polecam

niedziela, 09 grudnia 2018

TVN wyemitował dzisiaj pierwszy odcinek programu "Wracajcie skąd przyszliście". Jak można się domyślić program poświęcony jest imigrantom i naszym postawom wobec nich. Za sprawą mojej notki w Salonie24 dotyczącej imigracji zaproponowano mi udział w tej produkcji. Niestety, ostatecznie nie zakwalifikowano mnie, szkoda. Z tym większym zainteresowaniem obejrzałem pierwszy odcinek.
Prowadzony przez Piotra Kraśkę reportaż nie odbiegał w sumie od moich wyobrażeń. Grupa wyrazistych postaci podróżowała po obozach dla uchodźców i próbowała zorientować się w ich sytuacji. Na grupę składał się Piotr Kraśko, trzy osoby o zdecydowanych poglądach pro-imigracyjnych  i trzech zdeklarowanych przeciwników przyjmowania uchodźców.
Ja niestety nie mam określonych poglądów w tej sprawie. Po prostu wydaje mi się, że niewielu imigrantów z fali zalewającej Niemcy i Austrię chciałoby zamieszkać w Polsce. Ostatecznie po przebyciu paru tysięcy kilometrów i zapłaceniu góry pieniędzy przemytnikom nikt nie skręci do kraju kilkukrotnie biedniejszego, a jeśli już to zrobi, to po to, żeby wsiąść w najbliższy busik do Berlina.
Tłumaczę sobie, że właśnie brak zdania zdecydował o ostatecznym nie zaproszeniu mnie do programu (choć podobno miałem już wyrobione wizy!), bo przecież nie niedostatki urody czy uzębienia.
Wracając do pierwszego odcinka... każdy z uczestników mógł dobitnie uzasadnić swoje przekonania. Jeśli mówił, że imgranci to zwierzaki, w tle ilustrowały to ekscesy z ich udziałem. Plus dla stacji, znanej raczej z przesadnej poprawności, za uczciwe podejście.
Formuła spotkań z uchodźcami w kolejnych ośrodkach trochę nuży powtarzalnością. Zawodzą też przewidywalne pytania, proimigracyjni bezkrytycznie przyjmują opowieści imigrantów, "ksenofobii" zaś obsesyjne dopytują się o finanse.
Pozycja do polecenia zainteresowanym tematem, ale na razie nie zapowiada się na przebój.
Ja na pewno obejrzę pozostałe (3) odcinki.
Dla ciekawych:

https://player.pl/programy-online/wracajcie-skad-przyszliscie-odcinki,15858/odcinek-1,S01E01,124390

I moja stara notka:

https://www.salon24.pl/u/leniuch102/810484,imigrant-w-paryzu-pieniadze-zagrozenia-religia

19:47, leniuch102 , polecam
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 października 2018

Zamiast pełnowartościowej notki - przegląd filmów, które na dziś można sobie ściągnąć z torrentów. Można je także obejrzeć na różnych kaszaniastych serwisach streamingowych, ale ja wolę zassać konkretny plik w wysokiej jakości i poczuć się jak w kinie, a nawet lepiej, odtwarzając go w telewizorze.
Od dłuższego czasu hollywood ogrywa stare cykle. Dla swojego dziecka jestem legendą, bo widziałem w kinie pierwsze Gwiezdne Wojny. Si senior. Dwadzieścia odcinków później mogę z czystym sumieniem i jasnym czołem  polecić film "Han Solo", być może najlepszy od początku serii. Nigdy nie byłem fanem księżniczki Lei, laska z Solo bije ją na głowę, film się sam ogląda. Enjoy.
Na pierwszym "Parku Jurajskim" też byłem w kinie, jak również na pierwszym "Świecie Jurajskim" sto lat póżniej. Bieżący "Świat jurajski - Upadłe królestwo" to wtórna, męcząca kicha.  Naprawdę zastanówcie się, zanim zabierzecie nań dziecko, bo film skręca w stronę głupio okrutnego kryminału i jako taki wypada z kategorii kina familijnego. Ostrzegam.
Główny bohater "Jurajskiego świata" grany przez Chrisa Pratta jest recyklowany jako pseudo "Han Solo" w Avengersach "Infinity War". Zdezorientowani? You bet. Jak zobaczyłem go za sterami statku w Avengersach przetarłem oczy, bo myślałem, że przez sen skleiły mi się te trzy filmy. Moje dziecko twierdzi, że "Infinity War" to szczytowe osiągnięcie cyklu, ja pozostaję sceptyczny.
Na koniec ulubiony antybohater komiksowy w drugiej odsłonie: Deadpool. No nie wiem, ale raczej nie. Deadpool gwałtownie skręcił w kierunku parodii innych komiksowych filmów, trochę w konwencji "Strasznego filmu". Dla mnie to pójście na łatwiznę, choć wciąż zabawne. Nie na tyle, abym obejrzał do końca, ale dialog o zaletach wigotnych chusteczek higienicznych zapadł mi w pamięć. Nie namawiam, nie zachęcam, nie zmuszam.
Na koniec refleksja. Filmy "superbohaterskie" mają notorycznie zawyżone oceny, nie tylko na IMDB, ale i na ambitniejszych recenzowniach jak "Rotten Tomatos". Spokojnie można upieprzyć im z 20% oceny, a i tak będzie za wysoka. No ale jak mawiają we Wrocławiu, mieście imigracji wschodnioukraińskiej, "na wkus i cwjet tawariszcza niet". 

