środa, 30 lipca 2008
Doktor Jekyll krzyknął ... i obudził się. Dłuższą chwilę ciężko oddychał, a jego rozszerzone oczy wciąż zdawały się patrzeć na scenę z właśnie przerwanego koszmaru. Kiedy odzyskał zdolność widzenia realnego świata, dotarło do niego, że pokój wypełnia już jasne światło dnia. Z nieprzynoszącym ulgi westchnieniem otarł z czoła zimny pot i ze starczą powolnością ruszył do łazienki. -Jakbym całą noc zamiast spać ... zamiast spać ... Niesamowite... Całą noc śnił koszmar, z którego nie pamiętał nic w minutę po przebudzeniu. Ciężko oparł się o umywalkę i spojrzał w lustro. Zmartwiał. Na czole widniała ciemna brudna smuga, ślad po dotknięciu dłonią. Przerażony popatrzył na swoje ręce. Były brudne od zaschniętej krwi, która oblepiała je aż po łokcie.
Widok ten natychmiast przywrócił mu pamięć. Powróciło echo wściekłej furii, kiedy walił głowa przeciwnika o granit trotuaru zmieniając jego twarz w krwawą miazgę...

Well, stan doktora Jekylla z grubsza odpowiadał mojemu po przeczytaniu mejla od szefa.  

"The customer is expecting  your immediate action to rework on  this  unprofessional installation.
Please have a look to the attached picture, which  will clarify the situation. "

Ale o sso chozii? Zachodziłem w głowę. No fakt, byłem i gościa i postawiłem mu sprzęcik, zgadza się miejsce i data... ale żadnych grzechów nie pamiętam... Popatrzyłem na fotkę. O matkobosko. To już gęba ofiary Jekkyla/Hyde'a musiała wyglądać lepiej, niż ta instalacja. Moje urządzenie ledwo wystawało spod koszmarnej plątaniny różnokolorowych drutów, kabli i wszelakich farfącli. Zmartwiałem. A potem bardzo powoli zacząłem odtwarzać wypadki sprzed paru miesięcy...
Pod koniec dnia miałem gotowego mejla. Ze starannie dozowanym sarkazmem odparłem zarzuty klienta, który próbował zwalić na mnie bałagan zostawiony przez "wiodącego polskiego operatora telekomuniacyjnego" (ale nie tepsę :-)).
Jak sam przyznał w krzyżowym ogniu pytań, został przez niego totalnie olany, co nie dziwne, skoro próbował się z nim porozumieć w języku lengłydż. Nie przewidział jednego. Na wejściu ja również dyskretnie sfotografowałem komórą zastany burdel i teraz z zimną satysfakcją podpiąłem fotkę do odpowiedzi.
Ha!
Tak oto niedomagania starzejącej się substancji szarej skompensowałem niezawodną pamięcią flash w telefonie.
I uratowałem tyłek.
Case closed.
23:50, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 28 lipca 2008
Kiedy wiek podany w latach zaczyna zbliżać się do rozmiaru kołnierzyka, nawet osobnicy o wyjątkowo chudej szyi mają już swe pierwsze wzruszenia poza sobą. Ale nie ja. W ubiegłym tygodniu po raz pierwszy popłakałem się w kinie i zasnąłem, dwa razy. Było to co prawda na dwóch zupełnie różnych filmach, ale zawsze. Do łez doprowadziła mnie Kung-fu Panda, konkretnie moment kiedy kung-fu modliszka mówi do kung-fu borsuka: "zatrzymałam też akcję serca". Więcej nie wyjaśniam, przetesujcie kung-fu pandę na sobie.

Mariusz Szczygieł rzucił hasło: "Polska Z Plusem". Żeby napisać, co się w Polsce podoba. Otóż mi się podoba, że pani w kasie na prośbę o dwa dorosłe bilety i jeden dla czterolatka sama mówi, że nieprzerośnięty czterolatek wygląda jak trzylatek więc właściwie może za darmo i podaje dwa dorosłe. Wystarczy tylko dziecko pouczyć, żeby się trochę skurczyło i i zrobiło głupią minę, a zaoszczędzi na bilecie i dostanie w zamian jakiegoś tuczącego loda z toksyczną kolą. A to Polska właśnie i Europo witaj nas.

Po kinie zapakowaliśmy dziecko dziadkom do bryki i wysłaliśmy nad morze, w końcu ma prawie pięć lat. Dzięki temu mogliśmy się wybrać na film dla dorosłych, pierwszy od hohoho jak dawna. Jeśli cała współczesna produkcja wygląda jak galwanizowany Indiana Jones, to chyba niewiele straciliśmy. Wyjątkowo mętna porażka do strawienia tylko przez zabitych fanów gatunku. Zapamiętałem tylko: "Leniuch, obudź się" i "Leniuch, znowu zasnąłeś".

