wtorek, 23 września 2014

Ostatni weekend lata nad basenem Polak może spędzić np w Egipcie. W Polsce też, jeśli np. jest stróżem - pardon - konsjerżem w jakimś akwaparku i każą mu wywieźć z basenu lód, za karę, że zapomniał spuścić wodę przed nadejściem września.
Trochę przed ostatnim weekendem lata jest ostatni weekend wakacji, w który planowaliśmy - i plan ten zrealizowaliśmy - wybrać się z dzieckiem rowerami na piknik lotniczy - sobota - i dożynki gminne - niedziela. W obu wypadkach wycieczki zakończyły się ulewą i totalnym przemoknięciem. Tu wypadało wtrącić: "sorry taki mamy klimat", ale staram się unikać wywiechtanych komunałów, więc się powstrzymam i nie wtrącę.
Wracając do basenu... został rozłozony w te pamiętne, upalne oba dni czerwca. Poprzednim razem dwa upalne dni pod rząd zdarzyły się 2005 i wtedy właśnie kupiłem wzmiankowaną nieckę. Od czerwca do teraz wytworzył się w niej zadziwiający ekosystem o konsystencji świątecznego barszczu. Nie czekając, aż wyewoluuje z niego byt inteligentniejszy od ludzkości przerwałem ryzykowny eksperyment wyrwaniem korka.
Następnie wygłosiłem płomienny apel do rodziny wzywając ją solidarnej pomocy w demontażu basenu. Odwołałem się do więzów krwi, wspólnoty losów, umiłowania ojcowizny okupowanej przez basen, wspomniałem o poczuciu obowiązku i takich tam. Zawsze działa, podziałało i tym razem, konkretnie na dziecko, zwłaszcza jak sięgnąłem po pasek.
Szarpiąc się z orurowaniem basenu małodusznie wypomniałem dziecku, że zasadniczo rozłożyłem to gówno tylko z powodu jego jęków, a przez całe trzy miesiące wlazło do wody dwa razy po trzy minuty.
-Jak możesz... taplałem się przynajmniej kwadrans - odparł urażony i zmył się przy pierwszej okazji. Nieważne, robota była prawie skończona... Wystarczyło doczyścić i popakować rury, zawlec polietylenowe ścierwo na podjazd, zmyć myjką w środku i na zewnątrz i jeszcze raz w środku, wrócić do ogródka wyrównać niedostępny dotychczas kawałek ogródka zamieniony przez krety w makietę Kapadocji, wyrwać chwasty, skosić trawę i chwilę przed zapadnięciem zmroku obetrzeć pot z czoła.
Na kondycję  - nie ma jak basen. 

Tagi: klimat
23:57, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
Archiwum