niedziela, 29 listopada 2015

Miałem ostatnio okazję polecieć do Niemiec i z powrotem. W Polsce - tradycyjnie - w Niemczech - nowocześnie. We Wrocławiu na lotnisku zwykłe piszczące bramki, we Frankfurcie szklane kabiny, ani chybi skanujące wszystkie zakamarki skanowanego.
Podróżni - jak można się spodziewać - ciężkawi faceci w średnim wieku głównie, oblicza różowe, po części niemieccy menedżerowie średniego szczebla jadący do pracy w Polsce, po części polscy fachowcy wracający z pracy w Niemczech, plus grupka młodzieży korporacyjnej. Standard.
Wszyscy równie starannie przeszukiwani przez lotniskową ochronę - wiadomo, zamachy. Jak raz miałem w plecaczku śrubokręt - tak już mam, podróżuję ze śrubokrętem. Tym razem został on o dziwo wykryty na prześwietleniu i pan z obsługi zaczął przetrząsać bagaż, żeby mi skonfiskować narzędzie, które koniec końców udało mi się jednak uchronić przed konfiskatą, niestotne.
Sytuacja ta pobudziła mnie jednak do refleksji, takiej mianowicie, że wystajemy w tych idiotycznych kolejkach od piętnastu lat - Polacy i Niemcy po równo, mimo, że żaden z nas żadnego samolotu nie porwał, nie wysadził, a nawet nie próbował. Jaka to jednak w sumie gigantyczna strata czasu i do tego nieskuteczna - całkowicie. Żaden, ale to żaden z zamachowców nie przypominał nawet z daleka pasażerów naszego lotu. Gdyby z tych fanatyków z Paryża, Nowego Jorku i Bóg wie skąd jeszcze wylosować dowolnego i postawić wśród nas, nawet dziecko z przedszkola wskazałoby go bez problemu, tak zupełnie inaczej wyglądają.
Żaden skaner, laser, rentgen - wystarczy para oczu, żeby stwierdzić: w tej kolejce terrorystów raczej nie ma, wsiadajcie chłopaki.
O ironio, młodzieńcy, którzy nas prześwietlali i rewidowali, co do jednego byli szczupłymi smagłymi Niemcami pochodzenia bliskowschodniego, wyglądającymi zupełnie jak przeciętny zamachowiec. Ktoś nieuprzedzony, np. kosmita obarczony zadaniem zabezpieczenia lotów, po wrzuceniu do swojej sztucznej inteligencji danych o dokonanych do tej pory aktach terrorów w pierwszym kroku zapewne usunąłby z lotniska jego muzułmańską ochronę.
Jakie szczęście, że kosmici razem ze swoją rasistowską sztuczną inteligencją zostali na Alfa Centauri.

środa, 04 listopada 2015

Z niejaką posępną dumą stwierdzam, że miejsca takie jak to, do których włazi się wklepując adres typu niewydarzony.blog.pl to żywa skamielinia wczesnego internetu. Internet współczesny dawno przeniósł się na fejsbóki, tłytery i instagramy. I na jutubę.
Oprócz oczywistych minusów ta sytuacja ma także plusy. W naszym - paleointernautów - coraz węższym gronie pozwolę sobie od czasu do czasu na jakiś skandaliczny wybryk.
Nie żeby od razu na k.. i ch..., ale takie kontrolowane szaleństwo w granicach dobrego smaku. Dzisiaj będzie to refleksja nad in vitro, sprowokowana przez Leniuchową, która zwróciła uwagę, że na 22 tysiące par, które skorzystało z programu, urodziło się tylko 3 i pół tysiąca dzieci.
Otóż, Mili, gdyby 11 tysięcy Pań, zamiast męczyć się po klinikach strzeliło po lufie na odwagę i poszło w tango z przygodnie napotkanym nieznajomym, wtedy moim skromnym zdaniem skończyłoby się to sporo większą ilością ciąż.
Wiem, że to nie to samo, dzieci miałyby zakazane ryje przygodnych nieznajomych itp. ale jaka oszczędność dla budżetu.
Zbulwersowani?
Soraski.

