środa, 30 kwietnia 2008
I przenieść na jakiś ciekawszy termin, taki z temperaturą powyżej zera i bez opadów. Co zamiast? No nie wiem, może trzydniowy post i nabożeństwo do MB Wspomozycielki Ubogich? Połączone z darmowym rozdawnictwem rzepy z magazynów państwowych?
Byłoby to stosowniejsze na koniec miesiąca w którym trzy miliony samozatrudnionych:
  • 20-go (kwietnia) płaci kwartalny podatek dochodowy i przechodzi na ścisłą dietę.
  • 25-go sprzedaje nerkę i przelewa VAT za pierwszy kwartał.
  • 30-go oddaje dziecko na służbę, a skasowane z góry wynagrodzenie dopłaca do zeznania rocznego.

a potem owija się w gruby koc i popijając lebiodę wodą źródlaną czeka na przelew.

 

 Lebioda.

"Nasiona i młode liście są jadalne, liście bywają stosowane zamiast szpinaku. Mają dużo białka (16%), węglowodanów (49%), witaminy C, prowitaminy A. Starsze liście i nasiona są trujące. Łatwo jednak pozbawić ich trujących składników – przed spożyciem muszą być gotowane, a wodę po gotowaniu odlewa się. Z nasion można przyrządzać mąkę i kasze."

08:10, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (10) »
niedziela, 27 kwietnia 2008

Umiejętności nabyte w pracy zawodowej pozwalają nam lepiej radzić sobie w tzw. życiu. Kto zarządza lepiej pracownikami równiez swoimi sprawami pokieruje tak, że rodzinie szczęki poopadają. Przykład: Leniuchowa. Problemy rozwiązuje zgodnie z najnowszymi metodami gurus zarządzania. Wyciąga kartkę w kratkę i rozwala je systematycznie:
1. sformułownie problemu
2. znalezienie rozwiązania
3. rozwiązanie problemu
Genialne w swej prostocie. I niezawodne.
Rozejrzała się ostatnio po ogródku i sformułowała problem. Nasz trawnik dzieli się na a.) zły, b.) beznadziejny. Następnie zdaniem oznajmującym poinformowała mnie, jak go rozwiąże. Że wynajmie mianowicie maszyny w wynajmowalni maszyn i maszynowo doprowadzi SAMA trawnik do porządku.
Gulp.
Co prawda na samym początku planu poprosiła mnie niechętnie o wsparcie, żeby mianowicie przywieźć te maszyny. I dowiedzieć się, jak je obsłużyć. I natankować. I zapłacić.
Ale dalej już sama.
Nawiasem mówiąc, chciałem tu z tego miejsca podziękować producentowi za auto model fokus. Do wersji haczbak upchnięte gumiakiem mieszczą się: wertykulator (nie pytajcie), glebogryzarka, siewnik i walec do trawy. W następnym modelu prosiłbym tylko o mocniejszą podsufitkę, bo kiedy w bagażniku glebogryzarka walczy o życie z wertykulatorem, to podsufitka może tego nie przeżyć.
Czymkolwiek jest wertykulator, działa doskonale. Po objechaniu nim trawnika nie zmieniło się dokładnie nic. Beznadziejną część trawnika Leniuchowa chciała potraktować glebogryzarką, ale ta w ogóle nie chciała brać się do roboty. Drugi raz, (acz niechętnie) zostałem poproszony. Zgodnie z zasadą, że co nas nie zabije, to wyrwie nam ręce, glebogryzarka pociągnęła mnie za sobą po ogródku. Nie bardzo mogłem ją zatrzymać, bo popsuła się wajcha wyjmująca noże z ziemi. Co próbowałem siegnąć do niej prawą ręką, to glebogryzarka uciekała w lewo jakby starając się zajść mnie od tyłu i ugryźć w dupę.
-To zupełnie Leniuch nie tak. Zrób tak, żeby te noże weszły głębiej i zabełtały tą glebą. Na jednym skwerku widziałam, że pan tak robił.
- A na tym skwerku - krzyknąłem w przelocie, spleciony z glebogryzarką w tańcu śmierci - była już trawa czy tylko goła ziemia?
-Hmm, chyba ziemia - zawahała się Leniuchowa.
-No wiiiiiidziiisz! - odkrzyknąłem znikając za garażem.
Całe szczęście wlałem do glebogryzarki tylko parę guli benzyny. Nie pierwszy raz skąpstwo ratuje mi zycie.

