sobota, 28 kwietnia 2007

Nasza Korporacja przez lata przekonywała klientów, żeby outsourcowali sobie działy informatyki. W końcu, jak profesor który za fafanastym powtórzeniem wykładu sam zatrybia o co chodzi, tak Korporacja postanowiła skorzystać z własnej rady i sama się wyautsorsować.
Jak to w dużej organizacji, proces raz rozpoczęty trudno zatrzymać. Idzie im tak dobrze, że nie wyhamują  aż zostanie sam prezes, bo i kadrowej pewno każe się samozatrudnić. Na razie firma Jadzia - usługi sekretarskie parzy kawę firmie Mietex Consulting, która właśnie rozmawia z Darpol Logistics. Tak oto skostniałe biura przekształcają się w stada zgłodniałych sukcesu mikroprzedsiębiorców, którzy zamiast o d. Maryny rozmawiają o wpisywaniu proszku do prania w koszta działalności.
W tym tygodniu 'na swoje' poszły panie dyspozytorki, co miało fatalny wpływ na ich morale i jakość pracy.
Wysłały mnie do Krakowa, pod adres na Starym Mieście, część zamienną do Łagiewnik, podczas gdy klient w rzeczywistości znajdował się przy wylocie na Warszawę.
Nie ma to jak cały dzień w długołykendowych korkach.
Miałem okazję dokładnego przyjrzenia się krakusom, a zwłaszcza krakuskom i już wiem, skąd nazwa "Małopolska". "Małopolska" bo straszne konusy tam mieszkają.
No sorewicz, czułem się trochę jak w Szuflandii.
Ciekawe, chciałem zweryfikować te wrażenia twardymi danymi z interku, ale sprytnie usunęli statystyki.

10:45, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
piątek, 27 kwietnia 2007

Diabeł ubiera się u Prady, leniuch102 - w selgrosie. Nie żebym lubił, kochał czy choćby szanował - po prostu nic innego w mojej bagiennej gminie nie pobudowali. Dzięki selgrosowi mam nieskrępowany dostęp do najtańszej chińskiej technologii. Pojechaliśmy z synkiem po pedały do rowera Leniuchowej, nb. też zakupionego tamże. To interes z rodzaju jaki uwielbiała rodzina Corleone, sprzedaż szajsowatych chińskich rowerów z odpadającymi pedałami, żeby klient musiał wrócić po następny komplet. Biznes, który napędza następny biznes.
No mniejsza. Od czasu do czasu oni też się na tym przewożą. Dwa lata temu kupiłem u nich odtwarzacz divx, najlepszy do piratów. 3 naprawy później wydębiłem zwrot gotówki, którą natychmiast zamieniłem na następny, tyle że o stówkę tańszy, połowę mniejszy i wyraźnie wydajniejszy. No i z gwarancją na następne 2 lata.
Jestem Iniemaklient i nie ma przebacz, hipermarkety nie mają ze mną szans...
Tydzień później, tzn. dziś zobaczyłem mój nowy odtwarzacz w promocji. Ale uwaga: w promocji był 15 zł droższy niż normalnie. Czyżby musieli sfinansować moją reklamację?!
Po takim numerze nie dziwi nic, nawet skuter o obiecującej nazwie: 'kiler'. 1999 pln netto, kiler wprost z delty Żółtej Rzeki.

07:02, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (6) »
środa, 25 kwietnia 2007

