niedziela, 24 sierpnia 2014

No więc pierwszy raz od paru lat pojechałem na spływ kajakowy, co kiedyś było obowiązkowym dorocznym punktem programu. Spływ był krótki i szablonowy, trzy dni Krutynią z Sorkwit, za to w niecodziennym towarzystwie. Za sprawą kolegi-jogina do naszej szóstki dołączyła szóstka osób wyraźnie młodszych. Przepaść pokoleniowa oraz mentalna tzn. wiekowi reprezentanci kierunków ścisłych kontra świeżo upieczeni absolwenci politologi i dziennikarstwa nie wróżyła dobrze. W dodatku w naszej wesołej gromadce oprócz nadreprezentacji joginów wyłoniły się frakcje wegetarian, wegan, bezglutenowych-za-to-mięsożernych, oraz kulinarny ciemnogród, czyli ja.

Ponadto w grupie zaznaczyło swoją obecność środowisko LGBT, zwyciężczyni telewizyjnego reality show a także kolega z „zespołem cieśni nadgarstka”. No kidding.

Po namyśle zdecydowałem się na kajak jedynkę.

Nie tylko dlatego, że kajakarze się zmienili, wręcz przeciwnie – wybrałem jedynkę dlatego, że zmieniły się kajaki.

Nie tak dawno temu stanica wodna PTTK była miejscem gdzie za 10 zł na dzień wypożyczało się kajak. Cena była konkurencyjna, technologia już nie, bo drewniana. Kajak „normalny” to znaczy laminatowy zaczynał się od trzech dych za dobę... ale to już przeszłość. Teraz rządzi kajak poliestrowy. W internecie można przeczytać, że jest fajny bo odporny na kamienie, ale dużo waży. Nie wierzcie. Nasze poliestrowe dwójki nie ważyły nic. Moja jedynka ważyła mniej niż nic. Wiosło trzymałem wyłącznie dla fasonu. Kajak był tak lekki, że sterowałem nim falami mózgowymi.

Co do spływu... napiszę tyle, że w górze szlaku Krutyni widzieliśmy raptem może pięć innych kajaków. Stanice PTTK stały się ekologicznymi niszami wydrożonymi w kosmos, piętnaście zeta za osobę w namiocie, prysznic po dychu. I bardzo dobrze.

Kto spływał, ten wie, że nie istnieje, może poza jakimś kanioningiem, aktywność równie bliska przyrody, zwłaszcza w jej oślizgło – pierzastych aspektach. To własne Discovery HD 4K 5D z dźwiękiem dookólnym i efektami specjalnymi.

Polecam.

Zmieniając nieco temat, polecam też – jako odtrutkę na książki podróżnicze naszych celebrytów, a zwłaszcza tria Wojciechowska-Kret-Pawlikowska – szlachetne klasyki gatunku w rodzaju „Podróż do Turek i Egiptu 1784” czy „LISTY Z ROSJI. ROSJA W 1839 ROKU”, dostępne gratis w czeluściach internetu (pbi.pl)

Z tej pierwszej list o kajakach ad 1784:

LIST CZWARTY

12 maja. Z Carogrodu.

 Dziś rano wziąłem kaik i popłynąłem do Carogrodu. Nic sobie nie można lżejszego wystawić nad te statki; są tak lekkie, iż nie można by nigdy przyprawić do nich żagli nie posiadając zręczności kaidzich, którzy znają sposób utrzymania równowagi wiosłami i nachyleniem ciała. Mimo to jednak często trafiają się wypadki; jakoż nawet ci, co w pogodę tym się puszczają sposobem, uchodzą za bardzo śmiałych.