23:54, leniuch102 , polecam
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 lipca 2018

Biegam źle, pływam jeszcze gorzej, ale realia są takie, że biegających dobrze jest u nas masa, a pływających choćby jako tako - garść. Czyli nawet pływając swoim męczącym kraulem u siebie na pływalni jestem królem, zwłaszcza jak wszyscy na wakacje wyjadą. Kraula swojego nazywam męczącym, bo jak płynę to nie wiadomo, kto się bardziej męczy, ja czy ci co patrzą.
Pojawia się naturalnie pytanie, czy nie warto byłoby wziąć paru lekcji i przestać męczyć siebie i innych, ale po primo, nie będzie mi jakiś pedał mówił, jak się pływa, a po drugie po co, jak i tak jestem królem, c'nie?
Anyway, jak się już zwlekę skoro świt, koło dziesiątej i przyjadę na basen, to oczekuję, że będę miał przynajmniej jeden tor dla siebie. Jak nie mam, to się wkurzam, ale mam prosty sposób, wynajduję tor z najbardziej nieruchawą niemotą i płynę swoje. Jak rozgniotę, to trudno. No i zaszła taka sytuacja, że stoję i patrzę na te pozajmowane tory i widzę już ofiarę podpierającą ścianę, jakieś takie nastoletnie dziewuszysko. Jest taki wiek, że dziewczęta się otłuszczają i wyoblają, przykry w sumie widok, wyglądają trochę jak z dałnem, a ta niedojda to już całkiem, w jakimś pstrokatym jednoczęściowym stroju jeszcze, lustra w domu nie ma, czy co?
No to jeden basen ciach, dopłynąłem do tej niuni, nawracam takim trochę frajerskim nawrotem, bo z koziołkiem nie umiem, ale na tę wannę i tak za dobrze i kątem oka patrzę, co robi. A ona jakoś tak kucła, jakoś się tak wygła i odbiła i zobaczyłem jak przemkła pode mną, na plecach pod wodą. Ja tu kraulem, a ona mnie wyprzedza jak furmankę.
Bez poruszania rękami, samymi nogami jak do delfina mnie minęła. No i bez oddychania, bo pod wodą. I już jej nie zobaczyłem, bo zanim dopłynąłem to już wyszła i poszła.
Tak, że tak, pozory mylą.