Poważnie zastanawiałem się nad zmianą nicka (na 'już-nie-leniuch102' np.), bo zlecenia ruszyły na mnie jak z przedwojennego górnopłuku. Zdegustowany zgłosiłem się do bossa po podwyżkę. Na logikę powinienem dostać jakieś 1000% bo z dziesięć razy wzrosła mi liczba interwencji, ale gdyby w Korporacji rządziła logika z arytmetyką, to po pierwsze nigdy by mnie nie zatrudnili. Dostałem marną jednorazową premię i solenną obietnicę, że niebawem do akcji wkroczy nasz górnośląski Iniemaboy. Że niby mnie odciąży, bo przecież nie zastąpi. Nie zastąpi, prawda?
Za podwyżkę kupiłem więc rower i czekam na wolną chwilę, która (chwilo - trwaj !) pozwoli mi głębiej zapuścić się na przebiegający nieopodal mych bagien szlak. Trasą tą już wkrótce Skandynawowie przybędą do nas na Euro. Nie, nie mam na myśli autostrady A1 , bądźmy realistami, chodzi mi o Euro Velo R9 , europejską trasę rowerową Bałtyk-Adriatyk.

Tymczasem ostrożnie rozglądam się za jakąś nową robotą, problem w tym, że albo chcą człowiekiem orać, albo proponują jakąś jałmużnę, pijawki. Nie znaczy to, że fajna robota jest w ogóle niemożliwa... weźmy naszą nianię.
Skoro świt o dziewiątej podjeżdża do nas rowerkiem na Gumisie w tv. W ramach porannej gimnastyki od czasu do czasu pojeździ odkurzaczem. Spacer do szkoły (naprzeciwko) gdzie oddaje Piotrusia pod opiekę grubych nastolatek zwolnionych z wuefu, a sama omawia wydarzenia weekendu z wuefistą. Potem idą nakarmić i wyszczotkować nianine labradory. Spacerek z powrotem i pora spać. Śpi Piotruś, śpi i niania. Staram się dobudzić ich przed czwartą, żeby wyrobiła się z karmieniem Piotrka przed piątą i nie wjechała w nadgodziny. Teraz trwa to dłużej, bo wyczaiła, że Piotrek może jeść sam, zwłaszcza, kiedy włączy mu zgrywną kreskowkę z kotami. Wybija piąta, chciałbym rzucić okiem na telexpress - Ania, możesz już isć do domu, co? -Zaraz, tylko te koty dooglądam, strasznie fajne są...

19:14, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (9) »
niedziela, 22 kwietnia 2007
Hop , hop , hop szklankę piwa !
Temperaturę dyskusji najlepiej podnosi:

lustracja
jednomandatowe okręgi wyborcze
winda vs linuks
podatek katastralny
dizel vs benzyna
feminizm
kaczyzm
michnikowszczyzna
canon vs nikon
eutanazja
aborcja
VW vs reszta świata

--------------------

Update: Skoro już o dawaniu do pieca mowa: http://leniuch102.salon24.pl/index.html

10:17, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
piątek, 20 kwietnia 2007

Ponoć Bach-ojciec, który szył na basie, mawiał, że właściwą nutę zdarza mu się zagrać raz na kiedyś i to tylko przez przypadek. Jakoś tak jest, że ludzkie ucho jest bardziej tolerancyjne dla fałszów w dolnym zakresie częstotliwości i w ogóle niższe dźwięki odbiera jako mniej agresywne. Wyjątkiem od tej reguły są bloki z wielkiej płyty, które świetnie przenoszą sekcję rytmiczną Black Sabbath, a doskonale tłumią popiskiwania Mandaryny, co - chcę wierzyć - leży u źródeł nietolerancji wobec metali i popularności disco polo.
Na szczęście dla dizli ich warkoty i bulgotania nie przeszkadzają w słuchaniu Beaty Kozidrak i w powszechnym odbiorze od stówki w górę diesel jest cichszy od benzyniaka. Na piątce przy 4 krpm benzynowy focus jedzie raptem sto czterdzieści - dizel, jeśli wiatr pozwoli, dwieście. Mój benzyniak przy dwustu wyje na prawie sześciu tysiącach obrotów, wartości dla dizla w ogóle nieosiągalnej.
Cichy, czy tylko burkliwy - nie za to dizla lubimy. Rozgrzany i trochę rozpędzony dizel ujawnia bowiem ekhem - swoją stronę mocy, ciemną jak olej napędowy. Jeśli przy osiemdziesiątce chcę żwawo wyprzedzić benzyną, to muszę pociągnąć trójką do stówki i zmienić na czwórkę. Zero takiej gimnastyki w dizlu: czwóreczka od początku i delikatny nacisk na gaz wystarczają by wcisnąć cię w fotel i trzymać tak aż... do czerwonej lampki na obrotomierzu.
Jazda dizlem po autostradzie to zdecydowanie frajda, niestety nie za darmo. Kalkulacja na obrazku obok.
Dylemat dizel czy benzyna pozostawiam nierozstrzygnięty. Zważywszy, że przez ostatnie pół roku woziłem się wzdłuż A4, wolałbym chyba dizla. Od powakacji jednak całkiem mi się zmieni mapa działań i żwawiej reagujący benzyniak na drogach krajowych sprawdzi się lepiej.
A niedługo, jak twierdzą pesymiści, i tak wszyscy skończymy w wolnossących starych passatach, tankując w biedronce olej rzepakowy.

