wtorek, 29 czerwca 2010

Jeśli zastanawiacie się, jakie 3D sobie fundnąć pomyslcie 3 razy. 3D nie jest żadną nową technologią, w formie okularów do gier było gotowe 15 lat temu. Firma Sega opracowała je, przetestowała i ... wysłała na przemiał.
Okulary Segi nie trafiły nigdy na rynek z istotnego powodu: powodują zeza u dzieci, kropka. Dokładnie tak samo wpływa na zdrowie widzów współczesne 3D. Czemu teraz tamte badania nie stanowią już przeszkody?
Gdybym miał zgadywać, zgadłbym, że w czasie kryzysu skrupuły idą w kąt i jeśli dla utrzymania siedmiocyfrowego wynagrodzenia prezesa f-my elektronicznej trzeba wyzezować całe pokolenie - niech tak będzie. Wpływy z 3D pokryją i pensje prezesów i wynagrodzenia adwokatów, którzy przekonają sądy, że oczko się wygło temu dziecku z przyczyn od 3D niezaleznych.

2D jest okej, ale co w nim oglądać? Właściwie nic, bo pogoda wybitnie nie sprzyja wślepianiu się w tv, ale jeśli w lipcu znów nadciągną chmury, polecam grę Split Second Velocity. Jest tak glupia, że zęby bolą, ale powoli wciąga, a jak już wciągnie... SSV jest krzyżówką wyścigów samochodowych z filmem katastroficznym. Po trasie wyścigu przewalają się upadłe z pochylni transatlantyki, walą w gruzy elektrownie atomowe, przed maską parkują zbłąkane jumbo jety... szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo. Gracz jest w stanie sam spowodować taki kataklizm tuż przed autem rywala i w ten sposób wyeliminować go z wyścigu. Autorzy gry nawet nie próbują wyjaśnić, czemu dzięki jeździe poślizgami zyskuję możliwość przewrócenia wieży ajfla na kolegę-ściganta, ale jeśli mózg sie od tego lasuje, to tylko przez pierwsze pół godziny.
______________________
unikatowy przykład rocka zaangażowanego, w sam raz na kampanię

00:31, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (10) »
sobota, 26 czerwca 2010

Bycie EUropejczykiem to nie tylko bal w operze wiedeńskiej i szampan w mercedesie, to także obowiązek solidarności ze słabszymi. W tym sezonie podobno są nimi kraje pieszczotliwie zwane PIGS, czyli Portugalia, Irlandia, Grecja i hiSzpania.
Nasz minister finansów złożył niedawno ofertę dofinansowania ich podupadłych gospodarek solidnym zastrzykiem polskiej gotówki, ale ja, w głębi mojego europejskiego serca poczułem, że to za mało i od siebie postanowiłem dołożyć Irlandii i Hiszpanii.

Żeby móc wydać trochę kasy w Hiszpanii wsiedliśmy do samolotu taniej irlandzkiej linii.

- Reklama -

- Reklama -

Nawiasem pisząc fascynuje mnie model biznesowy wg którego działają tanie linie. Załóżmy, że sołtys takiego Wołomina chce skomunikować swoją miejscowość z resztą Europy i gotów jest poświęcić na ten cel własne kartoflisko.
Tania linia chętnie przyjmie jego ofertę i nie tylko nazwie w/w kartoflisko "portem lotniczym" ale  - całkiem gratis, choć nieco myląco oetykietuje je na własne potrzeby nazwą "Warszawa (Wołomin)".
Z takiego "Portu Lotniczego Warszawa (Wołomin)" wywiezie potem ludzi np do Duesseldorfu, a właściwie na polną drogą jakieś sto kilometrów w bok, ale nie ma się co czepiać, miało być przede wszystkim tanio.
W samolocie takiej linii pasażerowie dla oszczędności miejsca upychani są "na łyżeczkę" co mogłoby byc nawet miłe, gdyby nie przedzielały ich arkusze niedrogiego plastyku, żartobliwie nazywane "fotelami lotniczymi".

W ten sposób dotarliśmy na Costa Brava, którą to nazwę po tygodniu pobytu przetłumaczyłem sobie jako "Wybrzeże Odważnych". Na Costa Brava za równowartość pobytu w Świnoujściu otrzymuje się pogodę prawie jak w Świnoujściu, czyli deszcz i wiatr, wszelako z przechyłem na korzyść wiatru.
Coż, musze przyznać, że w swojej naiwności nastawiłem się raczej na upały i namówiłem rodzinę na pobyt w przewiewnych namiotach eurocampu. Noce spędzaliśmy przywiązani za goleń do metalowych łóżek, odmawiając koronki do MB z Montserrat by uchroniła nas prze wywianiem do Maroka.

