piątek, 29 kwietnia 2005
xxŁaskawy sponsor niniejszej blogsiarni - Wyborcza - z właściwym sobie polotem podsumowała program TV4: "film nie leżał w kuble tylko obok w kartonie. Wystarczyło oczyścić go z sałatki i odgonić psy, ale opłaciło się bo dostaliśmy premie od kierownictwa". Zaintrygowany tą błyskotliwą recenzją włączyłem telewizor nie wnikając w tytuły, bo "materiału jest tak dużo, że starczy na cały tydzień" (Telefantazje, Przemysław Jurek).
I rzeczywiście tv4 dzień po dniu katowała nas tym samym gniotem. Była to okropna, rasistowsko-seksistowska historia, którą już kiedyś widziałem. Leciało tak: obrzydliwy, zarośnięty pedofil ("Mówiła, że ma 18. OK. MOGŁA mieć 15, ale nie mogłem się powstrzymać") próbuje wyślizgać się z więzienia przez zakład psychiatryczny. Historia typu "okruchy życia", ale z jakiś powodów reżyser nachalnie kreuje zbira na bohatera, zaś z ofiarnej pracownicy służby zdrowia, pielęgniarki Mildred , próbuje zrobić esesmankę. Wyemancypowana czynna zawodowo kobieta jest widocznie nie do przełknięcia dla zacofanych autorów tego dzieła, niewykluczone, że pochodzących ze Wschodu Europy. Ich ideał kobiety ? Rozchichotana lalunia sprowadzona do poziomu seksualnej zabawki, którą bohater sprowadza sobie na oddział i pożycza najżałośniejszemu pacjentowi.
Osobnym skandalem jest sposób przedstawienia Afroamerykańskich pielęgniarzy jako bandy sadystów na usługach demonicznej siostry. Wyjątkiem jest nocny cieć, pospolity alkoholik. Jedyny rdzenny Amerykanin przez większość filmu jest przerośniętym głupkiem a w finale dusi "bohatera". Mógłby być to jaśniejszy moment tej produkcji, gdyby reżyser nie utopił go w pokrętnej symbolice.
Żałuję, że nie potrafię celniej przygwoździć reakcyjnej, machoistycznej nędzy tego produktu, dlatego link do tej notki wysyłam Kindze Dunin.
20:16, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
czwartek, 28 kwietnia 2005
Spojrzałem na wyświetlacz kuchenki. Zielone cyfry układały się w 17:05. Nie spodobało mi się to. Odwróciłem się do mikrofalówki. Jej zegar twierdził, że jest już 17:06. Ekspres do kawy? Tak jest: 17:06. Pwyświetlaczrzegłosowane.
Zacząłem pracowicie naciskać guziki na kuchence: pi pi pipip. Pi pi pi pipip. Jest: 17:07. Wyszedłem z kuchni, siadłem przed telewizorem. Na bursztynowym wyświetlaczu video była 17:08. Zerwałem się z fotela i podbiegłem do ekspresu - wciąż 17:07. Z powrotem do salonu: video, wieża i tuner tvsat - 17:09. Czyli trzy do trzech. Byłem w rozterce. Właściwie powinienem pójść do kotłowni: niech zdecyduje programator kotła. Jednak uczciwość nakazywałaby wtedy sprawdzić zegar centralki alarmowej, kłopotliwe, bo podaje czas binarnie. I co jeśli kocioł byłby minutę do tyłu, a centralka do przodu? Znowu pat. Mam ! No jasne. Spojrzałem na swój własny zegarek. 17:11 !? Kurcze. Cofnąłem do czasu video. Na obie ręce zaczałem przestawiać ustrojstwa w kuchni. Skończyłem o 17:20 i siadłem do komputera. Zdążyłem jeszcze zobaczyć, że ten najdroższy z czasomierzy śpieszy się o dziesięć minut, kiedy wyłączyli prąd.
Teraz nie musiałem już niczego sprawdzać. O której by nie włączyli, w całym domu będzie 00:00.
08:34, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
wtorek, 26 kwietnia 2005
Chodziłem kiedyś na angielski do baptystów, do lektora o zgoła niechrześcijańskim imieniu Ruan. Rzeczony Angol po którymś z kolei piwie zebrał odwagę, nabrał powietrza i spytał, czemu - no offense intended - ten polski orzeł wygląda jaby go walec rozjechał. Jak mu już - no offense taken - obciąłem ten głupi angielski łeb rodową karabelą (a może była to kosa) to pomyślałem, że może jednak chłopak miał jakiś cień racji. Niesłusznie. Orzeł jak ląduje, to wygląda jak na godle. A nawet lepiej.


