wtorek, 30 kwietnia 2013

Korzystam z długiego weekendu i piszę częściej co nie znaczy mądrzej. Ot, tak na poziomie przeciętnego internauty, któremu, kiedy trafi się myśl złota, to się nią podzieli. Np. w komentarzu, np. na interii.
Gotowi?
No to najpierw materiał redakcyjny interii pe-el:

Trzech mężczyzn szło na ryby, gdy zauważyli bobra. Nie uciekał, więc jeden z nich postanowił zrobić sobie z nim zdjęcie. Wtedy zwierzę dwa razy ugryzło go w biodro. Wędkarz momentalnie się wykrwawił.

A tu komentarze. Wymoderowane z tłumu przeze mnie:

  • te białoruskie i ruskie bobry są agresywne bo żyją w kraju w którym tylko siła fizyczna zapewnia przetrwanie ........ i poza tym nie maja wiz wyjazdowych na teren UE stąd chyba ich gniew
  • To nie jest takie śmieszne, co będzie jak za atakuje barwiące się dziecko.
  • trzeba wiedzieć że białoruskie bobry są wielkości krowy

nie wiem jak wy, ale ja po trzecim takim komentarzu zaczynam się chichrać. histerycznie.

  • Czy ten bober to nie był Justin?? Mnie sie on od początku nie podobał, już na pierwszym teledysku wygladał agresywnie :D
  • W Polsce tez sa takie przypadki!! Znajomy mojego tescia rowniez nie przezyl walki z bobrem, ktory przegryzl mu tetnice udową!!
  • Pewnie wcześniej widziały jak zabijano inne bobry. Gdy ja ubijałem królika to inny z klatki się przyglądał. Następnego dnia wypuściłem tego królika z klatki aby sobie pobiegał a on doskoczył do mojej nogi i mnie ugryzł. Innym razem w podobnej sytuacji inny króilik ugryzł mnie w przedramię gdy włożyłem rękę do klatki
  •  Wyobraźcie sobie ze wchodzicie do pasa do rzeki a tu zęby wielkości ludzkich palców ostre jak brzytwa o zacisku jak bullterier wbijają się w waszą tętnicę udową Nawet nie dacie rady wyjśc z wody
  • bobra wystarczy złapać za ogon i już nie podskoczy

wiem, to głupie ale na tym etapie już ryję nosem po klawiaturze

  • Dobrze by było aby w Polsce jakiś bóbr zagryzł ekologa, może reszta tych debili odpuściła by sobie zajmowania się tymi szkodnikami.
  • dlaczego nie mozna z bobrem zrobic zdjecie ale najpierw nalerzy go zastrzelic a potem mozemy sobie spokojie z nim zrobic zdjecie bez obawy ze ugryzie
  • Ale rzeba być frajerem by dać się zabić przez... bobra. Ten ludzki osobnik to tylko słąbsze ogniwo ewolucji - on musiał zginąć, bo taki słabeusz nie może wydać nowego pokolenia, bo nie przetrwa w takich czasach. Tylko silne i mądre osobniki przetrwają, tak działa właśnie ewolucja.,
  • To tak jak chciec zrobic sobie zdjecie z transformatorem WN i zlapac go za zaciski. Glupi transformator.
  • No co, jak nie byl do bobra z geby podobny, to wzial go za kawalek drewna i pogryzl.

uff.

19:00, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (2) »
niedziela, 28 kwietnia 2013

Gdzieś tak parę dni po Wielkiej Nocy zadwoniłem do działu zamówień naszej firmy z jakąś reklamacją.
-I'll put you thru to Jesus  - usłyszałem. Jeszcze nie zdążyłem pomysleć "zaprawdę zmartwychwstał" gdy w słuchawce odezwał się głos:
-Jesus speaking, how can I help you?
Od tego czasu gadałem z Hesusem parę razy, w tym po hiszpańsku nawet, bo jak się domyślacie, Hesus okazał się latynoskim kolegą z pracy. Rozmowy te ożywiły moje nieco zarzucone hobby - hiszpańszczyznę. Na tubie odszukałem zestaw lekcji w wykonaniu niejakiego tontitofrito, twórcy amatorskiego acz nie gorszego od profesjonalnych kursu tego języka. Od tontito wyhaczam poniższą, lekuchno adaptowaną anegdotkę.