00:34, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 kwietnia 2018

Jako bloger widzę siebie Salierim polszczyzny - względnie poprawnym, ale nieporywającym. I jak Salieri potrafię docenić Mozartów tejże. Dalece częściej niż Mozartów spotykam jednak katów żywego słowa i cierpię bardziej niż miliony, bo dotkliwej niż miliony odczuwam tych katów okrucieństwo.
Najsroższymi od lat są komentatorzy walk bokserskich, zwłaszcza na kanałach komercyjnych, bo one głównie pokazują boks. Dwanaście rund znęcania się nad językiem to zadanie zbyt trudne dla jednej osoby, dlatego niszczą go we dwóch, mistrz Sith zwany "redaktorem" i jego padawan  - "współkomentator", zwykle bokser, który nigdy nie był złotousty, a milion mikrourazów uczynił go krzywoustym dosłownie i w przenośni.
Smutny przykład ich współpracy mogliśmy słyszeć ostatnio podczas starcia Detonay Wildera z "King Kongiem" Ruizem. Język polski wyszedł z niego zmasakrowany bardziej niż "King Kong", który walczył jako - uwaga - "czelendżer mandatoryjny". "Niech to tłumaczy, kto rozum ma", najlepiej na polski.
Na tym niewesołym tle warto podkreślić każdy choć pozytyw, zwłaszcza w Święta.
I w Święta właśnie zdarzył się cud, walka Antoniego Joshua'y i jakiegoś Aborygena, o dziwo pokazana w telewizji państwowej, zwanej obecnie narodową. Cud miał postać poprawnie wysławiającego się boksera zaproszonego do studia tv, który w pewnym momencie brawurowo użył zwrotu "ostatnimi czasy", krasząc zapewne lica swej polonistki, jeśli oglądała narodową.
 Gwoździem programu był kolor elokwentnego pięściarza - Izuagbego Ugonoha, czarny jak czarna Afryka. Swoim udanym występem Izu zrobił więcej dla tolerancji niż ktokolwiek kiedykolwiek w naszym kraju. Będąc udanym prototypem polskiego oprogramowania na murzyńskim sprzęcie na pewno dał do myślenia milionom entuzjastów boksu, nawet jeśli nie w pełni docenili jego perfekcyjną polszczyznę.
Jest zatem nadzieja, choć w zupełnie niespodziewanym kolorze.

00:27, leniuch102 , polecam
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 stycznia 2018

Nie spodziewałem się wiele, a jednak zdołali mnie zawieść.
Właściwie przełączyłem po pierwszych 15 sekundach w ciągu których pokazano teatralnie utykającego obszarpańca, na którego widok strażnik zauważył błyskotliwie: "O teatralnie utykający obszarpaniec ku nam zmierza jakowyś", na co drugi strażnik odezwał się jeszcze bystrzej: "Właśnie widzę".
W tym momencie powinna spaść kurtyna, ale się zacięła i oto jesteśmy skazani 10 odcinków kulawych dialogów wygłaszanych przez aktorów przebranych w ciuchy zamówione w chińskiej hurtowni strojów karnawałowych.

Autorzy serialu "Korona królów" powinni byli obejrzeć sobie angielską produkcję "Upadek królestwa" zajmująco opowiadającą o Anglii próbującej przetrwać inwazję Duńczyków. Jestem pewien, że tego nie zrobili, inaczej "Korona" trafiłaby nie na ekrany telewizorów, ale do kosza, gdzie jej miejsce.

Tymczasem otrzymaliśmy nudną piłę w stylu słusznie zapomnianych "Królewskich snów", tych z ględzącym od rzeczy Holoubkiem, tyle, że bez Holoubka. Mimo braku gwiazd jedynym jasnym punktem serialu pozostaje obsada, zwłaszcza młodsza: playboy Kazimierz i niezależna Aldona (Marta Bryła)  skonfliktowana z nieco demoniczną teściową (Łabonarską).

Resztę serialu zapewne obejrzę, ale dopiero za paredziesiąt lat, jako środek na starczą bezsenność.
Wszystkim nie mogącym zasnąć seniorom polecam już teraz.

______________

Żeby nie było, że zmyślam, odcinek 1szy online: https://vod.tvp.pl/video/korona-krolow,odc-1,35371666

09:41, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 18 grudnia 2017

Duży może więcej, zatem i Belfer 2, grany przez "młodego" Stuhra powinien być lepszy od Belfra 1, w którym Stuhr ma 2x mniejszy brzuch.  Ale na tym kończą się przewagi dwójki nad jedynką.
O ile Belfer 1 był dobrym serialem ze słabszymi momentami, to Belfer2 jest słabym serialem z lepszymi momentami i jako taki nie nadaje się do oglądania. Niestety, wrocławianie muszą go obejrzeć, bo jedynym konsekwentnie mocnym punktem tej katastrofy jest właśnie Wrocław, a ja to nawet uczyłem się metrologii w budynku "liceum" Belfra 2 i nieobca jest mi przerażająca ulica Chudoby, przy której zamieszkał.
Kiedy pojawiły się napisy końcowe odetchnąłem z ulgą, choć akurat finał wypadł dosyć zaskakująco, zupełnie inaczej niż w pierwszej serii, która drążyła kwestię, kto zabił Asię Wachowiak Walewską, a na koniec okazało się, że w sumie odpowiedź nam powiewa.
Belfer 2 nieoczekiwanie potwierdza teorię, że krajem rządzą degeneraci ze służb specjalnych, aż chce się westchnąć, dobrze, że Macierewicz w końcu dobrał im się do skóry.
Wszystkim rozczarowanym Belfrem 2 tym bardziej polecam obejrzenie Belfra 1, a zwłaszcza zapoznanie się z prozą scenarzysty serialu nazwiskiem Żulczyk, który napisał jedyny dobry polski kryminał po roku 1945, zatytułowany "Ślepnąc od świateł".

