niedziela, 30 sierpnia 2009

Zanim zabijecie mnie wybuchem ironii (a niby co frajerze możesz o tym wiedzieć itp.) uprzedzę, że poniżej posłużę się dwoma faktami i jednym pomówieniem, czyli duuużo lepiej niż zwykle. Na codzień wątpliwy koncept, obrazek z googla i kawałek z tuby zastępują mi rzetelną notkę [1].

Wpływowym blogerem gospodarczym można zostać kończąc studia, potem robiąc eM-Bi-ejA, następnie pisząc książkę na poważny temat, kupując garnitur i występując w ogólnopolskiej telewizji, jak to zrobił lonegunman.

Istnieje droga na skróty, czyli kupno garnituru, co jest wystarczające do występu w CNBC, ale to podobno pomówienie zazdrosnych o garnitury The Onion News.

Można też, tak po prostu, być geniuszem. Jakieś półtora roku temu w pozornie prześmiewczej, lecz w istocie natchnionej notce, poradziłem, wobec kryzysu o tektonicznej skali, inwestowanie w cukier.
Kto wtedy posłuchał, wziął do serca, sprzedał dom, samochód, nerkę i poszedł za moją radą...
Well, cukier właśnie przebił kolejny rekord i jest najdroższy od trzydziestu lat.  Gratuluję i proszę o pocztówkę z Szeszeli.

No dobrze, a co ja z tego mam? Poza górą cukru, znaczy?
Cóż, zostałem (bezwiednie) pierwszym źródłem portalu o poważnej nazwie biznews.pl. Tak, to nie pomyłka, odwiedzając biznews.pl i klikając na : "nasze źródła" zobaczycie na samym czubku leniuch.blox.pl.
Jeśli chcecie się dowiedzieć, że po cukrze macie kupić wiadra ocynkowane, które za jakiś czas wymienicie na dorodną żonę dla swojego syna - walcie wprost do mnie.

A teraz stajemy na obróconych dnem do góry wiadrach cynkowych, wkładamy do ust kostkę cukru i śpiewamy:


_____________________
[1] rzetelne notki to produkty naprawdę wpływowych blogerów, jak bloger piecyk, który np. błyskotliwie wytłumaczy, czemu nigdy nie puknie babki po trzydziestce.

 

czwartek, 27 sierpnia 2009


Tak jak generałowie zawsze są świetnie przygotowani do wygrania poprzedniej wojny, tak rodzice czujnie potrafią uprzedzić zagrożenia własnej młodości.

Kładzie taki jeden z drugim latoroślom do głowy referaty o szkodliwości picia, palenia i przykrościach niechcianej ciąży, a tymczasem świat w swej ofercie ma już używki aplikowane dożylnie i aids w darkroomie (nie chcecie wiedzieć).

Małe dzieci - mały kłopot i wydawało mi się, że wystarczy położyć ogień zaporowy na pokemonach i dragonballach, aby uchronić dzieciara przed odmóżdżającymi kreskówkami, a siebie przed wydatkami na plastikowe pierdoły.

Jako się rzekło świat galopuje naprzód i wymyślił BAJONIKLE - mechanoidalne stwory głupie jak pokemony i brzydkie jak spikerki tvn. Zaraz kiedy dowiedziałem sie o nowej manii syna, solennie odżegnałem się od kupna którejkolwiek z tych poczwarek.

Piotrek niespecjalnie się przejął i stosując techniki perswazyjne, przy których wymiękają Guantanamo i Łubianka, zapełnił sobie półki bajoniklami sfinansowanymi przez Dziadków.

Ostatnio przyuważyłem go smarującego kredką po kartce a4. Zerknąłem. Kompilował listę gości na urodziny.
-O, jest parę dziewczyn, a nawet Józio -zauważyłem. A kto to Gadunka, Macku i Zaktan?
- To bajonikle, które kupią mi dziewczyny z Józiem.

Aha.

* * *

Kto oficjalnie został uznany za najchętniej zwracanego autora?
Do księgarń, na cele charytatywne np.?
Yep, Dan Brown.
TEN Dan Brown.
A nie mówiłem: http://www.google.com/search?q=Dan+Brown&sitesearch=leniuch.blox.pl ?