środa, 21 października 2015

Yup, z okazji dnia Powrotu Do Przyszłości przyznam się, że 21 października 2015 roku mam dokładnie tyle lat, ile "staruszek" Marty McFly z zabawnych filmów Zemeckisa. Co oznacza ni mniej ni więcej, że mógłbym opowiedzieć wam parę rzeczy o roku 1985, w którym Marty wyruszył w swoje podróże do 1955 i 2015.
śmiem twierdzić, że współczesny nastolatek, np mój syn, dostałby dużo większego szoku przeniesiony do 1985, niż Marty w 2015.
W 1985, Mili, w moim domu nie było ani jednego przedmiotu, który nie byłby wyprodukowany w Polsce. Każdy kurna ręcznik, kapeć, żarówka, rower - powstał z trudu polskiego robotnika i został pracowicie wystany w kolejce przez polskiego konsumenta.
Nic dziwnego, że bezrobocie nie istniało, ba, była bodajże ustawa o niebieskich ptakach, która delegalizowała niepracujących. Niepracujący zresztą miał przekichane, bo niby skąd miał brać kartki na mięso, wódkę, kawę i fajki?
Duży, rodzinny samochód kosztował 100 PLN.
Ale trzeba było dopłacić za lusterka wsteczne, których nie było w standardzie.
I co, Zemeckis, wymyśliłbyś coś takiego?

23:35, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (5) »
piątek, 16 października 2015

Dach jest wspólny, uchodźcy w większości pozostają na zewnątrz. Mam na myśli azjatyckie  chrząszcze zwane biedronkami nindżja, które w niewyobrażalnych ilościach obsiadły seledynowe ściany naszej chaty. W przeciwieństwie do poczciwej bożej krówki zwanej także siedmiokropką przybysze przemieszczają sie stadami, czy raczej - chmurami. Zastanawiam się, czy to nie one pożarły komary, których w tym roku ani widu ani słychu.
Nawiązując do innej, dużo bardziej widowiskowej migracji, tzn. tej ludzkiej mam swoją teorię co do jej przyczyn. Wydaje mi się, że inwazja Syryjczyków/Afgańczyków/Somalijczyków sprowokowana została kazaniami w meczetach, jednak nie w sposób, jaki się powszechnie przyjmuje.
Młodzi ci ludzie bynajmniej nie przybyli, by objąć Europę w posiadanie dla islamu. Myślę, że od jakiegoś czasu wysłuchiwali co piątek mniej więcej takiego przesłania:
"Owszem, może i ma ta Europa jakieś plusy, typu szybkie niemieckie auta dla każdego czy ogromne hipermarkety, w których tambylcy próbują bezskutecznie zapełnić życiową pustkę.
Ale chodzi o to, żeby te wątpliwe plusy nie przesłoniły wam niewątpliwych minusów. Otóż, o zgrozo, po tamtejszych ulicach przechadzają się w cieplejsze dni roznegliżowane - nie da się tego nazwać inaczej - zdziry, od licealistek po matki dzieciom, a wszystkie chętne by wciągnąć do swego moralnego bagna pobożnych muzułmanów!"
I lawina ruszyła...

16:59, leniuch102 , z bagien
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 września 2015

Socjalizacja – (z łaciny socialis – społeczny), proces rozwoju społecznego człowieka, kształtowania jego osobowości, przekazywania systemu wartości, norm, wzorów zachowań, obowiązujących we współżyciu z innymi ludźmi. Socjalizacja dokonuje się poprzez oddziaływanie rodziny, osób i instytucji

- O, ojciec grasz w Fifę. Fifę 16!? Niemożliwe, dopiero za tydzień wyjdzie. Stachu kupił ale przedpłatę na złotą edycję,
- Nie wierzę w przedpłaty. Ani kupowanie.


                                                          * * *

- O, ojciec jesteś  niby w pracy, a znowu łupiesz w fifę.
- Zdaj do gimnazjum - wślizg - potem liceum -podanie  - potem pięć lat politechniki - główka - potem znajdź sobie robotę jak - podanie  - moja, potem siadaj obok, zagramy razem - gol!

                                                         * * *

- Stachu poszedł z przedpłatą do empiku ale fifę już wykupili, no to poszedł do saturna, ale popatrzyli na paragon z przedpłatą i powiedzieli że z empiku nie honorują.
- I nie gra?
- No nie.
- He he, niech wpadnie, dam mu pyknąć.

