sobota, 30 września 2006

 Wczoraj do lodówki w chacie na bagnach zawitała po raz pierwszy konserwa turystyczna. W szafie pojawiło się siedem czekolad i worek cukierków. Na półce dumnie spoczęły dwa bilety komunikacji miejskiej. Gdybym nie był półbezrobotny dostałbym jeszcze dzień wolnego, a tak dostałem tylko pół. I talon na kokakolę. Obyci wiedzą, a nieobytym wyjaśniam - powyższe dobra i przywileje przysługują honorowym krwiodawcom.
Mimo tych sukcesów materialnych wkrótce wyjeżdżamy. Nie możemy się pogodzić z atmosferą panującą w naszej ojczyźnie, bo, zwłaszcza w październiku, będzie to atmosfera pełna deszczu, o temperaturze bliskiej zeru, bez szans na rozwój opalenizny. Gdzie indziej, na obczyźnie, młodzi ludzie mają duże lepsze perspektywy na brak pracy i drinka z palemką.
Decyzja już zapadła. Gwiżdżąc "Pożegnanie ojczyzny" pakuję maskę i płetwy.
15:09, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (8) »
czwartek, 28 września 2006

Obudziłem się na kacu. Wyszedłem z domu, przemaszerowałem przez wioskę, wszedłem do pomieszczenia. W środku czekała na mnie kobieta w bieli. Zaproponowałem jej pieniądze w zamian za określoną korzyść. Zgodziła się. Mam powody domniemywać, że wszystko rejestrowała kamera. Ten oburzający akt korupcji gospodarczej. To bagno. W przypadku ujawnienia moje szanse na stanowisko sołtysa legną w gruzach.
Trudno. Wrzuciłem zakupione bułki do reklamówki i wyszedłem ze sklepiku "U Ewy".

(miała być fotka Św. Renaty, patronki III RP, ale z powodów estetycznych odpuściłem)
10:39, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (18) »
środa, 27 września 2006
Życie koryguje plany. Najpierw dziecko ma jeść wyłącznie makrobiotyczną niełuskaną kaszę, uczyć się sanskrytu i grać z ojcem w go. Kończy wpierniczając snikersy przed telewizorem.
My jesteśmy gdzieś w dwu trzecich tej drogi.
 Postanowiłem kupić cyfrę, żeby móc łatwiej spacyfikować dzieciaka. Satelitę już mam, trzy dychy za trzydzieści programów wydawało mi się warte grzechu. Przyjrzałem się ofercie bliżej i temat upadł. Bujać to my: z tych trzydziestu ponad dwadzieścia jest i tak za darmochę, niekodowane. Jestem bliski otwarcia sklepiku z własnymi kartami cyfra minus: al dżazira i tvp kultura, po dychu miesięcznie płatne przelewem, telezakupy mango w promocji po piątalu.
Toż to granda w biały dzień.
Ale zaszło coś, co stonowało moje oburzanie, ba, przekonało, że trzy dychy to taniocha.
Pazury Leniuchowej mianowicie. Ja się swoimi drapię po rozczochranej, a ona przegląda się w swoich i opowiada ploty z manikjur. Coś mnie tknęło, i ile ten manikjur kosztował, pytam. -Ale, to taki wiesz, z wyższej półki - rzuca defensywnie. No, tera to już muszę wiedzieć. Sto dziesięć - mówi - ale tylko raz na miesiąc. I jeszcze malowanie, dwadzieścia.
- Cooooo?! Dawaj, za dwadzieścia sam ci pomaluję.
Wiadomo, półbezrobotny każdej pracy się podejmie.
23:02, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
tu był głupi wpis na temat polityczny.
więcej nie będę, a jeśli to na innym blogu.

http://www.tl2000.com.pl/images/pociag.gif

chyba, żebym zapomniał.
albo coś.


wtorek, 26 września 2006

Skoro już szefowstwo mojego klienta o niemiecko brzmiącej nazwie przegląda mejle pracowników,  zajrzę sobie i ja ;-). Oczywiście broń boże nie chodzi o niezdrową ciekawość, tylko o obalenie oskarżeń, że spam się jednak przeciska...
No właśnie, czy to już spam, czy jeszcze folklor:

