wtorek, 31 maja 2005
xxJeden doktór od języka ustalił, że narzecze jakim posługują się pp. Szpakowski i Szaranowicz jest ich własnym wynalazkiem narzucanym dzięki telewizji kibicom. Trenerzy i piłkarze nie mają pojęcia co to takiego "podanie prostopadłe", a bardziej pyskaci dopytują się: "prostopadłe, ale do czego ?", werbalizując wątpliwość i mi nieobcą.
Cóż, to tylko sport, na szczęście w innych dziedzinach ludzkiej aktywności można liczyć na rzetelną, fachową precyzję.
Czyżby ? Czemu w takim razie przedmiot sprzedawany jako "szlifierka kątowa" dla jednej ekipy jest "gumówką" a dla drugiej "fleksem" ? Ba, cieśle "wiatrownicą" nazywają ukośną belkę wzmacniającą dach od wewnątrz, dla dekarzy to decha z brzegu połaci. Liczbę takich kontrowersji można pomożyć przez dwa, bo co druga brygada w mojej okolicy mówi po ukraińsku i np. zakłada na fleksa "ałmaznyj krug".
W nieskończonej różnorodności wichajstrów i dinksów walających się przez ostatnie parę lat po garażu mam swojego faworyta. To niebanalne w funkcji, oryginalne w formie i odjechane w nazwie KŁAPCĘGI.
09:59, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 30 maja 2005
niedziela, 29 maja 2005
xxDziadek kolegi jadąc z Ostrowa do Kalisza zwykł mawiać - patrz wnusiu, tu kończą się dachówki i zaczynają strzechy, wjeżdżamy właśnie do Rosji. Kraj nasz pełen jest nieistniejących granic wciąż żywych w umysłach jego mieszkańców. I ja noszę w sobie traumatyczne skutki pewnego rozbioru Polski z początku lat siedemdziesiątych. Ojczyznę rozdarto wtedy między strefy Coca-Coli i Pepsi. Mi przyszło żyć w tej drugiej. Do dziś bez pudła rozpoznaję pepsi po samym smaku, i jeśli tylko mam wybór twardo domagam się soft-drinka z dzieciństwa. Tak było i tym razem gdy zszedłem z roweru w sąsiedniej wiosce.
- Małą pepsi z lodówki poproszę.
Sprzedawczyni zareagowała jak na kontrolera z urzędu skarbowego. Zaskoczenie, przerażenie, rozlatane oczy i ręce. Własnym ciałem zasłoniła lodówkę, nie, dwie lodówki.
-Zimne mamy tylko napoje firmy coca-cola - wyrecytowała ze śmiercią w oczach. - Cola, fanta czy sprajt ?!
-Trudno, niech będzie cola - nie będę się kłócił z wariatką o gabarytach wywrotki. Gdy wyjmowała butelkę przysiągłbym, że z tyłu oprócz pepsi było z pięć gatunków piwa i jakieś soczki. Babka ostrożnie podała mi colę manewrując tak, by cielskiem wciąż zasłaniać mi lodówkę.

Olśnienie przyszło, gdy przejrzałem się w oknie wystawowym. Miałem na sobie czerwonego tiszerta z białym logo jakiejś firmy oponiarskiej. Kobita wzięła mnie za agenta cocacoli sprawdzającego zawartość firmowych lodówek. Ale jaja.

The picture above by courtesy of Diego Manuel
sobota, 28 maja 2005
Zerwałem się o pierwszym brzasku by zdążyć do biura przed kurierem z ważną przesyłką. Niestety na drzwiach przywitało mnie już awizo. Co za nietoperz jakiś w środku nocy za piętnaście dziewiąta paczki rozwozi ?! Dzwonię na infolinię DHL-a i zgłaszam, że sam sobie z magazynu odbiorę. Bo nie będę przecież jak głupi w biurze koczował w piękny majowy dzień !

* * *

xxZaczyna się nudnie, ale będzie zabawnie. Na początku moja Korporacja wyautsorsowała magazyn do Cargoline, a do wysyłek używała Serviska, jak wszyscy. Potem przybyła Deutsche Post i wykupiła Servisco, a Cargoline przejął Danzas. "Deutsche Post" pół wieku po wojnie wciąż się średnio kojarzy, więc Servisco okleili marką EuroExpress. Chwilę później Niemiec zagarnął też Danzas Cargoline i paczuszki choć składowane i przewożone przez jedną niby firmę były oklejone:
Euroexpress-Servisco-Deutsche- Post-Danzas-Cargoline.