poniedziałek, 25 kwietnia 2005

xxJa tu wysiaduję wieczorami po serwerowniach zachodząc w głowę, czy aktualizować mikrokod kontrolera do wersji 11.9.18, czy może cofnąć go do wersji 10.12.7, a w tym czasie kolega handlowiec byczy się na "szkoleniu" ze sprzedaży Wielkich Drogich Pudeł. Potem cały w pąsach opowiada mi, jak to w trakcie prezentacji nudnej jak ekspozee Millera asystentka zmieniająca slajdy zdejmuje garsonkę i całą resztę, a następnie zmysłowo owija się wokół stojaka na mikrofon podnosząc temperaturę w sali konferencyjnej tak, że klima się nie wyrabia. Kryptostriptizerka - taki pomysł producenta Pudeł na zmotywowanie sprzedawców.

Od kolegi, który wypiął się na naszą Korporację i poszedł robić do klienta słyszę z kolei jak Konkurencja załatwia sporne kwestie wynikłe z jej dodupizmu. Kiedy klientowi zaczęło się wszystko sypać do tego stopnia, że sięgnął po paragraf o karach umownych, na lokalnym lotnisku pojawił się odrzutowiec z wielkim logo Konkurencji. Polscy szefowie projektu zostali zaproszeni na pokład celem wyjaśnienia nieporozumień. Wylądowali w niewielkim acz europejskim kraiku, gdzie Konkurencja jest na tyle liczącym się pracodawcą, że nikt nie zawracał im głowy duperelami typu odprawa. Krnąbrnych kontrahentów zapakowano do limuzyn, które zawiozły ich do najlepszego hotelu w mieście, skąd po trzech dniach oddawania się konsumpcji z atrakcjami wyszli jako najlepsi kumple Konkurencji.

Wcale nie zazdroszczę handlowcom i szefom projektów, wcale. Płytkie rozrywki typu wielodniowe pijaństwa w towarzystwie głupawych hostess to zdecydowanie nie mój styl. Stanowisko typowo techniczne pozwala uniknąć mi tych podejrzanych atrakcji, a czas wolny poświęcić na porządki w garażu, TVP Kulturę czy narysowanie dziecku 2127-ej podobizny Szreka. Wszystko razem utwierdza mnie w przekonaniu, że moja kariera zawodowa rzeźwo zmierza we właściwym kierunku. Do zasłużonej emerytury.
00:11, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 kwietnia 2005
Rozejrzałem się po literaturze krytycznym okiem dyletanta i zrozumiałem, że nie mam szans. Epika - Homer, dramat - Szekspir, liryka - Beata Kozidrak... Choćbym pękł - nie przeskoczę. Chyba, że jako prekursor. Jak sobie jakiś gatunek stworzę, to i jego szczyty osiągnę, nie inaczej. Poniżej próbka, czyli blogonotka dygresyjna.

xxW zamierzchłych czasach przed wynalezieniem interku, a nawet peceta, nie nosiłem nicka "leniuch102", a banalne nazwisko, kończące się w dodaku na ...kala. W telewizorze szalał podówczas "Toomai Druh Słoni" na swoim trąbiastym druhu Kala Nag, więc koledzy z klasy zwracali się do mnie per Kala, wpierw ku mojej frustracji, a potem, po lekturze Kiplinga, zadowoleniu. Kala Nag czyli Czarny Wąż - wyjaśniałem nieświadomym. Ciekawe, "Kala" - czarny, ale "Kara" - też czarny - np. Kara Kum - Czarne Piaski.
Przyroda budzi się do życia, a wraz z nią owady. Jakiś zeszłoroczny komar rzucił się na mnie nad ranem w samobójczym ataku. Przed owadami nie ma ucieczki. Hodża Nasserdin zabrał wezyra na pustynię Kara Kum, by dowieść, że gdzie nie ma ludzi nie ma i much. Choć jakaś cholera dopadła ich nawet tam, Hodża skasował nagrodę głupio mędrkując, że wezyr niekoniecznie, ale on za człowieka się uważa.
Gdyby znajomy matematyk zamiast na procesach stochastycznych skupił się na logice, nie popełniłby podobnego błędu. Pobudował, podobnie jak ja, chatę na odludziu i postawił przed nią opla kadeta w stanie przedagonalnym. Świrując gandhiego nie zamykał grata na kluczyk - pustkowie, przyroda te klimaty - tłumaczył. Cóż nawet na jego wygwizdowiu znalazł się ktoś, kto docenił jeśli nie kadeta, to przynajmniej odtwarzacz.
Gdzie nie ma much...
09:00, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
piątek, 22 kwietnia 2005
W podstawówce przerabiałem czytankę o małym Frycku Szopenie, co usypiał rodzeństwo fortepianem. Marysia Skłodowska pewno też promieniowała w obejściu. Zachodzę w głowę, czego zwiastunem może być następujące zachowanie: Leniuch "Sugar" Junior jak się wkurzy nie daje na siebie patrzeć. Ty patrzysz - on wrzeszczy. Odwracasz głowę, przestaje.

