poniedziałek, 31 października 2005

xx"Godzina piąta, minut trzydzieści kiedy pobudka za - gra - łaaa !"
Tradycyjnie, jak co roku zapomniałem przestawić czas w komórce, a używam jej jako budzika. Dzięki temu wstałem godzinę wcześniej - szkoda życia na sen, gdy kraj świętuje długi łykent. Na dworze szron grubą warstwą pokrył oktawkę. Dziecko zabawiło się w "do grającej szafy grosik wrzuć" i nafaszerowało mi odtwarzacz resztą za autostradę. Teraz kaseta nie chce ani grać, ani wyskoczyć, jadę więc w grobowej, oszronionej ciszy.
Nic nie jest proste w taki ranek. "Wyłącz serwer". Sięgam do dokumentacji. W tym modelu można to zrobić na siedem sposobów, a mam na myśli tylko odcięcie płyty systemowej od prądu. Nieprędko zastąpią mnie robotem.
16:02, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
piątek, 28 października 2005

xxDojazdy do pracy kształcą, zwłaszcza takie ponad 300 kilosów w jedną stronę. Można obejrzeć sobie kraj ojczysty i zweryfikować krzywdzące stereotypy. Negatywnie. Czyli, że jest dużo lepiej niż się wydaje.
Nieprawdą jest jakoby w Polsce było marnie z higieną i bezpieczeństwem. Sprawdziłem. Przejazd przez Gliwice np. jest niemożliwy bez kilkukrotnego umycia szyby na kolejnych skrzyżowaniach. Byłem w Rio, byłe w Bajo, miałem bilet na Hawaje ale TAK nie mają.
Co do bezpieczeństwa, to poziom jego również przewyższa wszystko co widziałem, z wyjątkiem Johannesburga może. Weźmy taką warszawską Sadybę. Całkiem przyjemne kwartały willowe fantastycznie zabezpieczone kratami z porządnych prętów zbrojeniowych, we wszystkich oknach z góry na dół. Trochę widać spawy, za to nowe budynki zabezpieczone są już profesjonalnie - od częstokołu przez ex-zomowca na bramce po kamerę na korytarzu. Odwiedzenie starego kumpla na nowym osiedlu bez rewizji osobistej jest w zasadzie niemożliwe
15:00, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
środa, 26 października 2005

Umawiałem się z jedną konsaltingową firemką z Krakowa, żeby im zainstalować... no właśnie... przecież NIE modem. Jak tu laseczce tłumaczyć, że modem moduluje/demoduluje jakąś nośną, której w tym wypadku brak, a rzeczone pudełko to Channel Service Unit... czyli po polsku - sam nie wiem co. Dlatego mówię: to taki RODZAJ modemu, powinni go byli przysłać w pudełku z takim to a takim napisem. Jest ? No jest.
Gicio.
Po jakiejś półgodzinie panna dzwoni: - wie pan, to technicznie nie jest właściwie modem, raczej rodzaj konwertera, dzwonię, bo nie chciałabym, żeby pan na darmo jechał jak się okaże, że to nie to.
No.
Tak powiedziała.
Branża księgowo-personalna.

06:34, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
wtorek, 25 października 2005

Katowania komórki cd. Tu pracuję. Tak, to Polska 'K'. Fotki ze służbowej komóry w godzinach pracy, tylko biurowiec ze starej pocztówki. Ale nie zmienił się nic a nic. Enjoy.


12:55, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 24 października 2005
niedziela, 23 października 2005

xxJako się rzekło, Leniuchowa rozkręca biznes. Wydrukowała sobie na wizytówkach "dyrektor operacyjny", zabrała mi służbowego laptopa i brykę i pojechała na targi zaprezentować ofertę. Właściwie racja, "dyrektor operacyjnej" bryka i laptop się należą się bardziej, logiczne.