17:00, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 listopada 2017


Jestem - jak to kiedyś ZUS określał - inwalidą wzroku, a na nosie od drugiej klasy noszę protezę wzroku, czyli - w terminologii ZUS-u  - okulary.
Mój kiepski gust przez lata był błogosławieństwem dla domowego budżetu bo od maleńkości niezawodnie wybierałem najtańsze modele oprawek. Na starość człowiek jednak głupnie i daje się wpuścić w różne maliny, na przykład sportowe oprawki z bimetalowymi zausznikami, które pod wpływem ciepła coraz ściślej przywierają do czaszki. Działa świetnie póki temperatury  są powyżej 10 na plusie, jednak poniżej następuje efekt odwrotny, tzn. zauszniki wiotczeją, jak w tym dowcipie: "Baronie, gnie wam się".
Jakoś tam cierpiałem, ale w końcu wybrałem się po normalne, wiotczejące dopiero w piekarniku.
Mam z natury nieżyczliwy wyraz twarzy, wypisany na niej rodzaj niemej pretensji do świata, która wszakże nie ma pokrycia w moim pogodnym charakterze. Okulary są świetną okazją do skorygowania mojej fizys, dlatego oprawki wybieram wyjątkowo starannie, miesiącami.
I tak się składa, że te naprawdę fajne stoją na wyższych półkach, ale niestety, miewają wypisane wyraźne logo producenta, np. Porsche albo Ralph Lauren. Wszystko znakomicie pasuje, no ale ten napis...
Panie sprzedawczynie nie rozumieją w czym problem. Otóż problem polega na tym, że nie nazywam się Ralph Lauren. Od biedy założyłbym okulary z napisem Leniuch... co ja gadam, oczywiście nie założyłbym. Gdybym był typem tatuującym sobie imię żeńskie - są tacy - wypadałoby mieć na okularach Kasia, bo Leniuchowej Kasia, jak tej margarynie... ale Ralph? Lauren?! Wypisane zasadniczo na czole? Czy panią pop...o?
Niezrozumienie. Zdziwienie. Niechęć.
I chyba słusznie, to ze mną musi być coś nie tak, bo jak się dokładniej przyjrzeć "osobom publicznym" to one bez żenady obnoszą się z oprawkami uszlachetnionymi nazwą firmy, od ministra Ziobry po posłankę Pihowicz.
Mam nadzieję, że kazali sobie "Ralphowi" za to płacić. Ja bym kazał. 

08:13, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 października 2017


Jako współwłaściciel dwóch liniejących psów wiem co nieco o odkurzaniu. Na przykład to, że odkurzacze słabną z roku na rok, a to za sprawą Unii, która oskarża je o zbyt wielkie zużycie prądu. Ofiarą postępującej anemii odkurzaczy pierwsze padły elektryczne szczotki do nich doczepiane. Byłem gotów wybulić konkretne sumy za  silny odkurzacz ze żwawą szczotką, potem tylko za silny odkurzacz... ale nic z tego.
Coraz słabsze, bez szczotek (osobno kupowana "turbo szczotka" to słaba namiastka), za to coraz droższe.
Do tego na odkurzaczach pojawiły się nalepki z "wydajnością energetyczną" i "klasą zbierania kurzu", w tym z dywanów.
I oto stanąłem przed najnowszymi wymiataczami po 500 watów (i pięćset złotych), które wg nalepki wsysały kurz ze skutecznością A oraz przed starymi modelami o dwa razy większej mocy, ale dużo niższej skuteczności.
Jak u licha udało się producentom zwiększyć skuteczność zmniejszając moc?
Oczywiście kosztem klienta. Jak się okazało w domu, dzięki przemyślnej konstrukcji szczotka przyssała się na ament do dywanu i przesunięcie jej wymagało determinacji i stalowego nadgarstka. To prawda, po trzech ruchach ręka mdlała, ale dywan był wyczyszczony w klasie A, nalepka zatem nie kłamała.
Szkoda, że nie informowała, iż brakujące tysiąc watów użytkownik musi wygenerować z własnego bicepsa.
Klasę "A" przyznano zapewne w warunkach laboratoryjnych, gdzie jakiś osiłek odkurzył próbkę metr na metr i git.
Zadziwiające, jak w takich warunkach znakomicie działają wszystkie urządzenia: auta palą zadziwiająco mało i nic a nic nie trują, nakremowane zmarszczki znikają, farby pokrywają od pierwszego razu, a odkurzacze .. wiadomo.
Och gdybyż Grażyny z Siemiatycz raz i drugi nie pojechały do Brukseli sprzątać i unijni kaci odkurzaczy sami musieliby  po nie sięgnąć.
Pomarzyć.

