wtorek, 20 września 2005
Stanąłem kiedyś w Sopocie pod hotelem, który okazał się pensjonatem. Różnica niby niewielka, ale dla mnie fundamentalna, bo hotel ma recepcję na okrągło, a pensjonat do 22. Skutki łatwo przewidzieć: brak radia i szybki w służbowym poldku, a był luty, konkretnie czternasty. Wiem, wiem, sam byłem sobie winien, ale zauważcie - podróż była służbowa, a ja zapakowałem Leniuchową, kumacie - walentynki, Sopot... słowem jako wzorowy mąż mogłem liczyć na na trochę względów Opatrzności.
Nic z tego, do kolekcji powiatowych posterunków dołączyłem sopocki, mający wiele z trzynastego, pełen bardzo młodych funkcjonariuszy uginających się pod ciężarem służbowych kajdanek, pałek, granatów (mam nadzieję gazowych) wesoło dyndających u paska itp.

xxPrzypomniało mi się, bo dziś Wyborcza "dała sygnał do nagonki", opisując historię gościa, który w sytuacji podobnej do mojej zamiast na operetkowy posterunek poszedł po kumpli, a potem skuł ryje złodziejom. Oczywiście pójdzie siedzieć - on, nie złodzieje, ale chodziło o Kaczyńskiego, który pozwolił mu wyjść z aresztu za kaucją, żeby nie kiblował dwa lata w oczekiwaniu na proces.

Artykuł w wyborczej jest w miarę obiektywny, o ile poświęcenie ćwierć strony na chwilę przed wyborami marginalnej sprawie może być obiektywne. Na szczęście są media elektroniczne, a zwłaszcza onet. Onetowy nagłówek? "Kaczyński nakazał wypuścić sprawcę porwania".

A, no właśnie i na znak protestu wyjeżdżam na urlop :-).
poniedziałek, 19 września 2005

Jeden recenzent tak podsumował film "Świat wg Garpa": "przypomina szczenię ścigające własny ogon: wzrusza i nic z niego nie wynika". Tak mi się jakoś nasunęło, bo to porównanie stoi w jaskrawej sprzeczności z moimi obserwacjami. Wzruszająca może być jakaś puchata kulka, a nie szczeniak, który ma pięć miesięcy i prawie trzydzieści kilo wagi, jak Misiek. Raz wlazł między ścianę i kanapę. Nie bardzo umiał się wycofać, więc po prostu się obrócił, przesuwając przy okazji mebel z siedzącą na nim Leniuchową. Kiedy Misiek wkurzy się na własny ogon, to przypomina atak cyklonu.
Niechby tam sobie przy okazji przestawiał mebelki czy wreszcie ogon doścignął i odgryzł, ale od czasu do czasu zdarza mu się - nieumyślnie - przewrócić Piotrusia. Tu zaczyna się prawdziwy dym, bo dwulatek nie przyjmuje naszych tłumaczeń o braku złych intencji Miśka, tylko zaciska pięści i próbuje sprzedać psu soczystego kopa w podbrzusze, albo przynajmniej urwać nos. A to już nie "Garp", a "Gladiator".

00:50, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (8) »
piątek, 16 września 2005

- Leniuch, był ten koleś od wody, wziąłem nowy baniak
- Ile ci wiszę ?
- No coś ty, podepnę pod rozliczenie.
- Jak chcesz, mnie się poprzednio nie chciało...
- ???
- Normalnie. Patrzysz na bałagan na biurku, aproksymujesz czas na odnalezienie rachunku, mnożysz przez swoją stawke godzinową i jeśli wynik przekracza wartość rachunku dajesz sobie spokój.
- Ja mam porządek.
- Aha.

xxx* * *
- I jeszcze sprawa tej faktury panie Leniu...
- ???
- Woda, 20 litrów.
- słucham panią ?
- co to za faktura jest ?
- pić się nam chciało...
- to oczywiste !
- więc o co chodzi ?
- czy pan to gdzieś zgłaszał, do dyrektor finansowej np. ?
- zakup na dziesięć złotych? a poza tym to Sprzedawca wysłał.
- chodzi o zasadę, panowie zgłaszacie zapotrzebowanie, my zawieramy umowę i ...
- pijemy do woli, tak ?
- właśnie