>> Jest na banhowie ciynszko maszyna,
>> Rubo jak kachlok - niy limuzyna,
>> Stoi i dycho, parsko i zipie,
>> A hajer jeszcze wongiel w nia sypie.
>> Potym wagony podopinali,
>> I całym szfongym kajś pojechali.
>>
>> W piyrwszym siedziały se dwa Hanysy,
>> Jedyn kudłaty, a drugi łysy,
>> Prawie do siebie nic niy godali,
>> Bo sie do kupy jeszcze niy znali.
>>
>> W drugim jechała banda goroli,
>> Wiyźli ze sobą krzinka jaboli,
>> I pełne kofry samych presworsztóf,
>> I kabanina prościutko z rusztu.
>> Pili i żarli, jeszcze śpiywali,
>> Potym bez łokno wszyscy żigali.
>>
 >> W czecim Cygony, Żydy, Araby,
>> A w czwortym jechały zaś same baby.
>> W piontym zaś Ruski. Ci mieli życie!
>> Sasza łożarty siedzioł na tricie.
>> Gwiozdy mioł na czopce, stargane łachy,
>> Krzywiył pycholem i ciepoł machy.
>> A w szóstym zaś były same armaty,
>> Co je wachowoł jakiś puklaty.
>>
>> W siódmym dwa szranki, pufy, wertikoł,
>> Smyczy maszyna może do nikąd.
>> Jak przejyżdżali bez śląskie Piekary,
>> Kaj wom to robiom kółka do kary,
>> Maszyna sztopła! Kofry śleciały,
>> I kożdy lotoł jak pogupiały.
>>
>> To jakiś ciućmok i łajza!
>> Ciupnął i ślimtoł gynał na glajzach.
>> Mog iść do haźla abo do lasa,
>> Niy pokazywać tego mamlasa!
>> Potym mu ale do szmot nakopali,
>> Maszyna ruszyła, cug jechoł dali.
>> Bez pola, lasy, góry, tunele,
>> Dar za sobom samym te duperele,
>> Aż sie zagrzoły te biydne glajzy,
>> Maszyna sztopła i koniec jazdy

17:19, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 25 września 2006
Ale się porobiło... Wyobraźcie sobie kolesia, który czeka na gołębia pocztowego, dostrzega punkt na horyzoncie, który rośnie, rośnie, rośnie i okazuje się stutonowym transporterem z miesięczną pocztą dla amerykańskich wojsk w Iraku.
Albo skacowanego typka, który - spragniony - odkręca hydrant, co kończy się, he he, urwaniem głowy.
 O godzinie W dostawca interku przełożył wajchę na mój serwer pocztowy i w chwilę później było już sześćset mejli, z czego dwa normalne, reszta spam. Problem, że filtr odwalił tylko dwieście, reszta wylądowała w skrzynkach. Ruch suwakiem spamczułości pomógł o tyle, że filtr przestał przepuszczać cokolwiek, łącznie z nabrzmiałym ojcowską troską mejlem prezesa do informatyków.
Musiałem przyśpieszyć proces uczenia się filtra ręcznie odsiewając ziarno od plew. Ten niespodziewanie gwałtowny szturm spamu wziął się stąd, że firma robi w logistyce i jej adresy są znane w całej euroazji. Wobec takich horrorów na zdecydowanie dalszy plan odpłynęły subtelne rozterki, czy ułatwiać menedżmentowi wgląd w mejle.
Koniec końców ośliźli kapitaliści i prowadzony na ich pasku wymiar "sprawiedliwości" utrzymują, że skoro pracownik w czasie pracy, za którą płacą, z komputera, który mu kupili, przez serwer, za który od nich wziąłem kasę, wysyła pocztę do interku, za który też bulą niewąsko, to daje im to prawo zapuszczenia żurawia w te mejle. Wyniki ankiety w poprzedniej notce wskazują, że Łaskawi Czytelnicy podzielają tę parszywą argumentację. To nawet dobrze, bo może nie umrę z głodu.
No cóż, na polecenie komitetu zostawiłem sobie w systemie parę furtek, by, gdy znów zagrzmi Aurora, móc kilkoma kliknięciami sparaliżować wrażą logistykę, o ile towarzysze z tepsy nie odetną wcześniej Sieci.
Budź gatow !
22:57, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 września 2006
Brat mniejszy to ja, brat większy, a właściwie całkiem Wielki, to pewien klient o niemiecko brzmiącej nazwie. Zaczęło się niewinnie - panie Leniu, taki owaki nasz stary psiakostka serwer pocztowy zdycha, czy by się nie dało ?
Ależ jasne, żeby się dało..
Ale żeby te mejle to tam na serwerze zostawały?
No, to miód na moje serce, bo od dawna jestem zdania, że firma swoją pocztę powinna trzymać w biurze na serwerze, bo firmowa poczta to kręgosłup, jaja, mózg i co tam jeszcze nowoczesnego przedsiębiorstwa i wtedy do woli mogą rozsyłać te megabajtowe załączniki, trzymać po pięć giga mejli sprzed lat na skrzynkę, olewać pady pecetów itp.
Ale im dalej w las, im dłużej dłubię, tym częściej padają napomknienia, sugestie, a w końcu wyraźne żądanie:
- Panie Leniu, poprosimy, o użytkownika Wszystko !
- Słucham?
- "Wszystko" ma się nazywać, może być Stefan Wszystko, ale grunt, żeby wszystko, co wchodzi, a zwłaszcza wychodzi z firmy lądowało też na jego koncie.
Jeszcze mi szczęka nie zdążyła opaść, a klient na tym samym oddechu - i żeby było widać, co kto, donnerwetter, ogląda w interku, z datą, godziną, kilobajtażem i odciskami palców !

