środa, 25 czerwca 2008
Mniej więcej miesiąc po hucznie obchodzonym dniu matki przez kalendarz przemyka niezauważony dzień ojca. Nie bez winy są tu sami ojcowie, którzy nie potrafią skutecznie wyegzekwować "raulki" i wierszyka. Poza skrajnymi przypadkami ojców nieświadomych posiadania gdzieś w Polsce potomstwa, nawet ci żyjący w stadłach nie do końca orientują się w asortymencie. Znane są przypadki kolesi, którzy wysłani po synka do przedszkola wracają do domu z dwiema gimnazjalistkami, bo pomylili wiek, płeć i ilość narybku.
Oburzające. Ja tam wiem, że mam ściągnąć z przedszkola chłopca sztuk jeden. Kłopot jest tylko, jak moje dziecko jest akurat w toalecie, czy coś. Staram się wtedy dopasować jakieś inne i zwykle pada na Sebastiana, który wygląda takusienko jak Piotruś, tylko zmniejszony do 66% procent oryginału. Jak stoi metr ode mnie, to mam wrażenie że patrzę z półtora metra na swoje i: "ubieraj się, do domu idziemy" warczę, jak to ojciec.
Sebastian już zorientował się w zagrożeniu i na mój widok przezornie chowa się za panią.
Onegdaj przysiadłem się do niego i przeprosiłem za zawinione li tylko przez podobieństwo kwiprokwo.
-No, mylę was, bo jesteście trochę podobni - mówię kufniarzowi.
-Wiem, proszę pana. Ale widzi pan, ja noszę taką o czapeczkę, z batmanem, a Piotrek ze spajdermenem, czerwoną - grzecznie doradził i na wszelki wypadek schował się za panią.
Aha.

PS
Fascynacja spajdermenem nie tylko podnosi rozpoznawalność Piotrka, ale pomaga mu błyszczeć w towarzystwie. Lubi teraz wejść między ludzi i donośnym głosem wygłosić spajdermenowską kwestię: "czy ktoś zamawiał kopa w zęby?!"
00:10, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 23 czerwca 2008
Przyznam się, że przed Euro miałem kolosalne oczekiwania wobec polskiej drużyny. Bardzo nie chciałem, żeby w każdym z tradycyjnych polskich trzech meczów (pierwszy - o punkty, drugi - o wszystko, trzeci - o honor) dostała po jakieś pięć do kółka, co, by uniknać szyderstw obcokrajowców, skazałoby mnie na wakacje w  kraju kultury hokeja na trawie, np. Pakistanie.
Nasz zespół stanął jednak na wysokości zadania zbierając umiarkowany i całkowicie mnie satysfakcjonujący łomot. Ostatecznie okazaliśmy się drużyną lepsza od aktualnych mistrzów Europy, którymi wciąż są, przypomnę, Grecy. Mistrzowie nie zdobyli ani punkcika, ani bramki i do tego dali sobie wbić więcej od nas.

Piłka zresztą jest grą dla dwudziestu dwu mężczyzn, w którą zawsze wygrywają producenci piwa
Tylko szczerze
W ciągu meczu pochłaniam

0,33
0,5
2 x 0,33
2 x 0,5 i więcej
mam zabronione
00:41, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (4) »
piątek, 20 czerwca 2008

Dziecko moje (4) dzięki stacji rmf classic nabrało zupełnie błędnego przekonania, że wszelka muzyka instrumentalna "jest z jakiegoś filmu". Wpienia mnie to strasznie i ile razy wpada do mnie z pytaniem: "tata, z jakiego to filmu?!" warczę: "z żadnego... to Sibelius, kołku" czy coś.
Tak było i ostatnio.
-Z żadnego filmu - zgrzytnąłem, to "Dzieci Sanczeza"... kurcze, z filmu "Dzieci Sanczeza" - dodałem po sekundzie, bo przeciez "Dzieci" to kawałek ścieżki dźwiękowej jak najbardziej.
Wyciągnąłem z tego dwa wnioski:
- dziecko ma czasem rację
- są filmy, których nikt nie widział.