* * *

- Te, Sprzedawca , księgowa się o tę wodę dochrzaniała.
- I co ?
- Nieważne co, ważne jak długo. Piętnaście minut razy stawka godzinowa. Wisisz mi następny taki baniak.
07:50, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
czwartek, 15 września 2005
moja odpowiedź na tego tu



środa, 14 września 2005

Mój pełnoletni od niedawna Szef powierzył losy mojego projektu świeżemu absolwentowi kursu zarządzania-Heniowi. Ten porozpisywał zadania na wykresy, wygenerowały mu się tabelki,  rozesłał je i zaczął egzekwować terminy. O sensie projektu pojęcie miał marne, ale wiadomo, ornitolog nie musi umieć fruwać.
xxCzy by mu coś z tego wyszło, chyba się nie dowiemy, bowiem w pewnej chwilli Szef zorientował się, że skoro przydzielono zadania, to podwładni zaczynają podejmować decyzje, a przecież od decyzji jest On, a nie jakieś pionki. Tak więc wykres się Heniowi koszmarnie pokiełbasił, bo Szef nieroztropnie decyzji nie podejmie, wszystkie klocuszki mu się muszą w łepetynie uleżeć, a jak już się uleżą, to już trochę zapomni o co chodziło na początku.
Mnie poprzydzielano do wszelkich możliwych zadań i podzadań, już to jako zwykłe popychle, już to jako dumny "zasób raportujący". Niemoc decyzyjna góry sprawiła, że raporty zapełniły się wielopiętrowymi zdaniami warunkowymi. Kopie raportów posyłałem od razu do Szefa, żeby go jakoś zdopingować. Maile niestety wpadały jak w czarną dziurę, jakby je jakiś spamfilter po drodze wyłapywał.  W końcu wysłałem testową pocztę z linkiem do rozrywkowej stronki.
Bingo ! Odpowiedź (pierwsza od miesiąca) przyszła w ciągu trzech minut: "Zajefajna witrynka". A więc Szef najdroższy żyje, oddycha i nawet nie jest w śpiączce ! Co za ulga.
01:33, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
wtorek, 13 września 2005

xxPrędkość maksymalna - 220 km/h, 5 sekund do setki, spalanie... litr na 100, trwałość - MILION kilometrów bez remontu silnika, koszt - 10 tys zł. Być może istnieje takie auto. Niewykluczone, że od dawna.
A jeśli takie prototypy pochowano w tajnych laboratoriach, żeby nie psuć bieżącego biznesu samochodowego? No bo klient kupowałby superauto raz na życie i parę tysięcy menedżerów poszłoby na zieloną trawę, więc zmówili się i sza, gęby na kłódkę.
Niemożliwe ?
Oczywiście, że możliwe. Dokładnie tak działa biznes muzyczny. Firmy z uporem sprzedają muzykę na cd, medium z czasów Violetty Villas. Może coś przeoczyłem, ale nie widziałem ofert typu 10 najlepszych albumów Stonesów na dvd, technologii też przecież niemłodej. Taki megaalbum mógłbym sobie odtworzyć na groszowym odtwarzaczu z hipermarketu. Albo w tej samej cenie - złote lata rokendrola - 1000 empetrójek na jednym krążku. Zamiast tego wolno mi kupić od monopolistów taczkę cd w cenie nowego auta wspomożoną Wanią z Ukrainy, który za 5 złotych na godzinę będzie mi te płytki zmieniał.
Najwyraźniej na każdego inżyniera jakoś tam pchającego technikę do przodu przypada trzech prawników, którzy dbają żeby kowalski miał z tego jak najmniej.