Beznadziejną część trawnika ostatecznie potraktowałem szpadlem. Leniuchowa przepięknie obsiała go belgijskim siewnikiem. Nieskończona wyższość siania mechanicznego nad chaotycznym sianiem ręcznym nie podlega wątpliwości.

19:30, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (11) »
czwartek, 24 kwietnia 2008

Każda zmiana przyzwyczajeń to szansa na odkrycie czegoś nowego. Rzuciłem poranną bułke, rzuciłem i prasę, po samą gazetę nie będę zasuwał przez pół wsi. Nie rzuciłem natomiast pierwszej kawy i nawyku czytania... no właśnie czego? Z braku gazetki sięgnąłem na półkę z efektownymi wydawnictwami, jakie zwykle otrzymujemy z okazji osiemdziesiątych urodzin, bierzmowania lub zwycięstwa w turnieju ping-ponga FWP Kormoran' 94.
Dziś padło na "Historię Piękna" widzianego oczyma starszawego Włocha o ekologicznym nazwisku Eco.
Świat, Mili, dziadzieje.
Nawet reklamy kiedyś były lepsze:


A te kobiety :-)...

 

21:19, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
wtorek, 22 kwietnia 2008
Nie pisałem, bo nie mogłem unieść ręki. Się odchudzam. NIe chodzi nawet o wagę, waga jest ok, chciałbym tylko zamienić trzydzieści centymetrów tłuszczu wokół pasa na dziesięć centymetrów mięcha na klacie.
Zacząłem od likwidacji tłuszczu i na dobry początek zrezygnowałem z pieczywka. Przestawiłem się na warzywa i oliwki między posiłkami. Od razu potwierdzę to, co można przeczytać o dietach wegetariańskich - owszem, skutkują natychmiastowym przypływem energii. Po każdym posiłku budzi się w wegetarianinie bestia. Ta bestia mówi mu - okej, sałatka była pycha, a teraz zjedzmy coś konkretnego.
Leniuchowa nie ma takich problemów. Ona wydaje się nie mieć już żadnych problemów od kiedy przyjmuje tabletki odchudzające na bazie amfetaminy. Czy innych psychotropów. Tak, te o których "huczą fora internetowe". Ich obecność na rynku dowodzi, że aresztowania w ministerstwie zdrowia tak szybko się nie skończą.

"Połknęłam ją rano, zjadłam małe śniadanie, poszłam do pracy i tam wypiłam kawę. Po czym chwyciłam notatki (wieczorem miałam mieć egzamin w szkole) i, z trzęsącymi się rękoma i walącym sercem, wykułam na pamięć materiał z całego roku w ciągu trzech godzin [...] Migiem zrobiłam wszystko co miałam do zrobienia w biurze, poleciałam na uczelnię, zdałam egzamin, wróciłam do domu i... sprzątałam do 2 w nocy. Położyłam się spać, ale zasnęłam dopiero nad ranem, na pół godziny, po czym wstałam i miałam w sobie tyle energii, że zanim mój Miły się obudził, miał usmażoną stertę naleśników... "


He, sterta naleśników jeszcze przede mną, na razie Leniuchowa w napięciu czeka na relację w/w lasi z odstawienia tabletek. Tyle, że ta jakoś przestała pisać. Może już nie ma siły kliknąć myszą?


08:42, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (5) »
czwartek, 17 kwietnia 2008

Dziecko moje od pół roku uczęszcza do przedszkola. Niby wiadomo po co jest przedszkole - zostawia się tam dzieci. Mam wrażenie, że od moich czasów funkcja przedszkola uległa zasadniczej zmianie. Dzieci jest tam stosunkowo niewiele. Przychodzą w poniedziałek, wymieniają się wirusami i wracają do domu, żeby zarazić tego z rodziców, ktory sam w przedszkolu nie był. Potem kurują się do następnego poniedziałku.

Niepostrzeżenie przedszkola zamiast nam zaczęły służyć wirusom. Z punktu widzenia wirusów ludzkie dzieci stanowią ich pożywkę. Pojedynczy wirus nie jest zdolny do takiej konstatacji, ale całe przedszkole wirusów? Czy nie mogło rozwinąć jakiejś kolektywnej formy świadomości, może i inteligencji? Początkowo ograniczonej, ale wraz ze wzrostem liczby nosicieli-ludzi - coraz bardziej złożonej, a od pewnego momentu zdolnej samej zadbać o swój interes. Swój - i nasz.

