wtorek, 21 kwietnia 2015

Ludzki los jest jak puszka po piwie miotana falami Bałtyku. Jakże niewiele w nim pewnych rzeczy: śmierć, podatki i wyższość pasata 1,9 tdi nad każdym innym wytworem techniki.
W powszechnym mniemaniu taki passat jest autem doskonałym: wygodnie mieści się w nim trzypokoleniowa turecka rodzina i na jednym baku przejeżdża z Berlina do Stambułu.
Takim paskiem jeździ Kwadrat i gotów jestem zgodzić się z nim co do wyjątkowości tego modelu. Już niekoniecznie z teorią wg której folkswagen przestraszył się, że jego dalsza produkcja radykalnie obniży popyt na auta, bo starczy każdemu do końca życia, ba, zostanie przekazany następnej generacji razem z długiem w providencie.
Skłonny jestem raczej zgodzić ze znanym angielskim chuliganem, Jeremym Clarksonem, że najlepsze auto świata to nie jakaś sława sprzed dwudziestu lat, ale któreś z tych całkiem nowych, stojących teraz w salonach. Problem, że nie wiadomo w którym.
Technika idzie bowiem naprzód nieubłaganie, choć krokiem raczej tanecznym - dwa do produ, raz do tyłu. 1,9 tdi było dwa do przodu, 2,0 tdi było raz do tyłu... w którym momencie jesteśmy teraz? Według mechaników - do tyłu.
Panie, to się nie da. To się musi rozpaść - to czyli np. litrowy silniczek benzynowy, z którego wyciągnięto 120 koni. Dekiel odpadnie, tłok się wygnie, pasek zerwie... praw fizyki pan nie obejdziesz. Rzeczywiście, statystyki potwierdzają - warsztaty pełne są wyrobów folkswagenopochodnych z rozpierdzielonymi silniczkami... I to jest minus. Ale jest przecież powód, dla którego frajerstwo te auta bierze. Ten powód Mili to dzika frajda z jazdy takim autem. Standardowy kompakt 1,6 benzyna 105 koni zbiera się do setki w 12,3 sekundy. Nowa benzyna 1,4 z turbinką - w 8 sekund z groszami. Jest to różnica powodująca chrupnięcie w karku. Do tego upiorne wycie starego silnika 16 zaworowego ustępuje szmerowi nowej jednostki.
I, last but not least, frazę: "to się musi rozpaść " już znam. Słyszałem ją od taty obecnego mechanika, kiedy wprowadzano silniki 16 zaworowe, obecnie wzór wytrzymałości. "Prawa fizyki" stanowiły wtedy, że silnik półtora litra daje moc 70 koni, próba wyciągnięcia stu koni po prostu musi skończyć się eksplozją i atomowym grzybem nad maską.
Tak więc wykupiłem przedłużoną gwarancję i pomykam czarną oktawką tsi. Czemu opakowałem w/w silnik w czarną oktawkę? Bo gwarantuje mi bezproblemowy wjazd na parking dla dyrekcji.
Cała skoda  - pełny obciach, kupa zalet.

09:14, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
środa, 15 kwietnia 2015

W 2007 roku płynąłem rzeką Narew robiąc postoje w nabrzeżnych sklepikobarach. Specyfiką Podlasia jest, że sklepiki te nie tylko nie kłopoczą się wydawaniem paragonów, ale zdają się w ogóle nie mieć kas fiskalnych.

Życie płynie tu nieśpiesznie jak leniwe wody Narwii, dając miejscowym czas do namysłu, wyważenia opinii i spokojnego podzielenia się nimi nad piwem.

"Stary, wiem że wychodzi taniej, ale nie kupuj opla. Golf, tylko golf." "No tak, tylko że na golfa nie mam" "Nie masz teraz, odłożysz, pożyczysz i zobaczysz opłaci się- przez trzy lata nic przy nim nie będziesz musiał robić"   "Mówisz?" "Pewno - lepsza blacha, o części łatwiej, lepiej chodzi..."

Zapadła pełna namysłu cisza, po czym zwolennik golfa ponowił. "I za ile chce ci tego kadeta puścić?" "Osiemset" "Hmm, za golfa trzeba przynajmniej tysiąc dwieście, ale wiesz, cena boli przez chwilę, jakość zostanie na lata".

Przed kupnem auta, mimo nieco większego budżetu również niechętnie myślałem o wydrożonych ponad rozsądek golfach.

Tu dygresja. Mój budżet samochodowy zasilany jest przez Korporację. Tak wybrałem, mogłem wybrać służbowego "golfa", ale wolałem deputat samochodowy w gotówce. Trzy lata od zatrudnienia minęło jak z bicza strzelił i na "wirtualnym" koncie samochodowym pojawiło się jakieś siedem dych.

Masa kasy, to prawda. Nasz szef przy każdej okazji podkreśla, że tak nieprzytomnie hojnych ryczałtów nie ma żadna inna korporacja. A że dopisują nam je do płacy brutto wychodzą - pozornie - również sute zarobki. Które też nam wypomina. Zarobki są pozornie pokaźne, bo nadmuchane ryczałtem, który w istocie aż taką łaską nie jest, no bo jednak czymś do tego Mielca czy Szczecina muszę się dostać. Rozumiem teraz rozgoryczenie górników, którym wypominają wysokie pobory oraz "czternastki". Tymczasem pobory górnika są (względnie) wysokie, bo wlicza się do nich czternastki.

No dobra... nici z notki o nowym aucie bo muszę wywalić prawdę. Prawda jest taka, że w odróżnieniu od przeciętnego konsumenta tefałenu osobiście znam górniczego emeryta z kopalni Wujek, który zarabiał grosze za ciężką w sumie pracę. Jest moim rówieśnikiem i emerytem od roku, ale średnio mu tej emerytury zazdroszczę, bo chociaż na swojej wiosce uchodzi za krezusa, to jednak nasza recepcjonistka dostaje więcej w drugim roku na recepcji. Słabo mi się robi, kiedy koledzy z korporacji skaczą po górnikach i ich „przywilejach” jak np. darmowy posiłek regeneracyjny.

Fuck, przecież my wszyscy dostajemy taki posiłek w formie karty płatniczej „lunch+”/10 zł dziennie, dodatkowo w delegacji zwracają za ten lunch drugi raz, dodatkowo w delegacji jemy –już realny - lunch w hotelu, który życzliwie wpisuje go w „usługę hotelową”, czyli korporacja karmi na codzień, a na wyjeździe 7 (!) razy dziennie, jak ktoś naciągnie rozliczenie.

I teraz te - w dużej mierze – korporacyjne nieroby ze spółek publicznych notowanych w Nowym Jorku, wydziwiają nad zapierdalaczami np. z Jastrzębskiej Spółki Węglowej, notowanej w Warszawie, że ci ostatni upominają się o warunki pracy i płacy.

Zadziwiające, jak łatwo dajemy się wpuścić ten kanał, w rzewne historie o podobno roszczeniowych grupach zagrażających temu fantastycznie sprawnemu państwu. Jaki to piękny kraj mógłby być, gdyby nie drapieżni górnicy, rolnicy, pielęgniarki, pacjenci, nauczyciele, frankowicze, katolicy, strażnicy miejscy, kolejarze itp. „To nie ludzie, to wilki”, a odrażający, brudni, źli górnicy – najgorsi.

Jeden Owsiak wporzo, sam nieroszczeniowy i jeszcze kasy państwu dorzuci.

Dobranoc Państwu.

Archiwum