piątek, 29 maja 2009
Człowiek roztropny jeździ klocwagenem, chodzi w adidasach, ogląda telewizor sony. Ma dwa razy drożej, bo markowo, ale nikt mu nie powie - wytaniłeś, to ci się psuje.
Dziadu jeden.
Czasami jednak kusi żeby zejść z utartych konsumenckich ścieżek. Mnie skusiła karminowa komórka typu puderniczka. Była prześliczna, miała wielgachne wyraźne klawisze i takiż wyświetlacz. I nie była nokią, czyli z punktu połowę tańsza. Idealna komórka do stelefonizowania Seniorki.
Witaj przygodo.
Delikatnie nacisnąłem aksamitną obudowę, która lekuchno ugięła się zwalniając zaczep. Zsunąłem ją i wetknąłem baterię. Podpiąłem do gniazdka i ujrzałem wielkie bukwy: "Włóż kartę SIM".
Delikatnie nacisnąłem aksamitną obudowę, która lekuchno... nie, już nie mogła się ugiąć, bo w środku była bateria. Zaczep trzymał. Zacisnąłem zęby próbując na siłę zsunąć tył obudowy. Kciuki najpierw zbielały, potem zsiniały. Twarz poczerwieniała, mięśnie zbryliły się, trzasnęły portki na dupsku i tiszert na bicepsach.
Po godzinnej walce wpadłem na pomysł.
-Leniuchowa, popatrz, tej tu komórki coś nie mogę...Weź ty sima włóż, to przecież damski telefonik.
Ponownie wkroczyłem do akcji po następnej godzinie, kiedy połamała na komórce długopis i sięgała po śrubokręt. Komórka w podziaranej obudowie nadawałby się na prezent jakby mniej.
W międzyczasie sprawdziłem w googlu "trouble opening case sgh b300". Google zawsze znajdzie odpowiedź, a nawet dwie, standardową: "poszukaj w googlu" i sprecyzowaną: "umyj ręce, bo masz tłuste".
Oszczędzę dalszych drastycznych opisów, które mogłyby zniechęcić do lanczu, skończmy na tym, że gdzieś o trzeciej nad ranem przyciskając obudowę kolanem i podważając szponami milimetrową szczelinę udało mi się wedrzeć do środka. Starłem z obudowy krew wytryśniętą spod paznokci.
Cena oryginalności.
13:07, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (8) »
środa, 27 maja 2009
Reksia pamięta? A otwierającą go listę płac i gościa o odjechanym nazwisku "Otokar Balcy", kolegę "Alojzego Mola"?
Well, zdarza mi się ściągać filmy tylko z powodu pysznej "credit sequence". Ostatnio zaimponowały mi napisy do X-Men Wolverine. W ciągu trzech minut pokazują wszystkie większe wojny, od secesyjnej do Wietnamu, przekonująco przedstawiają degrengoladę moralną pewnego wilkołaka i ustanawiają rekord świata w dyskretnych efektach specjalnych. Wilkołaki jednak nie podskoczą Bondowi w "Die Another Day". Niestety, jakość na Tubie nie nadanża, w zastępstwie też  niezłe Casino Royal:
 Niezłe, niezłe... zapamiętał choć jeden napis?!!!
Czyli Reksio lepszy.

 
Własne typy?
poniedziałek, 25 maja 2009
Wyobraźcie sobie urządzenie o displeju > 20 cali, rozdzielczości lepszej niż HD, kontraście takim, ze nie przeszkadza mu pełne słońce na wprost. Grubość - poniżej milimetra.
Prezentowane na nim treści są  permanentnie archiwizowane w technologii WORM (Write Once, Read Many), nikt ich chyłkiem nie skasuje, ani, co w internecie coraz częstsze - nic nie dopisze.
Zużycie energii - zaniedbywalnie małe, może pracować na jednej baterii AAA aż do jej wyładowania, a nawet po. W gruncie rzeczy można tę baterię nawet zostawić w domu, bez uszczerbku dla komfortu użytkowania gadżetu. Jego waga wyniesie wtedy parę gramów. Mimo dużej przekątnej jest całkowicie mobilny, bo łatwy do złożenia, a nawet - zrolowania.

No i cena - poniżej 1 euro. Właściwie to poniżej dolara, w zakresie 2-3 złotych.

