czwartek, 28 lipca 2011

Paweł i Gaweł w jednej stali firmie
Pawłe na dole a Gaweł na górze
Gaweł w centrali, boże mu dopomóż
Paweł w oddziale, czyż gorzej być może.

(z zupełnie innej beczki: pierdyknąłem notkę po angielsku, a co: http://leniuch102.salon24.pl/328315,mr-hague-for-your-own-sake)


Kontynuując prozą: pewnego dnia przybył do nich Leniuch z routerem, ale nie bardzo mogli wejść do serwerowni, bo Paweł nie chciał ich wpuścić, za co Gaweł wyłączył mu modem, za co Paweł schował mu SIM-a do łącza komórkowego, dzięki czemu Leniuch , który miał swój router podłączyć do modemu Pawła i linii komórkowej Gawła zamiast 45-ciu minut spędził w owej firmie 3 godziny.

Zaznaczyć należy, że obaj panowie pracowali u bogatego Niemca, który zapewnił im ogromne gabinety wypełnione najfajniejszymi gadżetami, o solidnych - zgaduję - przelewach co miesiąc nie wspominając, jak to u Niemca.

Jednym z powodów, dla których nie robię kariery w IT jest obawa przed trafieniem do takiego toksycznego miejsca, gdzie jeden drugiemu hobbystycznie świni. Już wolę swoją telepracę z toksyczną Leniuchową.

Ale niech _was_ to, mili czytelnicy, nie zniechęca. Wy przecież nie musicie trafić do zakładu, gdzie gnębią, nękają itd. Bywają firmy przyjazne. Ba, może się zdarzyć że to wam się trafi jakaś łajza, jakaś płaczliwa emo-cipa, której czołganiem uprzyjemnicie sobie pobyt w biurze, buahahaha.

09:24, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 lipca 2011

Przez lata Gazeta Wyborcza wrzucała od czasu do czasu link do tego bloga na główną stronę swojego portalu, co owocowało dwoma tysiącami wejść dziennie i pozwalało mi pozyskiwać nowych czytelników. Potem rzucałem niewinną uwagę o ubeckiej szajce rządzącej Polską i czytelnicy żegnali się obelżywym komentem, a ja zostawałem z fielorybem i Leniuchową.
Typowa rozwódkaZa jakiś czas znów mnie podlansowali... i tak za rokiem rok, górka - dołek, ale w sumie na plus.
Udało mi się nawet skasować dwa czeki za google ads!
Od pewnego czasu nie piszę już notek na tyle błyskotliwych, by trafiały na portal gazeta.pl i szukam sobie innej niszy.
Na dziś jestem gwiazdą serwisu tek24.pl, który charakteryzuje się tym, że nikt w nim nie pisze.
Postanowiłem nie kopiować notek z tek24, bo są po prostu nudne, tak jak nie kopiuję swoich postów z salonu24 wzywających do chłosty rozwódek.

Niezrażonych zapraszam:
http://leniuch102.tek24.pl/posts/

16:45, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (10) »
czwartek, 21 lipca 2011

He he, Wrocław to miasto nie tylko kulturalne, ale i gościnne. I niełatwo z niego wyjechać oj nie, zwłaszcza w kierunku Warszawy. In for a penny, out for a pound.

Nowa obwodnica dokumentnie zabetonowała wylot na stolicę. W swej bezbrzeżnej fachowości projektanci nie tylko dodali skrzyżowanie ze światłami, ale jeszcze skasowali jeden pas ruchu na trasie do Warszawy. Efekt - kilometrowe korki i mekong delta wszystkich ze wszystkimi. Nawet teraz, w środku wakacji.

Charakterystyczna jest reakcja miejscowych gazet: Wrocławska  współczuje i zbiera podpisy pod protestem, a Wyborcza pisze laurki. No i eksponuje płatne reklamy... Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Mając za sobą opiniotwórczy dziennik GDKiA śmiało odpowiada malkontentom - cytuję dosłownie i wytłuszczam bo warto:

"nie ma już możliwości powrotu do dwóch pasów w kierunku Warszawy."

Polska w pigułce.

Niełatwo z Wrocławia wyjechać, jeszcze trudniej wylecieć.

Wrocław - lotnisko. Wsiadamy do opóźnionego o półtorej godziny czarteru do Turcji. W głośnikach chrobocze i odzywa się w te słowa:
"Drodzy Państwo, aż głupio o tym mówić , popsuł się lotniskowy ciągnik, który zwykle holuje samoloty takie jak nasz na pas. Moglibysmy sami jakoś wykręcić silnikami, ale wtedy wdmuchnęlibyśmy okna do tej o hali. Wpadliśmy na pomysł, żeby ją jakoś zasłonić więc zaraz między nas a budynek wjedzie straż pożarna i co tam jeszcze po lotnisku akurat jeździ."