SONDA
I cóż ma teraz począć mężczyzna, zbiegany za groszem jak mrówka?

shred -f /poczta-i-moja-kasa/*, czy...
| sendmail -i Stefan.Wszystko
00:20, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
czwartek, 21 września 2006

 Wspominany już tu jasiu_smietana jest wg plotek bytem stworzonym przez pracowników onetu. Teorię tę potwierdzałaby programowa apolityczność jasia. Jeśli się już wypowiada o rządzących, to raczej mimochodem i to o tych starszej daty:

TO WSPANIALE ISZ ODKOPANO IV WAZĘ JANA KAZIMIERZA.... NACZYŃ DO
SZKOLNYCH STOŁUWEK NIGDY NIE ZA WIELE..

jasiu_smietana@vp.pl, 19.07.2006 08:39


istnieją wszelako klony jasia, nie mające takich zahamowań:

Lepper jest mondry i nie da się Kaczyńskiemu, bo Kaczyński też ma wyrok i Lepper wie, że PiS nie wprowadzi napisu, że osoby skazane nie mogą kandydować, bo i Kaczyński by nie mógł

A teraz śpiewajmy razem: TEN KRAJ JEST NASZ, NIE DAMY BIC SIE W TWAż, BEDZIEMY WALCZYC JAK LWY TRALALALAL

jasiuu_smietana@vp.pl, 20.09.2006 06:53

Proszę Łaskawych Czytelników o linki do innych, rozsianych po interku pereł jasiowej i parajasiowej mądrości.

środa, 20 września 2006
poniedziałek, 18 września 2006

 Korporacja topnieje jak śnieg w maju. Wieloletni dyrektorzy, paniska z peerelowskiej nomenklatury lądują na bruku, a za nimi lecą przerośnięte palmy i przechodzone sekretarki. Od lat akcje Korporacji idą do góry tylko na pogłoski, że znajdzie się jakiś frajer, co nas wykupi. Żeby wykupił, trzeba przeprowadzić downsizing i wyjść choć trochę nad kreskę.
Ech, gdzie czasy beztroskich pijatyk, kanapek z kawiorem i takich tam?
Nie wrócą.
Oto co znalazłem dzisiaj w skrzynce a propos Xmas party:
"Jeśli atrakcyjniejsze jest spotkanie wyjazdowe to czy jesteś gotowy pokryć koszty noclegu?"
Pora umierać.
22:57, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
niedziela, 17 września 2006

