wtorek, 30 sierpnia 2011

Zorientowani pamiętają oscylator, genialny wynalazek dwóch Izraelczyków polskiego pochodzenia (czy na odwrót), którzy przerzucając kasę z banku do banku wielokrotnie zarabiali na odsetkach. Przysporzyło im to góry pieniędzy i chwałę pionierów transformacji systemowej. Oraz parę wyroków.

Wobec jednostajnego pogrążania się mojego portfela inwestycyjnego muszę na bieżąco łatać dziury w budżecie za pomocą swojego własnego oscylatora. Działa on trochę inaczej niż tamten bankowy i przynosi dużo mniejsze zyski. Oscyluję mianowicie między Rzeszowem a Zieloną Górą, zarabiając w ten sposób na chlebek powszedni i masełko do niego, a także zakupy kolejnych akcji. Coraz tańszych.

Jak tak dalej pójdzie po przejechaniu dziesiątek tysięcy kilometrów pozostanie mi tylko kolekcja promocyjnych kubków odebranych na stacjach benzynowych. No i punkty. Zawsze zazdrościłem gościom, którzy mają na karcie -dzieści tysięcy punktów promocyjnych, które wymieniają na wiertarkę ("suszarkę, misiu, suszarkę!"), teraz jestem jednym z nich.

Tak więc kubki, suszarka i kupka bezwartościowych akcji, hę?

No, nie tylko. Dwa lata po własnym dziecku odkryłem potęgę audiobooka i po odsłuchaniu w samochodzie miliona godzin książek jestem gotów do doktoratu z wielkiej literatury rosyjskiej.  Okazyjnie zaś walnę jakimś głębokim cytatem, co zresztą zdarzało mi się już wcześniej:

"Zabierajcie więc ze sobą na drogę, wychodząc z łagodnych lat młodości w surowy, okrutny wiek męski, zabierajcie ze sobą wszystkie ludzkie drgnienia, nie zgubcie ich po drodze, już ich później nie odnajdziecie. Groźna i straszna jest nadchodząca starość
i nic już wam nie zwróci."

No a kiedy, proszę szanownego Autora, ta starość nadchodzi? I Autor odpowiada, choć nie wprost:

"Uważam nawet, że palić fajkę jest o wiele zdrowiej niż zażywać tabakę. W naszym pułku był porucznik, dobry i wykształcony człowiek, który nie wyjmował fajki z ust nie tylko przy stole, ale nawet, za pozwoleniem, we wszystkich innych miejscach. I oto ma już teraz przeszło czterdzieści lat, ale dzięki Bogu jest jak najzdrowszy."

No tak... Na zgadywcę Autora w/w cycatów czeka kubek. Odbiór własny :-).

21:29, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (9) »
środa, 24 sierpnia 2011

Uwielbiam pracę. Godzinami mógłbym na nią patrzeć. Niestety, jako telepracownik niskoobłożony obowiązkami zawodowymi rzadko miewam po temu okazję. No chyba, że w wakacje, kiedy podróżuję po Polsce zastępując urlopujących kolegów z firmy.

Koledzy ci zajmują się IT w bardzo konkretnych zakładach, gdzie prawdziwi ludzie pracy produkują różne pożyteczne wyroby np. margarynę, koks, albo batoniki. Mam taką wizję, że drugie tyle mogliby zarobić pozwalając ciekawym oglądać się przy robocie. Wystarczyłaby galeryjka widokowa, stoliki, jakiś bufet. W górze widownia sączy piwo i obserwuje jak w dole mieszadła mieszają, prasy prasują, taśmociągi ciągną, a brygadzista flirtuje z panną wagową.