Stanął pod szafką i jęczy. -Gongo, gongo ! domaga się . Podajemy mu wiktuały po kolei, kręci głową coraz bardziej wkurzony. Żona w nerwach, co to kurcze za gongo, patrz, mówi, tylko te płatki zostały. O dziwo, zainteresowało go. Grzebie, spróbował, nie wypluł - uff. Biorę jednego płatka i kombinuję.
-Toroidalny jakby, patrz dziecko, to torus jest - mówię.
-Sameś torus, to może być ... wiem oponka ! - Żona w skupieniu studiuje kształt- Albo nie, wiem, kółko !
-Yhy - odzywa się potwierdza Pełna Gęba Juniora - gongo, gongo.


08:41, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
środa, 20 kwietnia 2005
Spotkałem się z kolegami z Korporacji. Wielkie zmiany tuż za rogiem, sytuacja napięta jak baranie jaja. Szkolenie w pokrewnej firmie to rzadka okazja do nieskrępowanej wymiany myśli.
- I co ?
xx- Że jednak tego, no wiesz.
- Coś ty !
- No, na korytarzu słyszałem.
- I ja, i ja też tak słyszałem !!!
- Gdzie ?!
- Przy kawiarce raz, i jeszcze w kiblu.
Tu już nie wytrzymuję:
- Taaa, w kiblu to miarodajne.W kiblu ludzie się bardziej otwierają.
Oczekiwałbym huraganu śmiechu. Nie dzisiaj.
-Żebyś kurde wiedział. Tylko w kiblu nie ma kamer z mikrofonami.
23:25, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
czwartek, 14 kwietnia 2005

obrazek kolejarza O'Rourke, jeśli nyt go nie zdjął..ten idzie na kolej.
Facet ma górę kapuchy: dwa miliony dołków rocznie z samych procentów i nazwisko O'Rourke. Pracuje jako konduktor na kolei w New Jersey nie dlatego, że musi, ale po prostu lubi kolej. Ociec robili na kolei, dziadziuś robili na kolei, robi i on, choć po drodze rozbujał parę firm i kupił nawet własną linię - co z tego, kiedy nie ma jak konduktor.
Kiedy szczęka wróciła mi już na miejsce zastanowiłem się, czy jest chociaż cień szansy, żeby prezes Orlenu z miłości do przemysłu naftowego stanął kiedyś przy pompie za 900 zł brutto. Albo prezes PKO założył mi ror-a. Albo Michnik sprzedał wyborczą na skrzyżowaniu. Albo Wałęsa wymienił korki. Albo Kwaśniewski... No właśnie, co potrafi rękami zrobić nasz prezydent ?!
środa, 13 kwietnia 2005
xxxOd czasu do czasu telepracownika odwiedza Przełożony. Podoba mi się to słowo, słychać w nim echo obcasów trzaskających przed rewizorem, a zarazem nieodparcie nasuwa pytania: "przełożony? a przez co? a na kiedy?", .
Swego czasu Przełożeni z Firemki fundnęli mi biuro. Nie ujmuje to mojej telepracowniczości, bowiem w biurze staram się bywać możliwie najrzadziej, ale w razach takich jak ten powoduje dodatkowe komplikacje:

1. Odkurzanie biura 1h
2. Ścieranie biura na mokro 1,5 h
3. Pozostałe porządki w biurze 1 h
4. Myjnia (auto) 1h
5. Własnoręczne odkurzanie auta, nabłyszczanie plastików, opon itp. 3h
(żona: bagażnik odkurzasz ? w bagażniku będziesz ich woził ?!)