Chyba głupio być reżyserem filmu, którego nikt nie oglądał, a o którym wszyscy, za sprawą jakiegoś grajka, usłyszeli.
To trochę tak, jakby naszą reprezentację zapamiętano z powodu Lewandowskiego, gdyby wygrał plebiscyt na Mistera Euro.


Na szczęście bardziej prawdopodobne jest, że strzeli jakąś bramkę.
Tak czy siak, poniżej trzy fajne kawałki z filmów, których raczej nie zobaczę. W przypadku "Friends of Mr Cairo" jestem tego pewien, bo nigdy nie powstał. Nie przeszkadza to nagraniu brzmieć najbardziej saundtrakowo z całej trójki.

 

15:07, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (7) »
czwartek, 19 czerwca 2008
16:04, leniuch102 , trybuna ludu
Link
wtorek, 17 czerwca 2008
[ben_ten] ej, badaj akcje. podobno w makdonaldzie, jak dobrze pracujesz, to możesz w nagrodę... więcej pracować. Więcej pracujesz - więcej zarobisz, nie?

No i tego... dostaliśmy wszyscy zaproszenie na atrakcyjny wyjazd firmowy. Daleki, dlatego na ponad tydzień. Ale parę osób musiało zostać. Ktoś chciał, ktoś musiał, kogoś wylosowali... zostaliśmy. Nie jest łatwo. Telefony dzwonią dużo częściej, trzeba chamowato zbywać klientów, kopniakami przerzucać ich na przyszły tydzień...
Ale to nie boli. Boli - jak zwykle - niesprawiedliwość. Właśnie się dowiedziałem, że my, bohaterzy... nie dostaniemy za to nic. Nada. Zero. Żadnych profitów, dni wolnych, firmowych krówek, uścisku dłoni prezesa, pamiątkowego dyplomu.
Ale może ja się mylę, może to tak właśnie powinno być, że cała firma chleje na umór z tajskimi hostessami, ściga się na słoniach wokół tadżma hal i kasuje za to dokładnie tyle samo, co ich koledzy zasuwający w tym czasie w kraju?
Chętnie dam się przekonać, że jest inaczej, niż mi się wydaje.
Każdemu po równo, imprezowiczom i zarobionym mrówom.
Postępowanie Korporacji jest:

podłe
podłe
podłe
podłe
podłe

A przy okazji...
SONDA
Wskaż najlepszego polskiego piłkarza Euro 2008

Łukasz Podolski
Roger Guerreiro
10:00, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (9) »
sobota, 14 czerwca 2008
Świeca strzela jasnym płomieniem, zanim zgaśnie na zawsze. Fenomen ten został ze szczętem zużyty w dziewiętnastowiecznej literaturze jako metafora agonii. Boję się, że świeca mojej Korporacji właśnie zajaśniała ostatnim błyskiem. Po latach posuchy Zarząd zaprosił pracowników i kontraktorów w tropiki, na "szkolenie" przy drinku z amebą.

Ktoś wszakże musiał zostać, by pilnować interesu, i został. Nie czekając, aż dyrektor serwisu przeanalizuje aktywność swych podkomendnych i odkryje, że kwiecień spędziłem na projekcie: "Kafelkowanie Ganku ", a maj na remoncie tarasu, wielkodusznie poświęciłem się w imię dobra Korporacji. Nie powiem, zostałem okrzyknięty matką Gandhiego, Teresą, a przy okazji wepchnięto mnie na ścieżkę szybkich szkoleń.
Oprócz mnie w kraju został inżynier-senior, który mógłby już nie przeżyć podróży lotniczej oraz asystentka działu, przerażona perspektywą swoich świezo nabytych dwudziestu kilo w bikini nad basenem.
A, został też Odbijacz. Któż zacz?
Na pozycji Odbijacza gra u nas nadzwyczaj asertywny młody człowiek, który selekcjonuje zgłoszenia pod kątem uzgodnień w kontrakcie. Np. "Niedostępny dysk Ś:" ? Eś jak sieciowy, nie serwisujemy, do kosza. "Komputer wisi"? Czy zostawił list pożegnalny? Nie? Do Wydziału Zabójstw. "Kasjerka ma problem z myszką"? Ładna ta kasjerka? Wysyłamy inzyniera Stachowiaka.

