wtorek, 30 sierpnia 2005

xxMam takie zboczenie, że czytam nalepki. Zwłaszcza w kiblu, kiedy niewiele więcej do roboty. Krztuszę się wtedy ze śmiechu na wykwity poezji reklamiarskiej. Czemu na dobrej piance do golenia nie pisze "Dobra Pianka Do Golenia", a "Dziki Deszcz"? Czeska wersja instrukcji obsługi kremu depilacyjnego też nieźle masuje przeponę. I tak dalej. Odgłosy dobrego humoru dobiegające z łazienki spuentowane dźwiękiem spuszczanej wody utwierdzają moją rodzinę w przekonaniu, że wcześniej czy później czeka nas wizyta krzepkich pielęgniarzy z kaftanem bezpieczeństwa. Nic to.

Zwyczaj lektury etykiet przeniosłem na życie pozałazienkowe. To rozrywka nie tylko tania ale i pouczająca. Zastanawiało was kiedyś, jak zadziała żarówka przeciwkomarowa ? Odpowiedź na pudełku: "Osram Insecta". Powaga.

20:39, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (6) »
niedziela, 28 sierpnia 2005

Ostatni letni weekend okazał się naprawdę letni. W sensie mało gorący, podobnie jak poprzedzające go dwa miesiące. Tak więc kolejny raz polskie lato puszcza nas w skarpetkach i sandałach na urągowisko elegantszej części Europy. Tymczasem w Anglii wykopano legionistę, Rzymianina, który, ku zakłopotaniu miłośników dobrego smaku, pod rzymski sandał nosił te wyklęte, grube a wełniane.

xx

Z niepokojem czekam nowych ustaleń co do wieńców laurowych - byłyżby one w istocie stylizowanymi chustkami do nosa od słońca ?



21:07, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (3) »
sobota, 27 sierpnia 2005

Ostatnia prosta przed Wrocławiem. Na czele stawki błękitna oktawka na lokalnych numerach. Powoli dochodzi ją grupa ścigantów spontanicznie sformowana w okolicach Bełchatowa. O dziwo, oktawka sama bez bicia zjeżdża na prawy pas i zaczyna wlec się pięć dych. To może oznaczać tylko jedno. Piraci zgodnie przerywają wyścig i potulnie chowają się za skodą - z radarami nie ma żartów. Nagle oktawka zrywa się do walki. Sto, sto pięćdziesiąt. Mistrzostwa drogi nr 8 reaktywowane. Kiedy pełnoletnie bmw z Łodzi wrzuca migacz do wyprzedzania, a dygnitarska lancia w typowo warszawskim stylu wpycha się na trzeciego, oktawka znowu podejrzanie zwalnia. Zdezorientowany peleton znów wypatruje radaru....

Tymczasem w oktawce...
-Yyyy Yyyy Yyyy !!!
-O co mu chodzi ?!
-Ciek ! Ciek !
-Że co ?
-Przecież mówi - Szrek. O tam na bilbordzie !
-To zwolnię, będzie chwila spokoju.
-Też tu zawsze zwalniam
-Yyyy, yyy yyyy !
-Co znowu ?
- Siuchsiuchsiuch !
- Hę ?
- No przecież mówi - pociąg nam ucieka - o tam.
- Zaraz dościgniemy...patrz Piotruś, lokomotywa.
- Zwolnij, niech sobie popatrzy...

20:35, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (5) »
piątek, 26 sierpnia 2005
xxTaki sobie zieleniak. Szef, dwoje sprzedawców, rzędy przywiędłych natek, pleśniejące marchewy. Sprzedawcy pracują tam z miłości do tej roboty. Minimalna płaca z ledwością starcza im na benzynę. Właściciel w sekrecie co miesiąc dokłada do kasy z groszowej emerytury - po prostu lubi to miejsce.
Cała trójka traktuje ten interes jak hobby. Czy jakakolwiek budka w okolicy ma z nimi szansę ? Żadnej.

Otóż istnieje "biznes", w którym takie zasady są regułą, a nie lokalną aberracją. To szeroko pojęte stajennictwo. Znam ranczerów o zerowych dochodach, próbujących utrzymać siebie i stadninę z entuzjazmu anorektycznych amazonek dosiadających rumaków chwiejnie stąpających po krawędzi śmierci głodowej. Wśród tej nędzy jest zawsze miejsce na boks z jakimś Bandytą - dumą hodowli, do której zbliżają się tylko samobójcy. Świętokradcza myśl o wyzbyciu się czempiona nie zagości w głowie ranczera, głuchego na małoduszne rady, by za kasę z transferu zakupić dwie chabety, które mogłyby wydreptać parę złotych żrąc połowę mniej.