Tagi: fifa 16
11:36, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 września 2015

- Powiedzcie: k--wa
- Trzeci raz w jednym zdaniu, panie reżyserze?
- Nie rezonujcie, powiedzcie.
- K--wa.
- Głośno i wyraźnie, jeszcze raz.
- Ale ludzie tak nie mówią
- Zaaaaaamknij się. Ten upał mnie wykończy. Głośno i wyraźnie, jak was w szkole aktorskiej uczyli.
- K--WA!
- I niech się jeszcze raz uśmiechnie panie reżyserze, bardzo ładne zęby ma
- O to chodzi. A teraz się uśmiechnijcie.
- Dżizas, to mam bluzgać czy się uśmiechać?
-Bluzgać i się uśmiechać. No, błyśnijcie tymi zębiskami, niech wypadnie tak - wiecie - łobuzersko.

    * * *
- Zakościelny?
- Zwariowałaś? Za śliczny!
- Kot?
- Za wysoki! I za ładny.
- To kogo ty chcesz obsadzić? Jakiegoś gnoma?
- Otóż właśnie. To musi być jakiś taki brzydal taki, ale nie efektowny, tylko bardziej taki pokurcz jakiś, przykurcz, psiakostka, taki z dziobatym ryjem i tłustymi włosami, ale sam żeby chudy był...
- Czekaj czekaj, coś mi się kojarzy... Milicjanta - alkoholika grał... I dziecioroba, na końcu go zadźgali
- Tak wiem, idealny będzie, to w "Domu złym" było!
- Ten sam, takie burackie nazwisko ma jak sam wygląda, Stopa czy Wtopa...
* * *
- Gdzie te helikoptery?
- No na lotnisku.
- Nie przylecą?!
- No nie. Miały być i są. Ale żeby latać - to nie.
* * *
-Słuchajcie Wtopa, muszę zaklajstrować jakoś te pięć minut, co helikoptery miały brawurowo ostrzeliwać meczet robiąc cyrkowe uniki przed granatnikami dżihadystów.
 - Z braku helikopterów, granatników i meczetu do ostrzelania?
- Wiedziałem, że zrozumiecie. I teraz trzeba, żebyście zaimprowizowali z tym Bułgarem jakąś gadkę szmatkę - czy ja wiem - o rodzinie, pokażcie zdjęcia, powzdychajcie...
- Przez pięć minut???
- No nie wiem, zapalcie papierosa, popatrzcie w okno, zróbcie minę, znowu popatrzcie.. Jak to w polskim filmie, rozumiemy się?

12:57, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
wtorek, 25 sierpnia 2015

Świat należy do 35-latków.
Cytuję za Superexpressem:
"Co łączy męża Marty Kaczyńskiej (35 l.), mecenasa Marcina Dubienieckiego (35 l.), i byłą żonę bramkarza reprezentacji Polski Artura Boruca (35 l.) - Katarzynę Modrzewską (35 l.)? Okazuje się, że oboje mają zamiłowanie do robienia interesów."
He, brzmi jak streszczenie komedii romantycznej.
Z przykrością konstatuję, że nie mam już 35 lat, mam za to zamiłowanie do robienia interesów. Czytaj: kredyt we frankach i akcje KGHM.
Po stronie plusów: wciąż jestem na wolności, w odróżnieniu od Marcina D. i p. Borucowej. Ba, prosperuję i mam perspektywy. Właśnie dostałem pismo z ZUS-u, że planują dla mnie emeryturę. To świetna wiadomość w tych niełatwych czasach, zwłaszcza, że dla Leniuchowej ZUS zasadniczo emerytury nie przewiduje, tylko jakieś kieszonkowe, jak dla większości obecnych 35-latków.
I to jest ten moment, kiedy wkraczam do akcji i nakreślam Plan C, który zapewni Leniuchowej godną - ekhem  - starość. Znaczy - ja emeryturę mam mieć, ona - nie bardzo i jak temu zaradzić. Rozegramy to w trzech punktach:
- w oparciu o naszą inwestycję w nieruchomości, czyli zanabytą w lepszych czasach działkę, obecnie porośniętą pokrzywą,
- za pomocą syna, obecnie małoletniego ale kiedyś tam - w sile wieku oraz
- beczki ze spirytusem.
Kiedy nastąpi ów moment, że Pan powoła mnie do siebie i rodzina będzie zagrożona zniknięciem mojej emerytury z domowego budżetu, syn uda się na działkę, wkopie tamże beczkę ze spirytusem, a następnie umieści w niej moją doczesną powłokę. Nie inaczej postąpiono z admirałem Nelsonem, kiedy francuski pocisk pod Trafalgarem przerwał jego błyskotliwą karierę.  Z tym, że ja posiedzę w tej beczce ciut dłużej, tak, by nie przerywać dopływu kasy z ZUS. Kiedy i Leniuchowa zawinie się z tego świata wtedy i moje zejście zostanie - hmm - sformalizowane.
Chyba, że syn zdecyduje się na drugą beczkę.