Tak, to gazeta.
20:02, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
sobota, 23 maja 2009
Ja tam do Niemców nic nie mam. Znam nawet paru porządnych, jak ... eee ... Kloss albo ...yyyy... Sztyrlitz. Ale jeśli macie przypadkiem do załatwienia coś w rejonie, gdzie są podejrzanie równe chodniki, a poboczem śmigają na rowerach krótkoostrzyżone blondynki - beware.

Zlecenie rzuciło mnie do zakładów koksowniczych na krańcu kraju. W zakładach przetrwały nienaruszone procedury z końca stanu wojennego, na które nałożyły się nowe wytyczne korporacyjne. Do tego doszły uregulowania firmy ochroniarskiej zatrudniającej późne wnuki Wehrmachtu.

Samo sforsowanie portierni, poprzedzone tydzień wcześniejszym podaniem, uzgodnieniami telefonicznymi itp. trwało półtorej godziny. Szef informatyki zlecił wprowadzenie mnie na zakład dwóm osobom, a każda z nich wygenerowała stos kwitów i przepustek (dla mnie, auta, instalowanego urządzenia, laptopa, osoby asystującej, walizki z narzędziami, pudełka chusteczek higenicznych). Samochód i tak został na bramie wyhaltowany, bo... wjeżdżać mogą tylko ciężarówki.

Tu już nie wytrzymałem i spytałem czemu, wartownik warknął coś jak "maul halten", a informatyk wyjaśnił, że niedawno na obiekcie ciężarówka rozjechała kobietę na rowerze.
Na usta cisnął mi się potok pytań żartów i bonmotów, np.  że sam po drodze rozjechałem dwie baby na rowerze, albo czy dwóch komputerowców w fokusie wygląda jak baba na rowerze, ale z doświadczenia wiem, że niemiecki software, jaki w tej firmie wszyscy mieli poinstalowany w substancji szarej, wyklucza głupie żarty z rozporządzeń. Zasadniczo wyklucza jakiekolwiek żarty.

Domyślam się, że miejscowy firer nie mogąc zakazać ciężarówkom wjazdu do koksowni, chciał wyrównać szanse w przyszłych kolizjach i nie wpuszcza niczego mniejszego od wywrotki. W końcu wjechaliśmy na zakład i na pierwszym skrzyżowaniu gospodarz zafundował mi następny szok.
- Pan zwolni - mówi - bo tu o jest fotoradar.
Czaicie? Fotoradary (bo było ich więcej) na prywatnej drodze wewnątrz posesji.

Ta nieludzka akuratność udzieliła się nawet monterom z telekomuny, którzy zwykle zostawiają łącza w standardzie "dwa gołe druty", a tutaj wysilili się na porządne gniazdka.
Opuściliśmy tę przerażającą fabrykę i zaparkowałem koło znajdującego się na zewnątrz, przy drodze publicznej biurowca. Informatyk popatrzył na mnie spłoszony i "przeparkuj pan, bo tu nie wolno", mówi. "Strażnik na bramie filuje i zadzwoni na policję, zaraz przyjdą i wlepią mandat". Objechałem budynek poza zasięg tych psycholi, a koleś: "jedź pan dalej, bo tu kamerę ustawili, też zobaczą i doniosą". Faktycznie, strażnik oprócz chodnika w czynie społecznym pilnował przed rozkradzeniem metalowy pomnik powstańca śląskiego.

Powstaniec zresztą polski, lepiej patrzeć mu na ręce.
13:06, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
czwartek, 21 maja 2009
Przeglądając bloga doszedłem do wniosku, że wyłania się zeń obraz płytkiego gościa o zgoła żadnym życiu wewnętrznym. Z grubsza prawdziwy, ale przecież niepełny. Celem wzbogacenia relacji między podmiotem lirycznym, a czytelnikami zapraszam do ankiety.
Podczas golenia czasami nachodzi mnie obawa, że elektryczna golarka rozszarpie mi gardło.

Tak
Nie
22:36, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (9) »
wtorek, 19 maja 2009
Ambicją filmów akcji jest wgnieść widza w fotel i utrzymać go w tym stanie do napisów końcowych. Producenci próbują osiągnąć ten cel głównie za pomocą efektów specjalnych. Może i woleliby ciekawą intrygę, zabawne dialogi czy dobre aktorstwo, ale te środki należą do domeny sztuki. Sztuka, jak wiadomo, raz wyjdzie, a raz nie. Film akcji to biznes i zarobić musi zawsze.