Było tak: stanęliśmy na rzęsach i zaklaskaliśmy uszamy, żeby godnie podjąć ciotkę-polonuskę i wujka-brytyjczyka. Jak już wróciliśmy na podeszwy, doszło do nas, że to nie wystarczy.
Że wprawdzie chata na bagnach została odpieprzona w kosmos, ale jeszcze niehalo.
Że brak ostatniego szlifu, czyli polish-u.
Przyszedł więc Pan Marian z firmową elektropuzerką i dwoma pomagierami, i w cenie dychacza za kwadratmeter pokrył naszą egzotyczną podłogę markowym olejem do podłóg egzotycznych.
Z dumą popatrzyliśmy na efekt, a ja rozciągnąłem taśmę "police line, do not cross", by powstrzymać niegodne krajowe kopyta domowników przed wjazdem na mahoniowe lustro.

 Kolacja przebiegała bez zarzutu, aż do lazanii po nicejsku. Wujek Dżon, podlany alkoholem, nie trafił widelcem w paszczę i ciamkaty kawałek z plaśnięciem siadł na podłodze pod stołem. W oczach wujka Dżona, bo przecież nie na twarzy (słynna angielska - sorry - flegma, a może tylko stiff upper lip) zamigotało przerażenie i poczucie winy. W swoim mniemaniu niepostrzeżenie, czyli po angielsku próbował ratować sytuację. Nie podnosząc się z krzesła niczym człowiek-guma wykonał skłon pod stół. Zgrzytnęło i przednie nogi krzesła wyryły w parkiecie centymetrowe szramy. Wychynął spod stołu i zaczerpnął powietrza. O kurde, ale czerwony, kto szybciej zejdzie - on na udar, czy ja na zawał. Kiedy zgrzytnął po raz drugi, wiedziałem, że ja. W końcu wynurzył się z lazanią jak wydra pana Paska z karpiem z księżego stawu.
Jakgdyby-kurde-nigdy-kurde-nic.
Środek parkietu wygląda teraz jakby zorro grał na nim w kółko i krzyżyk z raptorem.
Po wujku została 12-letnia szkocka łyski.
Następnym razem niech przyjedzie z olejem do egzotyków.
19:41, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (3) »
wtorek, 12 września 2006

 Przeciętny zjadacz konserwantów rzadko miewa okazję by pod adresem nauki w ogóle, a nauki polskiej w szczególe sformułować szczere, pełne podziwu: -JA PIER.OLĘ !
Tak to już jest że za laser podziwiamy rycerzy Jedi, a nie utytułowane łachudry w powyciąganych swetrach, które te lasery powymyślały.
Ale po kolei.
Trafił mi się klient, który zażyczył sobie na serwerku 64-bitowy system operacyjny. W prośbie tej wyczuwało się, że 64 bity to dwa razy więcej niż 32 bity i będzie dwa razy szybciej.
Cóż, pozwólmy ludziom marzyć. Zwłaszcza jak nam za to płacą.
64 bitowych płytek jak raz nie miałem pod ręką i trzeba je było zassać z interku. Terminy gonią, więc nie mam tygodnia, żeby ściągać je przez moje wiejskie powietrze, zwróciłem się z uprzejmą prośbą do kolegi - bankowca. Zatkał sobie tym ściąganiem bank na amen i na darmo, bo pod koniec transferu wszystko mu się pozrywało. Jak mawiają: "99% downloaded", cieszy tylko przez pierwsze pół godziny.
W poniedziałek przypomniałem sobie o koleżance - informatyku. Zaskajpowałem z pokorną prośbą o ściągnięcie stosu płytek, ale wysłała mnie na drzewo, bo akurat wchodził student na egzamin. Po chwili na gg kolega pochwalił się, że przez łikend ściągnęło o co prosiłem.
Na uniwerek posłałem więc po następnej chwili messydż typu: płyń, budżetówko.
I tu dostałem odpowiedź - szok: No trudno, bo już się ściągnęło !
JA PIER.OLĘ ! Transfer: 6 CD na godzinę.
Uniwerek rulez.
13:00, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (8) »
niedziela, 10 września 2006