Uff.

W tym momencie wkroczył DHL, zerwał te wszystkie nalepki, przykleił jedną -swoją.

* * *

Zgłaszam się wieczorkiem do magazynu DHL z awizem w ręku
- To nie nasze. To z białego dehaela, a my jesteśmy żółty
- Że skjuz-mi ?!
- Biały - postukał w nieskalaną biel awiza - żółty - wskazał na tło ogromnego logo za swoimi plecami.
- A jaka to różnica - pytam głupio, bo i zgłupiałem przecież.
- Jak stąd na Ostrowskiego (drugi koniec miasta, dokładnie). Tam magazyn mają.

Kabaret Mumio się chowa.
07:00, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
piątek, 27 maja 2005
Można być nawet szpakiem - twierdził filozof i niechby sobie był, ale czemu te szpaki defekują jak najęte ?!
Jak NAJĘTE ? Kurcze ! Kto za tym stoi ?!


08:01, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (5) »
czwartek, 26 maja 2005


(jeżeli zamiast wielkiej niebieskiej kuli z czerwonym dzyndzlem widzisz biały prostokąt, to coś nie tak z twoim pluginem flash-a, albo ostry atak zaćmy)
00:46, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (7) »
środa, 25 maja 2005
Zbłaźniłem się, dałem ciała i odsłoniłem braki w obyciu i uzębieniu, ale skąd ja, prosty chłopak po uczelni technicznej miałem wiedzieć, że jakaś Kundera za Czechosłowacji sikała do umywalki ? A to się po prostu wie i już. Dalejże w panice plombować krater ignorancji, pięć dych w kieszeń i do kiosku po thriller prawniczy Zbrodnia Ikara czy tak jakoś. Sięgam, a tu w oko wpada mi zdrowa rumiana paniena obleśnie oblizująca słoik z burakiem ćwikłowym. Masłowska ! Ech, bolesny dylemat czy za pięćset stron wynurzeń spróchniałego Fiodora zapłacić 18 złotych, czy dorzucić jeszcze dyszkę i mieć sto stron poematu rapem. Praszczaj Fiedia, nie tym razem. Może kupię dvd jak wystawią cię na promocji w makro.

Dwa, opisałem policyjny pościg za moją ciężarówką, jaki to kurde szybki niby jestem, a się złożyło, że jeden z Szanownych Komentatorów umieścił link do niniejszego bloga na swoim autoforum (btw dzięki, z dziesięć wejść miałem i licznik wciąż bije). Zajrzałem, czym jeździ i powiem tyle, u nas na bagnach za równowartość takiej bryki stawia się chałupę, kupuje kombajn i jeszcze na trabanta starcza. Słowem komentuje mnie elita, co przeczuwałem, a teraz wiem na pewno.