Podzieliliśmy kraj między siebie mniej więcej wg granic zaborów i, guess what, jakoś się kręci. Pomalutku dociera do nas, że reszta firmy spokojnie może w tych tropikach zostać. Chyba nie tylko do nas. Podejrzewamy, że po następnej fali zwolnień może zostać  Zarząd, księgowa i nasza wspaniała czwórka.
16:13, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
piątek, 13 czerwca 2008

Rozejrzałem się po tarasie. Betonowa płyta wylana niegdyś przez sympatycznych Ukraińców - w cywilu muzyka i nauczyciela - popękała i osiadła. Skalkulowałem, że raczej nie zapadnie się na druga stronę globu, do Chin. Sfastrygowałem pęknięcia prętem fi osiem, karbowanym i zalałem cementem naprawczym. Zapadlisko wyrównałem zaprawą zbrojoną siatką. Ułożyłem 30 metrów kafelków, zafugowałem. W rogu posadowiłem betonowy, acz gustowny grill. Strategiczny odcinek siatki, przez który mógłby zapuścić żurawia sąsiad, przesłoniłem drewnianymi panelami. Zanabyłem leżak z drewna pozyskanego w ekologicznie odpowiedzialny sposób. Wyciągnąłem na nim swoje utrudzone, choć wciąż ponętne ciało. Które zaskwierczało. Czym prędzej wróciłem do sklepu i dokupiłem parasol na korbkę, z podstawką. Ustawiłem go nad leżakiem. Zagrzmiało, zaszumiało. Po parasolu zamiast słonecznych promieni spłynęły strugi wody. Patrzyłem na to już z wnętrza domu, zza szyby. 

09:46, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (7) »
czwartek, 12 czerwca 2008

W Poznaniu na Witosa wciska się przede mnie mercz pepsi w białej jarisce. Widzę niskie czółko w jego lusterku wstecznym. Osentacyjnie wznoszę toast puszką cocacoli. Natychmiast wystawia przez okno łeb w kolorze apoplektycznej czerwieni... niedobrze, chyba nagły przypadek road-rage. Zielone, trąbię. Gościu waha się przez chwilę czy przegryźć mi tętnicę, czy śpieszyć do następnego spozywczaka... Ruszył.
Sayonara, kołku.

* * *

-No ale sam pan widzisz, panie Leniuch, sam pan powiedz.
-Nie jestem upoważniony do rozmowy o produktach i usługach dostarczanych przez Akme Inkorporejtyd. Uwagi proszę zgłaszać do do właściwego Ekaunt Menedżera Akme Inkorporejtyd.  Straszne gówno tu panu wcisnęli, Maliniak.