15:03, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
sobota, 07 października 2017

Sprawa jest skomplikowana... jako dziecko o wyjątkowo długich kończynach nadawałem się głównie do stania na bramce, a z tego pktu widzenia piłka nożna nie zachwyca. Minęło 40 lat i moje własne dziecko dostało na komunię xboksa, którego chwilę później odepchnęło ze wstrętem, przytulając za to mojego peceta do gier. Xbox 360 to urządzenie o parametrach dziadowskiego smartfona sprzed pięciu lat, przytoczę tylko jedną liczbę - pamięć = 0,5GB. Azaliż aliści istnieje gra, która swoją dojrzałość osiągnęła gdzieś koło 2008 roku i kolejne jej wydania różnią się zasadniczo piłkarzem na okładce i jako taka doskonale się na xboksie sprawdza.
Tu dygresja. Tak zwani "fachowcy" twierdzą, że piraci rozkodują wszystko. To krzycząca nieprawda.  Gdyby tak było nie płaciłbym za satelitę, czego nie robiłem przez lata ograniczając się do wstukiwania kluczy podsuniętych przez piratów. Było, minęło. Skutecznie zakodowali satelitę, skutecznie zakodowali grę FIFA, bo o niej tu mowa. Nie zakodowali tylko xboksa 360, bo za stary.
Na takim xboksie kolejny rok prowadzę Śląsk Wrocław do zwycięstwa w lidze mistrzów. I wiem, że niełatwo być menedżerem. I jak słyszę, że gdzieś tam kibice spopychali piłkarzy, to się nie oburzam. Nikt lepiej nie wie, jakie to rozczarowanie, kiedy za górę pieniędzy sprowadzam gwiazdę, a ona się nie stara. Widać za bardzo zmęczona jest tarzaniem się w moich pieniądzach, żeby jeszcze biegać po boisku. I bardzo żałuję, że nie mam w fifie "stadionowych bandytów",  którzy z liścia wyjaśniliby piłkarskiej znakomitości, że powinna lepiej się przyłożyć, or else.
Ale nie wszystkie kibicowskie zwyczaje mi się podobają. Nie za bardzo kumam, o co chodzi z tą kosą. Wiem, że mamy np. kosę z Lechem i Legią, ale skoro już zapłaciłem za satelitę i ekstraklasę w niej, to kogo mam bardziej nienawidzić podczas meczu między nimi, no bo komuś kibicować muszę. Przyjąłem założenie, że bardziej Legię, bo w Warszawie ma biuro eksploatująca mnie korporacja, jak to korporacja. Do tego z Lecha przyszedł do nas napastnik Robak, pierwszy prawdziwy napastnik od paru sezonów, który w jeszcze na wiosnę strzelał nam, a teraz strzela dla nas.
Yeah, polityka transferowa to wielka szkoła przebaczania. I tym optymistycznym... itd. itp.

20:31, leniuch102 , polecam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 czerwca 2017