Wrocław - stolica kutury. No bo przecież nie techniki

Pośpiewajmy:

00:02, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 18 lipca 2011

Co za tydzień dla Wrocławia...
Po pierwsze Śląsk Wrocław wygrał swój pierwszy mecz w pucharach od epoki fiata 125p.
Po wtóre otworzono kolejny kawałek obwodnicy, ten najważniejszy, między rodziną Kwadratów (wyjazd na Oborniki) a Leniuchów (wyjazd na Warszawę).
Po trzecie rozpoczęto nadawanie programów cyfrowych przez zwykłe anteny, czyli dvb-t i niebawem złomowiska wypełnią się antenami tv sat.

Ale dzisiaj o żadnym z powyższych, tylko krótki komentarz nt. absurdalnej burzy o tytuł .. jak to szło ? aha - Europejskiej Stolicy Kultury.
Dostał Wrocław, a chciały Katowice, względnie Lublin. Gniewni konkurenci zarzucili panu ministrowi kultury (z Wrocławia) faworyzowanie tegoż.
Jak było - nie mam pojęcia, jednak fakt, że chwilę po ogłoszeniu werdyktu minister Zdrojewski zleciał ze schodów własnego domu i boleśnie się połamał, wskazuje, że być może miał na sumieniu jakiś poważny grzech.
Nie tak jednak poważny jakim byłoby przyznanie tej Stolicy Kultury Katowicom lub - Panie, zmiłuj się -Lublinowi. No sorry mówiąc Wrocław, mówiąc kultura, kojarzy się Wratislavia Cantans, podczas gdy Katowice przywodzą na myśl co najwyżej Iron Maiden w Spodku.
Lublin kojarzy się z Majdankiem.
Sorry lads, nie róbmy jaj z kultury, popracujcie trochę na niwie i wtedy wróćcie po tytuł...
Za jakieś trzysta lat.

Lublinianom na otarcie pochwała kolejnego billbordu.

Wynika z niego, że lubelszczyzna to kraj szykownych kabrioletów i czadowych kaszkietów, w którym jeździ się lewą stroną i na skrót przez rzepak.

Przy naszej ulubionej sośnie,
Kędy igraliśmy przed rokiem,
Też ten koszmarny rzepak rośnie
I już mi on wychodzi bokiem.
Tata coś gada o Dreptaku,
Ze niby swaty, że wesele...
Dreptak ma osiem ha rzepaku,
Chyba się wezmę i zastrzelę...

09:27, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (15) »
wtorek, 12 lipca 2011

Oto jestem z powrotem, pokrzepiony na ciele chałwą oraz baraniną, a na duchu wódką "bazooka". Nie, żebym specjalnie lubił wódkę "bazooka", ale zorientowani wiedzą, że na alkohole podawane w opcji "all inclusive" nie kręci sie nosem, tylko pilnuje, żeby barman niepotrzebnie nie rozwadniał ich idiotycznymi soczkami.

Do bratniej Turcji wybraliśmy się z biurem podróży Itaka, z którym od lat wiążą nas skomplikowane relacje. Dawno temu mieszkaliśmy tuż nad ich wrocławskim biurem i Leniuchowa mogła w kapciach zaglądać do Itaki i godzinami wybrzydzać w ofercie. Z linijką w ręku odmierzała odległość plaży od stołówki, aproksymowała wysokość zjeżdżalni i powierzchnię basenów, a potem i tak po przylocie Itaka wysyłała nas do zupełnie innego hotelu niż ten pieczołowicie wyselekcjonowany.

Im bardziej sprzedawczyni z Itaki zaklinała się, że tym razem już mur-beton nie zmienią nam hotelu, tym niezawodniej pilotka kierowała nas do jakiegoś obiektu zastępczego.

W tym roku inaczej, w tym roku wylądowaliśmy dokładnie tam, gdzie Leniuchowa wycyrklowała. Jak śliwki w kompot, a właściwie śledzie do beczki. Jeszcze zniósłbym fakt, że leżaki upchnięto na skrawku plaży rozpaczliwie gęsto i w związku z tym smażę się ciało w ciało z dorodną Turczynką (jakby to ujął Pierwszy Komplemenciarz RP - czarnobrewą hipopotamicą), ale momentami nawet tych leżaków brakło i błąkaliśmy się po plaży publicznej nucąc: "Gorący piasek parzy, oprócz nas na plaży pusto", czyli tytułową piosenkę science-fiction.

Istnieją bowiem plaże gorące, plaże piaszczyste i plaże puste, w przyrodzie nie występują jednak plaże które posiadają te trzy cechy jednocześnie. 

Tagi: Itaka
10:35, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (8) »
Archiwum