 Dziś wiatr tak był tęgi, że żadnej łodzi nie widać było na kanale z tym wszystkim moi kaidzi oświadczyli, że chcą wynijść pod żagiel. Jam im na to pozwolił; nie mówię tego dla chełpienia się moją śmiałością (gdyż ze strony Pani nie zjednałoby mi to wielkich pochwał), lecz ażeby dać wyobrażenie prędkości, z jakąśmy płynęli. Zaledwieśmy spostrzegli jaki widok, wnet z oczu naszych znikał, i mnóstwo nowych, z ogromną szybkością przemijających zoczeń drogę tę podobną do zachwycenia jakiegoś czyniło, a mnie nową przynosiło rozkosz. Zawinęliśmy na koniec do Carogrodu. Tutaj porzucam pióro, gdyż widok ten wszelkie przechodzi opisanie. Wystawiaj sobie, wyobrażaj, czytaj opisy w książkach — nigdy dostatecznie piękności jego nie pojmiesz.

środa, 13 sierpnia 2014

Mało kto "żyje na łonie przyrody" tak jak my . Jak byłem mały, to myślałem, że "łono" to cycki, ale nie, wzgórek łonowy znajduje się w miejscu jeszcze bardziej intymnym i potencjalnie wilgotnym, wypisz wymaluj odpowiedniku naszej mglisto-bagiennej łąki.
Dziesięć z górą lat mieszkania w chacie zanurzonej w trzymetrowych chwastach nauczyło mnie, że nie ma "powtarzalności pór roku" już raczej niepowtarzalność. Sezon sezonowi niepodobny: w jednym pod dąb przylatuje codzień i dziesięć sójek, następnego roku nie ma ani jednej, choć dąb i żołędzie na oko takie same. Pobliski potok raz potrafi zamarznąć w biegu, a kolejnej zimy mrozu braknie nawet na rachityczny staw sąsiada. I tak dalej i tym podobne. Kumaki, których ostoją rzekomo jest łąka, pojawiają w ilościach biblijnych, poczym na parę lat znikają bez śladu. Ale ani kumakom, ani sójkom, zaskrońcom, kretom, komarom, szpakom, sarnom, dzikom, tajemniczym czaplom, okazjonalnej sowie - nie po drodze z człowiekiem.

Badaj ziom taką akcję. Gapię się w telewizor, zmrok, okno niebacznie uchylone, choć - wydaje mi się - chronione solidną siatką od owadów. Nagle - jeb - jakiś spóźniony szpak wali w siatkę, rozrywa ją, odbija się od szyby i spada w ciemność. Zawału można dostać.
Tętno wraca do normy, patrzę w telewizor dalej. Niby jak przedtem, niby nic, ale za oknem coś narasta. Warkot narasta.. bombowiec? Nie, bombowiec nie potrafi nagle ucichnąć.... sto dwadzieścia jeden, sto dwadzieścia dwa, sto dwadzieścia trzy ... WRRRRR! bombowiec odpalił silniki tuż nad moją głową. Jest w pokoju, szerszeń pieprzony, wleciał przez tę dziurę po szpaku i teraz krąży skubany na wysokości oczu. Oba psy moje ras obronno-agresywnych mało łap nie połamały wyrywając z pokoju.
I zostałem sam z klapkiem w ręku, a ten pręgowany zabójca gdzieś się przyczaił. Dwa dni go tropiłem, intensywnie, no bo dziecko moje małe z obozu quadowo-paintballowego miało wrócić, aż dopadłem koło szafy i zatłukłem.
Człowiek wciąż brzmi dumnie, także w trzcinie.


15:28, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (5) »
piątek, 08 sierpnia 2014