10:51, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (13) »
wtorek, 25 sierpnia 2009

Nie jest dobrze. Właśnie wróciłem od klienta, któremu zainstalowałem naprawdę duże pudło do pompowania danych. Gratuluję mu rozmachu i pytam, na co mu aż tak wielkie.
- Już po nic - odpowiada i prowadzi mnie przez hektar topowej powierzchni biurowej wyłożonej wykładziną klasy premium professional. Biurek dla tysiąca krawaciarzy, którzy mieli dziobać dane zasysane przez nowe urządzenie, już tam nie postawią - kryzys. Weszliśmy do serwerowni wielkości boiska do polo, wypełnionej pustymi szafami. W ostatniej dyndał kabelek od zwykłego deesela i wspomniane pudło za 100 kilo pln podczepiliśmy pod tę nędzę.

Potem odwiedziłem jeszcze jedną fabrykę, w której zdemontowałem co się dało i wysłałem do Rumunii, w ślad za wyeksportowanymi miejscami pracy. W drodze powrotnej zahaczyłem o zakład, który miał ruszyć w sierpniu, ale zeszłego roku, a jak na razie informatyk ściga się tam z ochroniarzem po pustej hali produkcyjnej na wózkach-paleciakach .

* * *

Na weselszą nutę... Moje poufne źródło w jednym z większych polskich banków zwróciło mi uwagę na jego nowiutkie logo:

bph logo
Czym u licha moga być dwa kształty w środku pomarańczy po lewej? Wirusami sklerozy korporacyjnej?
Wrzućcie swoje typy, a potem przeczytajcie to hmm wyjaśnienie.

(niezainteresowanym klikaniem zdradzę, że cokolwiek to jest, ma symbolizować: "dialog, porozumienie i współpracę" (!))

11:53, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (21) »
sobota, 22 sierpnia 2009

Wyszedłem na peron ogrodu i patrzyłem na popłoch liści.
Próbowały załapać się na pośpieszne
podmuchy watru, mknące wśród jabłoni.
Ja skryję się w domu, kiedy nadjedzie
czarny parowóz burzy.

Wiem, wiem. "czarny parowóz burzy"... kulawe, czyli w sam raz do bloga.

Skoro niewidomy mnich Morito wciąż błąka się po peronie w Osace, daremnie poszukując pośpiesznego do Wrocławia, w jego zastępstwie hajku muzycznie oprawi pianista Możdżer z kolegami:



* * *

Skoro o ogrodzie... Badania pokazują, że 74% dzieciaków rozbijających namiot w ogródku nie przeżywa nocy.

22:05, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
czwartek, 20 sierpnia 2009

Trochę zapomniana społeczna kampania: "schowaj babci dowód" to pikuś w porównaniu ze planami Obamy. Jego reforma służby zdrowia ma rozwiązać problem seniorów na ament: zbierze się komitet eutanazyjny ("death panel) i każe powyrywać babciom wtyczki z respiratorów ("pull the plug on grandma").

W tym miejscu miał być stosowny komentarz w wykonaniu Conana O'Briena, ale NBC usunęło go z Tuby. Został blady cień w wersji tekstowej i obywatelski komentarz zastępczy:


* * *

Z cyklu "echa polskie" w CNBC Europe: "następnym razem niech wystawią stocznie na ebay-u, będą przynajmniej wiedzieć, z kim handlują". Dobrze, że Premier tak słabo z angielskim, inaczej byłoby mu przykro.

wtorek, 18 sierpnia 2009

Jego Świątobliwość Benedykt 16 był łaskaw przyzwolić na msze w tradycyjnym "rycie trydenckim". Niezorientowych informuję, że główną różnicą jest położenie księdza, twarzą ku p. Bogu, co budzi radość tradycjonalistów, a, hmm, rewersem do wiernych, co oburza postępowców i kryptoiluminatów.

Śpieszę ostrzec, że wkrótce Kościół stanie wobec dużo poważniejszego wyzwania niż spory fanów obu niewspółwykonalnych stylów. Całkiem niespodziewanie dla siebie wziąłem niedawno udział we mszy, w której ksiądz był raz tak, raz siak, nawet parę razy na sekundę. I zdarzyło się to bynajmniej nie w Mombasie, gdzie wierni rzucają na tacę suszone uszy niewiernych, ale w samym sercu arcykatolickiej diecezji tarnowskiej.

