czwartek, 27 września 2012

Hasło "Palenie zabija", które można spotkać na fajkach, jest w gruncie rzeczy niezłym sloganem reklamowym i koncerny tytoniowe spokojnie mogą za nie podziękować ministrowi zdrowia. Z marszu zjednuje takie grupy, jak suicydalne nastolatki emo, podkulturę gotów etc. etc. Gdybym handlował tytoniem podkręciłbym jej jeszcze bardziej w stylu: "Palenie zabija. Na śmierć" i do każdej sztangi szlugów dodawał gratis bandanę w trupie główki.

Ale dzisiaj nie o paleniu, tylko grach komputerowych, w które można było pograć między zeszłorocznym skyrimem a tegorocznymi borderlands 2. Notka oczywiście spóźniona, bo wspomniane gry poszły w kąt skoro borderlands już wyszło. Azaliż aliści o jednej z nich słów parę. Gra miała być w zamierzeniu straszna i kontrowersyjna, bowiem gracz wciela się w Śmierć, który próbuje uratować swojego brata - Wojnę. Ekstremum, nie? Nie do końca. Tata, widziałem odcinki Fineasza i Ferba straszniejsze od tej gry, skwitowało dziecko, gdy wyraziłem wątpliwość, czy powinno mi kibicować. I rzeczywiście, gra pt Darksiders II eksploatuje różne mroczne rekwizyty, ale o mroczny klimat już trudno, a w konkurencji "prucie flaków, spopielanie, kwas na żywo" do pięt nie dorasta wspomnianym borderlands. Ma inne zalety: płynną pracę na przeciętnym sprzęcie, niezłą mechanikę walki, zróżnicowane, atrakcyjne graficznie światy. Niestety, w przeciwieństwie do Borderlands i Skyrima nie jest "open world" (czyli: idź w którą stronę chcesz i zabijaj, kogo tam nie lubisz") lecz ale produkcją dużo bardziej liniową. Pan Śmierć głównie obcina głowy, a także wspina się w stylu Księcia Persji i rozwiązuje różne łamigłówki, by pokonać kolejne etapy swej drogi, na końcu których stoją niepokonani na pozór superprzeciwnicy.

Ekhem, nie żebym się narzucał, ale pragnę zauważyć, że w powyższym opisie nie użyłem słów: lokacja, rpg, boss, gore, sandbox, czyli anglicyzmów obowiązkowych w recenzjach "profesjonalnych". W ten sposób nawiązałem do najmocniejszego być może pktu Daksidersów: spolszczenia. Jest ono przaśne, bo sprowadza się li tylko do napisów, ale wykonanych przez ktosia, który miał pojęcie nie tylko o angielskim, ale przede wszystkim o polskim. Prawdziwa rzadkość, polecam.


21:22, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (2) »
środa, 19 września 2012

"Odpowiednie dać rzeczy słowo" radził jeden poeta, a inny (Tuwim?) podał nawet przykład: "Jeśli dziecko spyta się, skąd się biorą dzieci, bez zmrużenia oka odpowiadamy, że z nadmanganianu potasu".

Tak, nowe, egzotyczne słówko znakomicie zastępuje kłopotliwe tłumaczenia.

Hasłem-kluczem do afery Amber Gold okazało się sprężyste słówko parabank. Jest ono nawet lepsze niż nadmanganian potasu, ale dokładnie tyle samo wyjaśnia. Parabank bowiem to instytucja typu kasa oszczędnościowo-pożyczkowa, względnie umiarkowana lichwa typu provident. Parabanki radzą sobie lepiej niż banki i nijak się mają do biznesiku p. Plichty .

Media zarządzające informacją uznały jednak, że "parabank" brzmi lepiej niż plebejski "przekręt" czy zwykłe "oszustwo". Po tych ostatnich mogłyby pewno nastąpić głupie pytania typu "jak to możliwe", "ale czemu", w odpowiedzi na które pojawiłyby się zupełnie niepożądane słowa: "nieudolność", a może nawet "korupcja".

Po "parabanku" zaś... no tak, cała Europa ma problem z parabankami, Podobno.

I na koniec, w podniesionej przez media kwestii, czy klienci Amber Gold są frajerami?
Oczywiście są i nie pozostawia tu wątpliwości oferta z piątkowej Wyborczej:
"Nie lokuj w złoto na 11%, Lokuj w ziemię na 300% lub więcej"


09:14, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 17 września 2012

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Firma Apple po zmiażdżeniu Samsunga (w sądzie, bo na rynku to już różnie) pojawiła się w Polsce. Tym razem w formie protestu przeciw internetowym delikatesom http//:a.pl.
Nie kumacie?
A.pl.
Nadal nie kumacie?
A.pl to prawie jak apple!
To nie żart.

