sobota, 27 października 2012
Trwalo czas jakis zanim wyrobilem sobie wstepne zdanie na temat przydatnosci tableta .. tabletu? w domu i zagrodzie. Zanim sie nim podziele slowo wstepu o czym my tu w ogole? W sensie, ze tablet tabletowi nierowny itd. Otoz ten moj, to, jak anonsowalem wczesniej, typowy wyrob chinski, budzetowy, ale bez przesady. Za 7 stowek dostalem 10 calowy panel ips (czyli niby z tych lepszych) i wydajnosc na poziomie 7000 pktow w programie Antutu, czyli polowy osiagow topowych telefonow jak Galaxy SIII. Czy to wystarcza, czy moze lepiej ciut dolozyc i zanabyc np. Nexusa 7 czyli zrezygnowac z wiekszego ekranu na rzec mocniejszych bebechow? Indywidualna sprawa, ja wybralem jak wybralem i nie zaluje. Nawet na 10 calowym ekranie konsumowane przeze mnie tresci mieszcza sie o tyle o ile. Kolorowa i dosc zlozona dokumentacja w pedeefach daje sie calkiem wygodnie przegladac, ale piracki pedeef z New York Tajmsem - juz srednio, bo ogrrromny i naszpikowany grafika. Film na siedmiu calach? Wolne zarty. No dobrze, ale czy cherlawy na dzis procesorek radzi sobie z filmem na 10 calach, gra typu Dead Trigger itp.? Otoz daje rade spiewajaco, z palcem w nosie i bez zaciec. W koncu jest wydajnosciowo porownywalny z ipadem drugim, przed ktorym applefani bili poklony za ... nie to zly argument, applefani bija poklony przed kazdym gadzetem z apple. Z ipadem drugim i nastepnymi jest dosc przykra sprawa... otoz, o czym applefani nie wspominaja, bo prawdopodobnie nie sa tego swiadomi, apple wykastrowal je z wielozadaniowosci. Ipad czasami udaje, ze robi wiecej niz jedna rzecz naraz, ale tak naprawde w chwili uruchomienia nowej aplikacji, stara zapisuje na karte swoj stan i wynosi sie z pamieci operacyjnej oraz procesora. Raczej nie uda sie na ipadzie jednoczesnie przegladac pedeefa, sciagac torrenta z filmem i gadac przez skajpa. Z tego co slyszalem widżety, czyli male aktywne okienka na ekranie glownym, ktorymi upstrzony jest android, na ipadzie pojawiaja sie z rzadka i niechetnie, bo relizowane sa lamiacymi jednozadaniowa logike systemu protezami. Krotko piszac moj tablet, jako android moglby sporo skorzystac na szybszym procesorze, a skoro go nie ma, to sie od czasu do czasu przytka, jak mu za duzo zarzuce naraz. Ogolnie tablet nadaje sie glowni do biernej konsumpcji mediow. Czytam, ogladam, slucham.... z pisaniem idzie duzo gorzej. Obsluga arkusza kalkulacyjnego? Impossible. Oczywiscie bez zadnego problemu daje sie podlaczyc do tableta standardowa klawiature (piszac te slowa wlasnie tak zrobilem) a nawet mysz, o ile klawiatura ma wejscie na mysz, ba dziala nawet mysz bezprzewodowa, ale w tym momencie z tableta robi sie pecet. Generalnie ludzkie paluchy nie nadaja sie do pisania, chyba ze 'koham mariole' na baltyckim piasku. Juz ten egipski pisarz z podrecznika historii o tym wiedzial i uzywal rysika. Na ekranowej klawiaturze tableta z definicji pyka mozolnie pyka sie jednym palcem i zanim gniewnie odpowiem internetowemu dyskutantowi to szlag mnie trafi i watek mi umknie. Polowa frajdy z interku zatem znika, choc zdaje sobie sprawe, ze nie wszyscy wchodza tam lomotac sie z lemingami. To nie koniec zlych wiesci - z konsumpcja internetu tez nie jest za rozowo. Utarlo sie, ze szczegolnie aktywne serwisy oferuja wlasne aplikacje na androida. Alternatywa sa przystosowane odpowiednio strony www. Tylko nieliczne (np. interia) maja niezle jedno i drugie. Przecietna aplikacja projektowana jest na komorke 3 i pol cala i slabo sie skaluje, - jesli w ogole - na dziesiec cali tableta. Dziesiec cali to sporo i mozna by sie pokusic o ogladanie pelnych wersji serwisu. Niby tak, ale serwisy rozpoznaja tablety i potrafia np. zazadac kasy za tresci darmowe dla pecetowcow (robi tak polityka i -wiem od kolegi ;-)- youporn). Mam wrazenie ze youtube rowniez dorzuca ekstra reklamy dla mobilnych. W sumie na razie korzystam z garsci aplikacji "serwisowych" - oprocz youtuba odpalam bbc, pap oraz - chyba najlepszy - eurosport. Mimo wszystkie bolaczki tableta sprawdza sie on na tyle, ze po godzinach pracy zamykam oba laptopy, ktore wczesniej chodzily do poznego wieczora. Cokolwiek chce zrobic, robie na energoszczednym bezszmerowym urzadzonku zwanym przez niektorych dachowka. W sumie na plus.
21:56, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 22 października 2012

