piątek, 30 czerwca 2006

Cisza to dobra rzecz, zwłaszcza po upierdliwych jękach w rodzaju: "Tataaa, włącz Szreka!".
Nic za darmo jednak na tym łez padole. Taka cisza w wykonaniu dziecka zwiastuje zwykle:

- ekran laptopa umazany wodoodpornym markerem
- 20 zł drobnymi pracowicie upchnięte w odtwarzaczu samochodowym
- objedzony do połowy krzak zielonych porzeczek





21:09, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
czwartek, 29 czerwca 2006

 W pierwszej pracy miałem kolegę, który nigdy nie czytał porannej gazety ot tak sobie. Zwykle w połowie kawy miewał olśnienia typu: Coooo, śledź u rybaka kosztuje półtora złotego kilo? A w moim spożywczaku dziesięć pięćdziesiąt ! Jedziemy !
Przypomniał mi się apropos skarg producentów truskawek, których niszczą Chińczycy sprzedając kilo po złotówce. Bo w moim spożywczaku liczą 5,90 za kilo, netto !
Zanim rzucicie się do taczek by ruszyć do Chin do truskawki mam jeszcze pomysł - rekord, pomysł, co ma wszystkie pomysły pod sobą. Copyright Koleżanki Mojej Siostry, w skrócie KMS. KMS umyśliła sobie, że pojedzie do Australii. Tam zajmować się będzie odławianiem wielbłądów jednogarbnych, które - jak to w Australii - rozmnożyły się jak króliki. Za każdego złapanego wielbłąda dostanie od rządu Jej Królewskiej Mości okrągłą sumkę w uznaniu zasług dla środowiska.
Ale to tylko pół pomysłu.
W drugiej połówce KMS co lepsze wielbłądy ujeździ i sprzeda do wielbłądziej stajni wyścigowej, który to ruch zapewni jej kawior na kromkę chleba zarobionego w pierwszej połówce.
Aha, jeden szczegół. Do połowu australijskich wielbłądów oprócz biletu do Australii i kremu z filtrem potrzebny jest jeszcze helikopter.
Dobranoc Państwu.
23:07, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (8) »
środa, 28 czerwca 2006

Oprócz własnej, pożal się Boże, działalności gospodarczej, żywię siebie i rodzinę ochłapami z korporacyjnego stołu. Należę do takiej pogardzanej podklasy byłych pracowników, bez których się trudno obejść i którzy, zamaskowawszy swą tożsamość jakąś fajną nazwą typu Interstellar Computing Solutions, robią co robili przed wykopaniem, choć za odpowiednio mniejszą kasę.
Jako Interstellar nie mam wszystkich pracowniczych uwierzytelnień i nie mogę tak o sobie sprawdzić w systemie, co tam u pana Janka mam zamontować, tylko zlecenie podsyła mi koleżanka z Warszawki.
xx
Robi to w następujących trzech krokach

- drukuje na papierku zlecenie
- skanuje je na skanerku do komputerka z którego je wydrukowała
- wysyła skan emalią

I nie da się tego zmienić.
Paraliż korporacyjny najzacniejsze trafia firmy.
17:53, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
wtorek, 27 czerwca 2006

 Upał wykańcza nawet najtwardszych.
Funkcjonują już tylko twardsi od najtwardszych.
- Mama ! Choć się bawić !
- Synu, daj mi spokój, mama umieeeera...
- Tata ! Choć się bawić !






06:31, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 26 czerwca 2006

 Nieopodal mojej chaty płynie rzeczka, zasilająca w wodę okoliczne stawy i wypłukująca z nich rybki. Rybki wabią intruza nr 1, a gdy on się zwinie intruzów numer 2 do 20.

Wspomnieć tu należy, że w okolicach chałupy bardzo łatwo stać się intruzem. Ściśle rzecz ujmując, wystarczy pojawić się na horyzoncie. Od najbliższych sąsiadów odgrodzony jestem niepokonaną w lecie gęstwą trzymetrowych pokrzyw, pozostałe trzy czwarte widnokręgu mam zasadniczo wolne...od intruzów właśnie.

xPierwszy z nich to wędkarz emeryt, żywa skamielina z czasów Gomułki. Wiem, bo obejrzałem przez lornetkę. Jak już nałapie na kolację, rzeczkę we władanie biorą stwory wprost z parku jurajskiego. Nad bagnami niesie się ich: "ochrypłe 'kworr','kraar', młode wydają skrzekliwe "kekekeke", podobne do kwiku prosiąt" . Rozpiętość skrzydeł - dwa metry, w zachodzącym słońcu nie do odróżnienia od pterodaktyli.
11:03, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (5) »
piątek, 23 czerwca 2006

 Świat nas sobie obejrzał i ocenił. Ksenofobi, antysemici, homofobi i nacjonaliści - mamy to wreszcie na piśmie z pieczątką Parlamentu Europejskiego i podpisem posła Piniora.

