poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Jest zakład pracy, w nim stojak na rowery. Stojak na rowery to urządzenie z gatunku "self-explanatory" - jaki jest, każdy widzi, po co jest - każdy wie. Czy aby na pewno? Nad tym stojakiem wisi... no nie da się tego inaczej określić.. transparent. "Nasza firma w harmonii ze środowiskiem i ekologią. Redukuj CO2, podróżuj do pracy rowerem. Miejsce na Twój rower".

Istnieje milion powodów, dla których ktoś jeździ do pracy rowerem. Nieostatnim z nich jest to, że np. przez nędzne zarobki nie stać go na nic innego. Jakby mu jeszcze mieli ten rower skubnąć spod pracy, to by się w niej następnego dnia nie pojawił - proste. Firma więc nie "promuje ekologii", nie "walczy z globalnym ociepleniem" ale dba - nie o rower pracownika, nie o pracownika nawet - ale swój własny interes. Bez tego stojaka nie będzie działać i tyle.

Może jestem przewrażliwiony, ale ogrom załgania wywieszony na wspomnianym transparencie po prostu mnie obezwładnia. Jak dla mnie, europejskie, konkretnie szwedzkie kierownictwo w/w firmy mentalnie niczym się nie różni od irańskich mułłów. Taki mułła też cokolwiek robi, robi w imię i na chwałę Allaha Jedynego i Miłościwego i każde jego działanie musi mieć dewocyjne uzasadnienie. Na Zachodzie usunięto religię, ale dewoci - eko- i inni mają się lepiej niż gdziekolwiek.

Rzekłem.


czwartek, 26 kwietnia 2012

Tytuł mówi wszystko, no prawie wszystko, ponieważ ze obecną firmą jestem związany jeśli nie od czasów Gomułki, to premier Suchockiej na pewno. Przeżyłem siedmiu prezesów i piętnaście redukcji i w sensie stażu jestem tu/byłem drugi po dyrektorze.
Sentymenty na bok, w nowej pracy mam się stawić konno i zbrojno. Obecnie jeżdżę służbowym fokusem, na którego przesiądzie się mój następca (zaraz, jak go znajdę). Stanąłem więc przed koniecznością kupna auta, którym w nowej robocie będę się poruszał po trasie Wrocław-Katowice-Kraków.
Focus.. focus odpada, ponieważ ma genialne zawieszenie i świetnie skręca. Genialność zawieszenia objawia się tym, że wjeżdżając na pieniążek możesz rozpoznać, czy to dziesięcio czy dwudziestogroszówka. Świetnie, ale ja potrafię się bez tej wiedzy obyć, prawdę powiedziawszy nie muszę wiedzieć, czy przejechałem cokolwiek czy kogokolwiek.
Skręcać też nie zamierzam, bo spod domu pod wspomniane wcześniej adresy prowadzi mnie A4. Nawiasem pisząc wczoraj przebyłem dystans między lotniskami krakowskim i wrocławskim w godzinę i czterdzieści pi... no dobra w niecałe dwie godziny, co chyba wyjaśnia brak połączeń samolotowych między tymi miastami.
Większość dostępnych aut kompaktowych jest niezła w jeździe na wprost, więc mam lekki problem z wyborem. Leniuchowa ponaprzynosiła mi całe naręcza prospektów róznych fikuśnie powyginanych aut egzotycznych, których jednak - po doświadczeniach z dodżem kalibrem - nie dotknę się kijem przez szmatę.
Dotychczas wykonałem trzy przeraźliwie banalne jazdy próbne:
megane 110KM
oktawką 122KM tsi
astrą iv 115KM
Silniki są na benzynę, pracodawca za paliwo płaci.
Informuję o powyższym z niekłamaną nadzieją na poradę od wiernych czytelników.
Auto ma być wygodne, estetyczne, ciche. Niezawodne. Sprzedać się bez problemu za trzy do pięciu lat...
Co wybrać?