Nie trzeba zresztą wpuszczać publiki do hal, wystarczy przegonić ją po obiekcie. Mnie np. klient przegonił po koksowni. Life-changing xperience, jak to się teraz mówi. Czułem się jak w środku gry komputerowej 5D. Gigantyczne kominy, ciągi technologiczne skromnie zwane bateriami, na kilometr długie i piętnaście pięter wysokie, wzdłuż których suną wagony z czymś płonącym w środku. Tu coś chlusta, ówdzie wyje, para buch, koła w ruch, pozorny chaos, który nabrał autentyzmu, kiedy wyłączyłem im główny komputer. Na chwilę, a i tak rozdzwoniły się alarmy. No cóż, zakład duży, nie wszystko uda się skoordynować, nieprawdaż.

Efekt artystyczny wyszedł powalający, jak dla mnie w każdym razie.

08:04, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (12) »
środa, 17 sierpnia 2011

(notka nudna, bo z tek24)

"Robisz takie same komputery jak my. Kwadratowe, z ikonami na środku. Wisisz nam 200 milionów euro."

Tak z grubsza brzmi pozew Apple - producenta ipadów przeciwko Samsungowi - producentowi tabów.

Pozew jest idiotyczny z dwu powodów: tablety powstały i były używane na masową skalę długo przed ipadem [3], to raz. Po wtóre, indywidualni klienci nie za bardzo chcą tabletów: wolą ipady.

Z kompletnie niezrozumiałych powodów Apple postanowił jednak wyjść na buców.
Prawnicy Apple lekko rozciągnęli zdjęcie Samsunga, tak by było identyczne z ipadem (w rzeczywistości tab jest węższy) i  presto - podsunęli niemieckiemu sędziemu.

Nigdy nie miałem wysokiego mniemania o uczciwości niemieckich sądów, teraz musiałem zwątpić w ich inteligencję: sędzia na wszelki wypadek zakazał sprzedaży tabów Samsunga. I to mimo, że nie w ciemię bity Samsung przedstawił swoje urządzenia STARSZE od ipada, do których on z kolei jest łudząco podobny, mianowicie elektroniczne ramki na zdjęcia.

Jeśli nie było wystarczająco śmiesznie, to zaraz będzie, bowiem Niemiec był uprzejmy zakazać sprzedaży tabów w całej Unii. (Jarek, miałeś co do nich rację). Przez parę dni różni ferfluchte francozen i polnisze banditen łamali wyrok niemieckiego sądu, zanim ten się zorientował, że _jeszcze_ nie ma stosownych kompetencji i "for the time being" ograniczył zakaz [2] do Rzeszy.

Heil Apple.

_____________________________________
[1]  http://www.scribd.com/doc/61993811/10-08-04-Apple-Motion-for-EU-Wide-Prel-Inj-Galaxy-Tab-10-1
[2] "The German court which imposed an EU-wide ban on Samsung's Galaxy Tab 10.1 has suspended it, on the grounds that it may not have the authority to impose such a decision, the Wall Street Journal reports."

http://www.theregister.co.uk/2011/08/16/samsung_tab/

[3] http://pl.wikipedia.org/wiki/Tablet_PC

czwartek, 11 sierpnia 2011

Największy frajer w mieście?
Koleś, który ma kredyt frankach i nadzieję, że spłaci go kasą z akcji.
Wiem co mówię, bo właśnie mam taki kredyt i akcje, których wartość właśnie spadła o ćwiartkę.

Pozostało mi tylko patrzenie na efektowny zjazd cenowy, jaki zalicza giełda i złotówka, kontrapunktowany występami ministra finansów, który zapewnia, że gospodarka trzyma się krzepko. Okazjonalnie czerwone cyferki za jego plecami błysną z rzadka na zielono, sygnalizując tzw. odbicie. Otóż odbicia te to tzw. odbicia zdechłego kota. Kot zrzucony z dachu też trochę odbija, ale nie świadczy to o jego dobrej kondycji.

Gdybym miał profil na fejsbuku wezwałbym do wysyłania zdechłych kotów do ministerstwa.
Tymczasem rozważam plan B, polegający z grubsza na cichej upadłości konsumenckiej połączonej z relokacją do krajów, gdzie obiad kosztuje 4 zł (albo jednego franka) i można wyżyć z jasnej cery oraz znajomości angielskiego.