09:43, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (6) »
piątek, 07 sierpnia 2015

Między nami, po ulicy, na ogół pojedynczo, chodzą sobie osobnicy z tzw. kopytem w ręku, albo tradycyjnie - w nodze. Jeśli talent ten zdiagnozować odpowiednio wcześnie, ludzie tacy mogą się zrealizować na ringu. W resorcie. Na bramce.
W dziedzinie tej, jak każdej innej, duży może więcej. Fajnie jest być małym, póki bije się małych, w klatce z Saletą dużemu już trochę łatwiej. Niebywale rzadkie przypadki, kiedy jednak mały daje sobie radę odbijają się szerokim echem, niemilknącym przez tysiące lat, jak w przypadku Dawida. Nawet wtedy zwycięstwo małego warunkowane jest wsparciem Opatrzności i przewagą techniczną.
Podzielam fascynację szerokiej publiczności historiami o małych, ale dzielnych rycerzach np., ale również o rycerkach, które może są i słabsze jako płeć, lecz w konkretnym przypadku księżniczki Xeny czy księżniczki Fiony rozstawiają zbirów po kątach.
Z rezygnacją ale i zrozumieniem przyjmuję fakt, że właśnie dorasta pokolenie panien wychowanych na tych filmach, które - zainspirowane - łażą po mieście bijąc inne panny oraz nietrzeźwych przechodniów. Ba, z pewnym uznaniem konotuję, ze nie atakują prawdziwych stukilowych zbirów, czy choćby trzeźwych.  Film bowiem filmem, a życie - życiem i nawet najudatniejszy kopniak zdolnej nastolatki nie przesunie dużego brutala - nie pozwoli mu na to prawo zachowania pędu konkretnie.
Co zatem wzbudza mój protest? Po co ta notka? Otóż... moda na zabójcze mistrzynie karate w Holywood zdaje się nie mieć końca. Paradoksalnie, o ile męscy bohaterowie uwiarygadniają się wyżyłowaną muskulaturą w stylu Bruce'a Lee, lub po prostu - muskulaturą, to w kolejce do ról kobiet-zabójczyń, siewczyń śmierci, pogromczyń całych armii ustawiają się panie maksymalnie wiotkie.
Postawna księżniczka Xena odeszła bezpotomnie. Supermenka ad 2015 nie ma śladu mięśni. W całości składa się ze dobrej figury, wielkich oczu i elastycznego kombinezonu ściśle figurę opinającego.
Inspiracją do tej notki jest tak naprawdę absurdalna kariera Scarlett Johanson. Wszyscy kojarzą nastoletnią Scarlett z filmu Między Słowami, szczuplutką blondynkę ze sporym biustem i całkowicie cielęcym spojrzeniem. Warunki predystynują pannę Johansonn do ról narzeczonych lub młodych mężatek, jej żywiołem w oczywisty sposób jest sypialnia, sportem - spacery z wózkiem.
A jednak Scarlett okupuje filmy akcji w których calkowicie zaprzecza swojemu naturalnemu zachowaniu i wyglądowi jako diaboliczna (w intencji reżysera) Czarna Wdowa. Patrząc na nią - cierpię, dysonans roli i warunków przyprawia mnie o ból zębów.
Lubię Scarlett za miły pyszczek i cycki, czemu uparła się rujnować niezłe filmy?
Proszę przekazać powyższe p. Johanson angielszczyzną lepszą niż moja.Black-Widow-Natasha-Romanoff-played-by-Scarlett-Johansson
http://itsjustmovies.com/wp-content/uploads/2013/10/Black-Widow-Natasha-Romanoff-played-by-Scarlett-Johansson.jpg