niedziela, 11 września 2005
.. to oficjalne i potwierdzone. Po latach zapowiedzi, że najadą i rozdrapią za bezcen słowo stało się ciałem. Co prawda nie rzucili się na dorobek pokoleń tzn. muzealne maszyny w halach z pustaka żużlobetonowego ale perfidnie zażądali ojczystej ziemi, najchętniej odrolnionej, z dostępem do autostrady.
Co do mnie, wysługuję się obcym od czasów studenckich i od lat podłączam innych obcych do infostrad, bo wiadomo obcy do obcego po obce. Obcując z obcymi wyobcowałem się ze swoich nie na tyle jednak, by w chwili próby nie stanąć po właściwej stronie. Zacznę już teraz, ujawnię ich cudaczne i swojskiemu smakowi niemiłe, obciejsze niż obcęgi obce obyczaje.
W znajomej japońskiej firmie u wejścia stoi niepozorna gablotka z grubymi cudakami na pięciu półkach. Z ciekawości schyliłem się, by przeczytać tabliczki małym druczkiem i aż mnie cofnęło, bo oto oddałem niezamierzony głęboki pokłon (literki małe, gablotka niska) bóstwom szinto.
Szwedzi z kolei wielkim nakładem kasy i robocizny wytynkowali pięciogwiazdkowy hol swojej firmy w kolorku i fakturze aresztu tymczasowego w Prudniku.
Prawdziwy horror przywitał mnie w recepcji Mengelemaschinen czy tak jakoś, gdzie bawiłem w ostatni piątek. Otóż straszy tam nadziana na bolec mosiężna głowa ojca firmy, senatora Heinza von Wichajster. Mosiądz, czy też brąz z czasem pokrył się zielonymi żyłkami patyny. W dodatku w oczodołach tkwią zielone białka oczu ale bez tęczówek. Zamiast nich zioną czarne, kuliste wyrwy. Być może kiedyś były tam bursztyny, a może inne szmaragdy, które gospodarni polscy pracownicy wynieśli już do pktu skupu kamieni szlachetnych. Przemknęło mi przez głowę, żeby odzyskać też metal kolorowy z senatora, ale za bardzo wypchałby mi torbę od notebooka.
17:12, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
sobota, 10 września 2005

Na letnim polskim niebie zaświeciły w tym sezonie trzy gwiazdki: Doda, Mandaryna i Anna Jarucka. W cieniu banalnych śpiewających blondynek Anna J. wabi tajemnicą. One - wydekoltowane do pępka z góry i z dołu, ona zapięta po szyję owiniętą fantazyjną apaszką. Blondynki ze swadą hamowaną li tylko trudnościami w wysławianiu opowiadają o swoim życiu intymnym, szatynka milczy jak Gioconda.
Zrozpaczony dziennikarz pyta domniemanego partnera Anny - marszałka Cimo. Jak można oczekiwać po lewicowym wzorcu dżentelmena i dyplomaty Cimo odpowiada krótko: - Ty świnio !
Zgaduję, że miało to być "Ty świnio, nie nie przeleciałem jej i teraz żałuję bo przynajmniej wiedziałbym czemu nie będę prezydentem", ale gardło ściśnięte niewczesnym żalem nie pozwoliło mu dokończyć kwestii.

Anna J. ma rzadką okazję zaspokojenia entuzjastów polityki i erotyki naraz: wystarczy, że obnaży całą prawdę.
Na rozkładówce Playboya.

xx
piątek, 09 września 2005

xx- Gutentak, hier spricht Leniuch z Korporacji Poland. Właśnie zainstalowałem wam ruter w Heilhitlerwerke w Łososinie, Lo-so-si-nie i chciałem...
-Hi Leniuch, zalogowałem się na twój ruter, wszystko wygląda w porządku, good job, have a nice...
- ...CHCIAŁEM GO PODŁĄCZYĆ, ale nie ma tego gniazdka do tej wtyczki co zamówiliście i dlatego chyba się dzisiaj nie zalogujesz...
- Ah so...








14:16, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (14) »
czwartek, 08 września 2005

xxx...buczenie szerszenia jest zwiastunem śmierci szerszenia.
Czy to usprawiedliwiona samoobrona (wleciał raz synkowi do nogawki) czy agresja nieproporcjonalna do zagrożenia (ostatecznie tylko zjadają najładniejsze jabłka), a może zbrodnia owadobójstwa?
Czy na sądzie ostatecznym przylecą by dociążyć szalkę moich nieprawości?
Czas pokaże.
00:17, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (2) »
środa, 07 września 2005
xxParę lat temu, za czasów napstera i audiogalaxy cieszyli się, jak ściągnęli Roxanne (.mp3 - 4 MB).
"Brand New Day" wydoili już z kaazy razem z całym albumem (.zip 55 MB).
Teraz jak Sting, to przez emula i od razu cała dyskografia (.rar, 1,5 GB).
Jak "Gwiezdne Wojny" to też wszystkie części.
I tak dalej i tym podobne.
A potem słyszy się takie dialogi:
-Ściągłem se wczoraj nowego batmana !
-No co ty, ja też go wczoraj ściągłem.
Jakbyście sie, głupki, wcześniej dogadali, to oszczędziłoby trochę czasu, prądu i pasma, nie ?
Albo:
-Kurka, trzeci dzień te Troję zasysam i nic...
- Troja ? Było mówić.
-A co, masz ?
-Miałem, ale skasowałem.