Zmiany, zmiany, zmiany... klimatyczne i nie tylko. Tym razem nie o pracy, ale o świecie za oknem, który podobno toczy się niezmiennym rytmem wiosna-lato i tak dalej. Może i toczy się rytmem, ale jest to rytm mocno synkopowany. W zeszłym roku o tej porze tańczyły do niego sójki, które w tym nie pojawiły się pod naszym dębem wcale. Fasadę obsiadły mi za to biedronki, na które napadają sikorki i jeszcze jedne takie ze rdzawym podgardlem.
To za oknem, a dalej? Pełnia na początku października zwie się podobno "księżycem żniwiarzy", który przyświeca spóźnialskim.  Ciekawe gdzie, bo u mnie na wsi sprzątnięte, zaorane, zasiane i ozimina wzeszła już do pół łydki. Maluczko, a będziemy zbierać dwa razy do roku, jak w Brazylii jakiejś .
Krety zostały przepłoszone ze szczętem przez traktorek sąsiada, oraz koparkę sąsiada, którą wyrył staw, do którego po latach posuchy wróciły kumaki.
Fajnie się na to wszystko patrzy, tymczasem fachowcy ogłaszają zmierzch domków za miastem:
"Zacznijmy od owego, masowo wymarzonego przez rodaków, ideału jednorodzinnego domku na przedmieściach. Rzeczywistość zweryfikowała go brutalnie i podwójnie. Po raz pierwszy, gdy okazało się, że w większości przypadków staje się on źródłem trudnych do pokonania uciążliwości związanych przede wszystkim z dojazdami do miasta (brak komunikacji publicznej, uciążliwe korki) oraz z dostępem do wszelakiej infrastruktury (szkoły, przedszkola, służba zdrowia, handel i usługi).
Legły przy okazji w gruzach wyidealizowane marzenia o kontakcie z naturą (za oknem ciągi innych domków lub puste pole), o indywidualizmie (budownictwo maksymalnie zestandaryzowane) oraz o intymności na własnym kawałku gruntu (zagęszczenie zabudowy szeregowej i mikroskopijne ogródki, jeden przy drugim). Ma więc rację architekt Magdalena Staniszkis, która w kwartalniku „Autoportret” pisze: „Domy budowane na polach nie są miejscem do życia, zaledwie miejscem zamieszkania, a w zasadzie monofunkcyjną sypialnią”. W gruncie rzeczy wiele z owych przypadłości dotyczy także podmiejskich rezydencji, z tą tylko różnicą, że ich traumatyczna moc jest osłabiona większą dawką luksusu i prywatności."
Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1530407,2,wystawa-za-mieszkanie-w-krakowskim-muzeum-narodowym.read#ixzz2A0qYkxkf
Komu więc wierzyć, własnym oczom, czy architektce Staniszkis?
Poniżej wydreptana przeze mnie trasa wśród oziminy i kumaków, równe dziesięć kilometrów po miękkim:


10:41, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (9) »
środa, 17 października 2012

Zagadka: jeśli w tym samym sklepie kupuję majty do biegania i takież spodnie, i majty, żeby pasowały, mają rozmiar XL zaś spodnie - M, bo większe zwisają, to jaki rozmiar tak naprawdę ma moja dupa?

Zaznaczę obie cześci garderoby podają rozmiar w skali europejskiej, amerykańskiej i chińskiej, ja kieruję się oczywiście europejskim.

Pojawia się pytanie, czemu nie mogę biegać w majtach bawełnianych lub zgoła bez?
Na to drugie łatwiej odpowiedzieć: bez majtów nie wypada, bo się nieelegancko majta oraz boleśnie obija o kolana, chłe chłe.