W rozliczeniu zostawiła mi chłopca, dwulatka. Niby że mój. W porzo, niech sobie będzie. Był chyba innego zdania, bo kiedy oktawka zniknęła za rogiem zrobił scenę. Złapałem za telewizyjną - bingo. "Od przedszkola do Opola". Podłączyłem dzieciara do telewizora, a sam poszedłem otworzyć piwo. Nie zdążyłem dopić kiedy wpadł zanosząc się płaczem. Zaglądam do pokoju, a na ekranie miota się pierwsza dama polskiej estrady. Nie miała kiedy, musiała dzisiaj: Maryla Rodowicz w przeboju "Co się stało z mamą ?"

update wyborczy:


20:25, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (3) »
sobota, 22 października 2005

xxKorporacja-matka złamała żelazną zasadę "dużym-z-dużym" i zleciła robotę jakiemuś neptkowi. Kiedy przyszło do płacenia neptek przydreptał z "umową-zleceniem" w ręku. Księgowa zrobiła oczy jak pięciozłotówki i oświadczyła, że umowy-zlecenia są poniżej korporacyjnych standardów. Następnie zasugerowała przepuszczenie transakcji przez jakąś zaprzyjaźnioną firmę. Padło na mnie, widać żadna inna firma Korporacji już nie lubi.

Propozycja była z gatunku tych nie do odrzucenia, więc żeby kolesiowi zapłacić jakieś marnego tysia będę musiał wykonać jazdę obowiązkową:

  1. Zawarcie umowy
  2. Zgłoszenie człowieka do ZUS na druku ZUS ZUA z tyt. Umowy zlecenia (lub o dzieło) z kodem 04 12 00.
  3. wypłata wynagrodzenia
  4. w terminie do 15 następnego miesiąca po wypłacie należności odprowadzenie do ZUS składki zdrowotnej, w wysokości wyliczonej z rachunku i złożenie w ZUS: ZUS DRA i RCA.
  5. Wyrejestrowanie człowieka z ZUS na druku ZUS ZUA
  6. w terminie do 20 następnego miesiąca po wypłacie należności odprowadzenie podatku do Urzędu Skarbowego i złożenie PIT 4.
  7. Po zakończeniu roku wysłanie do zleceniobiorcy i do Urzędu Skarbowego zleceniobiorcy druku PIT 11.

Aaaaaaaaaaa !

20:15, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
piątek, 21 października 2005

xxW zakładkach bloga zagościło zdjęcie Kandydata przez duże K. Przeczytałem w gazecie, że na kandydata przez duże T głosują młodzi, wykształceni z miast powyżej stu tysięcy. A ja, cóż - młodość odnajduję na dnie drinka z sokiem porzeczkowym, wykształcenie komputerowe z ubiegłego stulecia, miejscowość popegeerowska najmniejsza z możliwych. Nie za bardzo mam wybór.

Plus, K. spamuje mnie mniej.

środa, 19 października 2005

xxJakoś tak się przyjęło, że w każdym blogu powinien się znaleźć autorski przepis na suflet czy coś takiego. Zadanie raczej niewykonalne dla mnie, którego szczytem dokonań kulinarnych jest: "średnia farmerska na grubym cieście" zamówiona w pobliskiej pizzerii. Zdecydowanie: jem aby żyć, nie na odwrót.
Jednakowoż.
Jednakowoż, zanim Budka Suflera stała się czwórgłowym dinozaurem z Lublina, nagrała nieznośnie melancholijny kawałek z frazą: "za ostatni grosz wino z zielonych lat chcę znów pić" w refrenie.
Za "zielonych lat" ogłuszaliśmy koleżanki taką bordową likieropodobną cieczą pn kijafa. Najlepsze wyniki dawała porzeczkowa. Jak zobaczyłem ją  niedawno na półce w hurtowni zanabyłem natychmiast. Chyba nie ja jeden, bo szybko zniknęła, a w mojej hurtowni nie lubią takiego dziadowskiego towaru, który co i rusz trzeba sprowadzać, więc zniknęła na dobre.
Całkiem przypadkowo natrafiłem jednak na recepturę, pozwalającą odtworzyć ów niepodrabialny na pozór smak i aromat. Proszę o skupienie, zapodaję:

Do połowy szklanki nalać płyn typu nektar porzeczkowy.
Dopełnić wódką. Zamieszać.
Presto !