16:08, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 sierpnia 2015

Z firmą Pimpex łączy moją korporację niełatwa relacja miłościonienawiści. Pimpex (nazwa fikcyjna) przez lata był naszym dystrybutorem, co zasadniczo oznacza, że miał licencję na tłuczenie nieprzytomnej kasy za nic lub prawie za nic.
Tak jak lampart nie wyzbędzie się cętek a skorpion - żądła, tak w Polaku nie nigdy nie zgaśnie jego słynna w świecie zdolność to kombinacji. Polak - biznesmen potrafi więcej, podpisze kontrakt za milion, a dodatkowo świśnie pióro oraz papier toaletowy. Przepompuje mydło w płynie od własnego słoika, wyjmie bateryjkę z biurowego zegara i włoży własną - zużytą.
You name it.
W efekcie takich działań (lub ekwiwalentnych - na jedno wychodzi)  Pimpeksowi wypowiedziano współpracę. Właścicielom Pimpeksu zawalił się świat: jak to, czyżby ktoś inny poza nimi był zdolny do wystawiania faktur i rozsyłania pudeł? Jak to, ci debilni Amerykanie radzą sobie bez nich, geniuszy byznesu? Czy to w ogóle możliwe?
Pimpeks, by wrócić, musiał poddać się upokarzającemu oczyszczeniu, naprostowaniu ścieżek, przeklikaniu szkolenia z etyki biznesu etc.
Żałuję, że dowiedziałem się o tym dopiero PO wyjeździe integracyjnym sponsorowanym przez Pimpex.
Wyjazd był tematyczny. Tematem była ciężka praca w sztolniach niedoszłej kwatery Hitlera w Górach Sowich. Wydano nam opaski z napisem "robotnik przymusowy" w gotyku. Do łapy dostaliśmy po kennkarcie z własnym zdjęciem, ściągniętym z korporacyjnej kartoteki. Zza rogu wybiegła grupa rekonstrukcyjna wykrzykująca niemieckie przekleństwa znane z Czterech Pancernych i zagnała nas do samochodów.
W sztolniach normalni turyści poruszają sie płaskodennymi łodziami. My, jako uczestnicy eventu premium dostaliśmy wodery, czyli przerośnięte gumiaki. Dla podniesienia atrakcyjności zgaszono nam światło, wręczono za to dwie pochodnie płonące czymś śmierdzącym. Przy wyjściu naskoczyła na nas grupa rekonstrukcyjna. Na nieszczęście zostawiłem kennkartę w kurtce w aucie, co próbowałem wytłumaczyć p. oficerowi, ale albo miał coś nie tak ze słuchem albo z niemieckim. Znowu usłyszałem pełen zestaw od hende-hoch do schweine, wspominał też coś o brunnerze, a w oddechu wyczułem wyraźną nutę sznapsa.
I tak przez dwa dni, a w nocy po cichu spakowałem się i uciekłem do Breslau.
Pimpex najwyraźniej nie oglądał "Żądła" i nie wie, że "zemsta jest dla frajerów".

13:40, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 lipca 2015

Tysiące kilometrów: głównie oktawką, ale też kajakiem, 4x4, dmuchaną oponą etc. Służbowo, integracyjnie i wakacyjnie, a to wszystko od ostatniego wpisu.
Zacznę od końca czyli wizyty w Brobdingnag, krainie gigantów. Rozpościera się ona nad brzegami Adriatyku. Zaludniają ją głównie Holendrzy, głównie dwumetrowi. No w każdym razie mieli swój zjazd na naszym kempingu na Istrii. Nawet nieletnie Holenderki strzaskane na mahoń, kłusujące stadkami po trzy i odziane w żarówiaste pomarańczowe kostiumy nie schodziły poniżej metra osiemdziesiąt. W kolejce po bułki czułem się jak krasnal otoczony przez elfy. I tak przez z górą tydzień. A potem podróż do domu i kolejka do toalety na parkingu w Austrii. Tam zaś żadnego Holendra, sami Słowianie, zesłowianieni Austriacy i okazyjnie Albańczycy. Nie jestem rasistą, ale... No oczy bolą patrzeć. Po strzelistych, opalonych, na ogół niegrubych Holendrach wpadłem w towarzystwo... no przykro to mówić, ale jednak jakiś pokręconych liliputów. Krzywe krótkie nóżki, zarośnięte gęby jak z policyjnej kartoteki, zez zbieżny, pękaty bandzioch...
Spojrzałem na odbicie w lustrze i poczułem się przez chwilę honorowym Holendrem.
Już wkrótce obszerniejsza relacja: zostaję sponiewierany przez pijanego esesmana, wraz z rodziną  weryfikuję tezę o globalnym ociepleniu (zaskakujące wnioski!), na jednym baku dojeżdżam zdziwicie się dokąd... to wszystko jeśli nie zejdzie ze mnie zgromadzona podczas urlopu energia.
Czuwaj.