Jeśli sądzicie, że chcę po cichu prysnąć do Am. Płd., to macie dobrą intuicję. Może powinniście zacząć grać na giełdzie :-).

Zacząłem pracowicie powtarzać hiszpański, w tym roku za pomocą szeroko dostępnych w sieci (chciałem tu napisać: wink - wink, ale chyba nie muszę?) kursów dra Pimsleura. Stosuję je razem z też wyłącznie mówionymi lekcjami Michela Thomasa. Pimsleur ma tę przewagę nad Thomasem, że uczy prostych zdań zgodnie z interwałami przypominania i jako taki nie angażuje specjalnie mózgu. Thomas potrafi zadać prawdziwą szaradę, przez którą wylądujecie w rowie, zaś Pimsleur ogranicza się do nauki praktycznych (w mojej  sytuacji) komunikatów typu "Quiero comer. No tengo pesos" [1].

Następny kredyt już tylko w pesos.

                                                      * * *
Disney w przypływie sklerozy rozpędził studio Black Rock, znane m. in. z Pure i Split Second Velocity.  Na pocieszenie można posłuchać i ściągnąć kapitalną ścieżkę dźwiękową ich ostatniej gry.
Enjoy.
_____________________
[1] Jeśli zgadliście, że oznacza to: "chcę jeść, a nietęgo u mnie z pesos" macie wrodzony talent.

poniedziałek, 08 sierpnia 2011

W tym roku wakacji nie będzie. Tylko plucha. Kupiony w zeszłym roku składany basen zostanie w szopie, bukwie do kiedy.
Jak każdy przykry zbieg okoliczności zmuszający ludzi do pozostania w domu bieżąca niepogoda zaowocuje zapewne wysypem "dzieci deszczowych wakacji' 2011", tak jak kiedyś pojawiła się generacja zaciemnienia Nowego Jorku, czy wyż demograficzny stanu wojennego.
Co jednak można w złą pogodę robić poza dziećmi?
Można zdziecinnieć samemu i pograć na kompie.
W co?
Poniżej zamieszczam zrzut mojego własnego pulpitu.
Ikony po lewej stronie są moje, po prawej - dziecka.

Opiss zacznę od tych, których na pulpicie NIE MA.
Największym nieobecnym jest wyczekiwany od 14 lat Duke Nukem.
Czemu?
Ujmę to tak: jeszcze nigdy tak długo nie czekano na tak niewiele.
Dziurę po zawiedzionych przez Duke'a nadziejach zapchałem nader kompetentną strzelanką FEAR 3.
Dalej leci FIFA.

FIFA? 11? Czemu nie PES 2010?!
Proste. W FIFIE 11 jest w miarę aktualny skład Śląska Wrocław i niektórych rywali z Ligii Europejskiej.
To zresztą chyba jedyny powód, dla których kupuje się nowe gry sportowe: uaktualniane składy. Poza nimi handel zmieniającymi się numerkami wersji nosi wszelkie cechy naciągactwa. Brał w nim udział także Virtua Tennis, ale o dziwo, wersja 4 przyniosła spory postęp. Pyka się w toto naprawdę fajnie, bo gracze przestali wreszcie łamać prawa fizyki.
Nie można powiedzieć tego o zawodnikach Super Street Fightera w wersji arcade i bardzo dobrze i o to chodzi. Ikona Fightera powinna zresztą tkwić na środku pulpitu, bo jest areną naszych z synem bójek. Takie czasy, zamiast klapsa ja jemu, to on mi z kopa w ryj, na razie wirtualnie.

Seria Dirt w tym roku wykonała spory krok w niewłaściwym kierunku, dlatego trójka zjechała na pobocze i jak dawniej w moim kompie warczy Dirt 2, pospołu z innymi archaicznymi ścigankami.