Na tych tu łamach niejednokrotnie nabijałem się z melomanów zamulających sobie dyski utworami spróbkowanymi na szejset kiloherców, topiącymi fortuny w kablach, podstawkach na kolumny etc.
Rzetelne badania z podwójną ślepą próbą niezbicie podobno wykazują, że 99 na 100 słuchaczy nie słyszy różnicy, więc po co przepłacać.
Niby tak, niby oczywiście, ale...
No jednak kawałki z spotyfaja brzmią gorzej niż z CD. Przynajmniej dla mnie. Może się mylę, ale to pomyłka bardzo sugestywna. Co więcej, kawałki spróbkowane w superczęstotliwościach ("super" w sensie SACD) wchodzą do ucha fajniej niż zwykłe CD.
Again -  zapewne autosugestia, może rzeczywiście brzmią lepiej, bo to inne kawałki niż na mp3, porównuję tu na ogół całkowicie nienaukowo koncertowe AC/DC do starannie zaaranżowanego studyjnego dżezu, ale soczyste "be-bęęę" na basie szybciej usłyszę z pliku FLAC 192 kHz niż ze strimu.
Tak że ze skruchą przyznaję, że pewno nigdy nie kupię kabelków za zylion jak pewien mój znajomy ("i wiesz, słuchało mi się tak lepiej i zastanawiałem się , co się zmieniło i przypomniałem sobie o tych kabelkach wciśniętych mi na próbę- no i zostały"), ale dysk zamulam spiratowanymi winylami.
No, bo ostatecznie, cóż ja wiem o tych gościach z podwójnie ślepej próby? Może 10 z nich było podwójnie głuchych i nie robiło im różnicy, czy gra czy nie, a reszta kliknęła co bądź? I jak długo mogli próbować - godzinę, dwie?
Tymczasem ja w swoim fotelu słucham od iks lat. No i najważniejsze - to mi ma się podobać. Jeżeli do tego podobania potrzebuję marmurowej podpórki pod kolumnę i kubańskiego cygara - trudno.
Zatem  jeżeli pod wpływem "racjonalnych" argumentów ktoś nie kupił sobie pozłacanych wtyczek i odczuwa jakiś niedosyt - nie żałuj sobie chłopie, kupuj, podłącz, zatoń w fotelu i się rozkoszuj.
Zasłużyłeś.

22:59, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 maja 2017

Chyba coś ze mną jest nie tak, ale w żaden, totalnie żaden sposób nie rozumiem entuzjazmu, jaki budzą w widowni i krytykach brednie ze stajni marvela, a zwłaszcza chorzy iksmeni.
No dobra, publiczność  - wiadomo, do kina chadza gimbaza, ale jakim cudem rzekomo rozgarnięta witryna rottetomatos przyznaje tym przygnębiająco powtarzalnym gniotom 92% na 100... beats me.
Mam taką spiskową teorię, że za głoszenie tolerancji wobec x-dziwadeł (i chyba nawet x-Żyda) marksizujący krytycy dokładają serii na dzieńdobry +50%.
Pozawczoraj oglądałem film Logan, o x-wilkołaku, rzekomo arcydzieło. Nie pamiętam nic, bo nie było nic do zapamiętania. No kosmicznie głupie wręcz, przez moment zwróciła moją uwagę demoniczna dziewczynka wilkołak, ale ukryłem twarz w dłoniach kiedy jakiś debil zaczął tlumaczyć, że jest ponadprzeciętnie groźna, bo w przeciwieństwie do męskich wilkołaków ma jeszcze szpony na stopach, wzorem lwic, które są groźniejsze od lwów, bo coś.
Feminizujące krytyczki dopisują +10% za girl empowerment, a mi się odbija midichlorianami.
Gdzie te czasy, gdy Obcy bez żadnych wstępów wjeżdżał w załogę Nostromo jak pitbul w stado kaczek, by po godzinie rzeźni bez żadnych tłumaczeń zniknąć w czerni kosmosu, pozostawiając salę z rozdziawionymi japami i rozsypanym popkornem.
Jak boganoga, wolę już taki lalaland, albo lepiej, walki w klatce, gdzie celebryci (bo teraz wpuszcają tam mięśniaków z reality shows) próbują sobie pourywać głowy.
Kino umarło.