Wśród takich hoobystów próbuje realizować się zawodowo moja Siostra - zootechnik i instruktor rekreacji końskiej. W tej chwili wspomaga polskoniemieckiego Emeryta, który stacza się tym niżej, im wyżej pną się mury jego stadniny. Przyjechał do Polski czerwoną wyścigówką, szybko przehandlował ją na praktyczniejszą acz nienową terenówkę, a skończył w seicento. Podopieczni normalnie zeżarli go żywcem (finansowo).
07:53, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (5) »
czwartek, 25 sierpnia 2005

Najechali nas bratankowie. Nie, nie Węgrzy ani Brathanki, ale najzwyklejsi Andrzejek (6) z Agnieszką (4).
Ta ostatnia bawi się misiem, który jest w istocie pozytywką. W pewnym momencie odkrywa to, pociąga za sznurek i miś zaczyna grać.
-To gra ? - wrzeszczy jej brat -Gdzie trzeba kliknąć ?!





07:42, leniuch102 , z bagien
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 sierpnia 2005

xxRegulaminów trzeba przestrzegać. Jeden kolega wszedł na budowę i zobaczył drugiego, jak trzęsie nim prąd przy betoniarce. To częsta sytuacja - przebicie na obudowę i porażenie po dotknięciu. Zgodnie z BHP należy przerwać kontakt ofiary z urządzeniem, nalepiej przedmiotem nieprzewodzącym, w tym przypadku - trzonkiem od łopaty. Wtedy akurat jeden drugiemu połamał obie ręce, ale jakby tego nie zrobił mógłby dostać dwa lata za nieudzielenie. I nieważne, że połamaniec później tłumaczył, że trzęsło nim bo mu kamyk do sandała wpadł i oparł się o betoniarkę, żeby wytrząsnąć. A betoniarka w ogóle niepodłączona była. Regulaminów trzeba przestrzegać !
(z kursu eksploatacji urządzeń elektrycznych <= 1kV)
ps
wiem, że historia nienowa, stąd ilustracja.
14:47, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2005

Biolodzy są zgodni, że od kiedy człowiek wytępił tygrysy szablozębe i zrezygnował z broni białej, jego ewolucja stanęła w miejscu. Wobec braku naturalnej selekcji jedyną szansą rozwoju gatunku są mutacje, a ich sprawcami - wiekowi ojcowie, tacy po trzydziestce. Miło mi zawiadomić, że właśnie wepchłem naszą rasę na wyższy stopień rozwoju. Wyprodukowałem pierwsze dziecko komunikujące się telepatycznie.

Na razie jest w sytuacji gościa, który kupił pierwszy faks w mieście i czeka, aż ktoś zainstaluje drugi. Tymczasem, wobec zacofania reszty ludzkości zmuszony jest porozumiewać się tradycyjnie. Nie, nie przy pomocy prymitywnych narzeczy, to byłby obrażający jego inteligencję i moją zasługę krok do tyłu. Jak ma coś do powiedzenia to najpierw wysyła trójwymiarowy telepatyczny hologram, sygnalizując transmisję donośnym YYYYY-YYYYY-YYYYY, a wobec oczywistego braku odzewu odwala coś między pantomimą i teatrem kabuki. Przy bardziej skomplikowanych narracjach np. "Prosiaczek szukając Krzysia gramolił się na takie drzewa jak nasza jabłonka" przekaz potrafi zająć mu pół ogródka. Cóż, cena postępu.

21:05, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
niedziela, 21 sierpnia 2005

xxRegulaminów trzeba przestrzegać. Bili raz ryby prądem. Normalnie - jeden koniec drutu do stawu, drugi -siuuuch - na linię średniego napięcia. W stawie się zagotowuje, ryby brzuchami do góry. Na linii - zwarcie, a na rozdzielni wywala bezpieczniki. Regulamin mówi, że operator ponownie ręcznie włącza prąd - DWA razy. Jak ciągle zwiera, to wysyłają ekipę do naprawy.

