wtorek, 24 czerwca 2014

Zastanawiałem się jak rozegrać tę recenzję. Najbardziej nęcąca była metoda "na Clarksona" w której celuje linkowany wciąż, choć już bez wzajemności [1], Blogomotive. Czyli w stylu: boże jakie brzydkie to auto, jaka wieśniacka tapicerka, drzwi niespasowane, pokrętło od radia zimne jak nos frankensztajna, pali jak pancernik bismark.... zatem czemu nie wychodzę z niego czwartą godzinę kręcąc bączki na torze mława? Bo to najzajefajniejszy przykład inżynierii od czasów legendarnej 409 !!! itd. itp.
Czyli zmyła, czyli cacy-cacy... buch po glacy, a właściwie na odwrót.
Po namyśle jednak  postanowiłem podsumować ajfona "na Prusa". Prus, w przeciwieństwie do Clarksona i Hitchcocka, zaczyna od zdradzenia puenty. Swojego pięćsetstronicowego Faraona otwiera suchą informacją, że główny bohater zginie, a rządy po nim przejmie niejaki Herhor.
Jeśli jesteś poszukiwaczem tandetnej sensacji, czytelniku, to znasz zakończenie i nie jest to książka dla ciebie. Idź sobie, zdaje się mówić autor.
Łał. Kul. Też tak będę.
No więc na początek konkluzja: ajfon się nie nadaje, bo łatwo gubi zasięg.
W tych samych - przyznaję, nienajlepszych - warunkach blackberry, lg android, sammy - walczą i łączą, a mój ajfon jakby nawet nie próbował. Jeszcze dzwonienie dokądś to jak cię moge, ale skądś do mnie - zapomnij.
No a ostatecznie telefon służy do dzwonienia, nespa?
Żeby nie kończyć recenzji przedwcześnie, roboczo załóżmy, że ajfon nie jest telefonem dla wieśniaków, tylko mieszkańców co najmniej czterech kresek, a właściwie kółek, bo ajfon siłę sygnału pokazuje w kółkach.
Pierwsze wrażenie?
 He, zacznijmy od "konkurentki", pięciokrotnie tańszej nokii. Sięgam po nokię i przybliżam do nosa (nie, nie wącham - zdjąłem okulary i lustruję krótkowzrocznym okiem). Cóż telefon jak telefon - czarne lusterko oprawne w gumowane tworzywo. Nice.
Teraz sięgam po leżącego na stole ajfona... ops.. wyślizguje mi się z palców... sięgam jeszcze raz... to samo, ogniskuję wzrok, siłę woli, precyzję ewoluujacej od  dziesięciu milionów lat dłoni - jest, mam go!
Zaliczyliśmy drugi mały minusik - poza nieodbieraniem rozmów przychodzących - ajfona: trudnopodnoszalność. (He he , wiem - ani zadzwonić, ani podnieść, za jedne 2 tysie z ogonkiem) Zważcie jednak dobór słów: nie samonasuwająca się "nieporęczność", ale trudnopodnoszalność właśnie. Bo ajfon, kiedy już tkwi w łapie, jest mistrzem poręczności. Oprócz awsamraz rozmiarów metaliczna gładkość obudowy skontrapunktowana ostrymi brzegami sprawia, że kapitalnie leży w ręce. Już po chwili zacząłem obracać go w dłoni jak szuler szczęśliwą srebrnodolarówkę, bawić się jak osiedlowy zbir nożem-motylkiem, ściskać jak Maryla Rodowicz kamyk zielony etc.
No więc stoję z tym cudem dizajnu czy też czarnym lusterkiem w metalowej oprawie w ręku i co dalej? Nie odbieram telefonu, bo wszyscy potencjalni rozmówcy słyszą w słuchawce "Proszę zostawić wiadomość", jako się rzekło, ajfon nie łączy rozmów, to może chociaż sprawdźmy pocztę?
W normalnym służbowym telefonie wypadało by wstukać kod... ale nie w ajfonie. Ten ma elegancki centralny guzik, który jednocześnie jest czytnikiem linii papilarnych. Boszsz, co za ulga. Wpisywanie kodu było dla mnie zmorą nawet na ultraprzyjaznej klawie blackberrego, nareszcie mogę uwolnić pamięć od setnego hasła do zapamiętania.
Po odblokowaniu ekranu oczom posiadacza ukazuje się odpychające w swojej pstrokaciźnie zbiorowisko ikon. Zapewne ten kolorystyczny horror ma jakieś tam uzasadnienie ergonomiczne, niestety zestawione ze stonowanymi kafelkami windows nokii robi przykre wrażenie.
Ajfon przypomina bajecznie zbudowaną Afrykankę przystrojoną w kwiecisto-bufiate perkaliki.
Nokia na jej tle jest wcieleniem spokojnej elegancji, niechby w gumowanej obudowie.
To z wierzchu, a w środku?
Niebawem.
____________
[1] nie mam żalu, Blogo, really. Dla mnie blog to rekreacja, ty jesteś zawodowcem, który z bloga karmi rodzinę, na co patrzę z niekłamanym podziwem.

