środa, 31 sierpnia 2016

Zaletą anonimowego bloga jest możliwość umiarkowanie szczerego pogadania o kasie. W poprzednim wpisie napomknąłem o wyborze przed jakim stanąłem: mesio c200, bmw 3 czy też passerati. Nieprzygotowany czytelnik gotów sobie wyobrazić bógwico, no bo tu deklaruję się jako prosty inżynier, a służbowe autka takie bardziej menedżerskie.
Wbrew pozorom nie ma tu sprzeczności. Otóż inzynier serwisu nie zawsze był synonimem gapowatego nieudacznika wymieniającego toner w drukarce. Bywały czasy i wciąż istnieją firmy, zwłaszcza dinozaury IT, gdzie jakoś tam przetrwały resztki symulowanego szacunku dla tego zawodu.
Pracownicy IT w ogóle są gwałtownie bidniejacą grupą zawodową, trochę tak jak drukarze w latach 90-tych ubiegłego stulecia. Tradycyjnie bycie drukarzem było popłatnym zajęciem, bo drukarz musiał umieć czytać. A potem przyszedł skład komputerowy, drukarzy wywalono na bruk i zastąpiono komputerowcami, suto opłacając ich umiejętność klikania myszką, równie rzadką w 1991 co czytanie w 1891.
Na podobnej zasadzie serwisant w latach 90tych dostawał - tak o, na wejściu -  furę, komórę i - w moim przypadku - 2,05 średniej krajowej w sektorze przedsiębiorstw. Potem było już tylko gorzej, a "kariera" zawodowa przypominała wspinanie się po piaszczystym zboczu, gdzie każdy krok w górę powoduje zjazd w dół. Teraz zaś przyszła kryska na ostatni relikt dawno minionego wieku obfitości - hojny ryczałt samochodowy. Dlatego rzutem na taśmę, chwilę przed amputacją firmowej car policy zapisałem się na służbową brykę, o następujących parametrach: dizel do 150 KM i 150 kzł.
Niby nieźle, ale spróbujcie skonfigurować sensownego mercedesa do 150kzł. Się nie da. Do tego c200 jest naprawdę ciasny. I całkiem głośny. I -  z dizlem 136KM - umiarkowanie żwawy. Z rozlicznych zalet mercedesów zostają właściwie fajny wygląd i znaczek.  
Tu wygłoszę opinię, która jeszcze nie raz powróci: nasza oktawia, kosztująca połowę tego, co c200 jest wyrażnie lepsza - szybsza, zrywniejsza, pojemniejsza. Mam - być może mylne - wrażenie, że cichsza. Wygodniejsza. Większa. Nawet w środku bardziej mi się podoba. Herezja? Możliwe. Możliwe również, że mesio okazałby się trwalszy, ale czy ta domniemana trwałość skompensowałaby realnie wyższe koszty serwisu?
To akurat mam gdzieś, bo serwis pokrywa lizingodawca.

23:57, leniuch102
Link Komentarze (6) »
środa, 24 sierpnia 2016


Niniejszy wpis wklepuję na miniaturowej niby- klawiaturce smartfona. Heroiczny ów wysiłek może być miarą nudy jaka niezawodnie dopada większość wczasowiczów pod koniec turnusu. Przez myśl przeszło mi nawet ze być może tak właśnie skonstruowano ten system- urlop ma w istocie uświadomić pracownikom że z dwojga złego praca jest ciekawsza a jednocześnie zrobić na tyle dużą wyrwę w  kieszeni żeby ci nie do końca przekonani też musieli wrócić, żeby go spłacić.
Anyway jesteśmy nad morzem a z nami miliony rodzin z dziećmi: ojcowie wożą niemowlaki   na quadach albo  wypozyczonymi skuterami bez kasków za to po troje podczas gdy matki plotkują z papierosami w zębach
Czytelnicy Newsweeka zgadują że to poklosie 500plus i się mylą bo jesteśmy nie nad Bałtykiem a w jakiejś Hiszpanii. A może Grecji.  Jak akropol to w Grecji, nie?
Morze w każdym razie to samo.
Co się swoją drogą z tymi grekami porobiło. Rozumiem że z Achillesem pokrewieństwo dalekie i wątpliwe z Fidiaszem takoż ale  np Bizancjum było tu raptem pińćset lat temu. Zmierzam do tego że wspomniane kultury jak budowaly to z rozmachem jak nie z rozmachem to estetycznie a co najmniej równo. Tymczasem współczesne greckie chatynki... Zlituj się Zeusie... Drogi to samo. Do tego kryzys a właściwie jego dno. Nawiasem pisząc ich dno to nasz szczyt bo podobno właśnie zrownalismy się PKB ale dziś nie o tym.
Wchodzimy do Carrefoura. Sklep widmo. Półki wypełnione w jednej trzeciej. Flaszki z winem rozstawione rzadką tyralierą bohatersko udają  zasobnosc ale klientów brak tylko zredukowana obsługa wraz dziećmi zgromadziła się w celach towarzyskich przy mięsnym, jedynym klimatyzowanym miejscu w tej części miasta
Itd itp
To na tyle a wkrótce rodzinny test porównawczy merca, beemki i passeratti albowiem niebawem przesiadam się do bryki całkowicie służbowej
Stay tuned!

środa, 10 sierpnia 2016

Trwają wakacje, a wraz z nimi pojawiają się olśnienia, np. takie, że wycieczka tuż, a paszport nieważny.
Ustawiamy się zatem w kolejce do paszportu pobierając numerek niepokojąco wysoki w zestawieniu z numerkami właśnie obsługiwanymi. Ale cóż, jest czas by wypełnić wniosek.Dużo czasu. Zastanawiamy się co wpisać w rubryce "wzrost" dwunastoletniego dziecka naszego. Ile ty masz, Piotrek? Pisz ojciec metr siedemdziesiąt. Mam metr sześćdziesiąt dziewięć, ale nim dojdziemy do okienka będzie metr siedemdziesiąt.

Archiwum