czwartek, 18 czerwca 2015


Od ambitnych nastolatków zachowaj nas Panie. Takich, którzy na chwilę przed rozdaniem świadectw chcą wyciągnąć z czwórki na piątkę, a z piątki na szóstkę.
Na szóstkę zwykła wiedza nie wystarczy, na szóstkę musi być coś ekstra. Coś ekstra z "przyry" to np. odznaka pttk. Żeby ją dostać trzeba pofatygować się do iluś tam schronisk górskich po pieczątkę w książeczce. Zajmuje to przynajmniej dwa dni i 50 km po górach. Zgadnijcie kto dźwigał plecak.
W domu nie lepiej, w domu robimy coś ekstra na szóstkę z techniki. Konkretnie karmnik wystylizowany na megalityczną świątynię grecką w złotych proporcjach. Dwa dni plus noc na suszenie lakieru wentylatorkiem.
Po drodze były jeszcze ekstra-prezentacje z historii internetu, wojen XVI wieku oraz życia i twórczości pradziadka Franciszka, historia internetu - po angielsku.
W normalnych warunkach w/w aktywności zajęłyby miesiąc, w normalnych warunkach syn snuje się letargicznie między kuchnią a komputerem, ale warunki tuż przed końcem roku są dalece nienormalne. Nie tylko trzeba się ocknąć, zmobilizować, ale jeszcze zdjąć białe rękawiczki i walczyć o swoje.
-Ty wiesz co on robi??? - pyta oburzona Leniuchowa. Wygóglał na ściąga.pl wypracowanie jakiegoś kolesia, wrzuca je do tłumacza i przekleja do powerpointa!
-Chodź ojciec, poprawisz mi prezentację z anglika, kaman, czasu nie ma.

08:43, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
wtorek, 12 maja 2015

Przyzwyczailiśmy się, że wszelka informacja jest just 2 clicks away. To nieprawda. I nie chodzi mi o zapomnianego huculskiego poetę sprzed dwu stuleci, o którym nie wie internet a zatem i google. Chodzi mi o duże wydarzenia sportowe, które wszyscy chcielliby obejrzeć na żywo i legalnie. A przed wszystkim -  i tu tkwi problem - za darmo
Wklepując powiedzmy "bayern-barcelona na żywo", albo "juventus-real na żywo" google wyrzuca mniej więcej taki tekst:
"Bayern - Barcelona mecz rewanżowy na żywo w TV - czy to jest możliwe? Tak, ale niestety jedynie na antenie Canal +Sport. Transmisja meczu rozpocznie się o godz. 20:40.
Mecz rewanżowy Bayern - Barcelona transmisja na żywo online? Niestety darmowe i legalne live streamy nie będą dostępne. Rewanż Bayern - Barcelona w internecie będzie można obejrzeć jedynie po uiszczeniu opłaty na stronie sport.vod.pl"
Najczęściej jest jeszcze info o jakiejś szajsowatej "transmisji na żywo" w postaci czatu z redaktorem oglądającym canalplus, oraz milion komentarzy z linkami do streamów (zapewne pirackich) z tych meczów. Streamy będą się przycinać w kluczowych momentach, ale wcześniej otworzą milion okienek z ohydnymi reklamami.
Prawda, którą skutecznie udało się ukryć przed Kowalskim, jest taka, że oba wydarzenia będą prawdopodobnie transmitowane legalnie i za darmo na kanałach niemieckich i włoskich, dosyć szeroko w Polsce dostępnych.
Ci, którzy swego czasu kupili Babci zestaw do odbioru Trwam będą mogli obejrzeć Bayern na ZDF-ie w wersji HD i z nieirytującym, w przeciwieństwie do polskiego, a momentami zabawnym komentarzem niemieckim. Cytuję z głowy z 1. meczu: "Goetze, zeig der Welt dass du besser als Messi bist". Mecz Juventusu pokaże z kolei Canale 5, w gorszej niz niemiecka jakości, ale z o ileż żywszym komentarzem.
ZDF HD  m. in . satelita    Astra 1KR 11362 H albo kanał 513 w ncplus
canale5 m.in. Hot Bird 13C  11373 H albo kanał 431 w ncplus

16:31, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (3) »
czwartek, 07 maja 2015