12:19, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 czerwca 2008

Wszedłem do kuchni i ujrzałem Żonę moją, Zofffię, tfu, Leniuchową, zastygłą z kartką A4 w ręku. Na kartce był napis "ZUS" i tabelka. Wynikało z niej, że jeśli Leniuchowa wybierze się na emeryturę w wieku lat 60 ciu, to dostanie jakieś cztery stówki miesięcznie, a jak 10 lat później, to siedem.
-Hmmm, wygląda, jakby zachęcali cię do dłuższej pracy, ale te kwoty... Ja bym to zgłosił do prokuratury jako podżeganie do eutanazji.
-Nie w tym rzecz patrz, tutaj...
Aha, wyliczenia zrobiono przy założeniu, że kandydat na emeryta zgromadził z ZUSie 120 tysięcy.
-A ty ile masz?
-Trzy.
No tak. Niechętni Leniuchowej (któż ich nie ma?) rozpuszczają złośliwe plotki, że skończyła juz trzydziestkę. Metrykalnie jest już jakby wpół do emerytury, a kapitału...
-To jakbyś teraz poszła dostałabyś trzy stodwudzieste z czterystu złotych, czyli... dziesięć złotych miesięcznie, jakby? - powiedziałem bardziej to siebie i z kolei ja zastygłem... Z tym, że jako absolwent kierunku technicznego zrobiłem to produktywnie i kiedy odtajałem miałem już rozwiązanie.
Procent składany!
Nie ma sensu topić w ZUSie więcej kasy, wystarczy dać zadziałać mechanizmowi, który nawet w tej jaskini złodziei nabije nam licznik.
Chłop śpi, a w polu samo rośnie, urośnie i żonisku. Wystarczy, by spała wystarczająco długo. Naukowcy z Seattle potrafią spowolnić metabolizm DZIESIĘCIOKROTNIE (""It should work the same for us as it did in mice. We have the same basic chemistry."). W takim stanie, zamiast ośmiu godzin śpi się trzy doby dłużej, a rok rozciąga się do czterech.
Jeśli zacznie od jutra, przejdzie na emeryturę w wieku stu pięćdziesięciu lat i dostanie... ojapier-ojakur... Kupę euro, w każdym razie.
A propos kupy, jest w tym wszystkim pewien haczyk... otóż spowolnienie procesów życiowych uzyskuje się zastępując tlen siarkowodorem.
Czy warto?
Kwestia tyleż smaku, co zapachu.

Dzień Pobierania 2008
16:08, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (12) »
wtorek, 03 czerwca 2008

Udział w przedsięwzięciu pn "Tryblogia" spowodowal nieuchronne porównania mojego bloga z tytanami blogosfery - blogomotivem i chakierem . Tak to prawda, nie dorastam im do pięt. Ileż bardziej kolorowe ich historie, charaktery krwistsze, zwroty akcji niespodziewańsze etc... Jednakowoz, blog mój, głupi jak cycki frytki, ma tę zaletę, że jest w 100% prawdziwy. Tak, to czarno-zielony reality szoł, pełen prawdy materialnej, z elementami rekonstrukcji zdarzeń tam, gdzie się już nie da inaczej. Nie faszeruję się toksycznymi hotdogami jak Blogo, by łatwiej fabularyzować, nie krzyżuję emuli z kernelami, jak Chakier. Jeśli piszę o szalonej glebogryzarce, to mam na nią kwit z wypożyczalni, jak relacjonuję włam do mojej bryki w Prudniku, to akta sprawy są do wglądu na tamtejszej komendzie. Nie, nie ujawnię teraz danych osobowych ani zdjęcia toples leniuchowej , ale w ponizszym wpisie pierwszy raz posłużę się autentyczną nazwą firmy, a nawet dwóch. Co prawda - nie moich :-)
Enjoy.

