wtorek, 19 kwietnia 2011

Dzisiaj nadaję ze stolicy. Jako zwycięzca wyścigu szczurów. Ze szczurami Warszawy trudno wygrać, bo ścigają się w zaskakująco dobrych brykach. Zdarzają się też auta skromniejsze...  jak bmw z3. Wczoraj byłem wobec nich bezradny. Przyjechałem godzinę po czasie. Wszyscy po drodze byli ode mnie szybsi, albo zrywniejsi, albo cwańsi i gabarytowo bardziej, jak miejskie autobusy.
To wczoraj, bo dzisiaj zostawiłem ich w obłoku kurzu. Drogę z hotelu do biura, która wczoraj zajęła mi godzinę dwadzieścia dziś zrobiłem w kwadrans, jakby korek - wróć! - "czasowe spowolnienie ruchu" mnie nie dotyczyło.
Bałem się, że będę musiał koczować pod zamkniętymi drzwiami, tak wcześnie dotarłem.
Pierwszy w pokoju samotnie popijałem poranną kawę osłodzoną satysfakcją zwycięstwa. Wspominałem minięte w pędzie saaby prezesów, wymanewrowane subaru i porsze ...
Yep,to był śwetny pomysł, żeby wybrać się do roboty na piechotę.

08:48, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (11) »
piątek, 15 kwietnia 2011

Pękła kolejna granica: wypiłem wino za 9,99 i przeżyłem. Dało się wypić, ale... wiecie jak to jest z kaberne sawinion. Charakteryzuje się porzeczkowym aromatem, a ludowa nazwa porzeczki to "smrodzina" i można sobie o niej przypomnieć pijąc taniego kaberneta. Dla jednego (np. importera tego wina) czuć w nim subtelną porzeczkową nutę, malkontentowi (np. gościowi poczęstowanego w/w winem) po prostu wali pomyjami.

I znowu - może i wali, ale tylko do połowy pierwszej butelki, potem staje się całkiem niezłe. Kabernet z Chile via Tani-Sklep-Który-Mnie-Nie-Sponsoruje-A-Szkoda [tm] zostaje mianowany "winem drugiego szeregu" i niedługo zapewne ruszy do ataku na gości.

Tu refleksja ogólniejsza: łatwiej o tanie czerwone, niż białe. Rozsądne szardone <15 zł to rzadkość, a przecież w dzisiejszych czasach częściej na stole ląduje drób niż pieczeń z dzika.

Szczęśliwie za rogiem czeka sezon grillowy i wkrótce będę mógł wykazać sąsiadom swoją wyższość popijając karkówkę płynem z kieliszków, a nie - jak oni - z puszek.

* * *

Skoro wino, to i śpiew. Jestem wielkim entuzjastą piosenek ludowych w nowych wykonaniach. Przez "ludowe" rozumiem lubiane i nucone przez lud, taki jaki jest, czyli w śliwkowych garniturach i białych kozaczkach.
Klasykiem jest tu "Nigdy więcej" zaśpiewane przez Maleńczuka, którym zaskarbił sobie mój wieczysty szacunek. Zero pastiszu, mrugania okiem, tylko emocjonalny gaz do dechy. Trudno nie zauważyć, że podobne nagrania można policzyć na palcach jednej ręki. W Polsce, bo gdzie indziej proceder kwitnie.

Poniżej rozdzierający Kurt Cobain w piosence ludowej idealnej na okres między Smoleńskiem a Wielkim Piątkiem:

Now, wymyślmy jakie nagrania podsunąć czołowym polskim wykonawcom. Np. bardzo chciałbym usłyszeć song "Czarny chleb, czarna kawa" zaśpiewany przez Grzesia Turnaua albo "Jej czarne oczy" w wersji Gawlińskiego. "Daj mi tę noc" jest chyba nie do uratowania, ale inne?

10:35, leniuch102 , taniewino
Link Komentarze (12) »
środa, 13 kwietnia 2011

Zanim organizm zdechnie na zawał próbuje się ratować i omijać czopujące się arterie ścieżkami trochę mniej uczęszczanymi. Przez moją wieś prowadzi właśnie taka trasa, w zamyśle międzygminna, w praktyce zastępującą nieistniejącą obwodnicę Wrocławia.

Ruch jest międzynarodowy, budżet na konserwację - gminny, co skutkuje dziurami kalibru, który łatwiej zarybić niż załatać. Drogowcy działają jak to drogowcy, przyjechali we dwóch i rozwiązali problem osadzając znak z ograniczeniem do czterdziestu.

Myślałem, że to już koniec ale myliłem się. Po dwóch przyjechało jeszcze dziesięciu, zaparkowali mi przed chałupą i wzięli się za drogę na poważnie.Trzy metry z lewej od podziurawonej drogi i trzy metry z prawej zabili paliki, jakby chcieli wytyczyć pas dla wahadłowca, a następnie pracowicie rozsnuli na tych palikach czarną folię.
Ki diabeł?

-Barierę psze pana robimy.
-Barierę???
-Dla żabów. Żeby nie rozjeżdżały się były, jak chybają bez droge.

Przeciekawe, zwłaszcza, że już jakiś czas temu wszystkie żaby z łąki przeniosły się do mojego ogródka, razem z kretami.

Zamontowali "barierę" i odjechali, ostrożnie klucząc między dziurami, które zrobiły się jakby większe. Chyba zgłosili to w centrali, bo jeden się wrócił i zmienił ograniczenie z czterdziestu do trzydziestu. Teraz nawet żaby, które przeskoczą barierę zdążą ukmnąć przez autem. Niedługo nawet ślimaki zdążą.

Trochę bez związku:

22:55, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 11 kwietnia 2011

"myslałem że się zapłaczę jak zobaczyłem oferowane obecnie komórki. Wszystkie jakieś takie spedalone i dotykowo-słodkopierdzące"
napisał internauta fc_pl.

To prawda, bo taka właśnie jest cena postępu, który polega na ewolucji od form grubo ciosanych w kierunku delikatniejszych. Od epoki kamienia łupanego do gładzonego. Od telefonu sękatym kciukiem ugniatanego do telefonu muskanego.

Użytkownik smartfona pogodnie gładzi powierzchnię przedmiotu przypominającego lusterko od puderniczki. Niedawno jeszcze boleśnie gniótł swoją nokię wykrzykując w jej kierunku grube wyrazy. Taki właśnie godny pożałowania widok przedstawiała wczoraj Leniuchowa próbująca na prośbę dziecka przestawić godzinę w mojej starej nokii.
-Co za k... debil upchnął zegar w aplikacjach???
itp. itd.

Skoro o dziecku... w jego wieku o wpół do jedenastej kończyłem trzecią lekcję i szedłem do domu. Ono nie wraca ze szkoły przed 14:00, ale ma efekty. W pierwszej klasie pływa lepiej niż ja w szóstej, a zasób niemieckiego i angielskiego ma większy niż ja w liceum.

Ale i tak najbardziej podziwiam je za przejście 15 etapu Angry Birds w pięć minut. Angry Birds jest najintensywniej użytkowaną aplikacją na smartfonach. Mózgowcy, którzy wymyślili ekran pojemnościowy (głaskany) są tym zapewne nieco zaskoczeni.

Jednak to nie szczypano-głaskany ekran smartfona przyprawił mnie o opadnięcie szczęki, tylko sprawność rozpoznawania mowy. Udało mi się wyszczekać do telefonu 10 elementową listę zakupów rozpoznaną z poprawnością 100%. Jeśli SMS dla mnie zmartwychwstał, to nie dzięki wirtualnej klawiaturze QWERTY, ale dzięki możliwości podyktowania go.

No i na koniec... może ekranik jest żałośnie malutki, ale i tak zmieści się na nim spory akapit. Tak, smartfon może być kindlem dla ubogich! Spokojnie można zapakować nań swoją biblioteczkę (do aplikacji kindle) i w korku pyknięcie za pyknięciem sobie podczytywać. Ba, na smartfonie można czytać w całkowitej ciemności, kiedy kindle jest bezużyteczny.

Dla mnie bomba.

12:12, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (10) »
środa, 06 kwietnia 2011

Od zawsze jestem patriotą nokii i za stwierdzenie "nokia to szajs" daję kopa w ryj. Moja pierwszą nokią był model 720 [1] ważący kilo czterdzieści, a największym błędem nieodkupienie od pracodawcy telefonu wszechczasów - 6310. To był nawet większy błąd niż zakup pierwszego smartfonu na polskim rynku  - motoroli accompli [1].

Doświadczenie z motorolą na długie lata oduczyło mnie eksperymentów jeśli chodzi o o podstawowe narzędzie pracy.

Aż do teraz.

Sto milionów lemmingów nie moze się mylić, powiedziałem sobie i kupiłem to co one - dotykadło na androidzie [1].