Wybraliśmy się z synem w długi łykend do Londynu. Edukacyjnie. Dostałem za nadgodziny kupę kasy, ktorą wydałem na hotel rzut pomarańczą od pałacu Kensington, w którym jak raz raczyła przyjść na świat prawnuczka królowej, roboczo nazwana "It's-a-girl". To niesamowite, jak na kanwie trzyminutowego występu noworodka można oprzeć 24 godzinny program w trzech kanałach tv plus parę milionów zadrukowanych stron.
Z drugiej strony to fajna sprawa, bo jednocześnie w UK finiszuje kampania wyborcza, a "It's-a-girl" skutecznie wymiotła polityków z mediów. Żałuję tylko Camerona, bo to jedyny Anglik, którego z grubsza mogę zrozumieć ze słuchu. Nie, żeby mi zależało. Fish-n-chips zjedzone, Big Ben obstrykany, z ulgą wróciłem do domu via lotnisko Stansted, harmonijnie łączące warunki obozu dla uchodźców z chlewem. Syn na wycieczce nieprzeciętnie skorzystał przekonując się naocznie, że życie jest pasmem rozczarowań, co mu tłumaczę od jakiegoś czasu, w końcu dorasta.
Po powrocie od personalnej dostałem maila, cytuję in extenso:
Dear Leniuch,

I write to you to inform you of an unfortunate issue that arose with your Overtime payment for Q1 2015

Calculation of Overtime worked versus Monthly Overtime Allowance shows that you are entitled to an extra payment of YYY; but Payment of X XXX PLN was processed, showing that you were overpaid X ZZZ PLN.

W skrócie kupa kasy za nadgodziny okazała się pomyłką i totalnie nie było mnie stać na ten hotel.

Życie jest, jak wspomniałem... itd.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Ludzki los jest jak puszka po piwie miotana falami Bałtyku. Jakże niewiele w nim pewnych rzeczy: śmierć, podatki i wyższość pasata 1,9 tdi nad każdym innym wytworem techniki.
W powszechnym mniemaniu taki passat jest autem doskonałym: wygodnie mieści się w nim trzypokoleniowa turecka rodzina i na jednym baku przejeżdża z Berlina do Stambułu.
Takim paskiem jeździ Kwadrat i gotów jestem zgodzić się z nim co do wyjątkowości tego modelu. Już niekoniecznie z teorią wg której folkswagen przestraszył się, że jego dalsza produkcja radykalnie obniży popyt na auta, bo starczy każdemu do końca życia, ba, zostanie przekazany następnej generacji razem z długiem w providencie.
Skłonny jestem raczej zgodzić ze znanym angielskim chuliganem, Jeremym Clarksonem, że najlepsze auto świata to nie jakaś sława sprzed dwudziestu lat, ale któreś z tych całkiem nowych, stojących teraz w salonach. Problem, że nie wiadomo w którym.
Technika idzie bowiem naprzód nieubłaganie, choć krokiem raczej tanecznym - dwa do produ, raz do tyłu. 1,9 tdi było dwa do przodu, 2,0 tdi było raz do tyłu... w którym momencie jesteśmy teraz? Według mechaników - do tyłu.
Panie, to się nie da. To się musi rozpaść - to czyli np. litrowy silniczek benzynowy, z którego wyciągnięto 120 koni. Dekiel odpadnie, tłok się wygnie, pasek zerwie... praw fizyki pan nie obejdziesz. Rzeczywiście, statystyki potwierdzają - warsztaty pełne są wyrobów folkswagenopochodnych z rozpierdzielonymi silniczkami... I to jest minus. Ale jest przecież powód, dla którego frajerstwo te auta bierze. Ten powód Mili to dzika frajda z jazdy takim autem. Standardowy kompakt 1,6 benzyna 105 koni zbiera się do setki w 12,3 sekundy. Nowa benzyna 1,4 z turbinką - w 8 sekund z groszami. Jest to różnica powodująca chrupnięcie w karku. Do tego upiorne wycie starego silnika 16 zaworowego ustępuje szmerowi nowej jednostki.
I, last but not least, frazę: "to się musi rozpaść " już znam. Słyszałem ją od taty obecnego mechanika, kiedy wprowadzano silniki 16 zaworowe, obecnie wzór wytrzymałości. "Prawa fizyki" stanowiły wtedy, że silnik półtora litra daje moc 70 koni, próba wyciągnięcia stu koni po prostu musi skończyć się eksplozją i atomowym grzybem nad maską.
Tak więc wykupiłem przedłużoną gwarancję i pomykam czarną oktawką tsi. Czemu opakowałem w/w silnik w czarną oktawkę? Bo gwarantuje mi bezproblemowy wjazd na parking dla dyrekcji.
Cała skoda  - pełny obciach, kupa zalet.