Pominąwszy nędzę repertuarową uwolnienie się na chwilę od opieki nad podopiecznym można porównać tylko z przerwą w odbywaniu kary. Pierwszą po pięciu latach. Formalnie zostało jeszcze trzynaście, ale niektórzy twierdzą, że w praktyce to dożywocie, jak małżeństwo. A skoro tak:
Tylko szczerze
Najbardziej lubię kiedy

Wyjeżdżają dzieci
Wyjeżdża Żona/Mąż
Wyjeżdża Żona/Mąż z dziećmi
Sam(a) wyjeżdżam
Każde rozstanie z bliskimi to dla mnie tragedia
13:33, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (13) »
wtorek, 22 lipca 2008
Czas i miejsce akcji: 15 minut przed zamknięciem ostatniego sklepiku w chorwackim miasteczku.
Między półkami miota się Leniuchowa, poszukując pieczywa. Przy kasie stoi Pan Polak wyma - przepraszam -chując bochenkiem.
Mówi przy tym po polsku, bardzo wyraźnie i powoli (jak w dowcipie "Murzyn, skup się: do metalu")

Pan Polak: A teraz krótka lekcja chorwackiego. Jak się mam spytać: ile kosztuje chleb?
Ekspedientka: Four kuna.
Pan Polak, wzdycha i mówi z nieco większym naciskiem: Ale jak się mam spytać: ile kosztuje chleb ?!
Ekspedientka, lekko przestraszona, pokazując na obronnie wyciągniętych czterech palcach: Four kuna.
Pan Polak podnosi drugą rękę i palcem wskazującym akcentuje sylaby: Ale jak po chorwacku, po chorwacku będzie: "ile kosztuje chleb" ?!
Przerażona ekspedientka piszczy: Four kuna!
Z zaplecza bieży jej na pomoc koleżanka.
Leniuchowa: to bierze pan ten chleb, bo to ostatni?
Pan Polak, zdruzgotany i rozczarowany: a nie, ja go tylko jako rekwizytu potrzebowałem.
piątek, 18 lipca 2008
Doszło, Mili, do tego, że własna Leniuchowa wykopała mnie z zakładek. Czy można upaść niżej? Poszło o relację z jej rajdu przez sen, tego po chorwackiej autostradzie. Tak więc Leniuchową odkreślam grubą kreską.
Na szczęście mam jeszcze dziecko, wciąż analfabetę. Ten się nie będzie pruł, czego bym tam nie napisał.

* * *

Piotruś nareszcie znalazł godnego siebie przeciwnika w szachy. Michał jest co prawda starszy, ale w szachy nie grywa, więc koło Piotrka zebrało się już stadko zbitych figur. Partia w toku.
-Patrz tata ile mu zbiłem!
-Mhm. Pewien jesteś, że zgodnie z regułami?
-No pewno!
-Króla też?!
12:21, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (3) »
środa, 16 lipca 2008
Ostatecznie nie dotarliśmy do nowopowstałego kraiku w środku Bałkanów. Leniuchowa wyczytała na forum, że na tamtejszych plażach Albańczycy porzucają pampersy. Wpis o Albańczykach umieścił agent chorwackiego ministerstwa turystyki i osiągnął swój cel. Spowodował, że właśnie w Chorwacji zakotwiczyliśmy się na dłużej. Sąsiednią Czarnogórę spenetrowałem już sam.
Ale najpierw, na pierwszym chorwackim noclegu...
Usłyszałem serię pisków. Otworzyłem oczy i rozejrzałem się po pokoju. Dźwięki dochodziły z ciśniętych w kąt moich własnych portek. Po chwili z ich kieszeni wychynął nosek i czarne oczka niezydentfikowanego futrzaka. Wypełznął popiskując i stanął słupka, poczym skoczył na parapet. Popatrzył mi w oczy i zniknął w mroku adriatyckiej nocy. Za chwilę z tej samej kieszeni wybiegł drugi, taki sam, który podążył śladem pierwszego. I jeszcze jeden i nastepny. Osłupiały obserwowałem dziesiątki, a wkrótce setki zwierzątek opuszczających kieszeń moich spodni i uciekających przez okno. Próbowałem je policzyć, co miało ten skutek, że ponownie zapadłem w sen.
Rano przeszukałem kieszenie. Zwinięte w kłębek tysiąc kun bezpiecznie spoczywało na swoim miejscu. Ciekawe na jak długo.
poniedziałek, 14 lipca 2008

