sobota, 29 kwietnia 2017

Istnieją miejsca i zawody , gdzie kobieta jest zjawiskiem rzadszym niż pantera śnieżna.
Przez 20+ lat pracy w serwisie widziałem w serwerowniach 2, słownie: dwie kobiety. Jedna konfigurowała chyba firewall avaya, druga przyglądała się, co robił jej kolega z ajbiema.
Robota głośna, brudna, trzeba kucać, dźwigać, sięgać. Z czynności nie rujnujących paznokci oferujemy tylko klikanie, ale ostrożne, bo łatwo wyklikać katastrofę.
To już łatwiej byłoby zostać hydrauliczką, taką jak w fajnym zresztą filmie rodzeństwa Wachowskich, https://en.wikipedia.org/wiki/Bound_(1996_film) który dowodzi, że skłonności do sajensfikszn mieli długo przed matriksem.
Życie życiem, a wymogi pracy w korporacji swoją drogą i fenomen działu bez kobiet nie uszedł czujnej uwagi naszych oficerek politycznych.  Zwietrzyły oczywistą dyskryminację, jak wszędzie, gdzie panie nie stanowią 50% zatrudnionych minus jedna, która powinna być szefową.
I my też mamy szefową, niestety dosyć wysoko w strukturze, w rejonach gdzie zielone pojęcie o przedmiocie zarządzania tylko przeszkadza, więc spokojnie można wtrynić babę z em-bi-ejem. A niżej posucha. Mi, skromnemu trybikowi ten problem nie spędza snu z powiek ale naszemu dyrektorowi - owszem.
I żeby ugłaskać harpie politycznej poprawności zdecydował się na krok bez precedensu. Został członkinią koła pracowniczego "Women In Action" i zaczął się w nim aktywnie udzielać.
Śmiechom i żartom nie ma końca, ale doceniamy, że w rubryce "inclusivness and diversity" po raz pierwszy od lat jest co wpisać.

12:20, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
czwartek, 13 kwietnia 2017

Byłem przeciw wycinaniu drzew zanim stało to się modne, nawet napisałem o tym wierszyk zaczynający się od słów:
"Słyszysz jak wali serce mordercy?
Nawet morderca ma w piersi serce.
A w ręku piłę z hipermarketu..."
http://leniuch.blox.pl/2013/03/Wsadze-iglaki.html
Ale poezja zaangażowana poezja zaangażowaną, a życie życiem i w przerwach między napadami ekografomanii biorę piłę z hipermarketu i idę do ogródka.
Jak prawie każdy właściciel skrawka działki poobsadzałem ją czym się dało, grab, dąb, brzoza i miliard tujów i niestety piła jest niezbędna, żeby sobie utorować drogę w tym gąszczu. Rżnę i niespecjalnie wnikam w te tam prawo wyrżnięciowe, bo dobrze żyję z sąsiadami to raz, i u nas kapuś kończy na tamie pod Widawą, to dwa.
Ale z powodu, że temat stał się modny, podłyszałem to i owo i mnie zatkało trochę. Otóż w radio jakiś histeryk dowodził, że kara pinćset złotych za centymetr obwodu wyciętego drzewa to niedrogo oraz że dziesięć lat to wystarczająco długo, by się zdecydować, czy drzewo się chce, czy nie.
Dziesięć lat to długo może dla dziesięciolatka, ale nie dla dorosłego, dziesięć lat panie to jak z bicza trzasł i w tym wieku drzewo dopiero zaczyna wyglądać i sypać listowiem na jesieni. Po następnych pięciu latach grabienia liści można się zacząć zastanawiać czy zostawiać toto czy rżnąć w cholerę, ale wtedy decyzja na rżnąć może koszować dwadzieścia tysi, jak się ma sąsiada-kapusia.
Tak tak, najłatwiej liczyć cudze pieniądze, wychowywać cudze dzieci i chronić cudze drzewa. Tylko grabić nie ma komu, amen.

