wtorek, 25 sierpnia 2015

Świat należy do 35-latków.
Cytuję za Superexpressem:
"Co łączy męża Marty Kaczyńskiej (35 l.), mecenasa Marcina Dubienieckiego (35 l.), i byłą żonę bramkarza reprezentacji Polski Artura Boruca (35 l.) - Katarzynę Modrzewską (35 l.)? Okazuje się, że oboje mają zamiłowanie do robienia interesów."
He, brzmi jak streszczenie komedii romantycznej.
Z przykrością konstatuję, że nie mam już 35 lat, mam za to zamiłowanie do robienia interesów. Czytaj: kredyt we frankach i akcje KGHM.
Po stronie plusów: wciąż jestem na wolności, w odróżnieniu od Marcina D. i p. Borucowej. Ba, prosperuję i mam perspektywy. Właśnie dostałem pismo z ZUS-u, że planują dla mnie emeryturę. To świetna wiadomość w tych niełatwych czasach, zwłaszcza, że dla Leniuchowej ZUS zasadniczo emerytury nie przewiduje, tylko jakieś kieszonkowe, jak dla większości obecnych 35-latków.
I to jest ten moment, kiedy wkraczam do akcji i nakreślam Plan C, który zapewni Leniuchowej godną - ekhem  - starość. Znaczy - ja emeryturę mam mieć, ona - nie bardzo i jak temu zaradzić. Rozegramy to w trzech punktach:
- w oparciu o naszą inwestycję w nieruchomości, czyli zanabytą w lepszych czasach działkę, obecnie porośniętą pokrzywą,
- za pomocą syna, obecnie małoletniego ale kiedyś tam - w sile wieku oraz
- beczki ze spirytusem.
Kiedy nastąpi ów moment, że Pan powoła mnie do siebie i rodzina będzie zagrożona zniknięciem mojej emerytury z domowego budżetu, syn uda się na działkę, wkopie tamże beczkę ze spirytusem, a następnie umieści w niej moją doczesną powłokę. Nie inaczej postąpiono z admirałem Nelsonem, kiedy francuski pocisk pod Trafalgarem przerwał jego błyskotliwą karierę.  Z tym, że ja posiedzę w tej beczce ciut dłużej, tak, by nie przerywać dopływu kasy z ZUS. Kiedy i Leniuchowa zawinie się z tego świata wtedy i moje zejście zostanie - hmm - sformalizowane.
Chyba, że syn zdecyduje się na drugą beczkę.

09:43, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (6) »
piątek, 07 sierpnia 2015

Między nami, po ulicy, na ogół pojedynczo, chodzą sobie osobnicy z tzw. kopytem w ręku, albo tradycyjnie - w nodze. Jeśli talent ten zdiagnozować odpowiednio wcześnie, ludzie tacy mogą się zrealizować na ringu. W resorcie. Na bramce.
W dziedzinie tej, jak każdej innej, duży może więcej. Fajnie jest być małym, póki bije się małych, w klatce z Saletą dużemu już trochę łatwiej. Niebywale rzadkie przypadki, kiedy jednak mały daje sobie radę odbijają się szerokim echem, niemilknącym przez tysiące lat, jak w przypadku Dawida. Nawet wtedy zwycięstwo małego warunkowane jest wsparciem Opatrzności i przewagą techniczną.
Podzielam fascynację szerokiej publiczności historiami o małych, ale dzielnych rycerzach np., ale również o rycerkach, które może są i słabsze jako płeć, lecz w konkretnym przypadku księżniczki Xeny czy księżniczki Fiony rozstawiają zbirów po kątach.
Z rezygnacją ale i zrozumieniem przyjmuję fakt, że właśnie dorasta pokolenie panien wychowanych na tych filmach, które - zainspirowane - łażą po mieście bijąc inne panny oraz nietrzeźwych przechodniów. Ba, z pewnym uznaniem konotuję, ze nie atakują prawdziwych stukilowych zbirów, czy choćby trzeźwych.  Film bowiem filmem, a życie - życiem i nawet najudatniejszy kopniak zdolnej nastolatki nie przesunie dużego brutala - nie pozwoli mu na to prawo zachowania pędu konkretnie.
Co zatem wzbudza mój protest? Po co ta notka? Otóż... moda na zabójcze mistrzynie karate w Holywood zdaje się nie mieć końca. Paradoksalnie, o ile męscy bohaterowie uwiarygadniają się wyżyłowaną muskulaturą w stylu Bruce'a Lee, lub po prostu - muskulaturą, to w kolejce do ról kobiet-zabójczyń, siewczyń śmierci, pogromczyń całych armii ustawiają się panie maksymalnie wiotkie.
Postawna księżniczka Xena odeszła bezpotomnie. Supermenka ad 2015 nie ma śladu mięśni. W całości składa się ze dobrej figury, wielkich oczu i elastycznego kombinezonu ściśle figurę opinającego.
Inspiracją do tej notki jest tak naprawdę absurdalna kariera Scarlett Johanson. Wszyscy kojarzą nastoletnią Scarlett z filmu Między Słowami, szczuplutką blondynkę ze sporym biustem i całkowicie cielęcym spojrzeniem. Warunki predystynują pannę Johansonn do ról narzeczonych lub młodych mężatek, jej żywiołem w oczywisty sposób jest sypialnia, sportem - spacery z wózkiem.
A jednak Scarlett okupuje filmy akcji w których calkowicie zaprzecza swojemu naturalnemu zachowaniu i wyglądowi jako diaboliczna (w intencji reżysera) Czarna Wdowa. Patrząc na nią - cierpię, dysonans roli i warunków przyprawia mnie o ból zębów.
Lubię Scarlett za miły pyszczek i cycki, czemu uparła się rujnować niezłe filmy?
Proszę przekazać powyższe p. Johanson angielszczyzną lepszą niż moja.Black-Widow-Natasha-Romanoff-played-by-Scarlett-Johansson
http://itsjustmovies.com/wp-content/uploads/2013/10/Black-Widow-Natasha-Romanoff-played-by-Scarlett-Johansson.jpg