21:57, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (12) »
środa, 18 kwietnia 2007

 

Budując nową świecką tradycję tego bloga, a tak naprawdę desperacko próbując odsunąć od siebie konieczność wypełnienia rocznego pit-a, postanowiłem wywalić w interek garść wrażeń z przymusowej przesiadki na dizla.
Przesiadkę tę wymusił na mnie pewien gospodarny kierowca folkswagena, który o jeden dzień za długo jeździł na starych klockach hamulcowych. Zatrzymał się dopiero na mojej tylnej kanapie. Stówka oszczędności dla gościa i osiem tysi w plecy dla PZU. Po drodze nowe doświadczenie dla mnie.
Równo rok temu zanabyłem benzynowego forda focusa 1,6l, 16 zaworów 115 koni. W tej samej cenie miałem do wyboru 1,8 l TDI z poprzedniego (2005) rocznika też 115 koni za to z dużo słabszym wyposażeniem. Internauci w zaimprowizowanej sondzie zagłosowali 37:15 na korzyść dizla, ja po przejażdżce wybrałem benzynę.
Teraz nadszedł moment na konfrontację moich rocznych (35 tys. km) doświadczeń z fokusa benzyny z wypożyczonym na czas naprawy takusieńkim dizlem.

Pominę tu całą bełkotliwą ideologię, jaką do dizli dorabiają ich właściciele. W swoich opowieściach są gorsi od wędkarzy: ich bryki palą 4 na sto grzejąc dwieście pod wiatr i są tak ciche, że przeszkadza im cykanie świerszcza w przydrożnym rowie.
Jak jest naprawdę ?
Przekręcam kluczyk w stacyjce rześkim rankiem i już wiem, czemu nie chciałem dizla: zamiast łagodnego szmeru słyszę głośny, wyraźny WARKOT. Mogło być gorzej, mógł być KLEKOT, jaki się słyszy na kilometr od powiedzmy Kamaza, więc jest coś na rzeczy w poglądzie, że współczesne dizle uczyniły postęp. Wrzucam jedynkę. Moja babcia rusza żwawiej. Przede mną leciutki podjazd. Zatrzymuję się w połowie, żeby przepuścić auta na głównej, ruszam ponownie... zgasł. Tego dnia zgaśnie jeszcze kilka razy. Dwójka, gaz. Owszem, jedzie ale do WARKOTU dołącza CHRUPANIE. Tak jest, podczas przyśpieszania w dizlu CHRUPIE. Nie wiem dlaczego, zaczynają mnie boleć zęby. Trójka, gaz. Do WARKOTU i CHRUPANIA dołącza ciche ale wyraźne DZWONIENIE. Spoglądam na licznik kilometrów - to auto przejechało raptem 20 tysi, a na trójce robi za Warszawską Jesień.

22:43, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (24) »
wtorek, 17 kwietnia 2007

As wywiadu oczywiście. Gospodarczego. Jak wiadomo, Volkswagen swój testowy tor pobudował w dawnej 'no fly zone' przy granicy enerdowskiej. Gdyby jakiś sprytny Renault chciał helikopterem podejrzeć prototyp golfa eins, to NATO na wyprzódki z Układem Warszawskim przerobiłyby go na fruwający durszlak.