Niestety, jak to Polacy nie dorastamy do wyobrażeń o nas. To nie wina przeciętnego obywatela, a oczywiście beznadziejnych elit politycznych i piłkarzy. Mam np. poważne wątpliwości co do homofobii braci Kaczyńskich - zwłaszcza tego, który na imieniny do Wałęsy został elegancko zaproszony "wraz z mężem".
Podobnie antysemityzm ministra bezpieczeństwa Dorna i szefa telewizji Wildsteina chyba nie spełnia oczekiwań PE. Z Kaczyńskiego również nacjonalista jak z koziej d... trąba, wie każdy kto słyszał jak śpiewa Hymn.
Miary goryczy dopełnia reprezentacja. Cała Polska ma jej za złe Ekwador - przez cały mecz raptem 8 fauli. Tyle Amerykanie zrobili w pierwszych pięciu minutach meczu z Włochami.
8 fauli na cały mecz ?! Na Indianach ?! Czy to jest standard porządnego ksenofoba?

czwartek, 22 czerwca 2006
poniedziałek, 19 czerwca 2006

Parlament Europejski ma rację: Polaków to tylko uśpić albo odgrodzić. Pojechałem z takimi do Czech, stanęliśmy w sklepiku kupić po rohliku. Leniuchowa pyta przytomnie: - gdzie Piotrek? -Na ulicy - mówi kolega- bije jakiegoś Czecha. I rzeczywiście, znalazł sobie jeszcze mniejszego, rodzice w popłochu zabierają swojego Cypisa, a on go na pożegnanie piąchą w plecy.

xNo nic, poszliśmy zwiedzać Skalne Miasto. Szlak po czesku porządnie oznakowany, tu schodki, tam poręcz, oddziały niemieckich emerytów karnie maszerują w nogę. Słowem pełna komercja i sielanka, bo widoki sensacyjne. Nam nie wystarcza, my Polacy złote ptacy ruszyliśmy pod prąd. Koledze coś kierunek zwiedzania nie leżał i rozmyślnie nas tak pokierował. Od razu adrenalina skoczyła i coś się dziać zaczęło, bo zacząć musiało, skoro z jednej strony do tunelu typu ucho igielne wchodzi gruba wycieczka z Monachium, a z drugiej my z Piotrkiem na plecach, który zaoszczędzoną na ojcu energię wydatkuje sprzedając kopy idącym z przeciwka.

Zaparkowaliśmy wreszcie w gospodzie wabiącej miłym Polakom hasłem "u nas najtaniej", a za nami jeszcze jedna wesoła czereda. Nieco bardziej obyci obstalowaliśmy - panie - smażeny syr, panowie - gulasz a gambrinus, za to rodacy od stolika obok zaczęli domagać się karty. Gdybyśmy wiedzieli, czym się skończy, podpowiedzielibyśmy, że ta gospoda obywa się bez kart, a tak jedna z konsumentek wyszła przed lokal i przytachała do stolika taką wielką tablicę typu potykacz, na której kredą były wypisane dania i ceny.
piątek, 16 czerwca 2006

Wywalili mnie (za lenistwo?), wywalam i ja (za lenistwo !). Downsizing-owi ulegają moje zakładki, przez co stają się jeszcze bardziej elytarne. Żegnam się na razie z bloggerem caffeinated (0 wpisów od 3 miechów), który znika w towarzystwie Macieja Rybińskiego (Rzeczpospolita, Dziennik... Fakt).
Baaardzo dobrzy autorzy obaj, swoją drogą.

Z wieści pogodniejszych: grzałem dwieście !
No fakt, było leciutko z górki, ale tylko trochę. Zresztą, dwieście to dwieście i szlus. Autorytety medyczne przełomu stuleci utrzymywały, że "ciało ludzkie niezdolne jest poruszać się z prędkością stu kilometrów na godzinę", a tu masz. Ciekawostka, ale o znaczeniu praktycznym, bo nie kto inny jak autorytety medyczne decydują np. o odłączeniu od kroplówki. Niewyedukowani pacjenci ze zdiagnozowaną śmiercią mózgową (czyli pod nóż i na części) w czterdziestu procentach jednak wstają i wyrywają do domu (jeśli zdążą).