23:56, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 lutego 2017

Dobiegł końca pierwszy sezon "The Grand Tour" nowego programu Jeremiasza Clarksona, który uprzednio został wyrzucony z "Top Gear" za zdzielenie producenta piąchą.
Nigdy nie byłem stuprocentowym fanem topgira i niestety jego wady przeniosły się do GT. Mam na myśli głównie przeciągnięte ponad wszelką wytrzymałość skecze w terenie z udziałem zapatrzonych w siebie prowadzących.
Dwa odcinki rozgrywające się na Wybrzeżu Szkieletów były w całości relacją z idiotycznej wycieczki po tamtejszej plażopustyni w tzw beach buggies, którymi chłopaki krążyły w te i wefte przez cały chyba czas, ale nie wiem, bo drugiego odcinka nawet nie ściągnąłem.
Ponarzekawszy, trzeba oddać, że przez - ja wiem - 60% czasu emisji GT było jednak zabawne, zajmujące, a momentami nawet -  jak entree w pierwszym odcinku - powalające. Po całości  przynajmniej tak samo fajne/kiepskie jak topgir.
Zatem warto, szkoda że nie można, w każdym razie legalnie, bo GT emituje jakaś egzotyczna telewizja Amazona, przez co popularność zdobył głównie wśród piratów.
Tyle ogólników, teraz o żywo mnie interesujących autach VW, bo Clarkson zwieńczył sezon kupnem i testem das Auta. Wsiadł do golfa i wpadł w spazmy zachwytu nad kontrolą odstępu i asystentem pasa ruchu: patrz google, samoprowadzące auta już tu są.
Do pewnego stopnia to prawda, asystent pasa zwalnia z kręcenia kierownicą, kontroler odstępu wyhamuje do zera przed bramkami, jeśli zdarzyłoby mi się zasnąć... ale.
Jest jeszcze lokalna specyfika. Jakoś tak jest że sporo całkiem kierowców nie ustąpi z lewego pasa, jeśli nie wjedzie się im na zderzak niemal. Nie wiem o czym myślą tacy ludzie: gościu dognał mnie z tyłu, ale będę dalej jechał lewym pasem, może zhamuje z dwustu na sto dziesięć i już się będzie tak za mną wlókł?
No w każdym razie zbliżyć się do takiego muła na tyle, żeby cię był łaskaw zauważyć, nie da się z włączoną kontrolą odstępu, bo wiadomo - nie pozwoli, niebezpiecznie niby.
Czyli przy trochę większym ruchu, kiedy stężenie takich cymbałów wzrasta, odstęp idzie w odstawkę. Jeśli jednak stosować go konsekwentnie to urządzenie skonstruowane na potrzeby bezpiecznej jazdy potrafi nieźle podnieść adrenalinę.
Już wyjaśniam: lecisz, szybko, lecisz lewym pasem. Zgodnie z lokalną specyfiką tirowiec na prawym jadąc 105 zbiera się do wyprzedzania tirowca przed nim, który jedzie 104,5 . Manewr ten zajmie mu resztę lutego i pół marca, ale nie o tym teraz.
Normalnie zdejmowałbym nogę z gazu na widok kierunkowskazu tirowca przede mną, ale od czego kontrola odstępu? Automatyczna?
No więc jadę ile jadę, a tir centymetr po centymetrze zajeżdża na lewy. Tylko że radar kontroli odstępu wciąż go nie widzi! Włosy mi stają dęba, ale nie po to firma zapłaciła za kontrolę odstępu (automatyczną!) żebym nie korzystał, dlatego podkulam nogi pod brodę, żeby czasem nie depnąć na hamulec.
Na koniec wreszcie radar załapuje w czym rzecz, wciska hamulec, walę zbielałą twarzą w konsolę, dramat o włos od zderzaka tira, tętno dwieście, zimny pot na czole... Ale fajnie!

17:16, leniuch102 , polecam
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 stycznia 2017

Nazwać 50-latka młodym to lekka przesada, ale taki właśnie tytuł nosi intrygujący serial "Młody Papież". W gronie papieży pięć dych to rzeczywiście początek drogi. Do tego w roli Młodego obsadzono Judasza Law (Jude Law) kroczącego przez Watykan w rytm "I'm sexy and I know it".
Ale po kolei, czy należy w ogóle na to patrzeć, czy ten serial nie jest przypadkiem produktem przemysłu rozrywkowego, który - wobec dojścia do ściany w zarabianiu na przemocy i goliźnie -  postanowił zarobić na bluźnierstwie?
Nie jest, można oglądać. Zresztą, ktokolwiek oglądał film Grande Belezza reżysera serialu Paolo Sorrentino, wie, że nie jest on nawiedzonym ateistą. Niektóre odcinki niosą ze sobą kontrowersje, ale jako całość serial nie gorszy.
Pytanie drugie - czy warto?
W serialowych rankingach "Młody" to niewątpliwie druga liga. Rankingi wszakże układane są przez gimbazę, wg której Wikingowie są lepsi od Zagubionych. No nie są.
Między nami dorosłymi sugerowałbym najpierw jakiś film Sorrentino, może być oskarowa Grande Belezza. To takie kino europejskie, całkowicie bez akcji, myślę o nim jako o znakomicie kompresującym się. Ładny obraz, 10 sekund milczenia, delikatny najazd/odjazd/przejazd kamerą. Na pewno niewiele w nim wampirów walczących o tron.
W takich kategoriach Młody dorównuje słabszym odcinkom Domku z kart. Zatem - jak dla mnie - warto.
Jak sie szybko okazuje serial związany jest z rzeczywistością cokolwiek luźno, to bardziej taka baśń, snuta przez jednego człowieka, któremu trochę rwie się wątek, nie staje logiki i trudno utrzymać poziom. Z tymi zastrzeżeniami jest to autorskie dzieło, a nie kolegialny produkt telewizyjnych remiechów.
Judasz Law dźwiga tę opowieść, w której trochę mi przypomina  Kaligulę z "Ja, Klaudiusza", jest tak samo nieprzewidywalny i diaboliczny.
Największy problem z tym serialem, to czy ściąganie go z torrentów jest grzechem. Gdybym był sadystą spytałbym o to księdza przy okazji kolędy, ale nie będę już mu dokładał, biednemu.