Minął miesiąc intensywnej eksploatacji ajfona w domu i zagrodzie i jestem gotów na w miarę kompetentną ocenę urządzonka. Rozczarowanie nim dorownuje jego cenie. Jak zachwyca, skoro nie zachwyca? Tzn. zachwyca rzecz jasna dizajnem, jakością zdjęć, jakością odwarzania muzyki w słuchawkach i bez, slo-mo w kamerce - owszem. Ale umówmy się, w tej cenie, z tak tłustym marginesem premium mógłby być dodatkowo szczerozłoty i jeszcze by na nim zarobili.
Jako telefon, komunikator zaś... no cóż, bije po oczach anachronizm rozwiązań, niezrozumiałe oddanie ewidentnym błędom koncepcyjnym, jak np. brak  klawisza 'wstecz'.
Jeden jedyny klawisz ajfona to 'home' dwojga funkcji: home'a i czytnika odcisków.
Optymalne byłyby dwa: 'home' i 'back', bo ten trzeci, znany z droida i windows - 'wyszukaj' jest pożyteczny, ale niekonieczny.
Trzy za dużo - dwa w sam raz - jeden - za mało. Ładnie, ale za mało. Aplikacje ajfona próbują nadrobić ten brak, każda inaczej nazywając i umieszczając klawisz powrotu: raz jako "gotów" innym razem jako 'anuluj', kiedy indziej (youtube) gestem "zrywania" odgrywanego filmiku, przeglądarka zaś gestem przesunięcia z prawej ku lewej.
Czasami powrócić się zwyczajnie nie da, np. gdy w sklepie z appkami poprosimy o info, które otworzy przeglądarkę.
Chaotyczna, niespójna nawigacja w ajfonie rujnuje wrażenia użytkownika a i jego nerwy przy okazji. Ajfona trzeba się uczyć, aplikacja po aplikacji od pierwszego 'kurde' po olśnione 'aha'.
Nokia? Nokia, czyli windows, jest Mili łatwiejsza nawet od androida. Windows przez 90% czasu jawi się jako intuicyjne i spójne, a mówię tu o pierwszym wrażeniu, nie tylko moim, ale mojego androidowego dziecka również.
Jeszcze o 14:00 słuchało Hobbita na starym androidzie, a 15 min później bezstresowo - tego samego - na windowsie. Wystarczyło przełożenie sima, karty z pamięcią, włączenie telefonu, trzy przyciśnięcia i jechane.
Do ajfona nie podejdzie się bez apple-id i karty kredytowej [1], o karcie pamięci można zapomnieć, wgranie głupiej empetrójki wymaga instalacji i nauki obsługi kobylastych itunes na kompie, ale jeśli sądzicie, że w ten sposób wgracie audiobooka... o nie-e, dla audiobooków trzeba zrobić taki nieoczywisty myk, który opisano na paru forach dla zainteresowanych.
Czemu tak utrudniasz ajfonie, niemo pytałem z wyrzutem, czemu nie robisz prostych rzeczy w sposób oczywisty?
Shut your stupid mouth, durak, ruki po szwam, to my wymyśliliśmy komputer, smartfona i internet tępy kmiocie ze wschodu Europy, który zapewne nie słyszał o świętym geniuszu - baczność - Stiwie Dżopsie - spocznij i to my decydujemy, co jest oczywiste a co nie jest- równie niemo odpalił kolektyw Apple. A także czego i za ile będziesz słuchał. Masz kupować w naszym sklepie, w którym nie ma żadnego popierdolonego Kaczmarskiego, ani zasranego Dostojewskiego po - ha ha ha ha - polsku, i w tym roku ściągasz Avicii i 50 Shades    of Grey.
No może ciut przesadziłem, ale w ajfona naprawdę zaszyto potężną dawkę aroganckiego marketingu.
Wykoncypowałem sobie takie porównanie, że kocioł z androidami różnych producentów przypomina dobór naturalny w toku, fony windows - 'intelligent dizajn', a ajfon, żeby trzymać się terminologii ewolucyjnej - żywą skamielinę, ale nie, to zła analogia.
Ajfon, mili, to przechodzona celebrytka, która najlepsze lata ma za sobą, ale dzięki  chirurgii plastycznej, drogim kreacjom i przyjaciołom w mediach wciąż bryluje na okładkach.
Życie z nią jest oględnie mówiąc trudne i nietanie, ale prości ludzie ci zazdroszczą.
Kupując ajfona żenisz się z Edytą Górniak.
_____________
[1] istnieją triki na ominięcie karty kredytowej.

 

***************

wkrótce - pierwszy od 2007 spływ kajakowy pełen szokujących wrażeń. Polska widziana z wody, w towarzystwie grupy o połowę młodszych lemmingów... to nie mogło się dobrze skończyć.

Stay tuned.

21:19, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (7) »
Archiwum