Opisałbym ten horror wcześniej, ale hiszpańscy właściciele naszego kempingu wycenili 20 min. interku na 5 euro. Flaszka miejscowego wina kosztuje raptem 2 euro, więc wybór był prosty.

Następnym razem, jeśli zechcemy pomóc Portugalii, Grecji i Hiszpani na raz moglibyśmy łącząc przyjemne z pożytecznym skasować akcyzę na wino.

* * *

Letnia szkoła hiszpańskiego:
Quita las manos
Zabieraj te ręce

________________________________

07:53, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (8) »
niedziela, 13 czerwca 2010

Leci mundial. W polskim radiu i w interku słyszę i czytam o "biednej, zacofanej Afryce". Parę lat temu byłem w RPA, czego i krytykom "zacofanej Afryki" życzę. Na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka RPA jest krajem dużo bardziej europejskim niż Polska. Oczywiście są "ogromne połacie" biedy, a skoro biedy to i przestępczości, ale tak się składa, że RPA to najbogatsze państwo regionu, które ściąga nędzę i bandytyzm z połowy kontynentu. Gdyby nie ten "import", PKB na głowę RPAńczyka byłby zapewne wyższe niż polski, a nie, jak teraz, na poziomie +-Bułgarii.

Po przylocie do Johannesburga przybysz z Polski ma okazję zapoznać się ze współczesnym dużym portem lotniczym, jakiego nie ma we własnym kraju. Biznesmenom turystyki z polskiego wybrzeża polecam Kapsztad i okolice, a także interior, gdzie mogą zobaczyć, jaki - nieosiągalny w Międzyzdrojach czy Łebie - standard można za takie same pieniądze oferować w naprawdę "dzikim kraju". Itd. itp.

Oczywiście w slamsach jak to w slamsach, jeden drugiemu chętnie odstrzeli głowę, a kiedy zaplącze się tam zabłąkany normals, też pewno podniesie rekordowo wysokie statystyki odstrzelonych głów, ale  - umówmy się -  nikt nikomu nie każe tam błądzić, stosowne ostrzeżenia umieszczone są nawet na planach miast.

RPA dużo bardziej nadaje się do zorganizowania mistrzostw świata, niz Polska - Europy.
Jakkolwiek byśmy tych ostatnich nie spartolili, zawsze będziemy mieli na Murzynami z RPA jedną, ogromną przewagę. Choć drogi w RPA są w przeciwieństwie od naszych niedziurawe,  a autostrad mają trochę więcej, to niestety jeździ się po nich po lewej stronie.
_________________________________
Shakira, dziewczyna dużej urody, świetnej figury, wielkiego głosu i drygu do pisania przebojów, jednocześnie kompletnie pozbawiona gustu. Well, taki żarcik p. Boga.

10:50, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (21) »
środa, 09 czerwca 2010

W zeszłym roku próbowałem grać na giełdzie z cienkim dosyć skutkiem. Oczywiście wyszedłem na swoje, bo w 2009 nawet makak ugrał więcej niż lokata, ale nie da się ukryć, że moja strategia "1. tanio kupić 2. drogo sprzedać 3. przejść do pkt 1"  załamała się wobec kapryśnej krzywizny wykresów giełdowych.

W tym roku usiadłem do stolika trochę przytomniej rozglądając się po kasynie i jak do tej pory idzie mi nieźle. Może dlatego, ze wyzbyłem się wszelkich złudzeń co do pozostałych graczy. Inwestorzy, proszę państwa, to banda matołów, poza oczywiscie twardym jądrem żyjących z nich cwaniaków. Schlebiam sobie, że wśród ślepców jednooki jest królem i mój ośmiobitowy rozumek wystarcza to przewidywania stadnych zachowań ciemnej masy, chociaż cwaniak ze mnie  z  żaden.

Ale nie da się, po prostu nie da przegrać z zawodnikiem, który patrząc na poszarpany wykres z pełną powagą mówi: "ja tu widzę formację porzuconego dziecka".
Chyba - myślę sobie - ciebie porzucili w psychiatryku, gdzie musiałeś rozwiązywać testy Rozcharka. To nie żadne dziecko porzucone, to po prostu piła jest: ząbek w górę, ząbek w dół, o tutej jakiś Węgier powiedział, że mu kraj zbankrutuje - ząbek w dół, skapnęli się, że koloryzował: ząbek w górę, tu im się komp na Łolstryt przegrzał: ząbek w dół, naprawili: ząbek w górę itd.

Od początku roku zagrałem na trzech takich ząbkach, a za zarobione na frajerstwie pieniądze dziecku kupiłem lego starfajtera, a żonę zabrałem do kina.

A co.

