piątek, 28 kwietnia 2006

Dzięki interkowi w sprawie koloru mojego auta wypowiedziało się dwieście osób.
Dziękuję.
Niestety, gusta mam trochę rozminięte z ogółem czytelników i tym razem nie kupię autka w kolorze "Wesoła Wdówka"
Wybrałem szary, przez sprzedawców oględnie zwany grafitowym.
W powszechnym mniemaniu takim autem może jeździć - ja wiem - księgowy, właściciel punktu ksero, albo przełożona szarytek. Decydując się na auto barwy przyschniętego błota zapisałem się więc do klubu nudziarzy.
Jednakowoż...
Jeremy "Top Gear" Clarkson zapytał kiedyś publiczność, czy takie o auto

jest jej zdaniem cool. Na jednogłośny ryk akceptacji tylko się skrzywił i zwrócił do jakiegoś odludka:
- Do YOU think its cool?
- Nope.
- Why is that?
- 'Cause I can't imagine a cool guy driving it...

That's it.
Myly Państwo, szofer auta koloru czerń gangsterska zapewne wozi w schowku gnata. Ścigant w czerwonym autku ma na podorędziu psikacz z gazem. Prawdziwie chłodny kierowca szarej bryki wozi w schowku tylko czarne okulary. Unika osentacji i przemocy. A w sytuacji konfliktowej demoluje adwersarza np. jego własną gaśnicą.
Nie żebym awanturował się na światłach czy choćby woził czarne okulary.
Mam -5 dioptrii, na nosie.
I szarą torpedę, którą pruję w długi weekend.
Sayonara.
19:23, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (7) »
czwartek, 27 kwietnia 2006
środa, 26 kwietnia 2006
 ... i świetny pakiet ubezpieczeń mamy, do pełnej wartości auta. Jeden klient po kasacji ze szpitala o kulach przyszedł i od progu woła, że chce identyczny model, bo samochód mu życie uratował... to bezpieczne auto, bardzo bezpieczne.
- ehe, jak nie liczyć tej dziewczynki, co jej na parkingu poduszka głowę urwała.
- Pan to jeszcze pamięta ! To tyle lat temu było, już dawno żaden klient mi tego nie wypomniał.

* * *

- no pańskiego auta jeszcze nie ma, jedzie, pewno dzisiaj dojedzie, mam nadzieję, że pod żadnym wiaduktem dachu nie straci, jak ostatnio, he he.
- bylebyście nie próbowali mi wtedy doliczyć za kabriolet.
- eeee, niee, miałby pan graaatis !
09:00, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 kwietnia 2006

Z Firemki odszedłem jak Jerry McGuirre - zabierając jednego klienta. Co prawda, ze szkodą dla bloga nie odbyło się to w tak dramatycznych okolicznościach jak w filmie, po prostu pewnego dnia klient zadryndał, czy wykonałbym mu usługę na boku i trochę taniej, bo Firemka zdziera.

Wykonałbym, a jakże, zwłaszcza, że z Firemką łączą mnie już tylko kolorowe wspomnienia. No i "taniej" w tym wypadku nie znaczyło tak całkiem tanio.
Skoro świt o jedenastej zapukałem do drzwi zleceniodawcy. Okazało się, że niedomagający serwer stoi na drugim krańcu Polski, ja zaś doprowadzę go do porządku przy pomocy takiego oto kanału komunikacyjnego:
z własnego laptopa zdalnym pulpitem na ich serwer
z ich serwera programikiem putty na pierwszy serwer ich klienta
z pierwszego serwera powłoką ssh na drugi serwer ich klienta,
a stamtąd to już tylko telnet na kartę zarządzającą docelowego serwera,
i z niej poleceniem 'console' na sam serwer...

proste, prawda?
Tak więc by zameldować się u pacjenta musiałem wprowadzić... yeah, sześć identyfikatorów i sześć haseł...
Razy siedem, bo tyle razy tepsa zerwała mi połączenie.