P.S.
Caffeini się opamiętał :-) i coś tam skrobnął... zostaje .


19:31, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (3) »
środa, 14 czerwca 2006

Miastu Wrocław objaśnił trener Śląska Wrocław, czemu kolejny rok nadodrzańska metropolia nie będzie miała drużyny w pierwszej lidze.
"Co tu gadać, nie jest łatwo wcelować w ten prostokąt" - stwierdził Mirosław Ryszard Tarasiewicz.

Światu całemu udowodniła polska reprezentacja, że w jej prostokąt wcelować może nawet bramkarz drużyny przeciwnej.

Swoją drogą dzięki genialnemu marketingowi Wrocław - miasto bez drużyny w ekstraklasie, bez ani jednego akwaparku, bez obwodnicy, metra, z budką zamiast lotniska itp. itd. przekonało, jeśli nie świat, to Polskę, że jest jakimś tam city, a nie toksyczną pipidówą typu Łódź.
Która zresztą w lidze ma dwie drużyny.

Historia zna takie przypadki. Kraik pn Austria np. zdołał wmówić niezorientowanym, że Hitler pochodził z Niemiec, a Mozart był Austriakiem.
I tak dalej.

Złota myśl na mundial: "Śpieszmy się kibicować naszym, tak szybko odchodzą"
19:13, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 12 czerwca 2006

Gabinet, dotychczas dostępny o każdej porze dnia, był teraz starannie zamykany.
Zza drzwi dochodziły niepokojące odgłosy. "Mam cię !" grzmiał grobowy bas "Teraz mi nie uciekniesz". Po chwili ciszy następowała seria eksplozji zakończona ścinającym krew w żyłach krzykiem. Od czasu do czasu oprócz wymyślnych pogróżek ("Mam tu kulę z twoim imieniem !") słychać było zgoła nieludzkie, chrapliwe warczenie.
xxRozpalona ciekawość dziecka pobudziła szare, a te znalazły wytłumaczenie.
- Ja cem gję !
- Dalmatyńczyki ?
- Nie, inną !
- Roboty ?
-Nie. Cem gję dja dojosłych !

Litr łez i garść wyrwanych włosów później ruszyli na patrol.
- Patrz to jest lotnia możemy wskoczyć i polecieć.
- Cem szczelać !
- Nie będziemy strzelać, tu nie ma już do kogo strzelać...
(...)
- No dobra, walniemy do tych kokosów.
- Nie spadły !
- Spaaadły. A... faktycznie. Czekaj, tata walnie granatem... No dobra, pierdolnijmy z bazuki..Też nic ?
- Mam cię, teraz mi nie uciekniesz. Mam tu kulę z twoim imieniem-znajomy bas przerwał sielankę.
- Tata strzelaj !
- No dobra, ale tak nie wolno, to było w obronie własnej...
- Mam cię, teraz mi nie uciekniesz. Mam tu...
- Tata następny ! Pierdolnij z bazuki !
11:38, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (6) »
środa, 07 czerwca 2006

 Piotruś poszerza swój słownik nie bez zdziwień. Widać, że bardzo intryguje go słowo "kurczak" określające sympatycznego, ruchliwego ptaka i zawartość talerza jednocześnie. Leniuchowa delikatnie wprowadza dziecko w tajemnice łańcucha pokarmowego.
- Bo widzisz, czasami jedne zwierzęta zjadają drugie - zaczyna, Piotruś kiwa zachęcająco głową. -Pamiętasz jak Zebra i Hipopotamica znalazły zbłąkaną kaczuszkę, wpuściły do rzeki, a tam krokodyl ją zaraz połknął ?
- Tak, ha ha ha, pamiętam ! Połknął kaczuszkę, bo myślał, że to jedzenie, a to była kaczuszka, ha ha !

