czwartek, 22 marca 2018

Ludzie mają pamieć krótką jak jętka jednodniówka. Zewsząd słyszy się pomstowania, że miała być wiosna a tutaj śnieg wokół. Puknijcie się w głowę albo kliknijcie w archiwum zdjęć na jakimś guglu. W moim mogę znaleźć z marszu dwa obrazki stawu skutego lodem nie tylko na Marzannę, ale i w Święta Wielkiej Nocy.
Globalne zderzyło się z małą epoką lodowcową i zima przesunęła się z Wigilii na Lany Poniedziałek.
Przyzwyczajcie się.
Ma być tylko lepiej. Wkrótce celem zatrzymania zmian klimatycznych przesiądziemy się na samochody elektryczne.  Benzyna spadnie do złoty dwadzieścia, Ruskie zbankrutują, a potem z głodu odpalą rakiety. Nasze zmutowane wnuki będą zajmować się łowieniem radioaktywnych szczurów. Czy na odwrót - zmutowane szczury itd...
No może nie nastąpi to tak prędko. Pewien przytomny ekspert samochodowy na pytanie , kiedy Polacy zaczną kupować elektryczne auta,  odpowiedział, że wtedy kiedy Niemcy zaczną sprzedawać używane elektryczne auta. Podzielam ten pogląd.
Tymczasem odpowiedzią na całe zło świata nie jest ani auto elektryczne, ani sześciokrotnie turbodoładowane ale telepraca.
Po co jechać skoro można siedzieć. Nasz głos i obraz może dotrzeć do kogoś na drugim końcu internetu przy pomocy komunikatora. Menedżerowie wszystkich krajów łączą się w sprzeciwie. Przez komunikator nie da się wepchnąć ręki za dekolt.
Just kidding. Moja firma wręcz zachęca do hołmofisa, a także zniechęca do ofisa, dogęszczając biuro do granic możliwości.
Skończymy pozamykani we własnych chałupach przed komunikatorami, za co będziemy dostawać bitcoiny, którymi opłacimy streamy z filmami i gry. Żywność bezgotówkowo dostarczy Unia w ramach Wspólnej Polityki Rolnej.
Tak, że tak.

Archiwum