środa, 20 kwietnia 2016

Kiedy dostałem służbowego ajfona przez dobry tydzień chodziłem z opadniętą szczęką. I latającą powieką. Wieloletnia propaganda Apple oraz rzeszy użytkowników Apple przygotowała mnie bowiem na ósmy cud świata, który nie dość, że "po prostu działa", co ostatecznie jest cechą większości np. pralek, to jeszcze obsługuje się intuicyjnie i automagicznie.
Niestety, nic  z w/w nie miało miejsca, co więcej, telefon sprawiał wrażenie zlepu archaicznego systemu operacyjnego i nierównych aplikacji, z których nawet te co lepsze forsowały własne rozwiązania, przyprawiając mnie o w/w latanie powieki.
Zdecydowanie największym zawodem były funkcje muzyczne telefonu, który co do istoty był rozwinięciem ipoda i jako taki powinien być super-duper odtwarzaczem. Nie był. Po pierwsze nie pasował mi do stacji dokującej zakupionej za drobne 300 zło do mojej wieży. Po wtóre słuchawki zasadniczo nie nadawały się do słuchania muzyki. Po trzecie  - i to najbardziej zdumiewające - domyślna aplikacja muzyczna porażała prymitywizmem.
A - przypomnę - nie był to IOS 1.0, ani 3.0 , ale - Panie zmiłuj się - dziewiąta wersja systemu.
Ten pożałowania godny stan trwał więc przez poprzednie lata i dziewięć wersji i mimo kolosalnych pieniędzy, jakie kasował i kasuje Apple za sprzedawaną muzykę inżynierowie nie umieli/nie chcieli ułatwić klientom korzystania z niej. Aż w końcu pojawiły się serwisy i aplikacje iks razy tańsze i en razy wygodniejsze od Apple Music.
I wiecie co? W wersji 9.3 Apple elegancko zerżnął 90% funkcjonalności spotify i jego odtwarzacz zaczął przypominać współczesne aplikacje: można dwoma pacnięciami wrzucić słuchany utwór na listę, pojawiła się kolejka utwórów, a także radia internetowe itd. itp.
Ta nieoczekiwana metamorfoza nastroiła mnie filozoficznie... uświadomiłem sobie, że moje złe emocje spowodowane wieloletnim i osentacyjnym lekceważeniem moich potrzeb przez producenta mojego smartfona nie miały żadnych podstaw.
Apple bowiem, jak w sumie każda spółka giełdowa, nie ma żadnych, ale to żadnych zobowiązań czy powinności, niechby moralnych wobec swoich klientów. A ściślej, ma - jeden obowiązek. Ma wydoić ze swoich klientów jak najwięcej kasy w jak najkrótszym czasie.
Są firmy, które naciskane przez konkurencję z tyłu, z boku i z dołu, jak producenci androidów, nie mogą sobie na lekceważenie klienta pozwolić. Apple, którego przeciętny użytkownik jest - bez urazy - nietechnicznym głąbem z grubym portfelem -mogło.
Panem i władcą każdej spółki jest w ostatecznym rozrachunku udziałowiec /właściciel, który co kwartał rozlicza zarząd z przepływów kasy.  Za maską firmy z ludzką twarzą kryje się z reguły odrażający bezgłowy potwór karmiony gotówką klientów.
So, w czerwcu zmieniam smartfona na wytwór innego bezgłowego potwora tym razem z Korei. Zamieniam prestiż na lepszą baterię i skuteczniejszą antenkę.

00:03, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (9) »
wtorek, 05 kwietnia 2016

-Ludzie sumienia nie mają, na środek łąki worki ze śmieciami wywieźli - oceniła Leniuchowa.
Fakt, na środku naszej łąki, nad brzegiem przecinającej ją strugi stało kilka obłych białych przedmiotów.
Ale przecież nie worków ze śmieciami!
Białą czaplę pierwszy raz widziałem w Egipcie w 1998. Najwyraźniej od tamtej pory ociepliło się u nas na tyle, że te białe ruszyły się z południa, żeby zrobić koło pióra polskim czaplom siwym i - na podobieństwo worków ze śmieciami - zaparkowały nad rzeczką.

Nie tylko one. Na polu nieopodal nieprzytomnie drą dzioby żurawie. A obok czapli, gdzie do niedawna sąsiad-rolnik wypasał krowy teraz sąsiad-biznesmen wypasa swoje konie. Rżenie zastąpiło ryczenie.

Postęp w hodowli, w innych dziedzinach też, niestety.
Północną granicą łąki jest lokalna droga łącząca nas z cywilizacją.
Założenie było takie, że kiedy powstanie łącznik autostradowy do obwodnicy, to ruch na drodze uwiędnie.
Łącznik powstał, ruch przybrał.
Ha, to z powodu, że wylot na Warszawę wciąż wiedzie przez Oleśnicę. Kiedy  powstanie S8, wtedy naszą drogą ino rower i furmanka - kalkulowaliśmy.
S8 powstała, ruch wzrósł jeszcze bardziej. Do tego stopnia, że rankiem trzeba się do niego włączać, niczym na Legnickiej - jadą i jadą.
Nic to, niech tylko otworzą S5 do Poznania...

Tymczasem łąka nasza po jednej stronie rzeki gości stada hodowlane, po drugiej jest do dyspozycji dzikich zwierząt. I naszej. I teoretycznie te 10 - 20 hektarów powinno wystarczyć, ale praktyka pokazuje, że dzicz napiera.
Ryje, depcze, drąży - psy na spacerze dostają szału i żeby nie wracać ze spaceru samemu jedną z suk prowadzę jako zakładniczkę na sznurku, wtedy i ta druga, choć niechętnie, porzuca tropienie i wraca na posiłek do domu, zamiast sobie upolować.

A byłoby co. Watahy dzików w liczbie 20+ osobników, zdziwione pary jeleniowatych, kaczki i niewiadomocojeszcze.

Sawanna, panie, sawanna.
Podziękować za te parę dni mrozu, które potrafią jeszcze skuć rzeczkę.
Krokodyl pod lodem nie przetrwa.

11:29, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (7) »
Archiwum