środa, 23 września 2009

Nie ukrywam, ze oczekiwalem, iz nasze polskie pochodzenie bedzie nam w katolickim Peru zyskiwac podziw i szacunek. Do pewnego stopnia tak bylo, ale bynajmniej nie ze wzgledu na Juana Pabla Segondo, jak chyba po hiszpañsku pisze si€ nasz Papiez.

Pierwszym skojarzeniem, jakie haslo Polonia budzi w Peruwiañczykach, jest niejaki Rengifo, ktory kopie dla Lecha Poznañ. Na okrzyk "Polonia-Rengifo!" poczatkowo reagowalismy "Que?!", ale teraz juz wiemy, kto zacz.

Z innych, bardziej zaskakujacych reakcji zapamietam na zawsze kolesia, ktory na karteluchu nabazgral imie: MIECZYSLAW i spytal, jak sie je wymawia po polsku.
-Mieczyslaw. A czemu chcesz wiedziec?
-No bo mam na imie Mieczyslaw - odpowiedzial nastoletni Peruwianczyk o wybitnie japoñskiej urodzie.
W tym momencie, a rzecz zdarzyla sie podczas wycieczki na lodowiec, bylem niemal pewien, ze mam omamy z powodu choroby wysokosciowej. Ale nie. Mieczyslaw mial szczescie byc noworodkiem odbieranym przez polskiego lekarza, a jakze, Mieczyslawa.

Co do Papieza zas... wiele wyjasnilo pytanie pewenj Peruwianki
-Polska... a gdzie to?
-No, w Europie.
-Aha. Z Europy to wiem tylko, gdzie Wlochy. No bo z Wloch jest papiez.

No wlasnie. Dobranoc Panstwu.

(Pisane w kafejce nad jeziorem Titicaca, 3825 m. n.p.m.)

02:58, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (9) »
piątek, 18 września 2009

Do Peru nie warto z setek powodow, a nieostatnim sa tutejsze kobiety. Na pierwszy rzut oka widac, ze sa male, pekate i wszystkie nosza dzinsy. Na pewno rekompensuja to zaletami ducha i umyslu... ok, zartowalem.

W odroznieniu od wiekszosci innych eksploratorow udalo nam sie... no moze nie spenetrowac, ale przynajmniej wejsc w bardzo bliski kontakt z Peruwiankami. Jednoczesnie sami zostalismy coz, wymacani to chyba odpowiednie slowo, przez Indianki i ich kolegow.

Recepta na zbiorowe zblizenie: wsiasc do collectivo - toyotki na 7 osob, w ktorej juz jedzie zaopatrzenie dwoch sklepow i siedzi dziewiecioro pasazerow.

Na koniec fotka policjantki lilmeñskiej drogowki, ktora dowodzi, ze nawet w portkach Peruwianka moze sie podobac.
No nie?

02:12, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 14 września 2009


Zeby skutecznie zagadac do dilera koki, trzeba go najpierw rozpoznac. Nie ukrywam, ze ostatnio czesto gadalismy z roznymi dilerami koki, zeby kupic od nich koke i mamy w tym wzgledzie sporo doswiadczen.
Zatem, dilera koki rozpoznajemy po workach koki za jego plecami. Dodatkowo taki diler nosi kapelusz. Z kolorowa wstazka. Dwa warkoczyki i bura, obszerna spodnice.
Widzac kogos takiego ustawiamy sie na koncu kolejki przed jego kramikiem.
Kiedy przychodzi nasza kolej mowimy np. ´Buenos Dias señora, que belle kapelusz`, albo: ´Nasyp nam babcia za zlotowke´. W zasadzie mozna zagadac cokolwiek, byle w reku trzymac jednego sola, czyli rownowartosc jednej zlotowki. W zamian za tego sola babcia sypie nam do reklamowki szufelke lisci koki, czyli rownowartosc pieciu lat w polskim wiezieniu, jesli transakcja odbywalaby sie u nas.

Ponizej: Diler koki po robocie

środa, 09 września 2009

Dzisiaj leniuch.blox.pl nadaje z Limy, online i na zywo. Tekst only, do tego bez polskich literek. Za to z literowkami, bo klawiatura (dos nuevos soles za godzine) sie lepi. Literalnie.

Jesli jestescie ciekawi, czy warto tluc sie 27 godzin do Limy, to nie warto. Na pierwszy rzut oka w kazdym razie. Wkrotce moja opinia moze sie zmienic, bo na wyrazne zyczenie kolegi zawinelismy do samiutkiego centrum, ktore wg przewodnika zostalo opanowane ´przez dilerow, prostytutki i kieszonkowcow´. No i prezydenta kraju, ktory ma tu palac. Kolega sporo obiecuje sobie po tych dwu pierwszych kategoriach, ale co, kiedy najpierw obrobi nas kieszonkowiec?