Do wywołania pierwszej wojny światowej wystarczył jeden serbski zamachowiec z popsutym rewolwerem. Podstawowym narzędziem walki była wtedy ręczny karabin, a i tak w pięć lat później nie można się było doliczyć paru milionów młodych ludzi. Druga wojna wybuchła dzięki staraniom nieudanego malarza. Technika poszła do przodu to i do liczby ofiar trzeba było dopisać zero.
Ludzkość może zmniejszyła swój stan osobowy, ale nie inwencję w wymyślaniu środków zagłady. Do gazów bojowych i broni biologicznej dołączyły wkrótce bomby: atomowa, wodorowa i neutronowa. Dzięki przemysłowemu tuczowi młodzieży coraz bardziej chemiczną paszą liczba świrów na metr kwadratowy znacząco wzrosła - niemal tak jak śmiercionośny potencjał światowych arsenałów.
Mimo to przez ostatnie paredziesiąt lat nie było żadnej poważnej jatki. Wokół słońca wciąż krąży nasza niebieska planeta, a nie miejsce bo dużej eksplozji.
Nie dziwi was to? Bo mnie bardzo.

Jakim cudem całkiem niedawno do rozpętania wojny wystarczył jeden partacki zamach, a dziś nie wystarcza kilka fruwających po całym świecie atomowych walizeczek? Czy uwierzycie, że chory na alzheimera Reagan, albo skacowany Jelcyn nigdy nie nacisnęli tego czerwonego guzika?
Oczywiście nacisnęli. Pod koniec drugiej kadencji Reagan przynajmniej raz w tygodniu uroczyście "wysadzał" imperium zła. Chruszczow nie był lepszy - waląc butem w mównicę w ONZ tak naprawdę próbował uruchomić schowany w obcasie atomowy guzik.
Nigdy nie zadziałały: inteligentne wirusy - cuprumcydy poprzegryzały im kabelki. Żołnierze z obsługi wyrzutni z miejsca dostawali takiej grypy, że nie byli w stanie pociągnąć za wajchę. Benzyna w bakach bombowców strategicznych ścinała się w galaretę.
I tak dalej.

Wirusy zadbały o swoich żywicieli.
Pomyślcie o tym, nim wyrzucicie kasę na szczepionkę przeciw grypie.

19:08, leniuch102 , ploty
Link Komentarze (9) »
środa, 16 kwietnia 2008
wtorek, 15 kwietnia 2008
Czy okrzyk: Leniuchowa, prezent Ci kupiłem, stoi w garażu!
zwiastuje:
  1. nowe maserati?
  2. nowe kawasaki?
  3. nowe grabie?
Nagrodą jest test nowych, ultralekkich, ergonomicznie wyprofilowanych grabi.
07:29, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Skup się i wskaż okaz rasy holsztyńsko-fryzyjskiej:

A. Obrazek

B.

ps.

no dobra, niech będzie że mało elegancko wytykać Kobicie... z drugiej strony jakie recenzje zebrałby nasz prezydent, gdyby wpadł na pomysł wyeksponowania swoich atutów na jakimś zagranicznym wojażu?!

sobota, 12 kwietnia 2008
Jeżeli bliska wam osoba:
  • "Zrezygnowała z dotychczasowych form spędzania wolnego czasu np. zabaw tanecznych, kina, basenu
  • Przestała spotykać się z dotychczasowymi znajomymi z którymi wcześniej miała stały kontakt i lubiła przebywać."
i występuje u niej:
  • "Euforia, uczucie radości i spełnienia chęć dzielenia się własnym szczęściem z innymi
  • Gwałtowne chudnięcie, osłabienie, senność/bezsenność. Zmiana naturalnej mimiki twarzy.
  • Trudności w koncentracji i w podzielności uwagi, brak inicjatywy i woli samodzielnego działania."
to niekoniecznie musiała paść ofiarą sekty, choć listę powyższych objawów, przyznaję, skopiowałem z itaka.org.pl.
Być może po prostu została wciągnięta w czarną dziurę jakiegoś serialu.
Sam ostatnio zostałem tak załatwiony dwiema niepozornymi płytkami dvd. Serial przy tym nie był wcale porywający, ot, średnia strefa stanów średnich.
Rzecz w tym, że jak mnie już wsiorbało, to właściwie na tydzień zostałem wyłączony ze świata żywych. Takie dwie płytki to dwadzieścia godzin przed telewizorem, netto.
I tak miałem szczęście, "Rzym" to tylko 22 odcinki. Star Treka (koło 300) i Doktora Who (700+) zostawiam sobie na emeryturę.

