czar wilkołaka podarowały Bohaterom Wiedźmy. Bohaterowie nie wiedzą, że również po śmierci będą musieli służyć Królowi Wilkołaków.
-Aaa... a skąd ty to wiesz?
-Bo musiałem pokonać Wiedźmy, żeby odkręcić to całe wilkołactwo, za co zresztą Bohaterowie uczynili mnie swoim Heroldem. Jestem także Tanem Białej Grani i Zimowej Twierdzy, posiadaczem siedmiu smoczych dusz i jako gracz na dwudziestym czwartym poziomie nie mógłbym nawet spojrzeć na Dzidzię Dżokera bez spopielenia go samym wzrokiem.

- ...

(syn podnosi z parkietu opadniętą szczękę)
The Elder Scrolls V: Skyrim ScreenshotSee More The Elder Scrolls V: Skyrim Screenshot at IGN.com
                * * *

Si, listopad to dla graczy niebezpieczna pora, w listopadzie wychodzą na półki sklepowe zawodnicy wagi ciężkiej, że wymienię Modern Warfare, Battlefield, Assassina oraz Need For Speed. Prasa doniosła, że dochód z MW3 właśnie przegonił dochód z Avatara, spychając kinematografię do niszy dla emerytów.
Jak dla mnie ten sezon należy jednak do Skyrim, który przebojem wdarł się do czołówki i podniósł gry fabularne na nowy poziom. Wyraźnie zresztą wyższy, niż ten, po którym pętał się nieznośnie pretensjonalny Wiedźmin. Szkoda, bo gdyby autorzy tego ostatniego dopracowali rozgrywkę, zamiast szlifować wizualnie "porywającą alegorię pogromu kieleckiego", którą zachwycał się jeden z zaczadzonych recenzentów z Wyborczej, to może właśnie Wiedźmin zarobiłby w tydzień pół miliarda baksów.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum