piątek, 24 maja 2013

"Niewesołe rozbawienie" - to stan, w który wprawiają mnie medialne informacje o odejściu do lamusa poczty elektronicznej. E-maile odchodzą w przeszłość, obecnie młodzież używa ... czego używa młodzież? - aaa - "młodzież do komunikacji używa portali społecznościowych", czytam sobie na smartfonie. Otóż będę trochę niedyskretny - w mojej nowej pracy czytam sobie newsy na smartfonie, bo laptopa do kibla nie zabiorę. A kibel to jedyne miejsce, czy raczej stan, w którym mogę spokojnie popatrzeć do internetu. Ale nie za długo, bo po powrocie w poczcie zastaję, no  - ostatnim razem - trzynaście nowych imejli.
Dzienna norma moja to jakieś 80 imejli po - podkreślę - wstępnym wyfiltrowaniu wszelakiego śmiecia. To śmieć, który filtruję osobiście, za odcedzanie klasycznego spamu odpowiadają na rubieżach sieci korporacyjnej bohaterscy administratorzy poczty. Sam też nie jestem bez grzechu bo dziennie produkuję jakieś dwadzieścia własnych, zwykle sążnistych i kolorowych wiadomości.
Jeśli poczta elektroniczna przeżywa jakąś stagnację, to tylko dlatego, że dotarła do granic percepcyjnych możliwości swoich użytkowników. Więcej poczty elektronicznej nie są już w stanie, na obecnym etapie ewolucji, wchłonąć.
W powyższym kontekście nie zdziwił mnie ostatni mail od googla.
Łapiecie - mail, nie: e-mail.
Wyjąłem go ze skrzynki na płocie, przyleciał - nowe słowo - http://sjp.pl/ofrankowany znaczkiem Royal Mail.
W ten sprytny sposób ominął filtry antyspamowe i został przeczytany. Dzielny mały liścik wysłany samolotem ze Zjednoczonego Królestwa wprost do mojego pudła z makulaturą.


Nadrabiając niemieckie zaległości, miała być ta mała La Havas, ale skoro o antykach to galwanizuję babę starszą nawet od poczty elektronicznej:

22:50, leniuch102 , telepraca
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 maja 2013

Książka "Miasteczko w Niemczech" mojego ulubionego Le Carre'a od paru lat czeka na przeczytanie. Tymczasem miasteczko w Niemczech o absurdalnej nazwie Niederhoechstadt stało się moją bazą na najbliższy tydzień. Cóż, wyobrażenia o przedmieściu Frankfurtu, którym w istocie jest, trochę rozmijają się z wyobrażeniami.
Dupy że tak powiem nie urywa.
Ubogo lecz chędogo. "Zimioki sprzedam", "Świeże jaja", "Stefan Nowak - remonty" - oznajmiają po niemiecku  tablice. "Stefan Nowak" jest po polsku, bo chyba jest z Polski.
Budyneczki w technologii szachulcowej z 17. wieku, MacDonald, Aldi, mój hotel...
That's -że tak powiem - it.
Tym niemniej... Weźmy MacDonalda. Byłem w Rio, byłem w Bajo, miałem bilet na Hawaje, ale polskie makdonaldy mają wszystkie makdonaldy pod sobą. W Polsce jeśli pisz "crispy" to jest "crispy" i basta. Reszta świata może przyjechać i chrupać w podziwie, włącznie ze słynącymi z rzekomej sumienności Niemcami i Amerykanami, z których podobno co trzeci pracował lub pracuje w makdonaldzie. Niemieckie (amerykańskie, peruwiańskie, południwoafrykańskie, hiszpańskie - piszę z autopsji) makdonaldy to smutne wypaczenie niezłego pomysłu, którego polska inkarnacja jest po prostu wzorcowa.
Dzięki sklepowi Aldi mogę zaś obdarować PT Czytelników recenzją Najdroższego Wina w Sklepie.
Z pewną dozą podejrzliwości lustrowałem kartony win a półtora euro flaszka, zanim sięgnąłem po najdroższe, takie za 5,99, o nazwie Spaet Burgunder. O ile okolica dupy nie urywa, to wspomniane wino nie urywa jej jeszcze bardziej. Skoro wino z najwyższej półki ma aromat ścierki do podłogi, to czego można oczekiwać od tych tańszych? Na to pytanie odpowiem w najbliższych dniach.
Żeby zakończyć na optymistycznej nucie wspomnę o zonku przy kasie. "No Visa" powiedziała kasjerka na widok wyciągniętej karty. Tak dla jaj wyciągnąłem ameksa, z podobnym skutkiem. Okazuje się, że sklep przyjmuje wyłącznie gotowiznę lub karty EC. Szok? Może, ale pozytywny. Narzut na bezgotówkową transakcję za pomocą EC (d. - eurocheck) to drobne 0,3%, czyli jakieś 5x mniej niż visa w Polsce.
Haracze dla visy, microsoftu, gazpromu etc. napawają mnie obrzydzeniem. Są quasi-podatkami, ciężką łapą wyzyskiwacza na karku narodowych gospodarek. Obowiązkiem każdego porządnego państwa jest ich minimalizacja, o czym doskonale zdają się wiedzieć Niemcy. Kiedyż u nas... donnerwetter, miało być pozytywnie, a wyszło jak zwykle.
Bis dann.
Miał być teledysk, ale...

Archiwum