Czasy się zmieniły, ale konkurencja w motoryzacji jeszcze się zaostrzyła. Toteż gdy na autostradzie A4 zobaczyłem cztery zamaskowane prototypy fiata 500 nie czekałem, aż włoski ochroniarz z fotela pasażera zdmuchnie mi obrzynem dach wraz z głową, tylko strzeliłem serię fot z komóry i rura.

Enjoy.

 


 

sobota, 14 kwietnia 2007

Od czasu do czasu wśród naszych znajomych trafi się jęczydupa, która nie dość, że dostała wielkanocną kartkę, to jeszcze narzeka, że pamiętamy o niej tylko od święta. Z myślą o dopieszczeniu takich zawodników skomponowałem oryginalną i dowcipną kartkę PO-świąteczną.

Enjoy!


 

10:58, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
czwartek, 12 kwietnia 2007

Bagno moje do niedawna leżało nieopodal Wrocławia. To przeszłość. Teraz graniczy z Wałbrzychem, a właściwie z Wałbrzyską Specjalną Strefą Ekonomiczną. To się samo tak nie zrobiło, ktoś miał w tym niezły interes. Nawet przypadkiem wiem kto - Robert "Wiertarka" Bosch, który chyba chce wyłapać resztki okolicznych obszczymurków i postawić przy taśmie. Chyba wyczuli pismo nosem, bo jakby mniej ich teraz podpiera sklep pani Ewy. Niedługo będzie jak na południu Wrocławia, gdzie na hasło "Inwestor" pada odzew "Kryj się!" i ludność opłotkami przekrada się do lasu. W tym czasie Koreańczyk-pracodawca miota się po pustej świetlicy wiejskiej , gdzie w założeniu miało się tłoczyć tysiąc bezrobotnych, a patronująca temu spotkaniu pani z urzędu pracy znacząco spogląda na zegarek.
Cokolwiek by nie mówić o Koreańczykach , to ludek zorientowany na sukces i prędko dotarło do nich, że z naszymi im nie po drodze. Teraz koreańskie lcd będą składać zaimportowani Chińczycy.
Historia inwestycji LG-Philips dowodzi, że wreszcie odwróciła się karta. Nam, Polakom. Spadliśmy na cztery łapy. Nie było lekko, to prawda: okupacja, komuna, postkomuna... A teraz? Jeden Żółty fabrykę pobudował, inny będzie w niej tyrał za sześć stówek netto, a my skasujemy VAT, ZUS i za media.
Europo witaj nas.

22:36, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 kwietnia 2007

fajnie jest mieć podhodowanego, paroletniego bloga, a w nim autorskie zdjątko na każdą okazję.

Najlepszego !

 


 

23:00, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (8) »
piątek, 06 kwietnia 2007

 Ostatnio jeden podstarzały hipis postanowił sprawdzić, jak długo da się jeździć na nie zmienianych klockach hamulcowych. Zaoszczędził kupę kasy, zanim swoim vento wjechał na czerwonym do mojego bagażnika.
Z konieczności przesiadłem się z powrotem na skodę. Niby niewielka zmiana ale jednak... Otóż zupełnie zaburzył mi się system rozpoznawania swój-obcy. Jako kierowca focusa miałem wpuszczać z uśmiechem inne fordy, a zajeżdżać drogę i pokazywać palec skodom i folkswagenom. Teraz na odwyrtkę i trochę się gubię.  Wpycha się na pewniaka taki mercz w oktawce, a ja go blokuję, szczerzę zęby i mlę przekleństwa. Koleś kompletnie nie wie o co kaman i rozgląda się jak zraniona sarna biorąc innych kierowców na świadków swojej niedoli.
Nasuwają mi się tu różne wątpliwości... bo, tak  - jeżdżąc szfabią jestem w zaibatsu VW i powinienem wspierać inne skody, golfy i seaty, to jasne. A kogo niszczyć? Fordy, japończyki, francuzów, ople? Wszystkich naraz nie mogę. Czy jest gdzieś jakaś tabelka, która mówi komu bezwzględnie nie mam prawa dać odjechać pierwszemu spod świateł np.?
W zależności od marki użytkowanego auta? Bo jak gdzieś pożyczę - powiedzmy - kiję, to przecież całkiem się pogubię..