11:49, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
niedziela, 23 kwietnia 2006
Będąc wciąż 60% bezrobotnym postanowiłem sobie poprawić nastrój zakupami, niekoniecznie napojów równiewysokoprocentowych. Nowy laptop poziomem decybeli skazał się na zwrot do producenta, zazaliczkowałem więc gadżet trochę cichszy.
Przy okazji tego sprawunku otworzył się przede mną nowy świat: świat ludzi uśmiechniętych, życzliwych i, co najważniejsze, zawsze podzielających moje zdanie.
Odpędzam od siebie niskie podejrzenie, że ci inteligentni, wartościowi młodzi ludzie lubią nie tyle mnie, co ewentualną sutą prowizję za sprzedany mi wehikuł.
To nie może być prawda.
Przy okazji zetknąłem się z fenomenem poezji lakierniczej. Sprzedawca nie powie o czerwonym autku - czerwone. Określi je jako "Tango Metallic". Czy podobnie. Kolor to ważna sprawa, jest emanacją charakteru kierowcy, superego naniesionym na karoserię.
Co sprowokowało mnie do kolejnego quizu. Dla ułatwienia przetłumaczyłem nazwy kolorów z lakierniczego na moje.


Pani Alutka
Wesoła Wdówka
Gajowy Marucha
Przyschnięte błoto
Karkówka
Przedstawiciel handlowy
Socjopata
Józef Tkaczuk
13. Posterunek
Torebką go, torebką
SONDA
Stan ducha Leniucha, czyli pasi mi kolorek...

21:19, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
czwartek, 20 kwietnia 2006

 Byłem kiedyś na naprawie w banku w Gorzowie Wielkopolskim. Zza tajemniczych drzwi na lewo od wejścia dobiegał ciągły łoskot, coś jakby stado małp walczących o banana. Wychodząc zaintrygowany zapytałem o żródło tych egzotycznych dźwięków.
- Aaaa, to regenerowana przetwornica Siemensa. Nowa nie jest, wzięli taniej, ale skoro dają gwarancję...
- i nikomu ten hałas nie przeszkadza?
- Się księgowość na początku burzyła, ale przywykła.

Przypomniałem sobie tę przetwornicę siedząc nad nowym laptopem. Kiedy ucichł już "Far Cry" i zacząłem pisać podanie o zasiłek(1), usłyszałem wyraźne "brzdęk", a potem szum wentylatorka. Cóż, wiatrak w starym laptopie miał się do nowego jak westchnienie Calineczki do pierdu Szreka. Again - cena postępu. Ale to irytujące brzdęk? Po chwili bałem się energiczniej ruszyć myszą, żeby nie sprowokować wentylatora.

Rozkręciłem. Wyjąłem. Potrząsnąłem i stuknąłem. Skręciłem z powrotem. Chciałem nawet wypisać "Protokół akceptacji usługi", ale tym razem byłem sam sobie sterem, żeglarzem i klientem. Niezadowolonym - brzdęk zyskał na sprężystości.

Serwis jak serwis - następnego dnia stwierdził iż "nie stwierdził przekroczenia zadeklarowanego przez producenta poziomu hałasu". Well, sam tak spuszczam różnych nachałów. Swoją drogą - głupie serwisyny.

Dwa następne dni spędziłem próbując przywyknąć do "brzdęk". Niestety, wraz z wiekiem zdolności przystosowawcze organizmu spadają. Po następnych dwu dniach wydzwaniania po menedżerach zgodzili się przyjąć moje panoramiczne cudo z powrotem. Ufff.

Tydzień w plecy, ale zaznałem obu smaków szczęścia konsumenta. Słodkiego - gdy gadżet zanabyłem i słodszego - odsyłając go w diabły. Niech im brzdęka.

