ploty

środa, 02 lutego 2011

Nie mam nic do liczby 23, jest fajną liczbą pierwszą, ale gdzie jej tam do liczby 22, do której przyzwyczaiłem się przez ostatnie ... google, dzięki ...17 lat. Poza wszystkim 22 jest dwukrotnością 11, przez którą bardzo fajnie się mnoży, nawet dziewiątkę.
Przy wszystkich swoich zaletach i 22 i 23 mogą co najwyżej nosić teczkę za liczbą 25, która jest tak świetna, że w Stanach specjalnie dla niej wybito monetę, 25 centową.

Z pewnego punktu widzenia 25 jest lepsze nawet od 20. Właśnie wróciłem ze sklepu z pendrajwem w kieszeni. Miałem go sobie kupić w zeszłym roku, kiedy kosztował cztery dychy, kupiłem w tym, za cztery dychy. Gdyby VAT wynosił równo ćwiarę, to konsumenci od trzecioklasisty wzwyż mogliby w pamięci  wyliczyć, że netto kosztował o jedną piątą mniej, czyli 32 złote. (Podejrzewam, że mimo 25% VAT cena aniby drgnęła, bo sprzedawcy nie chciałoby się za głupie +3% wymalowywać nowej)

W obecnym, godnym pożałowania stanie rzeczy jedynym konsumentem, który mógłby w pamięci wyliczyć netto od 23% VAT-u jest pewien docent-statystyk z patologicznie przerośniętym mózgiem. Mógłby, ale nie wyliczy, bo siedzi na obserwacji w psychiatryku.

Wszyscy pozostali zdani są na cwane kasy fiskalne, które być może wykorzystują sytuację odprowadzając po pięć groszy od transakcji na lewy fundusz emerytalny. Dzięki 23% VATowi ani się zorientujemy, kiedy za zdefraudowane pieniądze odlecą na Seszele.

10:29, leniuch102 , ploty
Link Komentarze (9) »
czwartek, 17 kwietnia 2008

Dziecko moje od pół roku uczęszcza do przedszkola. Niby wiadomo po co jest przedszkole - zostawia się tam dzieci. Mam wrażenie, że od moich czasów funkcja przedszkola uległa zasadniczej zmianie. Dzieci jest tam stosunkowo niewiele. Przychodzą w poniedziałek, wymieniają się wirusami i wracają do domu, żeby zarazić tego z rodziców, ktory sam w przedszkolu nie był. Potem kurują się do następnego poniedziałku.

Niepostrzeżenie przedszkola zamiast nam zaczęły służyć wirusom. Z punktu widzenia wirusów ludzkie dzieci stanowią ich pożywkę. Pojedynczy wirus nie jest zdolny do takiej konstatacji, ale całe przedszkole wirusów? Czy nie mogło rozwinąć jakiejś kolektywnej formy świadomości, może i inteligencji? Początkowo ograniczonej, ale wraz ze wzrostem liczby nosicieli-ludzi - coraz bardziej złożonej, a od pewnego momentu zdolnej samej zadbać o swój interes. Swój - i nasz.

Do wywołania pierwszej wojny światowej wystarczył jeden serbski zamachowiec z popsutym rewolwerem. Podstawowym narzędziem walki była wtedy ręczny karabin, a i tak w pięć lat później nie można się było doliczyć paru milionów młodych ludzi. Druga wojna wybuchła dzięki staraniom nieudanego malarza. Technika poszła do przodu to i do liczby ofiar trzeba było dopisać zero.
Ludzkość może zmniejszyła swój stan osobowy, ale nie inwencję w wymyślaniu środków zagłady. Do gazów bojowych i broni biologicznej dołączyły wkrótce bomby: atomowa, wodorowa i neutronowa. Dzięki przemysłowemu tuczowi młodzieży coraz bardziej chemiczną paszą liczba świrów na metr kwadratowy znacząco wzrosła - niemal tak jak śmiercionośny potencjał światowych arsenałów.
Mimo to przez ostatnie paredziesiąt lat nie było żadnej poważnej jatki. Wokół słońca wciąż krąży nasza niebieska planeta, a nie miejsce bo dużej eksplozji.
Nie dziwi was to? Bo mnie bardzo.

Jakim cudem całkiem niedawno do rozpętania wojny wystarczył jeden partacki zamach, a dziś nie wystarcza kilka fruwających po całym świecie atomowych walizeczek? Czy uwierzycie, że chory na alzheimera Reagan, albo skacowany Jelcyn nigdy nie nacisnęli tego czerwonego guzika?
Oczywiście nacisnęli. Pod koniec drugiej kadencji Reagan przynajmniej raz w tygodniu uroczyście "wysadzał" imperium zła. Chruszczow nie był lepszy - waląc butem w mównicę w ONZ tak naprawdę próbował uruchomić schowany w obcasie atomowy guzik.
Nigdy nie zadziałały: inteligentne wirusy - cuprumcydy poprzegryzały im kabelki. Żołnierze z obsługi wyrzutni z miejsca dostawali takiej grypy, że nie byli w stanie pociągnąć za wajchę. Benzyna w bakach bombowców strategicznych ścinała się w galaretę.
I tak dalej.