15:39, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (15) »
wtorek, 03 kwietnia 2007

Tytułowe "farewell" rzucił byłej narzeczonej Wokulski. Był to pierwszy w Polsce przypadek, że język angielski komuś się do czegoś przydał.
"Ale jakiego to ona lubi szampana?... Ach, cynizmu!... Szampan cynizmu - także dobry dowcip... No, przynajmniej opłaciła mi się nauka angielskiego..." - myślał sobie Wokulski rozpoczynając zadziwiającą karierę angielszczyzny, której apogeum jesteśmy właśnie świadkami.
 Na przykład, niejaki Oleksy Józef wygłosił ostatnio parę sensacyjnych stwierdzeń: - że były prezydent jest złodziejem, że minister obrony - bucem, a szef partii nie mówi po angielsku. W odpowiedzi prezydent wzruszył ramionami, a minister przyznał, że owszem, jest małomówny. Tylko dyskwalifikujący w mniemaniu niektórych zarzut nieznajomości języka angielskiego doczekał się poważnego potraktowania. Zwołano konferencję, na której dziennikarz zadał po angielsku pytanie, a Wojciech Olejniczak Oleksemu niczym zdradzany Wokulski Izabelli dowiódł, że i owszem - angielski zna.
Milion wyborców polskiej lewicy odetchnęło z ulgą - jednak to oni są europejscy i postępowi.
Ludzie, ocknijcie się, to jest chore. Niedawno na jednym blogu, dziennikarskim zresztą, autor niczym pijany płotu uczepił się tezy, że miarą inteligencji jest wiedza, jak po angielsku nazywa się renifer . Niewtajemniczonym podpowiem, że podobnie jak po polsku.
Jakiś czas temu pracowałem jako programista, m. in. za oceanem. Nikogo nie obchodziło, że po angielsku mówię jak Piętaszek w sobotę, ważniejsze było, że znam język C, a jeszcze ważniejsze, że godzę się w nim programować za głodową stawkę. Podobnie teraz, kiedy robimy zlecenia dla takich tam korporacji. Póki byliśmy grajdołem na krańcu Europy i zamówienia zdarzały się raz na kwartał, katowaliśmy się po angielsku . Mniej więcej od roku, kiedy biznes ruszył na poważnie, kontrahenci pozatrudniali u siebie Polki i konwersacje zyskały na finezji, nie mówiąc o tempie załatwiania spraw.
Daltego cieszę się, że minister Fotyga umie po angielsku i francusku, ale i nie bardzo martwię się, że premier za nią nie nadąża. Inaczej mogłoby się skończyć jak z Chamberlainem . Premier Anglii pojechał do Monachium na rozmowy z Hitlerem, które - jako poliglota - prowadził po niemiecku. Zebrał świetne recenzje, ale niemczyzna Hitlera była jednak ciut lepsza. Na tyle, by wytargować Czechosłowację.

17:23, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (9) »
niedziela, 01 kwietnia 2007

 Kurcze, wchodzę i nie muszę nawet patrzeć na telewizor, żeby wiedzieć co ogląda. Szczęka opadnięta, czoło zmarszczone, za to fałdy na mózgu gładsze z każdą minutą.
Jetix.
-Ty, Piotrek, weź przynajmniej japę zamknij, po wyglądasz jak debil
-Deeeebil? Ten pies?
-Jaki pies?!
-No, ten z "Przygód psa debila".
10:22, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
Archiwum