* * *

Przy okazji historycznego wyczynu Leniuchowej, która przebiegła (z akcentem na _przebiegła_) swój pierwszy maraton, przekraczając metę w połowie stawki (brawo Leniuchowa), otóż przy okazji tego wydarzenia spostrzeżenie: rowerzyści to plaga.
Wydzielanie osobnych ścieżek dla rowerów w centrach miast było poważnym błędem.
Szerokie bulwary dla spacerowiczów w niektórych miejscach Wrocławia zamieniły się w ścieżynki. Najpierw w chodnikach wyrżnięto zatoczki dla parkujących aut, poczym większość pozostałej szerokości oddano rowerzystom.
Jeżdziłem, jeżdżę i będę jeździć na rowerze póki kolana pozwolą. Nigdy nie rozjeżdżałem ludzi na ich chodnikach, nigdy nie spotkałem się z rzekomym "chamstwem kierowców" na jezdni i nigdy nie domagałem się tych poronionych ścieżek. Oczywiście powinny powstawać przy nowych arteriach ale tarabanienie się rowerzystów do centrum to jakaś koszmarna pomyłka.

* * *

Jak to jest, że niezły sequel Dziedzictwo Bourna przemknął przez kina niezauważony, a marny koniec trylogii Madagaskar wciąż w nich straszy?
Beats me.
Wkrótce: czekając na Borderlands, czyli w co grać, jak rodzina pójdzie spać. Czy dokądś.
Stay tuned.



21:24, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 10 września 2012

Miasto, spore, europejskie, wielkości Frankfurtu czy Bremy. Wokół miasta obwodnica, w mieście impreza, spora, europejska, konkretnie Euro2012. I google, jego mapa oraz wzmiankowana obwodnica na tejże mapie.
What about it? Ano to, że nawigacja google jest wciąż na obwodnicę ślepa.. Poproś ją o wskazanie drogi - nawigacja starannie obwodnicę ominie. Obwodnica dla niej nie  istnieje. Tuz przy obwodnicy parkuje flotylla aut google, które uwijają się także po obwodnicy, ale z jakichś powodów nie aktualizują nawigacji. Jakie to powody?
Powód - moim skromnym zdaniem - jest jeden i nazywa się Google Play, czyli sklep z aplikacjami na telefony. Mnóstwo w tym sklepie dziadowskich programików po dwa pięćdziesiąt, ale są tez takie za stówkę lub dwie. Te droższe to - surprise, surprise - nawigacje właśnie. Z każdej wydanej na nie stówki google kasuje trzydzieści złotych. Dlatego jestem dziwnie spokojny, że nieprędko poprowadzi mnie najkrótszą drogą

UPDATE: jak widac na poniższym obrazku google w końcu zauważyło obwodnicę!

to pisałem ja, jarząbek 27 września.


Wyświetl większą mapę

czwartek, 06 września 2012

Hrabia Darmocha udał się na popołudniowy dżoging z giermkiem Androidem i wróżką Endomondo. Tym razem wrózka miała usta starannie zalepione taśmą makgajwer.  Tempo hrabia wyznaczał sam.

                                                     * * *
Hrabia włączył telewizor. Jak większość telewidzów uwielbiał programy przyrodnicze. W okienku pojawiła się małpka kapucynka... nie, raczej wypreparowana główka z Borneo. Hrabia skądś znał tę twarz. Założył okulary i przeczytał: Justyna Pochanke, Wiadomości TVN. Czym prędzej zmienił kanał. Ponaciągana Pochanke zbyt boleśnie przypominała mu o jego własnym przemijaniu.
                                                     * * *
Na innym kanale minister finansów odnosił sie do programu opozycji. Zasugerował, że jest dziełem gangu złomiarzy, a jego przyjęcie pogrąży żłobki. Hrabia czym prędzej wyłączył telewizor po czym wszystkie oszczędności ulokował w walutach odpornych na ministra i jego alzheimera.


wtorek, 04 września 2012

Po kompromitujących porażkach w europejskich pucharach Wrocław podziękował za współpracę Orestowi Lenczykowi, trenerowi WKS Śląsk.
Piłkarze Śląska o Lenczyku: " Ten ch...", "Pan od wuefu".
Prasa fachowa, działacze sportowi: "Dramat, koszmar, rozpacz", "mistrz do bicia", "cała Polska śmieje się ze Śląska".
W ciągu ostatnich dwóch sezonów Śląsk zdobył z Lenczykiem pierwsze od trzydziestu lat wicemistrzostwo i mistrzostwo.
Miejscowy miliarder w trakcie sezonu wycofał się z finansowania klubu. Ze zdekompletowaną, zdemoralizowaną drużyną Lenczyk na dowidzenia pokonał Legię i zdobył pierwszy w historii klubu superpuchar.
Boniek o Lenczyku: "Zaufanym Orest mówi: "Po co ja ich będę uczył grać w piłkę? Na to trzeba lat, a i tak nie wiem, czy się nauczą. Ale gdy ich dobrze przygotuję fizycznie, gdy będą więcej biegać od przeciwnika, to wyniki mogą przyjść szybko. Nigdy się nie pomylił. Tylko że z Lenczykiem piłkarzom na dłużej jest nie po drodze. Stary, zgred, goni, smutny, krzyczy i wymaga."
Piłkarze czekają na zaległe premie za mistrzostwo.
Lenczyk szuka nowej pracy. Ma dopiero siedemdziesiąt lat.

Archiwum