..bowiem Kierownictwo zjeżdża pekape. O wizycie można napisać, że była owocna, robocza i dotyczyła stosunków bilateralnych. Moje wysiłki zostały nagrodzone doposażeniem biura:

1. gaśnicami szt 2
2. apteczką
3. tabliczkami "Wyjście awaryjne" szt. 3
4. "książką kontroli sanitarnej" i "książką kontroli" każdej innej
5. oraz efektownymi naściennymi instrukcjami na wypadek powodzi, pożaru lub nagłego zgonu.

Delikatną sugestię przeniesienia biura do mojej chaty na bagnach za ułamek obecnego czynszu Przełożeni zbyli milczeniem. Huragan entuzjazmu wzbudził za to kaktusik - jedyny działający kwiatek w biurach Firemki w całym kraju.
14:24, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
wtorek, 12 kwietnia 2005
xx
Starsi ludzie potrafią mówić od rzeczy. Zryty beret, normalnie. Zanim jednak rozejrzymy się za wyłącznikiem maszyny do robienia piip, sprawdźmy w słowniku, czy w enuncjacjach dziadka o byciu terminatorem nie ma czasem ziarna prawdy.

Terminator - młody człowiek oddany na naukę, czyli do terminu, np. do szewca. Terminator I w polskich kinach miał tytuł "Elektroniczny morderca" (sam widziałem, jakieś 20 lat temu)
Madonna - Matka Boska (ale nie pod www.madonna.com)
Nike - czytaj "nike"(!) - grecka bogini zwycięstwa (j.w.)
Komórka - niewielkie pomieszczenie o funkcjach gospodarczych

07:05, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (6) »
niedziela, 10 kwietnia 2005
xxRozejrzałem się po sklepie. Może nie dzikie tłumy, ale jak na środek dnia całkiem nieźle. Na klikunastu ekranach wiją się półnagie Meksykanki. Coś ciemnawa ta plazma. Jedna z panien rzuca się na tętnicę klienta, krew sika jak z hydrantu. No nie, zwykły kineskop ma dużo żywsze kolory. Precyzyjnie sfotografowana głowa toczy się po parkiecie. Przy tej przekątnej przydałaby się większa rozdzielczość. George Clooney łapie jedną z wampirek i z rozmachem nabija na stołową nogę. Sprzedawcy chyba dodatkowo regulują droższe modele, różnica jakości kolosalna. Druga noga - druga wampirka. Czy ktokolwiek kupuje te projektory ? Trzecia wampirzyca przedziurawiona, efektownie wywala gały. Jednak lcd. Ale które ? Cztery nogi - cztery trupy, piękny George pod obcasem demonicznej Salmy Hayek. Zapiszmy model, 37 cali.
Wielki rzeźbiony żyrandol zmienia Salmę w kotlet siekany.

Udział wzięli:
Quentin Tarantino, George Clooney, Salma Hayek - "Od zmierzchu do świtu". Jeśli powyższy opis wydaje się zbyt drastyczny, wiedzcie, że pominąłem naprawdę mocne sceny.
Media Markt Wrocław, miejsce, gdzie twoje dziecko bez problemu obejrzy przemoc w dowolnych dawkach. Worki na rzygi we własnym zakresie.
sobota, 09 kwietnia 2005