Kurtyna, oklaski.
19:33, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (13) »
wtorek, 18 października 2005

xxWgrywając nowy soft prawie zawsze każą nam zaakceptować jakąś kilometrową licencję albo umowę (EULA - End User License Agreement). Albo klikasz i zgadzasz się na wszystko co tam sprzedawcy strzeliło do głowy wpisać w okienko, albo możesz sobie swoje własne, za ciężkie pieniądze nabyte oprogramowanie postawić na półce.
Granda.
Istnieją jednak pewne sposoby :-)

They say by clicking I agree, but I don't agree, I'm lying. I have my fingers crossed. I don't even read it, because I already know I do not agree, and theres no way they can get me to agree by clicking. I just want to use the software, and if I feel like it, reverse engineer it, abuse it, copy it, slag it off on Slashdot/Usenet and give it away to Cuba and/or Sudan. And theres nothing they can do to stop me, I most certainly do not agree.

***

I make a verbal agreement with my computer screen before clicking agree. I say, "I hearby declare that the following click is in no way indicative of my agreement to what I'm clicking on, and I am not of sound mind or body." My computer never rejects my oral contract with it, so I guess I'm in the clear.

***

I just let my neighbor's 8 year old do all my installing. She has never mentioned seeing a EULA, so I rightfully assume they aren't my problem...

***

Ah, but why not CHANGE the EULA (assuming Windows here)?
under linux:

1. make an image of the install CD (dd if=/dev/whatever_device_is_your_cd_rom of=xp.img)
2. mount the image using the loopback device
3. replace the file /i386/eula.txt with your version
4. burn the modified image to CD, boot it and accept YOUR EULA.

10:39, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 października 2005

xxMiło mi donieść, że ruszyła rekrutacja u kolejnego brytyjskiego pracodawcy. Jeśli znasz języki inne niż angielski, jesteś kreatywny i praca w warunkach stresu nie stanowi dla Ciebie problemu - spróbuj, nie pożałujesz.

"I was bored and wanted a challenge that was more than the private sector seemed able to offer. I think that I've got it right. I've already been in some pretty testing situations abroad. Delivering results under pressure and in difficult circumstances gives me a real buzz." - donosi Andrew, 28.

Podsumowując: MI-6 odpaliła swoją własną witrynę WWW.
niedziela, 16 października 2005

xxZ gazet dowiedziałem się, że Nobel ostatnio wyluzował i rozdaje nagrody niekoniecznie tym najbardziej nadętym. Jak tak dalej pójdzie to może da i kolesiom robiącym w sensacji. Mam cichego faworyta, a nawet dwóch, takie duo autor-tłumacz. Chodzi o polskie wydanie LeCarra, które dzięki wydawnictwu Amber zatrąca o jakąś metaliteraturę. Kawałek "Za późno na wojnę" opisuje, jak to u LeCarra, operację szpiegowską. Bohaterowie tego autora z definicji nie są kuloodporni ani wszystkowiedzący, ale tym razem z trudem trafiają do toalety. Tak jakby wszystkie łamagi, mitomiani i przekręciarze z innych jego powieści wyznaczyli sobie spotkanie w tej właśnie książce.
No i git.
Teraz część genialna, ta na Nobla.
Byznesmeny z Ambera dały to dziełko tłumaczowi, który wykonał zadanie z dodupizmem dorównującym wspomnianym wywiadowcom. Krótko mówiąc przetłumaczył gorzej, niż oni wyszpiegowali. Np.: szef-idiota wzywa szpiega-ciemięgę w środku nocy, ten nic nie kuma i tłumaczy się: "w brzuchu jeszcze śpię". W rozmowie o rodzicach rozjechanego agenta pada z gruchy pytanie o "jego ludzi" (his folks ?!) itd. itp.
Słowem dziadostwo bohaterów spotęgowane zostaje przez wyrafinowanie nieudaczny warsztat translatora, wbijając czytelnika w deprechę nieporównywalnie głębszą niż inne książki tego autora. To się chyba nazywa translacja kongenialna.