I?

I jest jak przewidywałem - android okazał się telefonem wyraźnie gorszym od nokii [1]. Marniejszym aparatem fotograficznym. Gadżetem specjalnej troski, którego nie mogę beztrosko wepchnąć do kieszeni z kluczami...  ale do nokii już raczej nie wrócę.
(Chyba że takiej na nowym windowsie (tu skuliłem się w oczekiwaniu gromu z jasnego nieba, bo jestem chyba jedynym bytem na planecie (poza prezesem nokii) który widzi potencjał w Microsofcie, ba któremu sie po prostu windows phone podoba))).

Żeby zakończyć listę minusów androida (czy smartfonów w ogóle) dodam że najprostsza czynność, czyli odbieranie telefonu sprawia na tej platformie kłopot. Maźnięcie prawym kciukiem udaje się, albo i nie. Dotyczy to w ogóle odblokowywania telefonu i najlepiej czynności tę wykonywać oburącz. To smutna wiadomość dla użytkowników, którzy zwykli jedną ręką dzwonić po szampana kiedy drugą pieszczą pierś partnerki, oraz dla tych zamawiających pizzę prawą kiedy lewą prowadzą auto.

Warto jednak trochę potrenować prawy kciuk, lekko go może wywichnąć, a także powstrzymać naturalny odruch szurnięcia androida przez okno.

Czemu warto? Z tysiąca powodów, które podam w następnym odcinku.
________________
[1] Moje sprzęciory.

13:08, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (20) »
sobota, 02 kwietnia 2011

Zamilkłem i miałem ku temu dobry powód - koniec pierwszego kwartału. Do końca pierwszego kwartału nieszczęśnicy przykuci do posad umową o pracę muszą wykorzystać zaległe urlopy, a ja muszę ich zastępować w ich fabrykach serków, w których bieda aż piszczy i sprzęt IT umiera w kieracie ale także w korporacjach srających pieniędzmi, gdzie smartfony rozdaje się jak pomarańcze.

Może to i lepiej. Jeśli aktywizować się zawodowo to na przedwiośniu, bo kiedy przyjdą cieplejsze podmuchy serce pękłoby mi z tęsknoty za hamakiem rozpiętym między jabłonkami.
Wracjąc do korporacji... spędziłem tydzień w miejscu, gdzie 100 programistów wykuwa lepszą przyszłość internetu, a pomaga im w tym czworo pracownków administracji, wliczając recepcjonistkę.

Ta czwórka zgłosiła mi dwa razy więcej problemów, niż pozostała setka!
Zaprawdę, powiadam wam dwie są super-fuchy pod słońcem: być panem od kompów w firmie programistycznej, gdzie każdy umie sobie poradzić sam oraz być lekarzem wojskowym. Niezorientowanych informuję, że do woja biorą tylko młodych i zdrowych.

Z narażeniem wątroby i w ścisłym związku z obowiązkami zawodowymi odwiedziłem lidla. Nie żebym chciał, po prostu stanąłem na ich parkingu na czas wizyty u klienta. Dwóch panów ochroniarzy grzecznie poprosiło mnie o zrobienie zakupów, or else. To zrobiłem. Nabyłem ciecz za 13 złotych, podobno pochodzącą z Australii, podobno będącą winem czerwonym uzyskanym ze szczepu kaberne sawinion.
Przy okazji wyjaśniła się wspomniana notkę wcześniej magiczna granica 15 zł, o której mówili zaprzyjaźnieni eksperci od tanich win - po prostu w tym sklepie nie ma droższych!

Pełen złych przeczuć rozlałem do kieliszków... well, może nie jakiś super, ale niewątpliwie JEST to kaberne sawinion, nie rozcieńczone.
Sukces.
Unikać za to należy wina kadarka menada. Obrzydlistwo, które odgadłem, przeznaczając kadarkę na surowiec do grzańca. Niestety w chwili mojej nieuwagi Leniuchowa podała ją gościom w formie nieprzetworzonej.
Ha ha ha, żebyście widzieli ich miny.

Wkrótce:
-bolesne przejście z epoki telefonu ugniatanego do epoki telefonu głaskanego, czyli z nokii na androida i (być może) z powrotem.
-wiosna, panie sierżancie, czyli wysyp megahitów na peceta: kryzys 2, shift 2 i lego-wojny klonów. Megaknotami też wysypało.

08:30, leniuch102 , taniewino
Link Dodaj komentarz »
Archiwum