poniedziałek, 30 października 2006

 Żegnaj złota, żegnaj polska, jak zwykle przed zniczingiem słupek zjechał tuż nad zero. Wkrótce do termometru dołączy barometr i jak co roku ziąb z wichrem będą testować szczelność naszych kurtek. Wietrzę w tym spisek czcigodnych nieobecnych, którzy spod lastrykowch płyt natrząsają się tego dnia z rodzin - stójcie, marznijcie, a nam wsjo rawno. Już.

Im zimniej tym mniej wierzę w swoją własną opaleniznę, jeszcze dni parę i uznam, że Morze Czerwone nie istnieje, a szlachetnym brązem pokryłem się w solarium. A jednak byłem, była Żona - opalona i było Dziecko, nie dość że opalone, to wytatuowane, choć chna ze smoka na przedramieniu schodzi na wyścigi z naskórkiem z pleców.

Dziecko na placu zabaw oprócz opalenizny podłapało też ruszczyznę, bo, co tu dużo gadać, naszych słowiańskich braci w Egipcie pełno. Nim podłapało, oddawało się najfajniejszej z zabaw, czyli wywracaniu młodszych. "Mamo, chodź na ten drugi plac zabaw, już nie będę bił dzieci... bo tam nie ma dzieci". Młyn Boży miele wolno, ale na drobny pył i oprócz młodszych Rusków przybyło też ich starsze rodzeństwo. Po kolejnym zaryciu ryjem w żywopłot z fikusów benjaminów Piotrusiowi przestała się zabawa bilansować i zmienił strategię. Zasadził się w jednym z domków i z nieodgadnioną miną (chyba sfinksa - w końcu to Egipt) czekał na ciekawych. Co jakiś ciekawy zbliżył się do drzwi, Piotrek soczystym kopem otwierał je na zewnątrz, a ciekawy lądował w fikusach. W szczytowym momencie w pojedynkę bronił domku przed całym placem dzieciaków ruskiej mafii.

Teraz Piotrek potrafi wejść do salonu, obrzucić spojrzeniem wyciągniętą na kanapie Leniuchową i spytać: "Katja, Katja, szczo tak walajeszsja?"
piątek, 27 października 2006
środa, 25 października 2006

 że wróciłem, że jestem, że nie muszę już sączyć drinków nad basenem obserwując niekończącą się defiladę toplesów.
Czy nie przyjemniej zanurzyć się w porannym korku, odnaleźć się w swojskiej, zatęchłej atmosferze jakiejś serwerowni, w znajomym upiornym świetle neonówek kaleczyć sobie ręce upychając blaszane pudełka w standardowym stelażu 19 cali ?
- Paaanie, a czemu wy tacy pierońsko drodzy jesteście ? - pada standardowe pytanie standardowego klienta: golfik z późnego gierka, elegancka kamizelka ze skórzanych łatek, spodnie zaprasowane w kant przez mamę-emerytkę.
Teatralnym gestem wyciągam z torby kabelek i groźnie potrząsam nim przed malkontentem.
-A dlatego, dlatego - wygrażam. - Normalnie kosztuje dwa złote, ale ten przyleciał z Chin przez Stany i Holandię, w osobnym pudełku, ma numer seryjny i kosztował w sumie z dwieście dolarów.
- Eeee, ja tylko tak - wycofuje się - Kiedyś i nam przysłali z Anglii kabel do drukarki w wielkim pudle. A jako wypełniacz wsypali chrupki.
- Takie kukurydziane?
- Tak, normalne takie. Próbowałem nawet, ale tak głupio jakoś. A koledze nie przeszkadzało, całe pudło zjadł.
- Normalne chrupki były ! - dobiega głos zza szafy w ciemnym kącie - Trzy tygodnie żarłem, tyle ich było.