Ci nad stawem o tym wiedzą i jak dwa razy jeszcze zaiskrzy, to potem spokojnie wyciągają drut z wody, albo nawet nie, i idą po rybę jak po swoją. Ale siedział na rozdzielni młody chłopak zaraz po szkole. DWA razy prąd załączył i myśli sobie, na cholerę ekipę słać, jak to może bocian jaki się nadział, włączę jeszcze raz, zwęgli się, wykruszy i po sprawie. A ci od ryb już w stawie byli po pas. On włącza - nieregulaminowo - prąd po raz trzeci i trzask - trzy trupy gotowe. Osiem lat dostał. Regulaminów trzeba przestrzegać !

(z kursu eksploatacji urządzeń elektrycznych <= 1kV)

19:41, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (8) »
sobota, 20 sierpnia 2005
xxHitchcock umarł, niech żyje Hitchcock. Na podobieństwo dalajlamy odrodził się w ciele tykowatego 30-latka, mojego dyrektora. Młodzian ów na firmowym zjeździe zapowiedział zwolnienia, pośrednio scharakteryzował idealnych kandydatów, poczym wyjechał na urlop, odłożywszy do powrotu decyzje personalne.

Sytuacja napięła się jak plandeka na żuku, by znaleźć rozwiązanie w stylu Ojca Chrzestnego, z synchroniczną likwidacją zbędnych współpracowników włącznie. Zaszła jednakże rzecz nieoczekiwana - jeden z kolegów nie wytrzymał napięcia i sam, przed czasem, złożył wymówienie. "Uciekł nam" - jak powiedział Brunner na widok Staedke po zażyciu cyjanku.

Teraz najlepsze (dla mnie). Broniłem się przed zwolnieniem projektem bardziej rozbabranym niż Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. Okazało się, że kluczowy komponent projektu zniknął wraz z uciekinierem i rozbabranie zyskało nowe uzasadnienie. Taka przysługa z zaświatów.

15:01, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
piątek, 19 sierpnia 2005
Kiedyś życie było prostsze. Na wakacjach cykało się rolkę, świry dwie rolki, z czego pół prze-/niedoświetlone. Nim dopiliśmy pierwsze piwo wszystkie zdjęcia były gruntownie obśmiane. A teraz...

-Andrzej, wystawiłeś fotki ze spływu w interku ?
-Eeee, jeszcze nie, coś mi się łącze przytyka...
-?!
-No bo ich dziewięćset jest... Wiesz, wypalę ci płytkę.. Nie, dwie płytki.


czwartek, 18 sierpnia 2005

Małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci - duży kłopot. A miała być pociecha i wyręka. Pociecha mała, wyręka wątpliwa. Nie jest to wbrew pozorom wpis prorodzinny, a okołopolytyczny bo inspirowany billbordem z sympatycznym staruszkiem na tle stu ha rzepaku. Ten miły pan to tato Romka Giertycha, który mimo całego synowskiego oddania uściubił faterowi marne 3 procent.
A co ma powiedzieć Cimcirimci, któremu córa nie tylko prysnęła do Ameryki, ale jeszcze kazała handlować akcjami Orlenu? Na jej miejscu nie pokazywałbym się ojcu na oczy czas jakiś...

xx

wtorek, 16 sierpnia 2005
Niedługo stukną dwa lata, od kiedy załoga chaty na bagnach powitała nowego lokatora. Wraz ze wzrostem jego kumatości na porządku dziennym stanęło zagadnienie zestawu prawd życiowych, w które jako ojciec powinienem go wyposażyć. Gdybym miał zwerbalizować swoje rzeczywiste strategie, to pewno byłoby coś o linii najmniejszego oporu, ale nie chcę synowi odbierać satysfakcji samodzielnych odkryć.
Na razie szykuję zestaw gotowców z niższej półki, które, jeśli nie pomogą, to na pewno nie zaszkodzą:

  • Życie to walka. Do obiadu z głodem, po obiedzie ze snem (internetowe)
  • Ryba mądre zwierzę. Szanuj ją. (usłyszane od wujka konsumującego śledzika)
  • Nie kupuj aut na "f". Fordów, fiatów i fff-rancuskich. (od kolegi)

O czymś zapomniałem ?