http://www.youtube.com/user/tontitofrito?feature=watch

sobota, 20 kwietnia 2013

Na fali mody na zombie, czyli żywe trupy tzw. lewica zaprosiła na swój kongres Jaruzelskiego. I wielkie brawo, i bardzo dobrze, bo ja całkiem niedawno ciepło sobie o stanie wojennym pomyślałem, serio - serio.
Odwiedziłem mianowicie szczytowe osiągnięcie współczesnego kapitalizmu, czyli sklep wiekopowierzchniowy. Poszedłem po tanie kapcie dla gości i na pierwszy rzut oka  - nie zawiodłem się. Kapci do wyboru, do koloru, we wszystkich cenach, fakturach i rozmiarach - uups - rozmiarach PRAWIE wszystkich, bo z wyjątkiem tych jakie noszą normalni biali ludzie. Były tylko rozmiary azjatyckie, pasujące na dzieci i drobne kobiety, pozostałe kapcie wykupiono.
Potrzebne były mi też sznurówki, a stał ich obok kapci cały regał. I znów - wszystkie kolory świata i okolic, za wyjątkiem - zgadliście - czarnych i brązowych. Żeby nie przedłużać, na półce z piwem niepasteryz. nie znalazłem mojego i najwyraźniej nie tylko mojego ulubionego, zostały tylko te wydrożone lub niesmaczne.
Doszedłem do wniosku, że menedżment tego sklepu, a jest to jeden z dwu hipermarketów na ubogiej północy Wrocławia, tak skupił się na gnębieniu kasjerek, że zabrakło mu czasu na takie duperele jak domawianie chodliwego towaru.
I pomyślałem, że nie mam czasu czekać pięć lat, aż niewidzialna ręka rynku zmiecie ten sklep w czeluść bankructwa, bo sznurówki są mi kurka potrzebne tu i teraz, o piwie nie wspomniawszy.
A skoro problem mam nie tylko ja, ale i ćwierć Wrocławia i to nie my jesteśmy dla tego pieprzonego sklepu, tylko on dla nas, to może te pieprzone wałkonie u władzy, powołujące się co chwilę na wyborców, raz pochyliłyby się nad ich problemami i wydały rozporządzenie, że w dużym sklepie muszą być np. czarne sznurówki i kapcie w ludzkich rozmiarach. Urzędowe prawo powielaczowe, grożące przedsiębiorcy wysoką grzywną, takiego właśnie ja elektorat oczekuję.
Ba - i tu dochodzimy do stanu wojennego - nie tylko chcę sankcji dla zagranicznego inwestora, ale chętnie wstąpię w szeregi wynalezionej niegdyś przez Jaruzelskiego Inspekcji Robotniczo Chłopskiej i sam kierownictwu mojego sklepu  taką grzywnę wlepię.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Inspekcja_Robotniczo-Ch%C5%82opska 

piątek, 19 kwietnia 2013

Wielki jest rozum ludzki i niezwyciężony - pomyślałem czyszcząc podjazd myjką wysokociśnieniową. Cóż za niesamowite urządzenie. Miło, że wymyśla się coś jeszcze poza tabletami.
Może  rozum ludzki generalnie jest wielki, ale czyjś konkretny to już nie zawsze. Selekcjoner Fornalik wyraził życzenie, by napastnik Lewandowski "przełamał" się w meczu San Marino, bo nieprzełamany Lewandowski  nie strzela dla Polski bramek.
Panie Fornalik, równie dobrze możnaby oczekiwać po Gołocie, że przełamie się spuszczając manto jakiemuś gimnazjaliście,  a następnie powali Kliczkę, czy choćby kogokolwiek na prawdziwym ringu.
Lewandowski nawet przełamany we wszystkich grubszych miejscach nie będzie strzelał w reprezentacji bramek z tych samych powodów, dla których jest najskuteczniejszym strzelcem Bundesligi - z powodu dobrych podań, które tam ma a w reprezentacji nie.
Raz trener - zawsze trener, raz ekspert - zawsze ekspert, jak publicysta Szostkiewicz, który przed jeszcze poprzednimi wyborami papieża zapytany, kto nim zostanie, odpowiedział, że nie wie, ale wie kto na pewno papieżem nie będzie: niejaki Josef Ratzinger nie miał wedle eksperta Szostkiewcza szans. Ten sam Ratzinger, który tydzień później został Benedyktem szesnastym.
Ale - raz ekspert, zawsze ekspert, w czasie tego konklawe Szostkiewicz praktycznie nie opuszczał tefałenu, dobrze, że było krótkie. Po wyborze Franciszka ekspert poszedł do domu i walnął artykulik: "Papież, który się nigdy nie uśmiecha". W tym czasie nowy papież ujmująco uśmiechał się ze wszystkich telewizorów świata. Chyba nie czytał Szostkiewicza.

Simon i Garfunkel muzyki reggae. Ukraińskiego rege,

poniedziałek, 01 kwietnia 2013

W epoce przedinternetowej telepraca, w każdym razie ta moja, była spełnionym marzeniem nieroba. Potem sprawy się pokomplikowały, a wraz z pojawieniem smartfonów z dżipiesem telepraca stała się nieodróżnialna od aresztu domowego.
Tyle, że gorsza.
W areszcie domowym można do woli buszować po internecie, a komputer w mojej telepracy wyposażony jest w rozliczne blokady cenzorujące sieć, zakazujące instalacji nowych programów i skrupulatnie informujace Centralę o próbach obejść powyższych szykan.
A zatem nawet jeśli oszukam system rejestracji czasu pracy, że problem klienta Y zajął mi godzinę piętnaście zamiast godziny, to w wygospodarowanym kwadransie mogę co najwyżej wypić herbatkę, bo wpisanie do googla: "teen plumpers" skutkuje niebieskim alertem (google jest nierekomendowany), a następnie czerwonym, jeśli już _warunkowo_  pozwolą mi googla użyć.
A gmail, dropbox, skype?
Ha ha ha ha ha ha ha ha ha.
You got the picture.
Jak zatem obejść blokady, oślepić straże, wystrychnąć na dudka ich mocodawców?
Banalnie prosto.
W służbowym, restrykcyjnym kompie instaluję wirtualny, mój własny, w którym wolnoć Tomku. Podpinam go do fizycznej karty sieciowej w trybie mostek i tymże mostkiem przechodzę do internetu nad drutem kolczastym ograniczeń.
Słowem kluczem jest w moim przypadku "vmplayer", darmowa wersja wirtualizatora dopuszczonego do użytku w mojej korporacji.
Najfajniejsze, że ten wirtualny pecet funkcjonuje jako jeden plik, który - jakby co - mogę przenieść na większy pendrive i odpalić na zupełnie innej, fizycznej maszynie.

12:35, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
Archiwum