To tyle, a teraz udaje sie na spoczynek w hotelu jak z hiszpanskiego horroru.

Stay tuned.

niedziela, 06 września 2009

Z genów jestem zapobiegliwym małopolaninem na wychodźstwie, tj dolnym śląsku, a z przekonań przeciwnikiem przyziemnego praktycyzmu.
Nie usłyszycie ode mnie powszechnych utyskiwań: "na co nam katedra/filharmonia/piramidy kiedy brak autostrad/inkubatorów/papieru toaletowego".

Historia pokazuje, że każdy fajerwerk kreatywności, każde zwycięstwo ducha, a nawet szajby nad materią, w dłuższym horyzoncie zwraca poniesione nakłady z naddatkiem.

Tyle zastrzeżeń... Ale jak ogłosił kiedyś (w tvp) klasyk, istnieją granice, których przekraczać nie wolno. Nawet we Wrocławiu. Rzeczywiście, Fontanna Multimedialna jest inwestycją zadziwiającą w mieście bez obwodnic, z jednym bidnym akwaparkiem i dyskfunkcyjną komunikacją zbiorową. Chylę czoła przed niepowstrzymaną fantazją i straceńczą odwagą burmistrza.

Rozkopanie wszakże jedynego maleńkiego parkingu koło Fontanny, zajęcie reszty wolnego miejsca na poczet jakiś targów wsiowych osobliwości i jednoczesne cowieczorne kontynuowanie laserowych pokazów zakrawa na jakieś sadystyczne pastwienie się nad wrocławianami. A zwłaszcza rodzicami dzieci uzależnionych od Fontanny. Mój syn w poprzedni łikend obejrzał pokaz trzy razy w ciągu dwu dni, za każdym razem musieliśmy szukać miejsca parkingowego dłużej i dalej. Po zakończeniu tysięczna gawiedź potykając się w ciemnościach rozdeptywała rododendrony przedzierając się przez Park Szczytnicki.

To niedopuszczalne. Teraz jadę do Peru, ale jak wrócę, ma być wyremontowane, oznaczone i doświetlone.
Dotarło do was, Dutkiewicz?

A propos, nie każdy Dutkiewicz to matoł bez wyobraźni, bywają też uzdolnieni:

http://arturdutkiewicz.pl/VoodooChild.mp3

21:13, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (4) »
piątek, 04 września 2009
  • Na benzynę do aut prezesów fundacji ze słowem "dzieciom" w nazwie.
  • Organizacje Pożytku Publicznego Założone Przez Ekscentrycznych Członków Rodzin Naszych Znajomych
  • Radio Maryla
  • Stop Radiu Maryla
  • Maszyny do robienia piiiip, do których Owsiak podłączy rude wcześniaki z nadwagą. Oba.
  • Organizacje Pożytku Publicznego Samowolnie Wpisane Przez Biura Rachunkowe Do Pitów Nieświadomych Klientów.

Patrz wykres:

_________________

Inspiracją dla tej notki był dział statystyk The Onion News

środa, 02 września 2009

Każdemu narodowi trafia się wcześniej czy później idiota, który chce pchnąć tenże naród "w następne stulecie". Pół biedy jeśli ograniczy się do obcinania bród bojarom, albo zakaże występów tradycyjnych kapel (to chyba w Turcji było). Gorzej, jak weźmie się za reformowanie oświaty, czyli naśle urzędników na nasze dzieci.

1 września 2009 moje dziecko ma wciąż pięć lat. Owszem, mogliśmy zapisać je do szkoły podstawowej. Takiej osiedlowej, do której boją chodzić się nauczyciele. Gdzie anglista przemyka pod ścianą do klasy, w której włożą mu kubeł na łeb. W takiej szkole, z podbitym okiem i obrobione z drobniaków mogłoby się uczyć czytać i pisać zgodnie z panatuskowym programem.

Przeważająca większość rodziców dała pani minister jeszcze rok na przygotowanie reformy. W tym czasie nasze dzieci mogłyby okrzepnąć w przedszkolu, nabrać siły i sprytu, niezbędnych, by przeżyć w dżungli polskiej szkoły.

Ta decyzja nie mogła spotkać się z aprobatą tępych czynowników Ministerstwa. Kiedy premier Tusk hucznie świętował zwycięstwo Wehrmachtu, w naszym przedszkolu zabroniono synowi nauki czytania i pisania po polsku. Kuratorium surowo napomniało przedszkolanki, żeby nie próbowały czasem wychylić się poza program, który w tym roku czytania dla pięcio/sześciolatków nie przewiduje.
Skoro dzieciaki nie poszły do szkoły pracować na sukces premiera, to karnie się je dogłupi.

Zostały nam tajne komplety.

Archiwum