09:14, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
środa, 15 kwietnia 2015

W 2007 roku płynąłem rzeką Narew robiąc postoje w nabrzeżnych sklepikobarach. Specyfiką Podlasia jest, że sklepiki te nie tylko nie kłopoczą się wydawaniem paragonów, ale zdają się w ogóle nie mieć kas fiskalnych.

Życie płynie tu nieśpiesznie jak leniwe wody Narwii, dając miejscowym czas do namysłu, wyważenia opinii i spokojnego podzielenia się nimi nad piwem.

"Stary, wiem że wychodzi taniej, ale nie kupuj opla. Golf, tylko golf." "No tak, tylko że na golfa nie mam" "Nie masz teraz, odłożysz, pożyczysz i zobaczysz opłaci się- przez trzy lata nic przy nim nie będziesz musiał robić"   "Mówisz?" "Pewno - lepsza blacha, o części łatwiej, lepiej chodzi..."

Zapadła pełna namysłu cisza, po czym zwolennik golfa ponowił. "I za ile chce ci tego kadeta puścić?" "Osiemset" "Hmm, za golfa trzeba przynajmniej tysiąc dwieście, ale wiesz, cena boli przez chwilę, jakość zostanie na lata".

Przed kupnem auta, mimo nieco większego budżetu również niechętnie myślałem o wydrożonych ponad rozsądek golfach.

Tu dygresja. Mój budżet samochodowy zasilany jest przez Korporację. Tak wybrałem, mogłem wybrać służbowego "golfa", ale wolałem deputat samochodowy w gotówce. Trzy lata od zatrudnienia minęło jak z bicza strzelił i na "wirtualnym" koncie samochodowym pojawiło się jakieś siedem dych.

Masa kasy, to prawda. Nasz szef przy każdej okazji podkreśla, że tak nieprzytomnie hojnych ryczałtów nie ma żadna inna korporacja. A że dopisują nam je do płacy brutto wychodzą - pozornie - również sute zarobki. Które też nam wypomina. Zarobki są pozornie pokaźne, bo nadmuchane ryczałtem, który w istocie aż taką łaską nie jest, no bo jednak czymś do tego Mielca czy Szczecina muszę się dostać. Rozumiem teraz rozgoryczenie górników, którym wypominają wysokie pobory oraz "czternastki". Tymczasem pobory górnika są (względnie) wysokie, bo wlicza się do nich czternastki.

No dobra... nici z notki o nowym aucie bo muszę wywalić prawdę. Prawda jest taka, że w odróżnieniu od przeciętnego konsumenta tefałenu osobiście znam górniczego emeryta z kopalni Wujek, który zarabiał grosze za ciężką w sumie pracę. Jest moim rówieśnikiem i emerytem od roku, ale średnio mu tej emerytury zazdroszczę, bo chociaż na swojej wiosce uchodzi za krezusa, to jednak nasza recepcjonistka dostaje więcej w drugim roku na recepcji. Słabo mi się robi, kiedy koledzy z korporacji skaczą po górnikach i ich „przywilejach” jak np. darmowy posiłek regeneracyjny.

Fuck, przecież my wszyscy dostajemy taki posiłek w formie karty płatniczej „lunch+”/10 zł dziennie, dodatkowo w delegacji zwracają za ten lunch drugi raz, dodatkowo w delegacji jemy –już realny - lunch w hotelu, który życzliwie wpisuje go w „usługę hotelową”, czyli korporacja karmi na codzień, a na wyjeździe 7 (!) razy dziennie, jak ktoś naciągnie rozliczenie.

I teraz te - w dużej mierze – korporacyjne nieroby ze spółek publicznych notowanych w Nowym Jorku, wydziwiają nad zapierdalaczami np. z Jastrzębskiej Spółki Węglowej, notowanej w Warszawie, że ci ostatni upominają się o warunki pracy i płacy.

Zadziwiające, jak łatwo dajemy się wpuścić ten kanał, w rzewne historie o podobno roszczeniowych grupach zagrażających temu fantastycznie sprawnemu państwu. Jaki to piękny kraj mógłby być, gdyby nie drapieżni górnicy, rolnicy, pielęgniarki, pacjenci, nauczyciele, frankowicze, katolicy, strażnicy miejscy, kolejarze itp. „To nie ludzie, to wilki”, a odrażający, brudni, źli górnicy – najgorsi.

Jeden Owsiak wporzo, sam nieroszczeniowy i jeszcze kasy państwu dorzuci.

Dobranoc Państwu.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 89
Archiwum