BTW
"Rzym" - ciężko przereklamowana produkcja pewnej amerykańskiej płatnej telewizji. Da się oglądać. Poziom atrakcyjności +- polski serial Quo Vadis. Cechą charakterystyczna Rzymu jest przewaga seksu w wersji "antyczne soft porno" nad przemocą. Jednym i drugim producenci próbują zamaskować brak szerszych planów. Efektowniejszą naparzankę w sandałach można zobaczyć dopiero w drugiej serii. Zgodnie z tytułem - nie polecam.
10:50, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (11) »
środa, 09 kwietnia 2008

Odkąd swojego bloga ma nawet kot Kaczyńskiego, blog Bossa stał się kwestią czasu. Wcześniej listami pasterskimi do podwładnych spamował paredziesiąt tysięcy skrzynek w Korporacji, więc pozornie upchnięcie tych elaboratów na stronie www niewiele zmieniło. A jednak. Pod wpisami jest miejsce na komentarze.
Początkowo nikt na bloga nie zaglądał i w komentarzach nie było nic. Potem pojawiły się wpisy azjatyckich pracowników, wszystkie w stylu: "Trafił Pan w samo sedno, Prezesie", "Pański artykuł jest dla nas, pracowników oddziału w Ping-Pong, żywym źródłem inspiracji".
W końcu Boss popełnił całkiem moim zdaniem niezłą notkę o rozgrywkach w rugby, gdzie jego ulubiony zespół wygrał coś tam ważnego. Randżersi - prowadził analogię - byli uważani za fujary i nasza Korporacja również. Oni rywalizowali z dużo lepiej opłacanym i - co tu gadać - lepszym konkurentem i my też. Nikt im nie dawał bladej szansy, tak jak naszej Korporacji. Ale spięli się i wygrali, zepnijmy się i my.
Pierwszy komentator zauważył, ze trener Rendżersów w przeciweństwie do Bossa zna się na dyscyplinie, którą uprawia.
Drugi zadeklarował, że się zepnie, jak dostanie taki bonus jak Boss w zeszłym roku.
Następny podzielił stratę Korporacji przez bonus Bossa i wyszedł dolar za każde sto pod kreską.
Kolejny podzielił bonus przez zwolnionych pracowników i wyszło tysiąc baksów od łebka.
Ogólny aplauz komentatorów zyskał gostek, który podsumował: "Pańska analogia jest ułomna. Nasza Korporacja przypomina raczej konia, który dostał batem o raz za dużo i padł. Nie dobiegnie już do mety, w perspektywie ma tylko przeróbkę na klej."

Hmm, nie wiem co będzie z Korporacją, ale jeśli podwładni pod własnym nazwiskiem tak recenzują Bossa, to jego wpisy są już policzone.

10:41, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (10) »
niedziela, 06 kwietnia 2008

Odpowiedz proszę,
prawdziwy mężczyzna:

nigdy nie płacze
może pięć razy bez wyjmowania
potrafi ułożyć glazurę

Miło mi, iz PT Internauci uznali umiejętność układania glazury za nieskończenie lepszy probierz męskości od przereklamowanej powściągliwości czy wybujałego libido ;-).
A, tak przy okazji kończę właśnie układać kafelki na ganku. Jest to przedsięwzięcie tyleż budowlane co wizerunkowe. W każdą rozmowę staram się wtrącić - "nie mam czasu, układam glazurę". Zacząłem przed świętami, więc mam szansę na wrośnięcie w świadomość znajomych jako reinkarnacja Adama Słodowego. Nieżyczliwi (któż ich nie ma) krytykują co prawda na potęgę, ale nie dam się wpędzić w kompleksy. Nie od momentu, kiedy operator lokalnej śmieciarki rzucił od niechcenia: "Nieźle panu idzie, panie Leniu. Syn szuka glazurnika do łazienki, nie znalazłby pan chwili?"

20:34, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (19) »
czwartek, 03 kwietnia 2008
Miałem dzisiaj kafelkować schodki, ale "the sky is crying, look at the tears running down the streets". Na mokrym, klej - wiadomo - nie trzyma. Kliknąłem się więc na chybił trafił do archiwum filmów z sekretnego serwera i popatrz pan, trafiło na film o przeraźliwie długim tytule: "Historia zabójstwa Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda". Sam film jest jeszcze dłuższy, dwie godziny z hakiem, a w środku mnóstwo dłużyzn typu zanussi. Oskara nie dostał, krytyków podzielił, ja tam byłem zachwycony.
Hipnotyczny. Polecam.
BTW właśnie dziś, 3-go kwietnia zginął wyjęty spod prawa Jesse James.