(1) just kidding

22:37, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
środa, 19 kwietnia 2006

 Nie kupiłem sobie jeszcze tego gadzinowego Dziennika, nie ukradłem, ani nie podczytywałem przez niczyje ramię. Dlatego mam pełne prawo wypowiedzieć się na jego temat. Bez chichów, takie założenie leży u podstaw anglosaskiego systemu ław przysięgłych.
Sprawę znam z drugiej ręki, od samozwańczego guru onetowych blogów, niejakiego Janke Igora.
Walnął on takim tekstem: "Bardziej dziwi mnie rezygnacja z własnych komentarzy, z własnego oblicza ideowego, ale widząc skład redakcji, myślę, że wcześniej czy później, „Dziennik” zacznie nie tylko rynkowo ale i ideowo konkurować z „Gazetą”"
Panie Janke, mam nadzieję, że powstanie wreszcie jakiś dziennik bez "oblicza ideowego", taki wie pan - informacyjno-obiektywistyczny.
W przeciwnym razie powróci stara kwestia: czy, jeśli misjonarze w odwecie zeżrą ludożerców, to zaliczymy im to jako zwycięstwo?
poniedziałek, 17 kwietnia 2006

 Samochodowych rozterek ciąg dalszy.

Leniuchowa: bo w normalnym jak ciśniesz to samochód jedzie, a dizel się zastanawia, czy warto.

ja: madmaxa nie widziałaś? jak ciśniesz, to najpierw ta turbina wyje, a potem rusza jak po szynach!

L.: madmax jeździł w ruchu jakby mniejszym

* * *

Dziecko dorastające przy zwierzu nabiera asertywności i jest wyraźnie śmielsze. Piotruś przy piesku nauczył się rozstrzygać spory soczystym kopem w brzuch, wytarganiem za kudły i walnięciem z główki w żebra. Miśkowi to nie przeszkadza, za to w dyskusjach z rówieśnikami dziecko kroczy od sukcesu do sukcesu.
Kulminacją tego nowego, zdecydowanego stylu było śniadanie wielkanocne. Mimo, że udało nam się uchronić dziadka przed frontalnym fizycznym atakiem wnuka, Piotruś sprytnie trafił go pomarańczą. Widzę dziecko w menedżmencie.

* * *

W jednym z tomów Profesor Kleks obiecuje Brzechwie zdobyć atrament. Trzysta stron niewiarygodnych przygód a atramentu wciąż nie ma. Noblesse obliż', i na ostatniej stronie Kleks autozaklęciem zmienia się butlę z inakustem.
Szczerze powiedziawszy uwierzyłem że Demoniczny Bliźniak jakoś zdobędzie brakujące głosy - sklonuje się w stu egzemplarzach, czy coś...
No such luck. Szkoda.

* * *

Mniej więcej rok temu zanabyłem pierwszą legalną grę w życiu. Tok rozumowania był mniej więcej taki: primo - Firemka fundnęła mi notebooka za 10 kilozłotych. Secundo - mam imieniny. I co? 50 peelen w błoto: "Far Cry" nie uruchomił się - za słaba grafika.
Zmuszony sytuacją kupiłem w piątek tajwański złom za kilozłotych trzy - i co? "Far Cry" śmiga. Nawet napisał: 'maszyna - średnia'. Postęp.

00:33, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
piątek, 14 kwietnia 2006
Jest taki sport, gdzie regułą jest brak reguł, nazywa się śmiesznie, bo K1. Wbrew pozorom ów brak reguł wychodzi zawodnikom na zdrowie i urazów jest tam dużo mniej niż np. w boksie zawodowym. Na ringu świetnie widać czemu.
Częstym obrazkiem jest jakiś emerytowany bokserski brutal, który wychodzi do walki po łatwe pieniądze - turnieje K1 odbywają się na dalekim wschodzie, gdzie o kasę nietrudno. Naspidowany wpada na ring, żeby przejechać się po jakiejś chudzinie. I zaczyna się cyrk, bo o ile ekstrawertyczne zachowania boksera jakoś tam bliskie są naszym przyzwyczajeniom, to chudzina zdaje się nie wiedzieć o co kaman.
Krąży po ringu jakby szukał okularów - wzrok wbity tak z metr przed siebie, rękami prawie trzyma się za głowę, no ofiara losu kompletna.
Bokser rusza by wbić mu szczękę w mózg i wchodzi w mickiewiczowski krąg, który chudzina 'tępymi zakreśla oczy'. W tym samym momencie pada jak ścięty kwiat, widać niedoszły denat tylko czekał, żeby skosić go równo z trawą.
Raz, drugi, trzeci. Sporo takich walk kończy się właściwie bez nokautu i niewielkim nakładem energii. Bokser jest świeży, tylko nie może się podnieść na obolałe golenie, chudzina też się nie nawalczył