17:07, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 15 sierpnia 2005
Chętnie przychylam się do opinii, że dzisiejszy Polak ma tyleż wspólnego z - powiedzmy - Sobieskim, co współczesny makaroniarz z Markiem Aureliuszem. Zwykłem szerokim łukiem omijać skupiska "polonii" za granicą, a i w kraju szczerze powiedziawszy nie za bardzo się udzielam. Od czasu do czasu Rodacy potrafią mnie jednak pozytywnie zaskoczyć. Pierwsze z takich zdziwień dopadło mnie parę lat temu w Marmaris, gdzie spotkaliśmy parę z Wawy drepczącą po okolicznych górach. Niby nic, ale riwiera turecka kojarzy się głównie z bajkowymi zatokami, drinkami z palemką i 40 stopniowym upałem. Basen - tak, rejs - owszem, podrygi na barze - jak najbardziej i dopiero naszych trzeba było, by ludzka stopa stanęła na rozgrzanych do niemożliwości pobliskich wzgórzach.xxx Świry, zgoda, ale statystycznie Angoli było tam z pięć razy więcej, a żadnemu nie odpaliło na tyle, by założyć traktory, plecak i, wypiąwszy tyłek na Morze Śródziemne, z ciupagą ruszyć po udar słoneczny.

Szok w pełnej skali przeżyłem w ten łykend. W swojej wsi przez miesiąc nie widzę tylu Polaków co przez godzinę na szlaku pośród Teplickych Skal. Setki, tysiące polskojęzycznych pracowicie rozdeptywały knedlom ich malownicze piaskowce. Jakby ktoś teleportował pół kolejki na Giewont czy inny Kasprowy do Czech, łącznie z typowymi rodzinkami w klapkach, paniami na obcasie i weteranami w koszulach w kratę (to my).
sobota, 13 sierpnia 2005
xxW domu pada taniej, ale powrót z kniei to koniec beztroski, nawet jeśli urlopowo nastawiona komórka ignoruje telefony z pracy.
"Ofiary korporacji", pod którą etykietą od czasu do czasu zdarza mi się występować, niewiele wiedzą o Prawdziwym Życiu [tm]. Nie mam tu na myśli Polski "Z", gdzie zasiłek na sześcioro jest codziennością, a renta marzeniem, ale polską normę typu salon optyczny w centrum handlowym, gdzie za nędzny grosz marnuje sobie życie moja siostra. Jak zorganizować pracę takiej placówki przez siedem dni w tygodniu od 9:00 do 19:00, mając do dyspozycji 3 osoby ? Zatrudnione na pół etatu ? Prężny polski przedsiębiorca to potrafi, umie nawet więcej - doszuka się rezerw i jedną zwolni.
10:24, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (8) »
piątek, 12 sierpnia 2005
xxIleż czasu, pieniędzy i wysiłku trzeba, by bęcwała przeistoczyć w dżentelmena Ery Wodnika. Opanowanego, skutecznego profesjonalistę, otwartego na wartości wyższe i innych ludzi, który dzięki swemu wykształceniu, doświadczeniu i filozofii życiowej poradzi sobie z najtrudniejszymi zadaniami.
Na przykład popilnuje kajaków zaparkowanych pod mostem pełnym meneli.

W pierwszym odruchu sam zgłosiłem się na ochotnika, zwłaszcza, że na kacu nie pociągała mnie perspektywa pizzy w Nowym Mieście Lubawskim. Kolega Hubert łagodnie acz stanowczo mi podziękował i przy aprobacie grupy objął wachtę. Cóż, dwa fakultety, doktorat zarzucony na rzecz MBA, wieloletnie ćwiczenia jogi wspomagane wschodnimi sztukami walki, a także niedawno odbyty trening asertywności gwarantowały, że kajaki będą bezpieczniejsze z Hubertem niż gdyby stanął przy nich Gandhi z Van Dammem pospołu.

Ciekaw rozwoju wydarzeń zamarudziłem chwilkę na brzegu. Gdy nasze siły główne zniknęły za zakrętem, z grupki miejscowych piwkowiczów ruszył ku nam chwiejnym krokiem amator Arizony. Zastrzygłem uszami, wyostrzyłem wzrok. Oczekiwałem pokazu jakiegoś mentalnego aikido, przyjaznego zagajenia i pogawędki, po której natręt zamiast sępić na wino skruszony ruszy do klubu AA.
Zamiast tego Hubercik zapodał głosem Dartha Vadera: "Jeszcze jeden krok ch..., a jak ci zaj.. to zęby na drugim brzegu będziesz zbierać".
Aha.

 
1 , 2
Archiwum