22:41, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (5) »
czwartek, 06 kwietnia 2017

Niby każdy marzy, żeby rzucić tę robotę i przejść na emeryturę, ale pomysł na codalej rzadko który ma. Popularny mem wspomina coś o Bieszczadach. Pomysł łażenia po połoninach z przerwami na picie wódki wydaje mi się chybiony. No ale przychodzi taki moment, że komuś się spełnia życzenie i na koncie zebrał tyle, że do końca życia może leżeć kołami do góry. Nie , to nie mi się spełniło, ale mam chatę w miejscu na tyle odludnym i malowniczym, że współdzielę je z dwoma milionerami. Mały milioner posadowił się mi tuż za płotem, duży milioner - pod drugiej stronie rzeczki.
To żadna ściema, chatę Dużego można obejrzeć w jednym z popularnych (code word for -debilnych) seriali, chata Małego wciąż, bogudzięki, niezasiedlona, ale obaj wzięli się za spełnianie marzeń.
Mały wymarzył sobie staw. Wymarzył i wykopał i zapomniał, widzę ten staw z okien sypialni. Po stawie pływają kaczki. Miłe. Kiedyś podszedłem bliżej, staw z bliska okazał się nieciekawym bajorem wypełnionym brązową cieczą. Dobrze, że nie moim.
W kastoramach stoją takie fajne małe traktorki. Jak każdy normalny facet chciałbym taki traktorek, no ale nie upadłem na głowę żeby wydawać parę tysi plus na wiatę. Małego milionera stać i wydał. Raz na tydzień jeździ nim i kosi trawę dookoła stawu. Z góry wygląda jak Forrest Gump, dzięki któremu zresztą mam widok z sypialni na skoszony trawnik, a nie na chwasty, jak onegdaj.
Spełnienie marzeń trochę go kosztowało, ale jestem zadowolony.
Przypadek Dużego milionera jest poważniejszy proporcjonalnie do wagi jego kiesy, a znam go z relacji serwisanta kotła na olej opałowy. To rujnujące urządzenie jest jedyną ekstrawagancją jaką dzielę z nababem z naprzeciwka.
Wg kotlarza potentat ów do niedawna podróżował po krajach Wschodu znanych z egzotycznych i pięknych dziewcząt. A w każdym razie egzotycznych. Z jakiegoś powodu mu przeszło i przerzucił się na konie. Obserwowałem rozwój tego hobby od niegroźnego kaprysu - stajenka plus padok za domem, do poważnego kilkunastohektarowego zajoba, który mogę oglądać z okien sypialni - rozwiane grzywy na drugim planie, bo na pierwszym kwaczą kaczki.
Najzabawniejsze, że Duży wcale na koniach nie jeździ. Przez jakiś czas w gustownych oficerkach przeganiał je po polu strzelając z bata, ale teraz już go nie widuję, jeśli dogląda swego tabunu to przez lornetkę, bo ze swojej rezydencji ma znacznie gorszy widok niż ja z sypialni.
Ale nie powiem - kosztowało sporo, ale wygląda spoko, zwłaszcza, że we wsi całkiem upadła hodowla czegokolwiek.
Do tego stopnia, że proboszcz mówiąc kazanie o owcach, dopytuje się dzieci, czy aby wiedzą jak działa owca. "Wiejskich" dzieci się pyta.
No i tu dochodzimy do trzeciego planu widoku z mojej sypialni. Bo właśnie sąsiad skończył kolejną drewnianą inwestycję, z której wysypały się owce.
I przypomniał mi się Naprawdę Duży milioner, niejaki Kluska, który też na starość wszedł w owce.
I w sumie to pocieszające, że każdy może ominąć ten męczący etap dorabiania się milionów i od razu kupic sobie owcę. Sprawdziłem, zaczynają się od półtorej stówki.

15:20, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
Archiwum