Miło mi donieść, że wschodzącą gwiazdą K1 walczącą w stylu Muay Thai (czyli ringowego grzybozbieracza) jest niejaki Poul Slowinski, Polska !
Właśnie zdemolował tych tu i nie mogę się doczekać,
aż przyłoży temu,o:

11:14, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (4) »
czwartek, 13 kwietnia 2006

Tylko [tu wpisz antypatyczne zwierzę hodowlane] nie zmienia poglądów.

SONDA
Kiedy uznasz wyższość komunikacji miejskiej nad własnymi 4-ma kółkami?

bezołowiowa po 5 zł/litr
bezołowiowa po 7 zł/litr
bezołowiowa po 10 zł/litr
od zawsze jeżdżę tramwajką
09:00, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (6) »
środa, 12 kwietnia 2006

xIdę po bułki, a za mną refleksja. Żeby zelektryfikować wieś, trzeba było dyktatury proletariatu i towarzysza Gomułki. Żeby ją zinternetyzować wystarczył gościu z zarejestrowaną działalnością gospodarczą i brakiem lęku wysokości. No, może nie tylko.
Łajerlesiarz (od: wireless)  to koleś, który mieszka w zapomnianej przez Boga i TP SA dziurze i z tego żyje. Konkretnie zakłada ludziom bezprzewodowy internet, bo na przewody go nie stać, a Narodowemu Teleoperatorowi się nie opłaca.
Również ja na moim zadupiu łączę się ze światem w ten sposób. Mój łajerlesiarz, który do południa grzebie przy serwerze a po południu gania z anteną po dachach, to jeden z niewielu sympatycznych i trzeźwych jednocześnie tubylców.
Domokrążny fach tego typa i ślad inteligencji w spojrzeniu podsunął mi pomysł.
Gdyby wszyscy łajerlesiarze na odwrocie rachunku za interek wydrukowali swoją ulotkę wyborczą, to jak nic mieliby wjazd do parlamentu i to na głosach elektoratu Pawlaka i Hojarskiej. Po kosztach.
Może nie byłoby lepiej, ale na pewno bardziej online.
09:27, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 kwietnia 2006

Będąc w trzech piątych bezrobotnym imam(1) się prac dorywczych. Spam filtruję, okazyjnie. Zwrócił się klient z nabrzmiałym problemem zamulonych skrzynek mailowych.
Cóż -myślę - żona, dziecko, pies, olejowe - biorę.
Zarwałem noc, ale rano - filtruje.
Umówmy się, że przez parę ostatnich lat z interku korzystałem jako prosty internauta. Smutki i radości płynące z opieki nad serwerem dostępnym szerokiej publisi stały mi się trochę obce. A, jak twierdzi Heraklit.com, nie wchodzi się dwa razy do tej samej sieci.
 Zajrzałem sobie do tego wyfiltrowanego. Oprócz tradycyjnych ofert wydłużenia tego i owego, znalazłem zatrzęsienie maili 'psychologicznych', pisanych w jednym celu: namówienia ofiary na klik w załączony plik.
Można rzeczowo:
"Wysłana przez Pana próbka wirusa to nowa wersja buppa.k. Zaktualizuj swój antywirus załączoną szczepionką. Miłego dnia, Symantec"
intrygująco:
"Fotoinfo"
kota ogonem:
"Informuję, że Twoje konto przejął spamer, który kradnie hasła do banków online. Jeśli nie bierzesz w tym udziału, sprawdź dodatkowe info w załączniku. Jeśli bierzesz, jesteś małym sukinkotem"
albo od razu wyręczyć się policją:
"Open attached file for a proof Or the Police will hear from me. Cya my friend"

Cya.