00:47, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (10) »
wtorek, 24 maja 2005
Żyję z pracy rąk, jeżdżę ciężarówką. Wg ustawodawcy to auto z bagażnikiem trwale oddzielonym od reszty czyli - bezużytecznym. Byle maluch zmieści więcej, w sensie gabarytów, niż ja w swojej - Trybunale Najwyższy, miej litość nad posłami - ciężarówce.
Wyszło, że muszę skoczyć do marketu po trochę boazerii. Gdybym złamał ją ciosem karate wpół (yeah, żółty pas shotokan sprzed ćwierć wieku, a co) i to pół jeszcze raz na pół, to mógłbym ją zmieścić w bagażniku, ale, he he, sezon grzewczy się skończył i podpałka mi nie potrzebna. Wetkłem zatem listwy do przedziału osobowego pozwalając końcówkom tyleż swobodnie co nieprzepisowo sterczeć przez boczną szybę. Sto pięćdziesiąt dwupasmówką - planuję - a xxpotem zapadnę w swe bory i oczerety i będą mi mogli... Sterczy z lewej, muszę lewym pasem, skoro lewym, to wolno nie mogę i rzeczywiście po chwili półtorej paczki na zegarze. Jak się jaki pracownik zieleni miejskiej na pasie zieleni miejskiej napatoczy, to go normalnie zgilotynuję - myślę sobie. Zerkam komu się z tyłu tak śpieszy, kto mnie tak naciska - a to niebieskie mondeo policji państwowej. Aaaaaaa ! Zjadę na prawo, to boazeria im dach skosi, utrzymam tempo - dostanę dożywocie za dwieście w mieście. Impas. Niedługi, bo po chwili chłopaki hyc - na prawy pas i z prawej po przepisach mnie wyprzedzają. Już już pewno sięgają po lizak albo służbowego beryla, ale...
Nie wierzę własnym oczom całkiem w prawo zjechali, na osiedle.
Jak to się mogło stać, że ta hydra nigdy spotniałych banknotów niesyta, te krwiopijce chciwe, a niezaspokojone odpuściły?!
I uśmiech obślizły mi na cyferblat wylazł, bo skumałem jakie to osiedle i czemu policja tutejsza większe zmartwienia ma niż byle świr dekapitujący przechodniów z prędkością dźwięku. Psie-Pole, Psie-Pole - trzynasty seksposterunek w całej Polsce słynny..
poniedziałek, 23 maja 2005
Wygrana izraelskiego transwestyty bujającego się na bananie rozsławiła niegdyś festiwal Eurowizji w świecie. Raz na bardzo rzadko udało Polsce się dostroić do właściwego tonu i wysłać na ten spęd indywiduum na taką wycieczkę zasługujące - rosyjskiego Cygana w białoczerwonym kontuszu (?). Świetnie komponował się z paradą pozostałych dziwadeł, i podobnie jak większość z nich, ze śmiercią w oczach balansował na linii melodycznej. Niektóre kraje nie załapały konwencji i posłały na Eurowizję piosenkarki urodziwe, zdolne i wyposażone w fajne kawałki. javinePopis takiego prowincjonalizmu dała w tym roku Wielka Brytania. Niezawodni europejscy słuchacze wykazali się jednak czujnością i jeszcze w połowie głosowania Brytyjka zamykała stawkę z dorobkiem 0 (słownie: zero) punktów, by w końcu awansować o 2 oczka. Rozumiem, że wysyłacze esemesów są głusi, ale czemu ślepi ?
Rzut oka na tabelę wyjaśnia wszystko: czub - Grecja, Malta, Rumunia , ogon - Anglia, Francja, Niemcy. Darmozjady wspólnego europejskiego domu bezczelnie wygłosowały swoich sponsorów. Zaiste, no good deed goes unpunished.
To w sobotę, w niedzielę z pierwszym promieniem świtu siadłem przed tvn-em by obejrzeć jednego z ostatnich czynnych, a metrykalnie starszych ode mnie sportowców. Tym razem Andrew był czynny całe 52 sekundy, po czym kolejny raz wyleciał na emeryturę, tym razem przez liny ringu. Spoko. On jest jak Jason, jak Freddie Kruger - powróci na pewno i po raz piąty, szósty i kolejny stanie do walki o mistrza, a my znowu zarwiemy noc.
00:55, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (6) »
sobota, 21 maja 2005


wyjaśnienie powyższej fotki: tu i np. tu
09:06, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (14) »
piątek, 20 maja 2005
Ha, zbliżają się pierwsze urodzinki mojego zajefajnego blogaska. Przewiduję szereg atrakcji i niespodzianek.
Oto ramowy plan obchodów:

Wójt Gminy Długołęka Leniuch102
zaprasza wszystkich mieszkańców oraz gości
do udziału w tradycyjnie już organizowanych
na terenie parku w Szczodrem
DNIACH GMINY DŁUGOŁĘKA TELEPRACY
które odbędą się w
NIEDZIELĘ 19 CZERWCA OD GODZ. 12:00.

Gwiazdą obchodów będzie tegoroczny reprezentant Polski na festiwalu Eurowizji
ZESPÓŁ IWAN I DELFIN

Ponadto na wszystkich przybyłych czeka tego dnia wiele atrakcji m.in.:
- liczne gry i zabawy z nagrodami dla dzieci i dorosłych
- pokaz ogni sztucznych
- kucyk, przejażdżki bryczką oraz pokazy sportów konnych,
- wioska życzliwości
- paintball, strzelanie z łuku i inne odjazdowe atrakcje przygotowane przez zespół Xextreme
- kolorowe dmuchańce
- doskonała oprawa muzyczna w wykonaniu zespołu "The Black"

xx
SERDECZNIE ZAPRASZAMY !