Mniej więcej w połowie trasy Tarnów Nowy-Sącz wznosi się góra Jamna[1] na której działa ksiądz Jan nomen-omen Góra. Wybitny ów kaznodzieja postanowił przeszczepić doświadczenia ze spotkań młodych w Lednicy na grunt swojej rodzinnej Małopolski. Krótko mówiąc uwziął się na ziomali i każe im - ultrakonserwatystom - tańczyć. I śpiewać. Tu już całkiem pojechał po bandzie każąc zebranym śpiewać "jak żydzi, nie jak katolicy". Chyba chodziło mu, żeby z uczuciem, ale - między nami - trochę przegiął. No nie?

Nie ma rzeczy niemożliwych, w każdym razie dla księdza (i bratanka księdza) z Paleśnicy, na jego własnym terenie. Na koniec nabożeństwa pląsali już prawie wszyscy, z godnym pożałowania wyjątkiem piszącego te słowa i jego pociechy, która na mszy dowolnego rytu wpada w półsen i odrętwienie przerywane tylko pytaniami "tata, długo jeszcze?".

Tym razem nie miał lekko, bo wiernych, oprócz nieszablonych pomysłów ojca Jana, trzyma na Jamnej  fizyczna niemożliwość opuszczenia tejże. Ogromny parking napełnia się tam do ostatniego miejsca, a jedyny wyjazd zwykle zostaje zaczopowany przez spóźnionego polonusa z Milwaukee, jak wynika z rejestracji jego grand voyagera. 

Na razie sam o. Góra nie ukrywa swoich wątpliwości co do nowych form liturgii. Ja tam też nie wiem, ale może trzeba skorzystać z osiągnięć ludów o większym poczuciu rytmu?
Poniżej: próbka ceremoni kultu prawie chrześcijańskiego, też niezła.

_________________________________
[1] nazwa "Jamna" jest bez sensu w stosunku do góry tylko pozornie. Jak dla mnie to widoma pamiątka obecności Japończyków. Ze "Struktury kryształu" wiemy, że po japońsku góra to właśnie jama, np. Fuji-yama.

http://www.youtube.com/watch?v=LuJxGKTO7S8
piątek, 14 sierpnia 2009

Jesień idzie, nie ma na to rady, a wraz z jesienią odlot w Andy. Zanim w Andy to najpierw przetestuję obuwie górskie kupione na tę okazję - pomyślałem i wracając ze zlecenia wdrapałem się na Wielką Sowę.

Mieszkańcy Dolnego Śląska znają z autopsji, a przyjezdni szybko są przez miejscowych oświecani co do opłakanych skutków kwaśnych deszczów zraszających nasze góry. Całe grzbiety Sudetów zostały oskalpowane z porastających je niegdyś drzew, w ich miejscu jeno płaskie nic i okazjonalny szkielet świerka-zombie.

Leśnicy przez lata wyczyniali sztuki łamane, żeby odtworzyć coś, cokolwiek na czubkach tutejszych gór - świerki, dziki szpinak, kukurydzę, ale z równym skutkiem mogliby zalesiać czaszkę Kojaka.

I kiedy juz się wydawało, że nic gorszego dolnośląskiej przyrodzie  zdarzyć się nie może - masz, nastąpiła klęska o ileż dotkliwsza.

Świerki odrosły.

Jeszcze nie wszędzie, jeszcze nie całkiem, ale na Wielkiej Sowie - owszem. Włazisz na szczyt, ciężko przysiadasz na ławeczce, chciałbyś rozejrzeć się po okolicy, a tu świerki. Na dole świerki, po drodze świerki i na górze też.
Góra od stóp do głów porośnięta, jak gorylica.

Dlatego nie ma chwili do stracenia, póki się da, trzeba ratować Karkonosze, góry Izerskie, Wałbrzyskie i jakie tam, gdzie zdobycie szczytu ciągle jest nagradzane ładnym widoczkiem w sam raz na panoramę dwanaście megapiksli, a nie klaustrofobicznym gąszczem krzaczorów, do tego kłujących.