W sąsiednim do mojego rewirze działa już-nie-tak-nowy pracownik zwany przeze mnie Iniemaboyem . Przez jakiś czas ze złośliwą satysfakcją obserwowałem jego zmagania z niełatwym zawodem serwisyna,. ale ostatnio zaczęło mi go byc z lekka żal.
Wybrał się Iniemaboy na instalację do firemki Fiat Auto Poland. Kilometrowymi korytarzami tacha niemałe pudło do serwerowni, gdzie wybitna kultura, krawaty i zapraszamy pana, co my tu mamy, jakie to duże, ile gniazdek takich, ile śmakich, wolałby pan tu, a może tam? Otarł spocone czoło rękawem, zabiera się do instalki, a ten koleś, co to z nim tak grzecznie, powstrzymuje go ruchem ręki i pyta się rzeczowo "Dzie?". "Dzie sie pan z tym pchasz skoro nic nie załatwione?". "Ale ja tu mam zlecenie i sam pan mówił..." "Zlecenie, kochany, jest z fiata, a tu jest serwerownia outsourcowana przez Aj Bi Em. Z moim szefem załatwiajcie, a na razie - chlas, z serwerowni". Idzie z tym pudłem do gościa z fiata, a koleś do niego: "no nie mów pan, żeś przyleciał z księzyca i serwerowni sobie nie załatwiłeś" i chlas - szurnął Iniemaboya za bramę. Dzwoni I. do typka, co go na te instalację wysłał, że nic nie było załatwione się skarży, a tamten go z góry, co on za problemy stwarza, kiedy to takie proste: urządzenie telekomunikacyjne, to je trzeba postawić tam gdzie doprowadzono sygnał, a nie po jakichś zakazanych ajbiemach się szlajać. I chlas, jedź zaraz z powrotem, bo terminy. Jedzie Iniemaboy drugi raz, wprost do komórki łączności we fiacie i pyta, gdzie to urzadzenie z telekomunikacji, bo on przy nim swoje pudło chce postawić. "A u nas w magazynku, bo my sygnał doprowadzamy, tam gdzie ty koleś swoje pudło postawisz" i chlas, modem dokładają mu do pudła - idź, szukaj se miejsca frajerze.
Zebrał się Iniemaboy do domu i wyeskalował problem do naszego szefa, a ja, przeprowadzając w oparciu o tysięczne doświadczenia rekonstrukcję zdarzeń jestem pewien, że jak ów zobaczył trzy wyjazdy do jednego zlecenia and counting, zrównał go z gruntem i chlas - pozbawił premii i margaryny do codziennej suchej bułki.
Tak, Mili, każde kiwnięcie palcem nalezy protokołować i fakturować, wtedy klient własnego laptopa przez okno szurnie, żeby miejsce zrobić, matce własnej wtyczkę z respiratora wyrwie, żeby gniazdko zwolnić. Wkrótce i Iniemaboy do tego dojdzie. Albo koleś, którym go zastąpią.

23:59, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (10) »
niedziela, 01 czerwca 2008
W swojej długiej karierze operatora śrubokręta operowałem nim mejnfrejmy, riski i intele. Macierze, rutery i takie radio, co łapie sygnały z przelatujących obiektów. Pudła, które sam nie wiem do czego służyły i takie, o których wiem, ale nie powiem, bo mógłbym stracić swoje "Poświadczenie Bezpieczeństwa" otrzymane od WSI, o innych nieprzyjemnościach boję się wspomnieć.

Połowa z tych urządzeń uległa mojej metodzie naprawczej "włącz, wyłącz", resztę uzdrowiło: "rozłóż, złóż, a to co zostało, zanieś do skupu". Większość tak naprawdę nie była popsuta.

Całe życie czekam na naprawde wymagające wyzwanie serwisowe. I dziś się doczekałem. Dostałem zlecenie na naprawę Omnitriksa.

Za wikipedią:
"Omnitrix pozwala właścicielowi zmieniać się w jednego z dziesięciu kosmitów. Każdy z nich ma pewną zdolność właściwą tylko sobie. Omnitrix łączy się z DNA właściciela, i kosmici zyskują jego cechy. Omnitrix może też wchłaniać DNA innych kosmitów. Wtedy właściciel może się zmieniać w tego właśnie kosmitę. Oprócz tego do zegarka można dodać innych kosmitów . Po jednej zamianie Omnitrix zazwyczaj się rozładowuje.

Omnitrix jest zielony, aby wybrać kosmitę, należy nacisnąć przycisk na nim, wtedy wyskakuje na wierzch tarcza z kosmitami, którą się przekręca. Po wyborze odpowiedniego kosmity naciska się tarczę, i w niego zmienia."

Rzeczowość i styl powyższych akapitów pozwalają sądzić, że pisali je autentyczni użytkownicy omnitriksów, najliczniejsi wśród uczniów klas I-III. Dzisiaj dołączył do nich mój syn. Na krótko, bo wciśnięcie tarczy jego nowego omnitriksa nie powodowało pożądanych efektów. Podejście "Rozłóż, złóż i pierdyknij z piąchy" wykazało się jednak ponaddgalaktyczną skutecznością.

To kolejny, po polowym warsztacie połamanych Transformersów, mój sukces jako inżyniera, ojca i ziemianina.
22:23, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (2) »
Archiwum