08:32, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
niedziela, 15 czerwca 2014

Fakt, pisuję z rzadka i niechętnie. Źródłem tej zmiany nie jest już wyłącznie obecna praca, która zredukowała moje oczekiwania życiowe do poziomu konia w kopalni. Podobnie jak reżyser Benedykt (linkowany jako filmowiec usia-siusia) zauważyłem, że blog stał się archaiczną formą obecności w sieci. Prawdziwe życie tętni teraz gdzie indziej - np. na fejsie, czy gdzieś. Owszem przeniósłbym się na fejsa, ale fejs z wielu względów mi nie leży. Otóż fejs jest czyjś i ten ktoś użycza mi u siebie miejsca - niejako - z łaski. Co gorsza, oglądałem film "Social Network", który jednoznacznie obrzydził mi właściciela fejsa jako buca i oszusta. Ktoś taki miałby dyktować mi reguły, z najtrudniejszą do przełknięcia regułą pisania pod nazwiskiem włącznie?
Nie ma mowy, nikt nie pozna mnie jako - powiedzmy inżyniera Kuszelaka - mam zamiar na wieki pozostać leniuchem102.
I jako leniuch102 opiszę niesamowity eksperyment przeprowadzany na żywym ciele pewnej przeciętnej polskiej rodziny. Konkretnie mojej. Otóż rodzina ta, po latach zgodnego korzystania z trzech telefonów-androidów z własnej nieprzymuszonej woli zróżnicowała się na: androidalną matkę, windows phonowego syna i ajfonowego ojca.
 Jak się teraz będą dogadywać, jeśli w ogóle?
Który z telefonów zda egzamin, jeśli którykolwiek?
I który wyląduje na śmietniku?
Na ostatnie pytanie stosunkowo łatwo odpowiedzieć - na śmietniku wkrótce wyląduje moje znielubione blackberry, zastępowane właśnie ajfonem.
Ajfonem, który wczoraj właśnie przybył do chaty na bagnach prosto z warszawskiego biura naszej firmy. I który na razie będzie testowany prywatnie, zanim - koło sierpnia - zostanie oficjalnie zaszyfrowany, oprogramowany i wprzęgnięty do sieci korporacyjnej.
Wczorajsze przybycie ajfona 5s zupełnie przypadkowo - wiem to nie do wiary, ale dokładnie tak było - zbiegło się z finalizacją zakupu nokii 520 przez syna. Uzyskałem w ten sposób niesamowitą okazję pierwszego w życiu JEDNOCZESNEGO kontaktu z w/w komórkami, w tym - pierwszy raz z ajfonem w ogóle. 
Zapewniam, nie istnieje na tej śmiesznej małej planecie recenzent, który podszedłby w stanie nieuprzedzonej nieświadomości (niepozbawionej jednak pewnej kompetencji, o czym za chwię) do dwóch konkurencyjnych pomysłów na komórkę.
Z tym nieuprzedzeniem to nie do końca: wiem np. że ajfon jest trochę - tak z pięć razy - droższy od nokii. Zatem zamierzam porównywać buraki do pomarańczy. Że się nie da? Watch me.
Cena może być różna, ale jeden parametr urządzenia mają identyczny: przekątną ekranu. To minimalne 4 cale, zdecydowanie za mało jak na trendy, grawitujące w kierunku już chyba 6 cali, ale akurat w sam raz jak na przeciętną dłoń, która bez pomocy drugiej dłoni jest w stanie ogarnąć kciukiem 4 cale właśnie.
Przypadkowy czytelnik moze się tu lekko obruszyć: na wkus i cwjet tawariszcza niet, dla kogoś w sam raz, np 4 cale dla twoje starej, a komuś - leszczu - i pięć nie wystarcza.
Otóż - leszczu - jeśli Pan Leniuch mówi, że w sam raz, to w sam raz. Moja pierwsza nokia miała jakieś 8 cali przekątnej, 2 kilo wagi i zero piksli, bo dostałem ją w roku 1993, kiedy twoja stara kończyła dzień dobranocką. Mój pierwszy smartfon http://www.theregister.co.uk/2001/08/01/motorola_accompli_008_communicator/ miał przekątną cal i ciut, czyli mniej więcej ile ty - leszczu - podówczas.
Nie no... zdenerwowałem się. 
Ciąg dalszy nastąpi.
Albo i nie.

10:31, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 09 czerwca 2014

Lewe oczko misia-pysia - czterdzieści złotych.

Prawe oczko misia-pysia - czterdzieści złotych.

Gumka spajająca oba oczka - czterdzieści złotych.

Tak zanabyłem korekcyjne okulary pływackie, które - jak łatwo policzyć - kosztują 3 x tyle co okulary niekorekcyjne.

Teraz mogę z laserową ostrością podziwiać wyszczerbione kafelki na dnie basenu.

* * *

Niedziela, godzina dwudziesta. Czas najwyższy zrobić lekcje na poniedziałek. Piotrek z westchnieniem otwiera podręcznik, ciężkim wzrokiem toczy po obecnych i stwierdza:

-Taaa, ojciec czyta na czytniku, matka na czytniku tylko ja muszę z papieru, jak jakiś wieśniak.



11:54, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
Archiwum