Kiedyś jako młode pacholę z rodziawioną japą podziwiałem fruwające ciężarówki czy eksplodujące gwiazdy śmierci. Z wiekiem mi przeszło.Jasno przypominam sobie tę chwilę, moment utraty zdolności do bezkrytycznego zachwytu. Było tak. Neo z Trinity wkraczają do biurowca, w którym torturowany jest Morpheus. W torbach dźwigają broń, której starczyłoby na odwrócenie losów kampani wrześniowej. Pachołki Matriksa dają odpór, powietrze robi się gęste od ołowiu, wśród którego bohaterowie przemieszczają się saltami i korkociągami. Dzieje się naraz tyle, że reżyser wrzuca zwolnione tempo.  Tu płynie wirując kawałek marmuru, ówdzie odziana w lateks Trynity, a ja nagle słyszę: Leniuch, leniuch, obudź się!

Akcja zrobiła się na tyle dynamiczna, że nie tylko wgniotła mnie w fotel, ale ukołysała do snu.
I tak mi już niestety zostało. Tam, gdzie rezyser zaprojektował dla mnie włosy dęba i tętno dwieście, reaguję spowolnieniem procesów życiowych.

Miałem ambitny plan prowadzenia pobocznego bloga o znaczącej nazwie axxowatch. Chciałem się tam pastwić nad ściąganymi z netu najwnowszymi filmami akcji i nie tylko. Przez jakiś czas mi się udawało, aż do Szybkich i Wściekłych Cztery. Podchodzę do tego filmu czwarty raz i z trudem przeczołguję się przez wstęp. Za szybko, za wściekle i do tego ta cysterna frunąca - zieeeew -  w zwolnionym tempie nad dro... dr... chr...chrrr.

http://thepiratebay.org/torrent/4873884/Fast_and_Furious_4_R5_LINE_XviD-COALiTiON_%5Btorrentzilla%5D
00:47, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (9) »
niedziela, 17 maja 2009
Od lat na popularnej witrynie slashdot można bez rejestrowania się publikować opinie, pod warunkiem, że nie przeszkadza nam tymczasowo przydzielany przydomek Anonymous Coward.
Zauważcie - koleś zarejestrowany jako LordVader44 nie jest w tej społeczności uznawany za anonima, ale za, well, pana Lorda Vadera nr 40 i czwarty.  Dla weteranów internetu, a ekipę slashdot.org mozna do nich spokojnie zaliczyć, przydomek, pod którym się od paru lat dyskutuje, spiera, prowadzi często bloga, publikuje fotki z wakacji to żadna anonimowość. Jak się pod takim przydomkiem napisze coś głupiego, wstyd taki sam, a może i większy niż pod nazwiskiem.

Oczywiście piszę powyższe poruszony procesem, jaki klan Czumów chce wytoczyć katarynie.
A jeszcze bardziej andronami wyplatanymi przy tej okazji o "tchórzliwej anonimowości".

Nazwisko przewrażliwionego syna ministra - Krzysztofa Czumy wrzucone do googla generuje 213 000 wyników. Przydomek "kataryna" występuje w googlu 539 tysięcy razy. Rzekomo "anonimowa" kataryna z punktu widzenia internetu jest kilkakrotnie bardziej znana od ministrowicza. Nie przeszkadza mu to wymyślać katarynie od anonimowych i tchórzliwych.

Szczerze życzę obu Czumom, aby jeśli kataryna minęła się co do nich z prawdą, doczekali się "nieanonimowych" przeprosin. Np. takich

"Ja, Bronisław Chodakiewicz, emerytowany brakarz z ZNTK w Rzęchach niniejszym oświadczam, że minąłem się z prawdą, pisząc w internecie, że wydaje mi się, że Czuma minął się z prawdą."

Ciekawe, czy to ich usatysfakcjonuje, baranów.
wtorek, 12 maja 2009
Smutna nowina, Homer kopnął w kalendarz.
Sienkiewicz takoż, a trzy lata temu, w szczęśliwym wieku 77 lat odszedł od nas Danny Flores.
Who the f**** is Danny Flores, spytacie?
Nie tak szybko.
Homer z SIenkiewiczem zasmarowali parę stron juz to heksametrem, już to staropolszczyzną. Ich historie chwyciły, Hollywood nakręcił na ich podstawie setkę filmów, ale ani cent z tego procederu nie trafił do spadkobierców obu panów czy to w Grecji czy w Polsce.
Dzieło Dannego Floresa jest równie znane, co dokonania tych pisarzy, choć składa się z tylko jednego słowa. Jest nim "tequilla!" radośnie wykrzyczana trzy razy podczas instrumentalnego utworu o tym tytule.
Właśnie za "Tequillę" autorstwa martwego jak solony śledź Floresa ściga mnie międzynarodowa korporacja. Nie zapłaciłem za puszczenie tego kawałka w tle filmiku z wakacji.
Napisałem "ściga"?
Ona już mnie dopadła i wykastrowała moje starannie zmontowane dziełko. Razem z rytmami tequili usunięto z niego pozostałe dźwięki, autorstwa mojego, żony, dziecka i znajomych.
Nie o take freedom walczylyśmy.

Jeśli podzielacie mój słuszny gniew, możecie popatrzeć na ogłuszony filmik, nucąc pod nosem:
"ta-tam - ta - tata - tam - tam
 ta-tam - ta - tata - ta...
Tekila!"... albo puścić kawałek z wrzuty :-).

"Film sharm może zawierać treść typu ścieżka audio z Tequila autorstwa The Champs należącą do WMG. W rezultacie z filmu usunięto ścieżkę dźwiękową."

BTW.
Okazją do tego wpisu są nieuchronnie zbliżające się wybory, na czas których, jak wiedzą bywalcy bloga, jestem wywożony przez Leniuchową na wakacje. Co zrobić... No właśnie, instrukcje wyborcze będą przed samym wyjazdem :-).
niedziela, 10 maja 2009
Za sprawą mojego znerwicowanego psa, który przestraszył się pekińczyka miniaturki, zostałem obalony na ziemię i pozbawiony praworęczności. Niby żadna kość nie sterczała, ale czas mijał, a zdemolowany nadgarstek jakoś nie wracał do formy. Prawa ręka fajna rzecz, jest czym żonie przyłożyć i w ogóle... poszedłem do lekarza (umownie: dzień 0).
Lekarz w przychodni okazał się lekarzem pierwszego BRAKU kontaktu. Nawet go rozumiem - jest młody, chce żyć, a świńska grypa napiera. Zza maseczki, bez dotykania mojej śmiercionośnej prawicy wypisał mi skierowanie do chirurga. Pojechałem się zarejestrować.. pierwszy termin na dzień +5.
Chirurg z lekkim obrzydzeniem obejrzał dłoń i kazał ją prześwietlić.
Do rentgena  zarejestrowałem się następnego (+6) dnia... na dzień +17.
W tym momencie zrozumiałem, że lecząc się w enefzecie zyskam co najwyżej materiał do notki.
Prześwietlenie trwało dziesięć sekund, ale po wyniki kazano mi się zgłosić w dniu +20, po 16:00.
Potem się już tylko zarejestruję do chirurga...
Łell, Mili, nie róbcie sobie złudzeń, ten system jest fikcją. W kolejce do specjalistów obok mnie stała laseczka, która obaliwszy się uszkodziła stopę. Proponowano jej ortopedę w terminie +60. Indianie Guarani mają w misyjnym ambulatorium lepszą opiekę zdrowotną, niż my za swoje cirka dwieście peelenów miesięcznie.
Fajnie, że Rzeczpospolita poorganizowała te enefzety, ministerstwa, odliczenia itp., ale najlepszą polisą na zdrowie pozostaje słoik z grubym zwitkiem banknotów, zakopany na czarną godzinę
w doniczce z fikusem. W chwili potrzeby za ten zwitek wciśnięty chirurgowi z pominięciem kasy fiskalnej ekspresowo was prześwietlą, zdiagnozują, wsadzą w gips jak Mumię 5, a w promocji dorzucą trzecią nerkę.
Howgh.
00:28, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (18) »
piątek, 08 maja 2009
Nie ma prostszej i efektywniejszej aktywności ruchowej niż bieg, taki na przełaj, przed siebie. Siedzisz sobie przed telewizorem, szybka decyzja i po chwili gnasz, dziki i swobodny.
No prawie, bo musiałeś się jeszcze przesiąść z kapci w buty biegowe, które wcześniej wybierałes przez dwa tygodnie. Buty to nie wszystko, ojciec rodzinie zadba jeszcze, by znienacka nie zejść na zawał i założy pulsometr. To taki rodzaj stanika w rozmiarze -1 sprzężony z naręcznym komputerkiem.
Bieg biegiem, jęzor na wierzchu, kilometr, drugi, trzeci i zaczyna być nudno. Warto pomyśleć zawczasu i wziąć w kieszeń empetrójkę, a na uszy specjalistyczne wiatrooodporne słuchawki. No i zadbać o odpowiednio energetyczny repertuar.
Jeśli się biega w kółko, dość łatwo policzyć ile się przebiegło, ale na przełaj? Zanim ruszysz na przełaj, skręć do samochodu i zabierz nawigację. Na pulsometrze - puls, na nawigacji - odległość i prędkość, z empetrójki - umpa umpa.
Tylko nie biegnij wieczorem przez park, bo opuścisz go bez tych gadżetów i na bosaka.
12:12, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (7) »
środa, 06 maja 2009