Wakacje zamierzaliśmy spędzić w kraju, którego nazwa nic Państwu nie powie.
Powyższą frazę ukułem bynajmniej nie z niewiary w Państwa wiedzę ogólną, czy z poczucia wyższości wobec Małego Dzielnego Narodu (MDN), u którego zamierzaliśmy gościć. Po prostu kraj MDN powstał niedawno i zapewne potrwa niedługo, by dać początek jeszcze mniejszym krajom - wnukom i prawnukom Jugosławii.
Żeby dojechać do MDN trzeba przemierzyć wiele podobnych państw cieszących się świeżo uzyskaną niepodległością.
Która kosztuje.
Dobrym źródłem finansowania są winiety autostradowe. Co kraj, to klap, w prawym górnym rogu przedniej szyby lądowała kolorowa nalepka. Przed ostatnią granicą na drogę patrzyłem przez niewielką dziurkę. Byłem jednak dobrej myśli, bo wiedziałem, że w kraju docelowym z braku autostrad winiety nie obowiązują.
Nie doceniłem jednak Małego Dzielnego Narodu. Jego synowie potrafią nie tylko przeładować kałacha i wydoić kozę, ale i ruszyć głową. Brak autostrady w dzisiejszym wybetonowanym świecie jest nawet większą wartością niż autostrada. Taki brak jest zdecydowanie eko, a wszak po ekowrażenia przyjeżdża się na koniec, hmm, Europy. Właściwie przepraszam za to "hmm", kraj MDN jest w Europie od bardzo dawna, w pewnym sensie nawet bardziej niż Polska, bo płaci się tam w euro.
10 euro właśnie kosztował ekopodatek, czyli rodzaj opłaty klimatycznej. Niechby tam, ale za swoje pieniądze dostałem kolejną nalepkę, którą dokumentnie zalepiłem sobie szybę.
Nie pogorszyło to wbrew pozorom komfortu jazdy, która właściwie skończyła się długo przed przejściem granicznym, bo pogranicznicy wyjątkowo drobiazgowo spełniali swe obowiązki. Przez jakieś dwie godziny czułem się jak tirowiec w Dorohusku, z tym, że w Dorohusku nie wali 35 stopni pionowo w czubek czachy. Po zalepieniu przedniej zostały mi boczne szyby i podjeżdżając mogłem zapoznać się informacjami dla podróżnych. Poraził mnie plakat z czarnym labiryntem i napisem "Korupcija". Poniżej mniejszym drukiem wyjaśniono, że "korupcija" prowadzi donikąd. Budujące.
Było jeszcze ogłoszenie zachęcające, o ile zrozumiałem, do zgłaszania przypadków handlu organami ludzkimi. Jakaś organizacja pozarządowa informowała, że to straszne skurwysyństwo, w dodatku "je kriminalno".
Wstyd się przyznać, ale nie sposób się dowiedzieć tych pożytecznych informacji np. z polskich przejść granicznych. To chyba dlatego u nas wciąż prowokacyjnie obnosimy się z obiema nerkami

Podróże kształcą.

niedziela, 06 lipca 2008

Hi guys!

Są różne sposoby, aby nie zasnąć na autostradzie, parę nawet opisałem na tym blogu. Leniuchowa widać nie czytała, w każdym razie poprzestała na tradycyjnych: gazie do dechy i rozmowie z dzieckiem. Kłopot w tym, że trudno wyłapć moment, kiedy kończy się konwersować na jawie, a zaczyna mówić przez sen.

He, to teraz przerwa na dowcip:

 Do świętego Piotra puka księżna Diana.

-Księżno, tu wszyscy są równi nie można wchodzić w koronie

-To nie korona, to alufelga.

Niesmaczny dowcip, wcale niesmaczny i pewnie bym go nie opowiedział, ale sądzę, że po pierdolnięciu w poboccze z prędkością 140+ - wolno mi. Na szczęscie Chorwaci ograniczyli pas czymś w rodzaju krawężnika/odwodnienia od którego udało się autku odbić i wesołymi zakosami od ściany do ściany wytraciliśmy prędkość.

Tu dygresja: wiem, że amerykanie nie mają pojęcia o robieniu aut, a dorosły mężczyzna kompromituje się jeżdżąc czymś innym niz passat. Zdaniem tradycjonalistów dodż Leniuchowej nie nadanża, a opony kontinental to cienizna. Ale, wyobraźcie sobie, wytrzymały. I opony i felgi i zawieszenie. W jednym kawałku, bez wgnieceń. Jak my.

Jeśli w najbliższym czasie jadąc magistralą adriatycką ujrzycie w morzu gościa w kaszkiecie i klapkach zasuwającego żabką na plecach, to pewno będę ja. 

Narka. 

Archiwum