"Książę Persji: Piaski Czasu" - poczciwości filmidło. Do płaczu i do śmiechu i z aluzją polytyczną acz nienachalną. No może trochę. Czy są jeszcze jakieś starsze gry, na podstawie których NIE nakręcono filmu?
Chyba tylko Tetris, bo już nie PacMan.
Tetris, The Movie
"Długi czerwony klocek": Wiktor Zborowski.
Sam nie wiem...
_________
pośpiewajmy:

22:04, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (9) »
niedziela, 06 czerwca 2010

Lato rozkwita i bagno wokół chałupy pogrąża się w coraz bujniejszej zieleni. Kosiarka napierdziela na trzy zmiany i tylko mojej determinacji oraz służbowej benzynie zawdzięczamy, że nasze najbliższe otoczenie nie przypomina dżungli, jak otoczenie ciut dalsze, a zbliża się raczej do pola golfowego. Porównanie do pola golfowego jest nadzwyczaj trafione, bo uwzględnia liczne dołki wykopane przez naszą amstaffkę w poszukiwaniu... no właśnie, czego ta cholera może tam szukać?

Na razie najbliższa jest znalezienia nagłej śmierci od szpadla, na którym coraz mocniej zaciska się moja bezsilna dłoń [1]. Posiadacze własnoręcznie założonych trawników dobrze znają mordercze uczucia wzbierające na widok ich dewastacji.

Leniuchowa tymczasem zdaje się być zupełnie nieświadoma powagi sytuacji, w kwestii ogródka żyje zresztą we własnym świecie łagodnych złudzeń. Onegdaj byliśmy u znajomego, który przy nowopobudowanym domu miał szczególnie fikuśny i różnorodny ogród. Leniuchowa ganiała od krzaczka do krzaczka, zachwycała się starannie wygracowanymi alejkami i zadawała koledze dziesiątki fachowych pytań. Popatrz - Leniuch - jak się chce to można. Powiedz Pawle, ile zajęło ci założenie tego cuda.
-Hmm, jakieś dwa tygodnie.
-Słucham? - spytała wciąż nic nierozumiejąca Leniuchowa.
-A ile kosztowało? - zadałem pytanie pomocnicze.
-Eeee tam, razem z trawnikiem koło czterdziestu.

Zadziwiające, jakie cuda potrafi zdziałać w ciągu 2 tygodni dobrze zmotywowana ekipa fachowców .

____________________
[1] Obok tematu, ale zabawne:
"Pierwszy Łowczy Rzeczpospolitej Bronek Komorowski podobno do lasu nie chodzi już z flintą ale z aparatem fotograficznym. Biedne sarenki pierwej mogły przy odrobinie szczęścia liczyć na szybką śmierć od Bronkowej kuli, teraz natomiast giną w cierpieniach, no bo nie uwierzę, że Bronek ma tyle siły aby jednym uderzeniem aparatu fotograficznego pozbawić sarenkę życia."
... ironizuje powracający z niebytu raindog.
http://selfmade.blox.pl/html

______________

aha, jeszcze piosenka:

07:58, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (8) »
wtorek, 01 czerwca 2010

Wędrując pośród półek naszego gminnego supermarketu natrafiłem na szczyt bezczelności marketingowej w postaci 14 dniowej diety "Płaski Brzuch".
Dieta składa się z orzechowych batoników (pożywnych!) w czekoladzie mlecznej (najwyższej jakości!).
Bardzo lubię takie batoniki i dlatego zrealizowałem program tej diety w ciągu 3 dni.
Leniuchowa robiła sobie ze mnie jaja, ale byłem niewzruszony.
Płaski brzuch wart jest nie takich poświęceń.

* * *

Gra na giełdzie to rozrywka zdrowa i tania, a przy okazji pouczająca. Dzisaj np. w telewizorze na tle kursów pojawił się pan analityk i wyjaśnił, że dochód narodowy wzrośnie nam latoś nad podziw. Fajna rzecz taki dochód, wiadomo, że ten co ma większy patrzy z góry na tego co ma mniejszy, Szwed na Polaka, Polak na Bułgara, Bułgar na Albańczyka... Albańczyk to już musi miec dobry wzrok, żeby popatrzeć na kogoś z góry.

A ile warta jest taka miara narodowej pomyślności jak dochód, aka PKB?
Niewiele.
Nam np. wzrośnie z powodu powodzi. Ogólnie im większa katastrofa, tym czarniejsza godzina i głebiej trzeba sięgnąć do skarpety z chowanymi na tę godzinę pieniędzmi, za które kupi się potem cukier, naftę i ziarno na siew. Ale statystycznie i wskaźnikowo naród zalany syfem i mieszkający w prowizorycznych barakach ma się lepiej niż taki z wodą tylko w basenach w ogrodach dizajnerskich willi, któremu nic nie wzrośnie, a może nawet lekuchno spadnie.

Ciekawostka.

___________________

pośpiewajmy

00:31, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (10) »
Archiwum