Dziecko lubi cię, jak czegoś chce, żona - jak ma za co, tylko pies lubi cię zawsze. No, jeśli mu się dobrze kojarzysz. Był Misiek i nie ma Miśka, a my stanęliśmy przed dylematem, co powiemy dziecku. Jeśli zapyta.
Zapytało... 3 dni później.
-Gdzie Misiek?
-Gdzieś poszedł.
-Aha.
Well, Misiek, dla nas - przytulanka, dla dziecka był dwa razy większym od niego stworem, konkurującym o czas i uwagę Leniuchowej, a od czasu do czasu rozstawiającym Piotrusia po kątach. Mimowolnie.
Ale Leniuchowej jeszcze na dobre łzy nie obeschły, a Piotrek wrócił ze spaceru z nianią i szaroburym, wyleniałym szakalem. To mój nowy przyjaciel - oświadczył - nazwałem go Dżeki i będzie ze mną mieszkał.
Oczywiście Dżeki został czym prędzej wykopany do wsiowego rynsztoka, gdzie jego miejsce, a nam pozostała niewesoła refleksja, jak to jest że taki psi zombie jak Dżeki od lat szwenda się po poboczach bez uszczerbku, a Miśka spotkało, co spotkało.
Nie ma sprawiedliwości. Dzieci to potwory. Piłeś - nie jedź. Nie piłeś - wypij.
Amen.
21:40, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (9) »
czwartek, 07 września 2006

 Wszyscy inteligentni mężczyźni idą do wywiadu - śpiewał mój krajan - sorry - ziomal, Lech Janerka. Od kiedy Fenicjanie wymyślili pieniądze, dobrą aproksymacją inteligencji mężczyzny jest, ile się ich w życiu nachapał. Po pieniądze idzie się do banku, to jasne, problem co zostawić tam w zamian. Polak szarak zostawia cyrograf, oględnie nazwany umową kredytową, taki Kwinto - elegancką dziurę w sejfie, a inteligentni z wywiadu - wyjumany z KGB słoik z tajemniczą substancją.
Słoik jest zastawem pod kredyt na sto nowych milionów, czyli sam jest pewno wart ze dwieście.
Pytanie, jakie jeszcze aktywa skrywają sejfy PKO Banku Polskiego:

- czaszkę Hitlera za miliard?
- maszynkę szyfrującą w kodzie da Vinci - pińcset tysięcy?
- komisyjnie zalakowaną kopertę z wynikami toto-lotka z 15 marca 2012 - 6 melonów ?(kumulacja)
- Osamę ben Ladena w formalinie - 25 mln USD?
- taki dinks, nie wiadomo do czego, ale fajnie leży w ręce?

dopiszcie Państwo swoje typy
środa, 06 września 2006

 Jeżeli, bracie w gadżeciarstwie, też zauważyłeś, że skończyło się lato, i pomyślałeś o telewizorze.
Jeśli wiesz już że plazma jest out i zanabyłeś lcd, a niech tam, panoramiczne i 32 calowe.
Jeśli wyplułeś górę złotówek na satelitę i platynowy abonament.
Jeżeli, powtarzam, wielkim nakładem starań i gotówki nadanżasz za osiągnięciami techniki,
to mam radę.
W porze ulubionego serialu nie zaglądaj do emeryta spod siódemki.
Jest bowiem możliwe, a nawet prawdopodobne, że ta dziadyga oglądająca "Plebanię" z anteny na kominie, na starym Grundigu z darów, ma niestety obraz większy, ostrzejszy i bardziej kolorowy niż ty (1).
Niestety to fakt. W sklepach znowu postęp wygrał ze zdrowym rozsądkiem.

(1) 32'' panorama 16:9 tradycyjny obraz 4:3 wyświetla na 26,25'' (<< 29 '')
Programy tvp na platformach cyfrowych są kodowane wyjątkowo cienkim strumykiem bitów i wyglądają jak 1/2 pupy zza krzaka
Lcd ma wciąż maaaarny kontrast.
13:31, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2
Archiwum