Chcesz, żeby i twoje dzieci miały szerokie perspektywy, nie zapomnij w góry banki z herbicydem.

środa, 12 sierpnia 2009

Polacy przypominają mi amstaffy. Wiem co mówię, jako Polak i posiadacz amstaffa. Amstaff to zwierzę bez strachu i wstydu. Nie szczeka, tylko wali do gości na bezczela, uśmiechając się przeraźliwie szeroką paszczą i energicznie machając ogonem.
-Cześć, co tam masz, co tam masz?

Czy nie przypomina to zachowania rodaków, którzy na hasło potrafią spakować się i ruszyć w nieznane z dziesięcioma dolarami w kieszeni? W nadziei, że jakoś to będzie, bo jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było?

Osobną kwestią jest domniemana skłonność Polaków, przepraszam - amstaffów do zjadania ośmioletnich dziewczynek. Znowu, piękny, zdrowy ssak... ok, może tylko zdrowy, jeśli jakoś tam zaburzony, faktycznie - potrafi wrąbać dziewczynkę. Psychopatycznych jamników jest siedem razy więcej niż amstaffów, ale nikt nigdy nie przeczyta o psychopatycznym jamniku - pożeraczu dziewczynek, bo mu się żadna w paszczy nie zmieści.

Tymczasem, co jakaś niedpowiedzialna gówniara wbiegnie do mordy amstaffowi, to halo na cały kraj i publiczne spekulacje o konieczności poszerzenia listy gatunków agresywnych o najpotulniejszego psa świata.

Zgubiła mi się gdzieś po drodze analogia amstaff-Polak, ale zauważcie, że my też znani jesteśmy z rozpętania drugiej wojny i Hiroszimy.

Miałem jeszcze puentę... Emi, zostaw puentę na ten tychmiast...
Emi chodź tu zaraz..
No i masz..

00:58, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Szanowna redakcjo dziennika o dziwnej nazwie Polska The Times.
Piszę ciężko zdziwiony i zdezorientowany drugą stroną Waszego, Polsko The Times, dodatku telewizyjnego, poświęconą w całości reklamom gier na telefon.
Tuż obok gier z udziałem ulubionych przez mojego przedszkolaka transformersów i epoki lodowcowej znajdują się ostro ilustrowane reklamy innych gier, z powodu których wasz telemagazyn zamiast spoczywać na ławie przed telewizorem został schowany w ciemnym miejscu, skąd nie wyjmę go na światło dzienne, dopóki mi nie doradzicie.
Wstyd się przyznać, ale na dziś miałbym kłopot z wytłumaczeniem pięciolatkowi, kto to jest nimfomanka i jakie może mieć fantazje. A właśnie grę pod tytułem "Fantazje nimfomanki" proponujecie  rodzinom, które otworzą wasz telemagazyn. Tak samo nie wiem, czemu "Studentki na wakacjach" nie stać na majtki w normalnym rozmiarze, podobnie jak tej z "Żeńskiego akademika", która zresztą gmera w nich paluchem.
No i kim u diaska jest "Minetou" (w sensie ogólniejszym, bo to, że zgrabną kobietą widać na zdjęciu) i czemu wyskakuje z majtek.
Tzn. - ja się domyślam czemu, ale wy mi, redaktorzy, podpowiedzcie, co odpowiedzielibyście swoim dzieciom, gdyby zapytały.
Póki co zamierzam omijać wasz dodatek, tak jak i główne wydanie.

czwartek, 06 sierpnia 2009

Jeśli kiedyś w barze usłyszycie okularnika, który napędzany alkoholowym animuszem pyta na cały lokal: kto zamordował to piwo w lodówce? - bardzo możliwe, że właśnie się spotkaliśmy.

Oczywiście jest całkiem sporo piw, które dają się pić tylko z lodówki. Ba, są gatunki, które powinno się konsumować wprost z zamrażarki, jak ś.p. Piwo Mocne Megawat z Żanta. Tym niemniej proponowane przez browarników 10 stopni to stanowczo za mało, by wydobyc bukiet i takie tam. Dlatego przez większość roku konsumuję piwo z szafki w garażu. Nie teraz, teraz w garażu jest z kolei za ciepło.