16:36, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
niedziela, 22 października 2006
 Nie znoszę gości, którzy jadą na wycieczkę, żeby z drinkiem pod parasolem narzekać na beznadziejne biuro podróży. Że już trzeci (czwarty, piąty...) dzień, a jeszcze nie podali schabowego, że kelnerzy za czarni, a ryba na rafie potrafi dziabnąć, jak ją nie dość szybko karmić wyniesionym ze stołówki kurczakiem.
Dlatego nie narzekałem, jak pierwszego dnia wepchnęli nas do dziury (prawie) bez okien, drugiego dnia okradł nas taryfiarz (przekręt: "pięćdziesiąt piastrów"), trzeciego rodacy buchnęli nam ręczniki, w wyniku czego ręcznikowy nie oddał nam kart do włączenia prądu. Za to czwartego dnia wytłumaczyłem spokojnie Leniuchowej, że brak wody, tak jak i brak prądu, to na pustyni norma, a to czego ona się domaga, to anomalia. Ze spokojem przyjąłem groteskowo naciągnięte występy fakira na koniec tygodnia - i słusznie, bo następnego dnia sprzątacz rozbił szklankę w kiblu, odpuścił sobie zamiatanie i miałem pokaz efektownego chodzenia po szkle w wykonaniu Leniuchowej.
Koniec wieńczy dzieło i w naszym przypadku był to klasyk: walizki przed hotelem, kasa za pobyt wciąż w drodze, a my wesoło machamy autobusowi odjeżdżającemu bez nas na lotnisko.
P/N (Polska Norma).
środa, 11 października 2006

Dzisiaj krotko i niechlujnie, bo za plecami mam Araba z dzihadem w oczach, ktory czardzuje mnie 7 ojrasow za godzine interku. Jak skonczyc w miejscu o takich stawkach? Juz streszczam.

Wzglednie udane wakacje jak dotychczas zawdzieczamy Leniuchowej, ktora zawsze obcyka wchodzace w gre biura i hotele. I tym razem namierzylismy lokal bez wad, z biurem niestety gorzej, bo po przylocie radosnie przeflancowali nas gdzie indziej. Dodam, ze nie bylo to last minute. Niewielka pociecha bylo, ze ten nowy hotel mial gwiazdke wiecej. Egipt znany jest z tego, ze byle buda beduina ma gwiazdek jak niebo Arabii. Co prawda nasza buda nazywa sie Hilton, ale Hiltona akurat Leniuchowa nie opracowywala, damn it !

Do rzeczy: po pierwszej nocy w tym H. poziom satysfakcji klienta, czyli moj byl gdzies w okolicach bazy Pekaes pod Szczecinem AD 1999. Nawet roche nizej, bo w z okna w pekaesie widzialem swierki, a nie zaplecze sklepu z pamiatkami i droge na Safage.

Dwie awantury i zmarnowany dzien pozniej przeniesli nas do nowego budynku, a nawet przyznali wyrko Piotrusiowi. Allah akbar. Teraz z ekscytacja oczekuje na rozwoj wypadkow. Jak wiadomo, Hiltony na Morzem Czerwonym to mekka pracownikow sredniego szczebla kgb, ruskiej mafii i gazpromu. Czy skonczymy jak oni, lewa dziurka wciagajac kokaine,  prawa viagre  popijajac "sex on the beach" podczas gdy dziecko wraz z dziecmi killerow ze specnazu rozjezdza quadami fellachow ?

Czas pokaze, stay tuned.

czwartek, 05 października 2006

 Przypomniało mi się a propos dokumentacji, bo właśnie przez pół nocy walczyłem z programem, w którego dokumentacji jedno, w działaniu drugie, a powinien robić jeszcze co innego.
Siedzimy otóż sobie na szkoleniu, kiedy wchodzi kolo z naręczem skryptów. Wykładowca rozdaje i mówi - to jest nowa wersja, która się co prawda niewiele zmieniła, ale warto ją mieć, bo w ogóle nie ma błędów. Z oszczędności tych błędów nie ma, bo wreszcie zrezygnowaliśmy z profesjonalnej firmy edytorskiej.
-???!
-Ano tak, bo my jak piszemy skrypt, to kopiujemy komendy z ekranu, więc jest gwarancja, że zadziałają. A dotychczas przed wydrukiem brało je do korekty wydawnictwo i w procesie upiększania zawsze jakieś błędy wprowadzili. Zawsze.