15:36, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 czerwca 2006

 Ponad dwadzieścia lat temu jako licealista siadłem przed nowiutkim minikomputerem SM-4. To najmłodsze dziecko firmy DEC i radzieckiego wywiadu gospodarczego trafiło właśnie do eternitowego baraku Wydziału Informatyki by wspomóc drugi etap reformy i socjalistyczną odnowę. Asystenci dla rozgrzewki  wrzucili mu tymczasem "Program Sztucznej Inteligencji" (w BASICu).
"Czy masz jakiś problem?" - spytał program
"Nie" - odpowiedziałem przekornie.
"Czy masz jakiś problem?" - spytał program ponownie
"Tak" - zgadłem, że bez "Tak" się nie obejdzie.
"Problem jest za krótki, czy za długi ?" - eksplodował szampańskim humorem SM-4.

Dialog powyższy przypomina mi się ostatnio dosyć często. Jako zasadniczo bezrobotnemu prowadzącemu dla niepoznaki jednoosobową działalność gospodarczą trudno mi się jakoś konkretnie przedstawić. Poprzednio byłem "Inżynierem systemowym", a teraz ?
Właściciel ? Prezes ? Firmy "Leniuch - usługi informatyczne" ?
A jak się przedstawiał Ford ?
- Henry Ford, pracuję w fordzie jako Ford ?
Krótko mówiąc mam problem z za  krótkim tytułem zawodowym.
Odwrotnie kolega, który jeszcze nie ma stałej umowy, ba, nie ma jeszcze nawet umowy tymczasowej, ma już za to tytuł, którym znokautował mnie w ostatnim mailu:

(czapki z głów hołoto, pisze do was):

    Industry Middle Market Account Manager

(spocznij !)

Jak dla mnie jego problem jest zdecydowanie za długi.

Niestety, zezłomowany SM-4 już nam problemów nie rozwiąże.
20:39, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
niedziela, 04 czerwca 2006

 Zgadało się z kolegą o karierze, biznesie i drodze na szczyty. Pocieszający dla nas wniosek był taki, że zamiast tracić zdrowie pchając się na prezesa - ja wiem -Orlenu, lepiej poczekać aż zrządzenie losu samo wyniesie nas ze stołkiem ponad szarą przeciętność. Kolega przytoczył przykład znajomego magazyniera, patentowanego ciemięgi, który po latach "kariery" dochrapał się kierowniczenia pustoszejącymi państwowymi magazynami i zgrają postpeerelowskich obiboków. "Pan Kerownik" wyciągał przy tym z premią nawet do średniej krajowej. Pewnego dnia na zakładzie spoczęło łakome oko zagranicznego inwestora, który zanabył cały kram, a jego kierownik z dnia na dzień uzyskał apanaże jak szef każdej dużej placówki tej firmy na świecie czyli na poziomie polskiego premiera oraz służbowe a4.

Zatem zamiast wspinaczki - piknik pod sosną i oczekiwanie na wypiętrzenie górotworu.

Cud taki pozornie nie zdarza się dwa razy, tak się jednak składa, że ostatnio oglądam go seryjnie. Jeżdżę mianowicie po Polsce powiatowej - ba - gminnej, gdzie tam, czasami trafiam na grupę baraków w zieleni. Miejscowi trudnią się tam grzebaniem w ziemi i ładowaniem urobku na zbłąkane ciężarówki. Zajęcie to - pod szyldem państwowej kopalni kruszyw - organizuje im zwykle jakiś jedyny trzeźwy z maturą, który bardziej niż o wydajność martwi się, żeby mu pracownicy a.) maszyn na złom nie wynieśli b.) jak już wyniosą, żeby pijani nie zalegali na trasie kamazów z kruszywem. Śmierć (zawodowa) za życia, póki zagraniczny inwestor nie pokojarzył - autostrada = mnóstwo betonu = mnóstwa kruszywa. Kupił hurtem cały żwir w Polsce i z dnia na dzień fucha poganiacza zarośniętych humanoidów w żwirowni stała się najbardziej pożądanym stanowiskiem w powiecie.

Ludzie ci wciąż nie wierzą swojemu szczęściu i pojawienie się gościa ze świata (czyli mnie) to okazja do opowiedzenia historii życia. Ostatnio napadł mnie taki szczególnie gadatliwy. Pech chciał, że jakiś beznadziejny Belg z drugiego końca uruchamianego przeze mnie łącza polazł na lancz. Chcąc nie chcąc musiałem wysłuchać opowieści o życiu menedżera żwirowni od technikum mechanicznego za późnego Gomułki do chwili obecnej.
Następnym razem nagram i wystąpię o szkodliwe.
08:55, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (2) »
Archiwum