xxCóż może być gorszego od dużej aroganckiej korporacji mającej gdzieś jakość usług i dobro klientów ? Na przykład mała lokalna firma zatrudniająca pracowników w/w molocha wywalonych za niekompetencję i nieróbstwo.
Jeśli wyobrazicie sobie klienta, który musi kupować od korporacji za pośrednictwem miejscowych olewusów, będziecie mieli współczesnego Hioba, czyli mnie.
Ironia - oręż niewolników. Ileż razy używałem jej w połączeniu z drwiną, groźbą karalną, a na przemian z fałszywym komplementem i uniżoną prośbą ? W końcu, wypalony, ograniczałem się do suchych komunikatów:
-dzieńdobrychciałemzgłosićkolejną awarięinternetu biskupakuszelakadwaprzezdziewięć
-sprawdzimy
-nie musicie, znowu padł wam switch/router/linia dzierżawiona/radiolinia/drugi router/łącze tepsy wreszcie - dziadowskie elementy sieci mego dostawcy znałem lepiej niż on sam.
Tuż przed świętami sieć skonała na amen. Za każdą wizytą w biurze skrupulatnie wylewałem na helpdesk Korbanku wiadro pomyj, oni wili się obiecując porawę, mętnie tłumaczyli swą niemoc, zapewniali że już zaraz interek ruszy.
Poświąteczny wtorek zacząłem od zsumowania słupków z przerwami i oszalałem ze szczęścia: Korbank przekroczył niemożliwy do przekroczenia czas niedziałania usługi ! Byłem wolny, mogliśmy wypowiedzieć umowę !
- Grzesiek ?! Wypowiadamy dziadom, wolność rządzi !
- Eeeee, widzisz, no właśnie...już wypowiedzieliśmy..
- SŁUCHAM ?! kiedy ?
- Miesiąc temu ? Tak jakoś. No popatrz, nikt ci nie powiedział ?
06:50, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (1) »
sobota, 02 kwietnia 2005
xxRok temu Firemka zachęciła swych obiboków do ruszenia głową. Mieliśmy wymóżdżyć jakiś pomysł, żeby się w pracy nie nudzić, z pożytkiem dla wspólnego dobra. Przypomnę, że robię w serwisie dużych komputerów, które potrafią się miesiącami nie psuć. Tak jakoś wyszło, że to właśnie mój Projekt został skierowany do realizacji. Sukces ten na razie nie ozdobił mych skroni wieńcem laurowym, a raczej spowodował ich przyśpieszone posrebrzenie.

Do Projektu włączył się Zarząd, który nudę zabijał szkoleniami w zakresie menedżmentu i marketingu. Projekt miał być dla nich świetnym poligonem, przynajmniej w teorii. Najpierw zakwestionowali moje, zgoda, wyssane z palca, oszacowanie rynku, wyssane bo Projekt jest pionierski i rynek dopiero stworzymy.

Zarząd zażądał więc rozpoznania, najlepiej za darmochę. Wymyśliłem ankietę z nagrodami, którą umieści się na zaprzyjaźnionej witrynie. Zaproponowałem pytania, gadżety, Zarząd zaś swoimi potężnymi mózgami miał nadać ankiecie ostateczny kształt, bo tylko na tym się zna.

Minął miesiąc, cisza. Minął drugi - nic. W końcu przekręcił do mnie Dyrektor:
- Ha, mówi, rzucasz pomysł, niby prosty - ankieta. A tu pojawia się szereg zagadnień, których nie wziąłeś pod uwagę. Bo na przykład, zechcemy zgromadzić dane osobowe ankietowanych, to powstanie baza i tę bazę zgłosić należy do Głównego Inspektora Danych Osobowych, prawda ?
- No... prawda - mamroczę, choć ankieta miała być anonimowa.
- No widzisz... albo ta nagroda. A podatek ?!
Rozumiem, że Dyrektor oczekuje ode mnie zaskoczonego pytania "Jaki podatek ?!" i jako zdyscyplinowany pracownik pytanie takie generuję.
-A widzisz - tryumfuje Dyrektor - przecież od nagrody trzeba zapłacić podatek !
-Poza tym, w jaki sposób mamy sformułować sensowne pytania, jeżeli nie wiemy, kto na nie będzie odpowiadał ?
-Słucham ?! - postanawiam rżnąć głupa, bo oczywista odpowiedź "internauci" - mogłaby być odczytana jako arogancka.
- Bo zauważ, że kliknąć może na przykład sekretarka, która i tak nie decyduje o kupnie naszej usługi, i co wtedy ?
Groza takiej sytuacji odbiera mi na chwilę mowę. I bardzo dobrze, bo głupkowate: "Spytajmy o stanowisko w ankiecie" obnażyłoby moje malkontenctwo. A przecież, aby za darmochę odpytać co ważniejszych decydentów w Polsce o stosunek do naszej oferty, zmusić do podania obrotów firmy, odcisków palców i kodu genetycznego - malkontentem być nie mogę.
16:22, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
Archiwum