* * *

Redakcje czasopism nie mogą się pogodzić z faktem, że niedługo nikt nie będzie kupował prasy drukowanej, a za internetową nikt nie zamierza płacić i walczą o życie za pomocą różnych zabawnych pomysłów, jak system "piano". Niezorientowanym wyjaśniam, że jak się zapłaci za to "piano", wtedy można sobie do woli klikac po pełnych wersjach czasopism, różnych, choć największym udziałowcem piano jest pogrążająca się jednostajnie gazeta wyborcza.
Ale nie tylko.
Od jakiegoś czasu omijam gazety i portale. Pierwsze zbyt nachalnie selekcjonują wiadomości pod kątem własnych sympatii partyjno-światopoglądowych, a portale w dodatku opatrują je debilnymi nagłówkami, których jedynym zadaniem jest wymuszenie kliknięcia.
Miejscem wolnym od takich praktyk wydawał mi się portal polskiego radia. Trochę szczęka mi opadła, kiedy polskieradio.pl także zapisało się do piano!
Czyżby mój abonament wnoszony bohatersko już trzeci rok polskiemu radiu nie wystarczał?
Wygląda, że nie, także za sprawą premiera, który zniechęcał do płacenia na radio wyzywając abonament od "haraczy".
Radio jednak się nie obraziło i nadal lubi premiera. Mało nie spadłem ze stołka, kiedy w bloku reklam jedynki usłyszałem:
"Autopromocja. Po drugim expose i wygraniu votum zaufania premier wystąpi w jedynce o ochnastej. Koniec autopromocji".
Radio to ja, mógłby - wzorem Króla Słońce - powiedzieć premier, skądinąd kawaler orderu "Słońce Peru". 

* * *

Czystaw, Romuald Czystaw

czwartek, 11 października 2012

Pora na wpis pornopolityczno-technologiczny.
Istnieją z grubsza dwa modele państwa: opiekuńcze, które wszystko za ludzi załatwia, ale też sporo kosztuje, oraz programowo anemiczne, jak schyłkowa Rzeczpospolita, które nic nie mogła, ale też nic nie kosztowała, a nawet mniej niz nic, bo finansowała ją caryca.
Z obu tych modeli obecny premier wybrał złoty środek: anemiczne państwo "ja nic nie mogę", za które jednakowoż bulimy  jak za Szwajcarię. Myliłby się jednak kto sądząc, że anemiczna III RP przynajmniej nie jest dokuczliwa. Przeciętny funkcjonariusz tejże być może jest apatycznym urzędasem, ale przemnożony przez setki tysięcy etatów z samych nudów potrafi nieźle uprzykrzyć życie, zwłaszcza jeśli poduszczy go jakiś cwaniak, który widzi w tym swój zysk.
Egzekwowanie prawa np. to zajęcie na tyle popłatne, że ulega kroczącej prywatyzacji. Jak kraj długi i szeroki wiejskie głupki z radarami drenują z gotówki przejezdnych. Ostatnio co i rusz wyciągam ze skrzynki to mandat, to wyrok, a suma tych haraczy już dawno przewyższyła mój podatek dochodowy.
Skoro wiejskie głupki potrafią się na nas upaść, to ile wyciągną lepsze cwaniaki?
Pojawiły się kancelarie prawne, które ściągają od ludzi torrenty, a później przedstawiają im ofertę nie do odrzucenia - pięć stów do podziału między prawnika i ZAIKS, albo oficjalne doniesienie o piractwie. Szantaż powyższy tylko pozornie wygląda na dęty. Udowodnią - nie udowodnią, skażą  - nie skażą, ale mając przygotowane przez kancelarię dowody przestępstwa i adres sprawcy najbardziej leniwy policjant się ruszy, żeby "zabezpieczyć" narzędzie zbrodni czyli twojego laptopa, który potem pokryje się kurzem w policyjnym depozycie.
Zdecydowanie lepiej bulnąć te parę złotych.
Chyba, że jak ja, macie całą szafę starych laptopów do rozdania. Chyba, że jak ja potraficie ściągać torrenty bezśladowo.
Smartfonem.
Yes, istnieje mikrotorrent na androida, który zamiast się nudzić podczas nocnego ładowania może spokojnie zasysać z sieci. Rozwiązanie takie ma równiez aspekt ekologiczny - laptopa żłopiącego kilowatogodziny zastępujemy energooszczędnym głaskadełkiem.
Save the planet, pirat smartly, no nie?