PS
kiedyś już miałem taki dylemat... nawet nie raz
http://leniuch.blox.pl/2006/03/Czym-do-ludzi.html


13:10, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (29) »
piątek, 20 kwietnia 2012

Specjalnością kuchni brytyjskiej jest staranny dobór świeżych, smacznych składników, a następnie wybełtanie ich w nawymiotny produkt, np.  herbatę z mlekiem. Podobnie zadziałał reżyser Guy Ritchie biorąc Sherlocka Holmesa, najlepszych aktorów, 100 mln dolarów i pichcąc z nich coś wyjątkowo ciężkostrawnego. Drugi już zresztą raz.
Patrzę na te filmy i się zastanawiam - co w nich kurcze poszło nie tak.
Guy Ritchie nie jest jakimś tam neptkiem, obejrzałem wszyskie jego wcześniejsze filmy bawiąc się przy tym jak prosię
Jak to jest, że filmiki skręcone za czapkę gruszek wyszły mu lepiej niż superprodukcje z Holmesem?
Winić trzeba samego Holmesa. Nie jest to bohater, z którym ktokolwiek mógłby się nie tylko utożsamić - ba, choćby zrozumieć. Jest za cwany, za sprawny, zawsze trzy kroki przed przeciwnikami. Jego zmagania obserwuje się obojętnie, bo wiadomo, że zawsze sobie poradzi. Spiderman nie nadąży, Batman zaliczy w ryj, Ironmanowi siądzie bateria, a Holmes  wywinie się jedną ze swoich chińskich sztuk, tak jak zresztą wcześniej sobie wyliczył.
W ten sposób Holmes nie tylko nie dorasta do opryszków z wcześniejszych filmów Ritchiego, ale nawet komiksowych dziwadeł ze stajni Marvella. Widz niespecjalnie mu kibicuje, bo go nie zna i nie ma szansy polubić. I dlatego niesamowite pojedynki w bullet time, nagłe ataki zmutowanych kozaków oraz zegarmistrzowskie akcje w rozpędzonym pociągu ogląda z obojętnością.
Chciałem zakończyć efektowną radą, żeby Ritchie przestał oglądać Johna Woo, a zaczął Kieślowskiego, ale wydaje mi się, że ta seria już jest nie do uratowania.
Chyba, że dr Watson (Jude Law) przejąłby biznes...

Jak zwykle książka była lepsza. Po polsku, całkowicie leganie, na kindle i inne: http://www.gutenberg.org/ebooks/34079

09:05, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (15) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

Nawet w takim pierdzidołku jak Wrocław czasem się zakotłuje. Kilka lat wstecz para licealistów zamiast zająć się sobą, wysmażyła petycję o usunięcie krzyży z klas. Pewien starszy profesor, w porywach minister edukacji, wyraził się wtedy o nich per "rozwydrzeni gówniarze". "Rozwydrzeni gówniarze" stanęli na wysokości zadania i podali profesora do sądu. Sądy, jakie są, mniej więcej wiadomo i zasądziły "rozwydrzonym" przeprosiny i całkiem konkretne - jak na sytuację - pieniądze.

Jako republikanin [1] powinienem pogrzmieć nad upadkiem obyczajów, ale tym razem przyznam rację "rozwydrzonym". Otóż w czternastym liceum ogólnokształcącym krzyże nie mają prawa wisieć na ścianach, ani nigdzie. Czternaste liceum ogołnokształcące znane jest bowiem z tego, że oprocz niezłych wyników miało też dyrektora o dumnym imieniu Aleksander, który przez lata uprawiał tam miłość grecką wraz z basenowym, woźnym oraz bodajże palaczem.

Daltego jestem jak najbardziej za tym, żeby z tego miejsca usunąć krzyże. Obiekt przewietrzyć i zdezynfekować. Pomalować, poświęcić i dopiero wtedy ponownie krzyże wieszać. Dziwię się profesorowi Legutce, że nie zauważył takiej konieczności.

_______________________
[1] nie za bardzo wiem co to, ale brzmi nieźle

PS

Leniuchowa zarzuciła mi, że tekst jest obrzydliwy i homofobiczny. No może. Ale gdyby Aleksander był hetero i uprawiał miłość francuską z basenową, woźną i palaczką sedno zagadnienia wciąż by się nie zmieniło. Albo gdyby był kobietą, Aleksandrą... itd. itp.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Parę tygodni temu krytyk Raczek porozdawał Węże 2012 polskim filmom, które uznał za najgorsze w sezonie. W selekcji dzieł pomagał mu taki autorytet, jak Karolina dwojga nazwisk Korwin Piotrowska, koszmarne klimakteryczne babsko prowadzące niewyobrażalnie wieśniacką audycję na kanale (w tym przypadku to właściwe słowo) tvn style.