16:08, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 sierpnia 2015

Z firmą Pimpex łączy moją korporację niełatwa relacja miłościonienawiści. Pimpex (nazwa fikcyjna) przez lata był naszym dystrybutorem, co zasadniczo oznacza, że miał licencję na tłuczenie nieprzytomnej kasy za nic lub prawie za nic.
Tak jak lampart nie wyzbędzie się cętek a skorpion - żądła, tak w Polaku nie nigdy nie zgaśnie jego słynna w świecie zdolność to kombinacji. Polak - biznesmen potrafi więcej, podpisze kontrakt za milion, a dodatkowo świśnie pióro oraz papier toaletowy. Przepompuje mydło w płynie od własnego słoika, wyjmie bateryjkę z biurowego zegara i włoży własną - zużytą.
You name it.
W efekcie takich działań (lub ekwiwalentnych - na jedno wychodzi)  Pimpeksowi wypowiedziano współpracę. Właścicielom Pimpeksu zawalił się świat: jak to, czyżby ktoś inny poza nimi był zdolny do wystawiania faktur i rozsyłania pudeł? Jak to, ci debilni Amerykanie radzą sobie bez nich, geniuszy byznesu? Czy to w ogóle możliwe?
Pimpeks, by wrócić, musiał poddać się upokarzającemu oczyszczeniu, naprostowaniu ścieżek, przeklikaniu szkolenia z etyki biznesu etc.
Żałuję, że dowiedziałem się o tym dopiero PO wyjeździe integracyjnym sponsorowanym przez Pimpex.
Wyjazd był tematyczny. Tematem była ciężka praca w sztolniach niedoszłej kwatery Hitlera w Górach Sowich. Wydano nam opaski z napisem "robotnik przymusowy" w gotyku. Do łapy dostaliśmy po kennkarcie z własnym zdjęciem, ściągniętym z korporacyjnej kartoteki. Zza rogu wybiegła grupa rekonstrukcyjna wykrzykująca niemieckie przekleństwa znane z Czterech Pancernych i zagnała nas do samochodów.
W sztolniach normalni turyści poruszają sie płaskodennymi łodziami. My, jako uczestnicy eventu premium dostaliśmy wodery, czyli przerośnięte gumiaki. Dla podniesienia atrakcyjności zgaszono nam światło, wręczono za to dwie pochodnie płonące czymś śmierdzącym. Przy wyjściu naskoczyła na nas grupa rekonstrukcyjna. Na nieszczęście zostawiłem kennkartę w kurtce w aucie, co próbowałem wytłumaczyć p. oficerowi, ale albo miał coś nie tak ze słuchem albo z niemieckim. Znowu usłyszałem pełen zestaw od hende-hoch do schweine, wspominał też coś o brunnerze, a w oddechu wyczułem wyraźną nutę sznapsa.
I tak przez dwa dni, a w nocy po cichu spakowałem się i uciekłem do Breslau.
Pimpex najwyraźniej nie oglądał "Żądła" i nie wie, że "zemsta jest dla frajerów".

13:40, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (2) »
Archiwum