btw, muzykalny koleś o miłym głosie

piątek, 05 października 2012

Tytuł bessęsu, ale intrygujący. Tymczasem chciałem sie pochwalić moimi słodko-gorzkimi doświadczeniami w bieganiu. Część słodka, to ta, w której -  tup-tup-tup - biegacz przełamuje swoje własne ograniczenia. Pięć kilometrów, dziesięć, potem dziesięć poniżej godziny, o matko jak ja się cieszyłem. Nawet próbnie przebiegłem sobie kilometr tak na sto procent, żeby pomnożywszy go potem przez dziesięć oszacować jak szybko będę biegał dziesięć kilosów kiedy się naprawdę przyłożę. Wyliczenie było czysto teoretyczne, skoro już na osiemsetnym metrze zobaczyłem zwiewną postać łudząco podobną do Matki Boskiej, komunikującą mi coś w stylu: "weź daj spokój, bo ci serce pęknie".

No ale skoro przebiegłem ten kilometr w 4 min 50 sekund (zorientowani w temacie wybuchnęli gromkim śmiechem) to po zamontowaniu sztucznego turboserca mógłbym przebiec dziesięć w 45 minut, right?

I tu pojawia się część gorzka, w której czytam o pewnym Edku, który biega dychę w 43 minuty. Cóż z tego, spytają zdezorientowani zorientowani, 43 minuty biega i Rysiek z Klanu i Krystyna z gazowni, choć nie zawodnicy, bo zawodnicy biegają poniżej pół godziny. Czemuż właśnie czas Edka jest taki gorzki?
Otóż Edek, który biega tak szybko, że prawdopodobnie nigdy go nie dogonię, właśnie skończył osiemdziesiąt lat.

http://masterstrack.com/2011/06/18915/

No, ale mogę próbować.Dogonić osiemdziesięciolatka.
Gorzkie.
O, kawałek do biegania:




07:36, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (14) »
wtorek, 02 października 2012
Podobno pojawil sie nowy lepszy kindle. Chetnie przekonalbym sie na wlasne oczzy na ile lepszy, ale poki co amazon takim jak ja mieszkancom dzikich krajow proponuje ustawienie sie w kolejce. Skorzystalem z propozycji, tyle, ze stanalem w ogonku do zupelnie innego urzadzenia. Nie, nie dlatego, izbym sie poczul dyskryminowany w dostepie do kindla, a w konsekwencji urazony, nie. Tyle ze kindle - kindlem, literatura - do ktorej czytania kindle nadaje sie jak nic innego - literaturą, a zycie - jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi - zyciem. Otoz to, zycie to nie literatura, towarzysze. W zyciu rzadko spotykam ksiazat Myszkinow i damy kameliowe, a wiedzminow to juz calkiem nigdy. W zyciu czesciej staje mi na drodze jakies koszmarnie poplatane urzadzenie elektroniczne, owszem, rowniez opisane w ksiazce, ale takiej z ktora nawet najnowszy kindle sobie nie poradzi. Ksiazce pelnej kolorowych schematow nackanych drobnymi a istotnymi szczegolikami, dziele ktore sie czyta z wypiekami i na czas, skulony w ciemnym kacie serwerowni. Taki mniej wiecej powod (oficjalnie) sklonil mnie do kupna tabletu. Jakiego? Uwaga applefani: 10 cali, matryca ips, idealnie plynne dzialanie caly dzien i dluzej, 16 gigabajt... brzmi znajomo, brzmi jak ipad2, right? No niestety, to nie ipad, bo to moje ma istotnie wieksza rozdzielczosc szybszy procesor i (delikatnie, momentami) trzeszczy. To trzeszczenie mogloby zniechecac, ale wziawszy pod uwage, ze sprzet co nnajmniej dorownujacy ipadowi kosztuje _polowe_, si - polowe jego ceny, dociera do czlowieka, czemu chinski smok za pare lat pozre amerykanska gospodarke bez popijania. Tymczasem trwam w zachwycie nad moim tabletem - skonczenie doskonalym czytnikiem wszelkich pedeefow - tych z dokumentacja i z czasopismami i poskanowanych piracko ilustrowanych ksiazek. Zachwyt trwa i z tego zachwytu jeszcze nie skonfigurowalem sobie klawiatury. Uprzedzajac pytania: osiem stow, kupione w realnym sklepie po dokladnym obejrzeniu, android 4.1, kolekcja chinskich ksiazek gratis :-)
Tagi: kindle
14:12, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (15) »
Archiwum