czwartek, 30 sierpnia 2012

Postanowiłem się zasolidaryzować z Kora Jackowską. No bo wiecie, marihuana, za którą Kora zostanie skazana, po pierwsze jest nieszkodliwa, po drugie - póki jest zakazana - przyciąga ludzi na zasadzie zakazanego owocu, po trzecie  dystrybucją marihuany zajmują się przestępcze gangi, po czwarte mimo zakazów ludzie ją palą i tak.
Większość solidaryzujących się z Korą z powyższych faktów wysnuwa wniosek, że marihuanę trzeba zalegalizować. Nie za bardzo wiem co mają w mózgach, skoro dochodzą do takich konkluzji, podejrzewam, że zatruli się szkodliwym a legalnym alkoholem.
Ja solidaryzuję się z Kora żądając utrzymania zakazu, a może nawet zaostrzenia kar za posiadanie marihuany.
Po pierwsze, skoro Kora pali mimo zakazów, to jego brak nic nie zmieni. Gdyby zaś zniknął, to "na zasadzie zakazanego owocu" przestanie Korze marihuana smakować! Co więcej, zorganizowane grupy przestępcze wobec zniesienia zakazu zamiast zajmować się rozprowadzaniem nieszkodliwej trawy przerzucą się np. na wymuszenia rozbójnicze i handel żywym towarem. I zamiast Korze sprzedać marychę, Korę ograbią, sponiewierają, a na koniec wywiozą do jakiegoś zamtuzu w Valparaiso.
Czego jej mimo wszystko nie życzymy.
No nie?

20:35, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (20) »
wtorek, 28 sierpnia 2012

Jak każdy normalny biały chrześcijanin wolę, żeby rozkwitały gospodarki krajów Zachodu, niz te napędzane ryżem. Azaliż aliści wczorajsze "zwycięstwo" Appla nad Samsungiem brzydzi mnie nie tylko dlatego, że za swojego następnego androida będę musiał zapłacić ciut więcej, więcej o opłatę licencyjną dla Apple. Tę za "ikony rozmieszczone na pulpicie", który to patent przyznał Applowi jakiś tępy buc z amerykańskiego urzędu patentowego. Gdybym dostał go w swoje ręce wymierzyłbym mu w mózgoczaszkę serię ciosów za pomocą mojej starej motoroli accompli, telefonu jakies pięć lat starszego od najstarszego ajfona. Motorola owa miała kształt płaskiego prostopadłościanu o zaokrąglonych rogach z dotykowym ekranem na którym drzemały ikony, czyli wszystkie cechy, które później opatentował Apple.
Tymczasem ostrzę sobie zęby na stare Samsungi Galaxy II, które zostaną na żądanie Appla ściągnięte z amerykańskich półek i zapewne sprzedane w krajach trzeciego świata, wolnych od absurdów amerykańskiego systemu prawnego, jak np. Polska.

Może stare i tak lepsze od ajfonów :-).

czwartek, 16 sierpnia 2012

Hrabia Darmocha sceptycznie spoglądał na giermka Androida.
-Czyli, hmm, mówisz, że potrafisz to samo Ajfon?
-Tak, panie
-I w dodatku za darmo?
-Tak panie.
-A gdzie haczyk?
-Haczyk, haczyk... Chyba nie chodzi ci panie o to, że będę szpiegował dla czarodzieja Googla? On i tak o was wszystko wie, bo lecicie do niego z każdym głupstwem.
-O, Ajfon by mi tak nie pyskował! Uważaj Android, darmowemu się co prawda się w zęby nie patrzy, ale dać zawsze można. Przyjmuję cię na służbę niniejszym, nieprawdaż.
-Zbytek łaski, doprawdy - odpowiedział Android cokolwiek sarkastycznie - pozwól, ze przedstawię ci wróżkę Endomondo, która...
-...niech zgadnę, będzie pracować za darmo i kablować do Googla?
-..będzie najlepszą trenerką osobistą pana Hrabiego.
-Dziesięć, dziewięć, osiem..
-Co ona gada?
... trzy, dwa, jeden, uwolnij endorfiny ! - krzyknęła cokolwiek emfatycznie wróżka Endomondo energicznie popychając hrabiego do truchtu. Ten, rad-nierad ruszył świńskim kłusem.
-Kilometr w osiem minut! - krzyknęła radośnie wróżka osiem minut później. Pobiłeś własny rekord!
Na koniec biegu wręczyła hrabiemu mapkę z zaznaczoną trasą, a ten aż pokraśniał z zadowolenia.
Następnego dnia pobił rekord na pięć kilometrów, potem próbował go poprawić, spuchł i zarył nosem w grunt. Nic, to jeszcze przed upadkiem zaliczył nowy rekord na kilometr, co skrupulatnie odnotowała Endomondo. I tak dalej i tym podobnie. Wróżce udało się to, co nie wyszło dziesiątkom wuefistów przed nią - wzięła Darmochę do galopu i to posługując się wyłącznie zeszytem w kratkę, w którym Android zapisywał postępy hrabiego.