17:36, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (4) »
sobota, 15 października 2005

xx...czyli Al Bundy mógłby współczuć.
Leniuchowa rozkręca byznes, a ja telepracuję w domu z dzieckiem. Miały przyjść nianie, ale Józef Złote Ręce (bo wyciąga nimi góry złotych z moich kieszeni) wykorytował podjazd i chodnik do domu, który w efekcie przypomina teraz Malbork.  W trakcie wykopków Józef odkrył linię telefoniczną, a Misiek natychmiast ją rozgryzł, tak że nie można powiadomić niań o sekretnej ścieżce wśród rozkopów.
Dzięki wysiłkom Miśka i Józefa bliżej poznaję własne dziecko.

Miejsce: korytarz Obecni: Misiek i Piotruś.

Piotruś: z krzywym uśmiechem podchodzi do Miśka i bez ostrzeżenia wyprowadza prawego cepa na szczękę
Misiek: ziewa
Piotruś: zakłada Miśkowi duszenie i wiesza się by sprowadzić go do parteru
Misiek: rozgląda się za Leniuchową
Piotruś: sfrustrowany zachodzi Miśka z boku i z główki próbuje połamać mu żebra
Misiek: rezonuje klatką piersiową

10:20, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (9) »
piątek, 14 października 2005

xxMiałem zinwentaryzowć f-mę X. Byłoby myło się wcześniej zapowiedzieć, sięgam do zapodanej listy kontaktów. Pierwszy telefon - poczta głosowa, drugi telefon - "złe kilomeetry dzielą naaas" i poczta głosowa. Nagrywam się, a wobec braku odzewu kropię maila do koordynatora. Dostaję następne trzy numery, już z wyższej półki. Znowu "nagrywaj po usłyszeniu sygnału" razy dwa. Trzeci co prawda żyje, odbiera i gada, ale z zupełnie innej miejscowości. Podał za to numer dyżurujący 24 godziny na dobę. Głuchy.
Utknąłem. Następnego dnia powtórka - to samo, ale po paru godzinach kolo oddzwania.
Wchodzę do firmy, skacowany klient krokiem zombie prowadzi mnie przez pokoje ze śladami niedawnego używania - komputery, notatki, krzesełka - środek dnia, a wszystko puste. Co jest, pytam, ptasia grypa, wyrestrukturyzowali ich ? Z przekrwionych oczu spogląda na mnie żałość nad żałościami. "Spotkaaaanie firmowe. Wyjazdowe. Trzydniowe".

(Gdy czytałeś tę notkę Dan Brown sprzedał 117 produktów w oprawie miękkiej, 30 w twardej i paletę t-shirtów z "Ostatnią wieczerzą")

14:09, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
czwartek, 13 października 2005

xxW pierwszych dniach października dokonała się w Polsce rewolucja. Moralna.
Położono kres procederowi jakiś dwustu tysięcy niewątpliwych oszustów, a właściwie piratów.
Dokonał tego Polsat Cyfrowy zmieniając system kodowania z kiepskiego na trochę lepszy, przez pirackie odbiorniki niedekodowalny.
Z dnia na dzień, ojczyzna stała się, statystycznie rzecz ujmując, dużo uczciwszym miejscem.
Alleluja.


Nobel noblem, a Dan Brown wciąż pisze:
"Hatha-joga? - zamyślił się Langdon. Starożytna buddyjska sztuka medytacji połączonej z ćwiczeniami fizycznymi wydała mu się dziwną specjalnością fizyka, który w dodatku był adoptowanym dzieckiem katolickiego księdza"
21:16, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2
Archiwum