Po tak pracowicie spędzonym dniu należało zorientować się, jak spędzili zeszły miesiąc koledzy z Korporacji, więc wdzwoniłem się na zebranie do centrali.

Film był może i długi, ale gdzież mu do procedury telekonferencji:

  1. Loguję laptopa do korporacyjnego vpn-u
  2. Odpalam programik ip-phone który udaje telefon
  3. Zestaw do telekonferencji nie jest zintegrowany z biurową siecią, więc wdzwaniam się ip-phonem na specjalny numer w Niemczech, ale
  4. przedtem podaję specjalny oszczędnościowy prefiks.
  5. Potem wklepuję już tylko (czwarty) PIN i już mogę usłyszeć tubalny głos szefa podsumowujący zły okres i zapowiadający jeszcze gorszy.

Kto zastrzeli szefa?
19:34, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (8) »
środa, 02 kwietnia 2008
Ależ, ha ha ha, wykręcili mi primaaprilisowy żart, doprawdy. Miałem 1 kwietnia zainstalować klientowi w Katowicach urządzenie. O siedemnastej, a właściwie o szesnastej, bo sam poprosiłem, żeby wcześniej. O dziesiątej rano dowiedziałem sie, że sprzęt, który miał być we Wrocławiu, został przez kuriera po cichutku odesłany do Warszawy. No, leżał cały dzień, nikt nie wziął, to odesłali z powrotem. Ups. Taka jest zresztą nazwa tej firmy: "UPS".
Cóż było robić, o 10:15 wskoczyłem w auto, żeby dojechać z Wrocławia na 16:00 do Katowic przez Warszawę. Śmiałem się całą drogę. Figlarze. W innej firmie na pewno zepsuliby by żart. Nudziarze z DHL zadzwoniliby ze dwa razy i puścili esemesa, nawet poczta polska rzuciłaby jakimś awizem.
Piękną miałem wycieczkę, tylko że musiałem się trochę śpieszyć i nie robiłem zdjęć. Nie szkodzi. Teraz automaty takie zdjęcia robią i przysyłają do domu. Będę miał nawet potwierdzone te fantastyczne prędkości, jakie udało mi się po drodze  wykręcić.
08:32, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (12) »
wtorek, 01 kwietnia 2008

W porannej poczcie przeczytałem wstrząsający list o kolesiu głupim jak kilo kitu, który czego sie nie dotknie - zepsuje, a w dodatku jest niekomunikatywny, pasywno-agresywny i w ogóle nie powinien być nasyłany przez Korporację na naszych klientów. Autor listu - klient - powstrzymał się przed ostatecznym wnioskiem, który jednak narzucał się sam. "Ech, na zbity pysk, w smołę, pierze i do rzeki" pomyślałem. Potem zajarzyłem, że chodziło o mnie. Szybko sprawdziłem nadawcę... orzesz ty w mordę smutny pajacu na kaczych łapach, i do tego rozesłałeś te swoje wypociny po całej korporacji...

Stanęło przede mną zadanie, by dać odpór równie miażdżący w treści, lecz finezyjny w formie, no bo nie wypada rugać klienta słowem grubem. Do tego moje "nieprawdą jest, jakoby" miało być po angielsku. Wyszło jak wyszło, chyba się wybroniłem, ale umówmy się, że Korporacji nie jest potrzebny inżynier, który ma rację, tylko taki, na którego się klienci nie pienią. Chociaż z drugiej strony... Pewien mój kolega został uznany za "persona non grata" bo nie spodobało się, jak trzyma lutownicę (robił przejściówkę rj-45 na db-15). Niefachowo trzymał, znaczy i poproszono "o nieprzysyłanie tego pana". Zamiast niego musiał 200 km dojeżdżać kto inny, który zresztą lutował tylko na weselu, ale klient nie miał okazji przyłapać go na "braku fachowości".

Szczytem wszystkiego była pewna warszawska firma ubezpieczeniowa, która z różnych powodów lub pod absurdalnymi pretekstami dała szlaban wszystkim po kolei inżynierom z Wawy i musieli ją obsługiwać ludzie z terenu.

Klejenta prawo - grymasić.

07:15, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (15) »
Archiwum