poniedziałek, 06 sierpnia 2012

Nie ma nic smutniejszego niż upadek nokii i blackberry. Obie te firmy przez lata zamawiały badania marketingowe, w których PT Klienci zaklinali się, ze najważniejsza jest niezawodność połączeń i oszczędność baterii. Biedni frajerzy cyzelowali zatem antenki i optymalizowali kod co do instrukcji, aby dostarczyć PT Klientom produkty o wyśrubowanych parametrach. Kiedy zaś przyszło co do czego PT Klienci kopnęli obie firmy w tyłek i poszli kupować dziadowską chińszczyznę, która może i zrywa co drugą rozmowę oraz każe się ładować dwa razy dziennie, ale za to daje pograć w Angry Birds.

Wiem coś o tym, bo sam tak zrobiłem. Jak mogę z tym żyć? Całkiem nieźle. Powodem, dla którego Angry Birds (a także nawigacja, gmail, odtwarzacz filmów i muzyki, czytnik książek, przeglądarka, aplikacja treningowa, kamera hd i aparat zylion piksli etc. etc.) stały się ważniejsze od rozmów telefonicznych jest społeczna marginalizacja tychże. Nikt, dosłownie nikt nie załatwia już nic na gębę. Większość konkretnych rozmów kończy się prośbą o "wysłanie mejlika". Rozmowa telefoniczna stała się czynnością kurtuazyjną, nieuchronnie kończącą się mozolnym literowaniem adresu e-mail.

Dzisiaj "dziadowska chińszczyzna" nieco dojrzała i oto stoję dzierżąc w ręku najnowszego Samsunga. Si, tego szeroko reklamowanego. Jak wspomniałem notkę wcześniej, na ostatnim wyjeździe miał mi zastąpić całą elektronikę rozrywkową - empetrójkę, kindla, nawigację, telewizor itp.
Czy podołał?
Owszem tak, ale o tym za chwilę. Wśród czytelników niniejszego bloga gadżeciarze są grupą nadreprezentowaną i zapewne ciekawi są moich wrażeń z użytkowania tego konkretnego modelu. Nie-gadżeciarzom wyjaśniam, że rozmawiamy o telefonie mającym ambicję wyznaczenia trendu w kierunku "duży może więciej". Mój poprzedni smartfon miał 3,2 cala, ajfon ma 3,5 cala zaś nowy sammy - bagatela - 4,8 cala przekątnej ekranu.
Monstrum?
Nie do końca. Owszem jest NIEPORĘCZNY. Być może to kwestia przyzwyczajenia i z czasem nieporęczność zniknie, a być może moje krótkie paluszki nigdy do niego nie przywykną..
Na pewno jednak nie nazwę go telefonem "dużym" lub "za dużym" ze względu na jego przeraźliwą cienkość. Dzięki swojej bezkresnej powierzchni i wspomnianej cienkości (mniej więcej odpowiadającej kindlowi) "nosi się" zaskakująco lekko, zwłaszcza za pazuchą. Tym bardziej, że waży mniej niż dużo mniejszy ajfon.
Apropo ajfona... nie odmówiłem sobie porównania "w ręku" z sammym... No cóż, wzorniczo (i sprzętowo) samsung ajfona dogonił, wyprzedził i odjechał w kierunku zachodzącego słońca. Nie zamierzam użerać się z applefanami, który z nich faktycznie jest lepszy, ale który wygląda jak ubogi krewny, to już mniej więcej wiadomo.
A oto subiektywny spis wrażeń użytkownika:
- superbłyskawicznie łapiący GPS.
- znakomita wyślizgiwalność z ręki
- naderprzyzwoity dźwięk uzupełniony przez ponadprzeciętne słuchawki.
- nieprzewidywalna przyciskalność przycisków
- przesadna rozdzielczość przerośniętego ekranu

Again, rozmiar samego ekranu to Dobra Rzecz (c), acz z uszczerbkiem dla poręczności... Sam nie wiem...

W porównaniu z dedykowanymi urządzeniami elektronicznymi sammy sprawdza się lepiej niż przyzwoicie.
jako czytnik e-booków: 5
jako telewizor: 3-
jako mp3:  4
jako telefon... na co komu telefon?
jako nawigacja: 6
jako aparat foto: 3+
jako kamera hd: 3-
jako konsola do gier: 4-
jako kranik z internetem: 3+

W czasie np. delegacji służbowej pokieruje, rozerwie oraz uwieczni, nagra i prześle rodzinie.

Zakończę refleksją, że dwa i pół tysia zdecydowanie NIE OPŁACA się tego telefonu kupować. Za tyle kasy nie warto żadnego.
Ludzie... za te pieniądze da się polecieć do Ameryki i z powrotem... kupić rower sobie, żonie i dziecku... garaż z montażem... kiepskiego quada... niezłe skrzypce... taką torebkę, co ją nosi Mucha...
propozycje wpisujcie w komciach


12:54, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (18) »
Archiwum