Interek nie jest z gumy, jak będziecie bessęsu doić co popadnie, jak bezgłowe kurczęta, to w końcu się zatka, nie?
Etyki trochę, solidarności...
09:02, leniuch102 , telepraca
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 września 2005

xxCzesiek długo móżdżył, zanim wybrał kolejkę. Nieraz dawał się złapać na ogonek pozornie krótszy, z ciężkim przypadkiem katatoni za kasą. Tym razem wybrał agresywną brunetkę na odwyku nikotynowym. Żarło dobrze, ale w połowie zdechło, bo czarnulę podmieniła omdlewająca blondyna. Szybko przeskoczył do ogonka obok. Chwilę później pożałował, bo grube babsko z dupskiem jak zeskok wielkiej krokwi wyciągnęło z koszyka trzydzieści żarówek. Rusałka z kasy pracowicie odpakowywała każdą i oglądała pod światło niczym zgniłe jajo. Czesiek poluzował kołnierzyk i wyemitował parę warczących słów, zduszonych na tyle, że postronni mogli udać, że nie rozumieją. -O, a tu nie ma kodu na tym czymś - wydukała rusałka i nawiązała sesję telefoniczną ze stoiskiem na hali. Czesiek wślizgiem wmontował się w następny ogonek. Wziął sześć głebokich wdechów, policzył od stu, jak uczyli go na terapii i z paluchami zbielałymi na rączce wózka ślubował dotrwać. Trzy nieprawidłowe kody, jedną zmianę kasjerki i siedemdziesiąt osiem minut później przyszła jego kolej. Prawie.
-Gotówka ?
-Karta.
-No nie ! -zawył w duchu Czesiek, głupi pedał, kartą trzy dychy będzie płacił ! Terminal kart mozolnie wybierał numer do centrum rozliczeniowego. Kasjerka zmarszczyła czoło i zdmuchnęła przetłuszczony kosmyk, Czesiek wstrzymał oddech...
-Jest, proszę wprowadzić pin.
-Pin ?! Eeeee, zaaaaaraz- Głupi Pedał pomału wdusił guziki, ale na twarzy miał wypisaną klęskę.
-Odmowa.
-Niemożliwe ! Ach, no przecież, to nie pin a kod do kłódki ! - i obrócił się do kolejki jakby pierdolnął nie wiadomo jakim dowcipem.
Na Cześka spłynął aksamitny spokój. Odpowiedział Pedałowi promiennym uśmiechem teletubisia i odwrócił się do okularnika za nim: -Za chwilkę wrócę, dobrze ?
Rozluźnionym krokiem podszedł wózka widłowego. Znał ten model, w zakładzie robił na nim kurs. Założył kask, odpalił i cofnął się wózkiem do końca alejki. Pchnął wajchę wprzód.
-Dam wam kod, dam wam kartę.-mamrotał rozpędzając się.
Widły przebiły kasę blokując kasjerkę między zębami. Kasa z rozpędu wmontowała ochroniarza w przeciwległą ścianę. Czesiek wirtuozersko zawrócił w miejscu podnosząc kasę z wrzeszczącą babą jakieś dwa metry w górę i zlokalizował Dowcipnego Użytkownika Kart Płatniczych.
Pościg skończył się zanim zaczął. W kącie między ostatnią kasą a dystrybutorem koli na pechowca spadło nieszczęście.
Tłum klientów oszalał. Początkowe osłupienie przeszło w podziw, a ten w niepohamowany entuzjazm. Czesiek nieśpiesznie podjechał do swego koszyka sycąc uszy burzą oklasków. Wrócił do przestawionej kasy, spod której sterczała ręka zaciśnięta na karcie. -Cokolik mahoń, sztuk jeden, dziewięć złotych - rzucił poszarzałej kasjerce. -Pani nie szuka, mam drobne.
13:03, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 września 2005