11:10, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (8) »
środa, 28 grudnia 2016


He he, to chyba jeden z tych filmów, których się nie da zaspojlerować, bo dwa dni po obejrzeniu nie bardzo wiesz, o czym był. Jestem jednym z niewielu żyjących kinomanów, którzy widzieli pierwszy odcinek Gwiezdnych Wojen w kinie i z sympatią chodzę na każdy nowy, ale tamtego - piorunującego - wrażenia, jakie wywarł na całym, nie bójmy się tego słowa, pokoleniu, nie spodziewam się już przeżyć.
Nie tylko dlatego, że nie będę już nastolatkiem, a księżniczka Lea zeszła na zawał. (Ha, teraz mi się skojarzyło, że jeszcze bardziej piorunujący i gdzieś w tym czasie wyświetlany Bruce Lee, też był zszedł na zawał - przypadek? nie sądzę).
W każdym razie z każdych Gw-Woj dawało się coś zabrać do domu, a to tego rogatego Sitha z czerwonym ryjem, a to grubego ślimaka z gołą Leą na łańcuchu, ten starszy pan pod wysokim napięciem też był niezły.
A tu nic, może poza jednym fajnym robotem. Bywały już wcześniej odcinki skandaliczne, odcinki chybione, ale dwa ostatnie takie nie są, one cierpią nie tyle na głupie pomysły, co na fundamentalny uwiąd. Jak dla mnie seria grzęźnie za sprawą ambitnych dziewcząt, obsadzanych w pierwszoplanowych rolach. One, te prymuski, nadają się świetnie do mnóstwa ról, ale Imperium raczej nie pokonają. Zwłaszcza, że nie wspierają ich żadni kowboje (Ford), żadne utalentowane chłopaki z boysbandu (Anakin), ale paru wrażliwych Azjatów dobranych widocznie z myślą o tamtejszej publiczności.

17:47, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 03 października 2016

Huczne obchody dnia chłopaka rozpoczęła Leniuchowa wręczając mi paczkę biszkoptów. Potem było jeszcze lepiej. Electronics Arts wypuściło Fifę 17, a Lech Andrzej Janerka zagrał za darmochę pod kościołem św. Marcina.
Biszkopty nie doczekają się komentarza, Lech Andrzej go nie potrzebuje, za to pozyskanie Fify wprawiło mnie w lekkie zdziwienie. Otóż jestem człowiekiem zasad i z zasady nie płacę za oprogramowanie. Mój syn - mazgaj i niezguła - owszem, ja - wychowany w szacunku dla Kodeksu Karnego, który stanowi, że ukraść można tylko rzecz, a osiem gigabajtów Fify rzeczą nie jest, więc rażącą niegospodarnością byłoby ich kupno, skoro można je po prostu ściągnąć - oczywiście Fifę ściągam.
Nie od razu jednak, bo łańcuchowe psy międzynarodowych korporacji w ciągu ostatniego roku pozamykały większość znanych i lubianych serwisów ułatwiających to ściąganie. Oczywiście wciąż łopocze na wietrze piracka bandera thepiratebay.org, ale jest to flaga mocno już postrzelana i linków do torrentów z fifą na tpb nie uświadczy. Z zastępu alternatywnych serwisów większość zwinęła interes, mam na myśli torretz.eu, kat, h33t, eztv et consortes.
Szczegóły: https://torrentfreak.com/top-10-most-popular-torrent-sites-of-2016-160102/
Na szczęście są jeszcze dzielni Bułgarzy z rarbg.to i im zawdzięczam możliwość pomszczenia Śląska Wrocław za porażkę z Termaliką. W perspektywie - jak co roku -  awans do Ligi Mistrzów i heroiczne boje z Realem. W wirtualu, bo w realu pewno znów z Druteksem Bytów.

00:31, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
Archiwum