(1) nie, nie przeszedłem na islam. taki czasownik.

poniedziałek, 10 kwietnia 2006

 Z całych sił sympatyzuję ze służbą zdrowia i popieram jej walkę o godziwe wynagradzanie. Po stokroć należy im się i nieistotne, że ci żyjący z gołej pensji to cieniutki jak brzózka (za to zdrowy) rdzeń potężnego baobabu polskiej medycyny.
Jednakowoż...
Jednakowoż, nie sposób nie zauważyć, że lekarz ma dobrze.
Przedmiot jego działań, zabiegów i studiów nie zmienił się za wiele od pół miliona lat, kiedy zdecydował się zejść z drzewa i ruszyć w sawannę. Jest, jaki był i czego się lekarz o nim w szkole nauczył nic a nic nie straciło na aktualności.
A co, gdyby ludziom co dekadę przybywała kończyna, albo głowa albo płucotchawka?
-Pan ortopeda? Dziękujemy - na nogach to już tylko emeryci, młodzieży już dawno wyrosły skrzydła... skrzydłologa, o, skrzydłologa byśmy zatrudnili

Świat jak z Lema, nie do pomyślenia dla lekarza, ale całkiem naturalny dla komputerowca.
15 lat administracji RIAD-em? Na złom !
Specjalista od sieci Lantastic ?! Od czeeego ?
Czarny pas w TurboC ? Darek, choć obejrzyj gościa !
itd. itp.

Życząc więc doktorom jak najwięcej, sobie życzę więcej. A co.
02:00, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (10) »
czwartek, 06 kwietnia 2006

 Będąc wesołym półbezrobotnym czas spędzam na projektowaniu milionowych biznesów.
Jeszcze nie wspomagam wyobraźni piwkiem pod naszym wioskowym sklepem, ale powoli, powoli...
Nie wszystkie moje pomysły padają wszakże na pysk, od czasu do czasu miewam chwile drobnej satysfakcji. Wczoraj właśnie nadszedł taki moment, kiedy wdrożony przeze mnie z rozmachem i, co ważniejsze bezgotówkowo, biznes przekroczył pewną magiczną granicę.
Tak tak, stary Leniuch jeszcze raz pokazał pazury.
W ciągu dwóch tygodni zwabiłem ponad pięć tysięcy klientów.
Potencjalnych.
Kliknęło dziesięciu.
Na liczniku reklam Googla wybił mi 1$ !







P.S.
Broń Boże nie odbierajcie tego jako zachęty do klikania. To byłoby niesportowe.
12:58, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (13) »
wtorek, 04 kwietnia 2006
xx
"Kłócił się żbik z dzikiem całe przedpołudnie

Czy się mówi motocykiel czy motocykl również
Spór ten przerwał niedźwiedź autorytatywnie
Że się mówi motór, choć brzmi trochę dziwnie"

Modelowym autorytatywnym miśkiem jest niejaki Clarkson, ten od Top Gear. Z niezachwianym tupetem koleś potrafi osądzić, czy np. jakaś bryka jest kul, czy wręcz przeciwnie. -Czy to ferrari jest kul? -Yeah ! - ryczy zachwycona publiczność. -Otóż nie - surowo rzecze Clarkson. -To ferrari jest totally uncool - i wrzuca zdjęcie grata za milion baksów do niszczarki.

Nie odmówię sobie satysfakcji pobycia Clarksonem i podsumowania ostatnich ankiet.
Jak dotąd Czytelnicy w liczbie stu zdecydowali, że powinienem jeździć fokusem dizlem.
Błąd !
Fokus dizel rzeczywiście jeździ nie gorzej niż benzynowy, ale wciąż brzmi jak traktor.
Myly Państwo, w 21. wieku wolnych obrotów silnika nie ma prawa być słychać. Kropka.

Laski Plusa (te po lewej) pokonały w oczach Głosujących laski Ery (te po prawej).
Słusznie !
Hałaśliwe plażowiczki emanują radością, ale jest to radość, powiedziałbym, sportowa. Co innego Plusiary (po lewej), które może i wyglądają na feministki, ale feministki niewątpliwie pobudzone.

Z ankietą nt. Upiora Przeszłości dam sobie spokój, tym bardziej że w pytaniu zabrakło istotnych opcji, tych z 9 gramami ołowiu i warstwą piachu.
A tak !


 
1 , 2
Archiwum