xx-Masz Piotruś, pobaw się kangurkiem, na naleśniki jeszcze musisz poczekać, straszny ruch dzisiaj. Taki trochę pocerowany. Były u nas na koloniach dzieci z Holandii, powygrywały te maskotki na festynie. Potem skądś wzięły petardy, powtykały pluszakom gdzie się dało i wyrzuciły przez okno, wyobrażacie państwo sobie ? Przez okno siuuuch i pach, zwierzątko w drobne kawałeczki Jednego kangurka mi się udało pozszywać. ...
...
-Piotruś, co ty zrobiłeś ?
-Przecież widzisz, przez okno wyrzucił, tak jak mu pani powiedziała.

* * *

-No kurde, jakie te baby durne są..
-?
-Esemesa mi nędza wysłała, z bramki internetowej i patrz - "Pozdrawiam Kasia"
-?
-A skąd ja mam wiedzieć co za Kasia ?! Osiem, dziewięć, jedenaście Kaś mam w komórce. Ań jeszcze więcej...czternaście. Nazwisko też nie zawsze pomaga. Raz kompletnie takiej lasi nie mogłem skojarzyć, sobie myślę, zadzwonię. "Cześć Asia, Cześć Tomek"... z dziesięć minut gadałem i dalej nie wiem kto to.

niedziela, 04 września 2005
Obserwację tę poirytowanym tonem poczynił mój kolega. Rozumiem, wybaczam. Chodziło o to, że w pracy jak moja, przy pozorach samozatrudnienia, a więc przedsiębiorczości, zaradności etc. Firma i tak dba jak matka najlepsza, a może nawet lepiej. Która matka kupi dziecku autko (spore), dorzuci serwis i benzynę ? Komórkę z abonamentem, notebooka i nie zapomni o hojnym limicie na interek przez GPRS ?! Więc co ja mogę o prawdziwym życiu wiedzieć - podsumowuje kolega, spoglądając na moją firmową kurtkę, spod której wystaje firmowy polarek, a firmowy podkoszulek pali mnie teraz żywym ogniem wstydu.
Do tego tak jakoś jest, że tematem wielu rozmów zwykłych ludzików są wyrzekania na mechaników, że grata się sprzeda i czego to się nie kupi, zachwyty nad bajerami w komórce itp. itd. A ja cóż, mam z głowy - nie ja wybrałem, zmienić nie zmienię - o czym tu gadać.
(tak, wiem, pownienem rozmawiać o prawdzie, dobru i pięknie ale i tak zawsze schodzi na zużycie benzyny).
Eh, pomyślałem, kupię sobie na pociechę jakiś gadżet, empetrójkę może nową. Ale ziarno buntu już zakiełkowało, postanowiłem, że zanabędę cały telefon grająco-dzwoniący, nie będzie mi byle neptek służbowego wytykał.
Dwa tygodnie robocze od ósmej do szesnastej poświęciłem na zgłębienie oferty. Namierzyłem obiekt, powziąłem decyzję, zaalokowałem 900 złotych, wziąłem wdech... i przyszedł mail od szefa. Firma przezbraja nas w nowe komórki. Takusieńkie jak wybrany model, może ciut nowsze.

07:02, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
sobota, 03 września 2005
xx-Czasem zrobi się coś głupiego na drodze- zagaił instruktor- i może się zdarzyć, że po takim numerze na przykład kierowca ciężarówki poprosi o odkręcenie szybki - popadł w zadumę.
-Jeden znajomy tak miał- pomasował szczękę - niby drogę temu z tira zajechał, czy coś...
-Nie otwierać ! - prawie krzyknął - Nigdy w takiej sytuacji nie odkręcacie szyby ! On się będzie uśmiechał, odkręci swoją, przyjaźnie zagada... A jak wy uchylicie, to wtedy on łaps, za pompkę, bo oni pompki przy siedzeniu wożą, i tą pompką z góry sztychem w szczękę - twarz wykrzywił mu bolesny grymas - znajomy tydzień makaron przez rurkę musiał jeść...

 
1 , 2
Archiwum