12:24, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (9) »
czwartek, 19 maja 2005
xxNajpierw były takie francuskie bułeczki z serem. Bardzo dobre i - oczywiście - kawa. Potem dostaliśmy po długopisie, skoroszycie i plakacie. Następnie znowu kawa, soki i kapitalne ciastka - trochę małe i przez to człowiek wyszedł na łapczywie sępiącego chama, ale było warto. Zwłaszcza dla tych orzechowych kuleczek. Na koniec lancz - karkówka i śląskie albo kurczak nie-wiem-po-jakiemu z ryżem. Była też jakaś zupa, ale się nie dopchałem.

Aha, dowiedziałem się też, że "Rozwiązania bezpieczeństwa są bardzo istotnym elementem infrastruktury sieci i stanowią one nieodłączny element dzisiejszych rozwiązań komunikacyjnych" i żeby kupować je od ... kurde, zapomniałem od kogo.
09:48, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (10) »
środa, 18 maja 2005
Pewnego letniego dnia w drzwiach mojego biura pojawił się szczurzy pysk akwizytora. Szczęściarz, pomyślałem o nim. Po pierwsze, zapukał do mnie, a nie do brutalnego szefa firmy przewozowej drzwi obok albo złośliwych handlowców lakierem na końcu korytarza. Po drugie, w ogóle mnie zastał, czyli trafiło mu się jak 20 do 365. Powinien grać w totolotka, bo w dodatku właśnie skończyłem odkamieniać czajnik, a on tachał 20 litrów wody źródlanej Maryna z kranu, sorry, źródła w Obornikach Śląskich.

xxNo i teraz męczę się z tą Maryną, bo 20 litrów to sporo. Pijemy we dwóch, pół roku minęlo, ale jako że częstotliwość wizyt w biurze nie wzrosła, poziom wody w kanistrze utrzymuje się wciąż w strefie stanów wysokich. Piję sam, częstuję innych, już to kordialnie, już to nachalnie. Ostatnio wlałem po dwie herbaty w wizytację z Warszawy, choć się wzbraniali, a w konsekwencji spóźnili na pociąg. Nie powiem, żebym się zmartwił, bo wróciliśmy do biura i wdusiłem w nich jeszcze po kawusi.
15:55, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
wtorek, 17 maja 2005

Miałem kiedyś książeczkę dewizową. Dzięki tej książeczce mogłem nabyć dziesięć dolarów amerykańskich i z tą górą pieniędzy w kieszeni wyjechać np. do Szwajcarii, co raz uczyniłem. Oszczędzę tu opisu urzędowego triathlonu na którego mecie czekał paszport. Na szczęście jako szesnastolatek nie byłem obiecującym osobowym źródłem informacji i żaden esbek nie ufundował mi przy okazji stypendium sportowego. A w każdym razie nic nie kwitowałem.

Książeczka dewizowa przypomniała mi się, kiedy kolega opowiedział o swoim gościu weselnym, który na codzień mieszka dziewięć godzin w lewo, gdzieś w Stanach, a dokładniej w jednym stanie bo przed podróżą do Polski się z tego stanu nie ruszał. Po lądowaniu na Wybrzeżu jankesa zapakowano w auto i przewieziono do Łodzi, gdzie był jedną z atrakcji wesela, zwłaszcza że szczyt aktywności wypadał mu po północy. Ogólnie happy, odmówił jednakowoż powrotu na Wybrzeże autem, z amerykańską asertywnością uzasadniając to strachem o życie w kontekście zwyczajów na polskich drogach. Wsadzono go wobec tego do pośpiesznego. Na drugim końcu wysiadł dziwnie małomówny. Niewykluczone, że po powrocie podda się terapii.

xx9 godzin w prawo znalazł sobie sympatię wspomniany cztery notki wcześniej Mareczek. Skośnooka w żadnym razie nie jest złą kobietą z filmu Pasikowskiego, taką jak eksżona Mareczka. Dopiero teraz, w dalekich Indochinach, Mareczek w pełni realizuje się jako mężczyzna, szczególnie, że jemu również szczyt aktywności wypada tam trochę po północy.

Głupia ta notka, ale co poradzę. Wyrosłem w czasach, kiedy eskapada do enerde była podróżą życia i już zawsze będę się entuzjazmował transkontynentalnymi wypadami na randkę czy wesele.

Słownik pojęć:
Czasoprzestrzeń: "Kuszelak, kopiecie stąd do obiadu"
poniedziałek, 16 maja 2005
Wspólnym wysiłkiem Narodu, Prezydenta i Europosłów wymusiliśmy zmianę postrzegania Ojczyzny na Zachodzie :D.



Newsweek edycja międzynarodowa, 2 maja 2005.
 
1 , 2
Archiwum