Po latach udało mi się wypracować rozwiązanie: trzeba wlać do kufla pół flaszki z lodówki, pół z garażu, wtedy średnia wyjdzie afsamrass. Niestety, w takim wypadku wypadałoby wypić obie butelki za jednym posiedzeniem.
Dlatego sposób powyższy nalezy odrzucić jako błędny, bo promujący nadmierne spożycie.

* * *

Wspomniany notkę wcześniej Jay Leno ma zwyczaj przepytywania ludzi w konwencji "czy jesteś mądrzejszy od piątoklasisty".
Np.
-W jakim kraju jest kanał panamski?
-Nie wiem
-Pytanie pomocnicze: w jakim kraju jest mur chiński?
-W Chinach?
-That's right. No to w jakim kraju jest ten kanał panamski?
-W Chinach?


Zatem...

Bez zaglądania do googla.
Gdzie jest Huta Katowice?

W Mysłowicach? Katowicach? Nowej Hucie?

Bez zaglądania!

* * *

Na koniec znowu o piwie.


Dobre, nie?
Teraz można:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Huta_Katowice

22:02, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (16) »
niedziela, 02 sierpnia 2009

Idąc za radą kolegi postanowiłem posadowić moją nową szopę na solidnym fundamencie, który, jak to fundament, trzeba było wykopać a następnie zapełnić betonem. Dziecko mogło naocznie przekonać się, że własnoręczny wyrób betonu to praca związana nadużyciem piwa i różnych słów.
Zrazu trzymałem się dzielnie i dopiero pod koniec drugiego worka cementu puściłem wiąchę i to bynajmniej nie z powodu bąbli na dłoniach, a napisu na worku. Brzmiał on tak: "cement gorażdże - inspirujący materiał budujący".
Jest parę zajęć, którymi straszymy dzieci - pasanie świń, praca w domu opieki (aka "podcieranie tyłków") czy mieszanie betonu właśnie.
Worek cementu to symbol upadlającej harówy, w której wyręczamy się betoniarką, a jeśli byliśmy idiotami pożyczając ją wujkowi Mietkowi - katujemy się sami.
Jeśli kogoś worek cementu inspiruje do czegoś innego niż parę jobów, kłaniam się czapką do ziemi i wróżę nobla.

Ale ja nie o tym.
Na zalanym wodą - okolica bagienna - dnie fundamentu, odnalazły się krety wypłoszne z działki przez naszego amstaffa.
Z dziesięć sztuk nieszczęśników, które zmarnowały szansę przyspieszonej ewolucji w delfiny czy dziobaki.
Parafrazując chińskie przysłowie - usiądź w ogródku nad dziurą z wodą, a w końcu ujrzysz w niej ciała wrogów brzuchami do góry. Albo przynajmniej złamaną nogę wujka Mietka.

Odbębniwszy działkowców (batumi z charyzjuszem) i budowlańców (oranje) mogę odnieść się do tektonicznego tąpnięcia jakie nastąpiło na styku płyt amerykańskiej i pacyficznej, konkretnie w LA. Oczywiście myślę o zastąpieniu Jaya Leno Conanem O'Brienem w codziennym Tonight Show [1].

Przez ostatnie paręnaście lat sepleniący Leno udowadniał mi, jak słabo znam angielski. A także, że mimo wady wymowy i gęby genetycznie rozciągniętej wzdłuż osi ygrek, można zostać królem tokszołów.

Na tle wyluzowanego Leno neurotyczny O'Brien na razie budzi politowanie. Także dlatego, że ma wzorową dykcję i lepiej słychać przeciętność jego dowcipów. A może to ja się nie znam.


Bardziej odpowiada mi styl

Jaya Leno
Conana O'Briena
O czym ty mi tu w ogóle i co to za goście?!

____________________
[1] Tonight Show dostępny za darmochę z satelity Astra
http://www.cnbc.com/id/15838609
lub dobrych trackerach near you
http://thepiratebay.org/search/conan/0/7/0

10:29, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (13) »
Archiwum