W 2011 na razie nic nowego pod słońcem (jakim słońcem?!!).
W następnej notce: co czytać i co oglądać.

00:44, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (8) »
środa, 03 sierpnia 2011

Nareszcie można kosić trawnik!

Gdyby ironia rzeczywiście gryzła, powyższe zdanie przeżarłoby wam monitory. Rzeczywistość różni się bowiem nieco od reklamówek kastoramy, w których facio podobny do Kamela wozi się kosiarką po zielonych płaszczyznach machając ręką do laski podobnej do Dżenifer Lopez.

Gdyby koles z reklamówki pojawił się na moim trawniku w tych hawajskich szortach i klapkach, zapewne w ciągu trzech sekund pośliznąłby się na zgniłym jabłku i wylądował nosem w psiej kupie. Boskie uda obsiadły by mu komary a na plery skoczyły gzy. Nowa kosiarka dogorywałyby w kretowisku, zaś Dżenifer wzywała pogotowie.

Skuteczne skoszenie trawnika po kilku tygodniach chlapy wymaga wytrzymałości i determinacji. W żadnym razie nie można udawać, że to hobby. Dopiero uznanie faktu, że czeka nas upadlająca harówa daje nadzieję na sukces. Nie można się obyć bez zaplecza technicznego: wielkich taczek do wywiezienia fur skoszonej trawy, zgniłych jabłek i psich kup, supersilnych taczek do wywożenia ziemi z kretowisk i krótkiego, ostrego szpadla do usuwania tychże. Zamiast szortów lepiej posłużą długie spodnie z grubej, nieprzegryzalnej przez gzy bawełny uzupełnione takąż koszulą i solidnymi rękawicami. Twarz najlepiej pokryć grubą warstwą silnego środka przeciwowadziego, na głowie zawiązać chustę pochłaniającą pot, i przykryć to wszystko czapką z daszkiem.

Dopiero wtedy jesteśmy gotowi na dziesięć - dwanaście godzin mordęgi w pełnym (nareszcie!) słońcu.

Oczywiście w nagrodę na koniec czeka nas chwila cichej satysfakcji.
No bo przecież nie pieniądze.

 

 * * * * *

Raport o IQ użytkowników przeglądarek to mistyfikacja

Kontrowersyjny raport z którego wynikało, że iloraz inteligencji użytkowników Internet Explorera jest niższy, niż miłośników innych przeglądarek to dobrze przygotowane oszustwo.

17:02, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 01 sierpnia 2011

Każdy z nas jest inteligentny, pytanie: jak bardzo? Odpowiedź można uzyskać dzięki testom, także takim dostępnym przez internet. Test internetowy ma tę zaletę, że nawet przeprowadzany anonimowo pozwala dowiedzieć się z jakiej przeglądarki korzystał testowany internauta.

Innym plusem badań internetowych jest ich masowość. Tradycyjni badacze mogą tylko marzyć o próbie ... ponad 100 000 tysięcy testowanych. Tylu właśnie internautów przetestowała firma AptiQuant w roku 2006 i - ponownie - 2010.

Niecierpliwym już ujawniam najważniejszy wniosek:

Potwierdziło się.


Użytkownicy MS Internet Explorera są głupi jak kilo gwoździ.
 


A ściślej - wszyscy inteligentniejsi porzucili IE na rzecz innych przeglądarek. Najbystrzejsi podobno używają Opery. Zresztą zobaczcie sami:
AptiQuant 'Intelligence Quotient (IQ) and Browser Usage' survey results

AptiQuant 'Intelligence Quotient (IQ) and Browser Usage' survey results

________________

Wbrew obietnicy powyżej przekopiowałem cienki wpis z tek24.

Po namyśle, wydaje mi się, że chrome jest tak bezczelnie wciskana przy każdej okazji (instalacja avasta, daemon tools i tysiąca innych niezbędników), że przejawem inteligencji jest NIE DAĆ sobie zainstalować chroma.

Archiwum