Wirusy zadbały o swoich żywicieli.
Pomyślcie o tym, nim wyrzucicie kasę na szczepionkę przeciw grypie.

19:08, leniuch102 , ploty
Link Komentarze (9) »
niedziela, 18 lutego 2007

 Hej, postanowiłem reanimować zapomnianą rubrykę tego bloga, kategorię "plota czyli legenda miejska ".
Here it goes:
Byłem właśnie na szkoleniu w Wa-wie i kupiłem sobie żółtą paczkę herbaty Lapton, dokładnie taką samą jak kupuję we Wrocku. Oczywiście w stolycy kosztowała 3,99, o złotówkę drożej niż u nas. Przywiozłem parę torebek do domu, zaparzyłem i zgodnie stwierdziliśmy, że co prawda pudełko jest identyczne, ale herbata duuuużo, wyraźnie lepsza, aromatyczniejsza i w ogóle. Numer, nie? Zadzwoniliśmy do ciotki w Białymstoku, która kiedyś zachwycała się _naszą_ wrocławską herbatą i co? -Kupiłam u siebie tego waszego Laptona, nie powiem, niedrogi bo po 1,99, ale to się kompletnie nie nadawało do picia.
Czujecie? W identycznym pudełku w różnych cenach sprzedają różną herbatę! Podzielili sobie Polskę na A, B i C i robią ludzi w konia.

OK, w tym momencie może ktoś podnieść zastrzeżenia, że to po pierwsze niezgodne z PIH-em, sanepidem i czort wie czym, a po drugie niemożliwe technicznie, bo sam producent by się nie połapał przy remanentach itp.

Ha! Otóż to. Prawdziwa informacja o zawartości pudełka zakodowana jest nie w kodzie kreskowym, ale w zachwianiach odcienia koloru żółtego, które są niewidzialne dla ludzkiego oka, ale łatwo czytelne dla skanerów. Dlatego pakują w żółte pudełka. Jest nawet programik w javie, który, uruchomiony na komórce, może odczytać ten tajny, 12 bajtowy kod za pomocą wbudowanego w komórkę aparatu!
Nieprawdopodobne? Nawet BBC o tym pisze:

Fujitsu's technique works by taking advantage of the sensitivities of the human eye, which struggles to see the colour yellow.
"The key is to take the yellow hue in the picture and we skew that ever so slightly to create a pattern," said Mr Nelson.
"A camera is perfectly sensitive to that yellow hue but the human eye doesn't see it very well.
"Any camera, even those in mobile phones, can decode it very easily."
12:16, leniuch102 , ploty
Link Komentarze (10) »
wtorek, 17 stycznia 2006

xxKulawe tłumaczenie pojęcia 'urban legend' jako 'legenda miejska' kojarzy mi się raczej ze złotą kaczką i balladą o Tolku Bananie niż z lasującymi wapno w mózgu historiami spod znaku czarnej wołgi. Dla tych ostatnich rezerwuję słowo "plota".
Ploty od jakiegoś czasu mocno się stechnicyzowały, począwszy od ploty o noki 3120.
(dla niezorientowanych - 7-8 lat temu pierwszy telefon bez antenki i w promocji. Plota głosiła, że taki tani, bo bez antenki, co nadrabiał zabójczą mocą nadawania gotującą zwoje użytkownika na podobieństwo mikrofalówki. W całej Europie się na tym poznali, dlatego wpychają za grosze Polakom)
Ostatnio słyszałem, że informatycy są bezpłodni i każde kliknięcie myszą zabija jeden plemnik, a klawisz klawiatury - pięć. Spacja, spacja jest najgorsza, potrafi wykończyt tuzin niepoczętych.
Zainspirowany takimi opowieściami postanowiłem otworzyć kramik z plotami. Będę je gromadził na niniejszym blogu w kategorii - jakże by inaczej - "ploty".
Czytelników zachęcam do:
- czytania
- wpisywania własnych plot w komentach
- propagowania co bardziej wstrząsających plot za pomocą emalii i wrogich podszeptów.

Oto moja pierwsza autorska plota:

Mama kupiła córce komórkę na urodziny, bo córka była koniarą i dużo czasu spędzała poza domem. Siostra się dołożyła i ściągnęła jej dzwonek z rżeniem konia.
Dziewczyna czyści w boksie swojego czempiona, a tu dzwoni rodzina i komórka robi: ihahaha !
Jak to usłyszał szczotkowany właśnie ogier, dostał szału i odgryzł dziewczynie pół twarzy !

Wstrząsające, nie ?

Pierwsze konie za ploty...
16:11, leniuch102 , ploty
Link Komentarze (9) »
Archiwum