Duo Raczek-Piotrowska jak uzasadnienie wzmiankowanych węży powołało się na legendarnie kiepską "Klątwę Doliny Węży"  z 1987 roku, mi się zaś wydaje, że po prostu fascynują ich wszystkie sprężyste wężopodobne przedmioty, zboczeńców.

Anyway, tak się składa, że jestem jednym z niewielu Polaków, którzy widzieli w kinie:
- "Klątwę Doliny Węży" w 1987 roku
- "Bitwę W. 1920 3D", która w tym roku rozbiła bank z wężami
- oraz "Stawkę większą niż śmierć", która prawdopodobnie zrobi to w przyszłym roku
więc nic nie powstrzyma mnie przed wypowiedzeniem się.

Najpierw o "Stawce", która wciąż leci w kinach. Czy warto? Jak by to ująć... to film dla fanów Klossa, czyli praktycznie dla każdego, więc warto. "Stawkę" cechuje epicki rozziew między melodramatycznym scenariuszem a kabaretowym wykonaniem młodych aktorów, zwłaszcza jajcarza Kota.

W trakcie seansu dwukrotnie ryknąłem śmiechem, tak z przepony [1], a następnie powtórzyłem zapamiętane z kina dialogi przy świątecznym stole, również prowokując zdrowy rechot, więc 20 zł utopione w biletach jakoś mi się zwróciło. Stara gwardia (Karewicz, Mikulski) trzyma się krzepko, a najkrzepszej Olbrychski, który zagrał w Stawce epizod życia. To mógł być dobry film, ta Stawka.

"Bitwa"... "Bitwa" jest istotnym argumentem za tym, by reżyserzy przechodzili na emeryturę najpóźniej w 75 roku życia. Weteran Hoffman pogrążył już "Ogniem i Mieczem" a teraz jeszcze pomścił czerwoną armię Tuchaczewskiego. Dobrze, że polscy weterani roku 1920 nie dożyli "Bitwy". Na szczęście film nie tylko reżyserem stoi, a operator Idziak do spółki z aktorem Ferencym wybronili siebie i dzieło. Niestety, ofiarą Hoffmana padła piękna i wszechstronnie, choć nie aktorsko, utalentowana Natasza Urbańska. Całkiem zasłużenie otrzymała bodajże dwa węże, którymi po prawdzie powinna wysmagać reżysera, a raczej producenta, który powierzył przeterminowanemu Hoffmanowi wielomilionową produkcję.

Która, pomimo debilnego scenariusza wciąż jest wyczynowo nakręconym kinem batalistycznym i Idziak ("Helikopter w ogniu" i inne takie) słusznie nawtykał Raczkowi za te węże.

Na deser miała być Urbańska, śpiewająca piosenkę z inkryminowanego filmu, niezłą, ale niestety oczy bolały patrzeć na teledysk.
Zamiast niej ktoś inny. 154 miliony wejść and ticking. Zasłużenie.


_______________
[1] dla wtajemniczonych: scena ze skopolaminą aka "Tak, to Brunner", oraz "hostage situation", czyli "co za dzień dla tej rodziny"


21:12, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Powszechnie narzeka się na kłamliwe reklamy z użyciem fotoszopa.
Modelka zwykle jest oszukańczo wychudzona:


Choć ostatnio rozprasza kierowców modelka sztucznie wybujała:


Szczytem bezczelności jednak ta reklama:


Dla niewtajemniczonych: przedstawione powyżej urządzenie Kindle Touch jest genetycznie niezdolne do wyświetlenia czegokolwiek w kolorze. Poza oczami Chucka Norrisa of course. No i różową wstążką gazety wyborczej.


Tagi: kindle
21:05, leniuch102 , trybuna ludu
Link Komentarze (3) »
czwartek, 05 kwietnia 2012
Archiwum