23:13, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (9) »
środa, 04 października 2006

Dokumentacja - dział beletrystyki zajmujący się wyimaginowanym działaniem nieistniejących wersji programów w wyidealizowanym środowisku operacyjnym.

moje.


Ale ja nie o tym. Albo inaczej - o tym też, ale kiedy indziej.

 Zdarzyło się tak, że musiałem ściągnąć sobie wirusa. Dla celów testowych.
Klikam, Zapisz jako, ściąga i w tym momencie histerycznie atakuje mnie wielka żółta plansza ze straszną nowiną o wirusie. Że nie da ściągnąć, pisze.
No to ją wyłączam, ale się nie daje.
Zatrzymuję wszystkie antywir-usługi i restartuję - ma to gdzieś.
To deinstaluję. Żąda hasła deinstalacyjnego.
O, kurka wodna w kuper kopana, ja przecież jej nie zahaśliłem, na bank.
Musi, korporacyjny patałach-administrator jakieś swoje do instalki wdusił. Jego nie będę się prosił, nie ma mowy.
Dwie godziny później pełny sukces - bunt maszyny opanowany, leży i kwiczy, a ja ją zarażam wirusem.
Kuba Rozpruwacz to przy mnie pętak.

Here is how:

Right-click on My Computer and select Properties. Click the Hardware tab and click the Device Manager button. Click the View menu and click Show Hidden Devices. Now, expand Non-Plug and Play Drivers to find the Antivirus drivers on your system. Right-click on the correct driver and click Disable.
Table 8-1 identifies the names of the device drivers that correspond with products from popular antivirus software vendors. Note, however, that the device drivers for each application can change, so be sure to verify these device drivers at the appropriate vendors' web sites.

Table 8-1. Device drivers for antivirus software products

Vendor - Device drivers
Symantec - symevent.sys
McAfee - NaiFiltr and NaiFsRec
Norton - NAVAP, NAVENG, and NAVEX15
Inoculan - INO_FLPY and INO_Fltr

23:27, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
wtorek, 03 października 2006

Nasz nowy, naładowany elektroniką telewizorek filtruje, wygładza, interpoluje i wypięknia obraz ze starych kaset VHS. Od tygodnia mamy więc "Leniuch In The Swamp Alien Movie Marathon".

 SONDA
Który z Obcych wymiata najdalej w kosmos?

jedynka (wiadomo)
dwójka (z tą dziewczynką i komandosami)
trójka (w galaktycznym pierdlu)
czwórka (ripley sklonowana)

+ pytanie otwarte: czy ktoś widział Alien vs Predator i czy rzeczywiście to taka beznadziejna kicha?
10:08, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (17) »
niedziela, 01 października 2006

Święty Hubert pobłogosławił i trafiłem pierwszego jelenia, który kupił ode mnie markowy serwer. Czyli, że niby powoli odchodzę od smutnej tradycji nabijania kabzy Korporacji i sam wypisuję faktury za sprzęt, przegląd zerowy, gumowe dywaniki itp.
Po fali entuzjazmu przyszła refleksja.
O kurde, pomyślałem sobie, o kurde.
Bo ja im ten złom instaluję, rozliczam się z dostawcą i jest taki moment, że nie mam ani sprzętu, ani kasy, nie?
No nic, daję jeleniowi fakturę do podpisania i rzucam pół żartem, pół serio, ale tak bardziej serio:
- ha ha, bo ja już wątpliwości miałem, jak w interku zobaczyłem: Hermann sp. z o.o. w stanie upadłości, ale to o Hermann Poznań, chodziło, patałachów, a nie Hermann Rybnik, tygrysa lokalnego rynku...
- pan nie wierzy internetowi - odpowiada na to jeleń, całkiem serio - oni w upadłości są od pięciu lat... a i tak im lepiej idzie niż nam.

O kurde.
19:43, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
Archiwum