Nie tylko Wajda, nieprawdaż... Szukając kreskówek dla dziecka wdepnąłem w oskarową animację pewnego Australijczyka, który uwiecznił w plastelinie życie typowego polskiego emigranta nazwiskiem Krumpetzki (vel Harvie Krumpet)
Aż się boję tej fali arcydzieł, jaka zaleje kulturę, kiedy Anglicy ochłoną z pierwszego wrażenia i zaczną portretować polskie masy pracujące w UK.

Trochę powiastki filozoficznej w klimacie Vonneguta, trochę Plastusiowego pamiętnika... powtórka z angielskiego dla osób o mocnych żołądkach.

23:53, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (8) »
sobota, 02 maja 2009

Jak co roku Wrocław świętuje przystąpienie do UE wielogitarowym koncertem na cześć wybitnego Europejczyka Jamesa Marshalla Hendriksa. Alternatywnie można było podjechać na Partynice, gdzie w Miasteczku Westernowym przygotowano dla wrocławian liczne atrakcje:

13:30 - 14:00 Scenki z Dzikiego Zachodu: "Napad na bank"
14:30 - 15:00 Scenki z Dzikiego Zachodu: "Najazd Indian"
16:30 - 17:00 Scenki z Dzikiego Zachodu: "Bijatyka Kowbojów"


Europo witaj nas.

Postanowiliśmy świętować nieszablonowo i odwiedzić pobliski Park Jurajski. Od paru sezonów masowym zakładaniem takich parków zajmują się znużeni uprawą rzepaku rolnicy.

"Jakiś czas temu podjęliśmy decyzje o założeniu Parku Jurajskiego na terenie naszego gospodarstwa. Mąż od razu wziął się do pracy i z licznych odpadów budowlanych zaczęły powstawać prahistoryczne gady nie ukrywam że również ochoczo i z zaangażowaniem przystąpiłam do realizacji naszego planu"


Z wielkim, dodam od siebie, sukcesem. Pobudowane z "licznych odpadów budowlanych" dinozaury wyglądają jakby były zrobione z niemieckich materiałów klasy premium. Skórę dinozaurów pokryto pierwszorzędnymi farbami, nie tracącymi swych żywych kolorów pod wpływem warunków atmosferycznych. Kobiecą ręke gospodyni widać w starannie umalowanych ustach i paznokciach jej podopiecznych. Na ich pyskach maluje się zadowolenie. Muszą być dobrze odżywione, bo nie pożerają przechadzających się między nimi mniejszych figurek zwierząt gospodarskich i leśnych, jak: koniki, osiołki, dzik i sarna. Wejścia do parku strzeże gipsowy bocian. Nad Parkiem dumnie powiewa Biało-Czerwona.

Ekspozycję obejrzeliśmy z wielkim zainteresowaniem, a dziecko wręcz z entuzjazmem. To miejsce, do którego na pewno zawiozę znajomych Europejczyków, jeśli zapragną ujrzeć coś wyjątkowego.

12:24, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (13) »
Archiwum