niedziela, 22 marca 2015

Za dawnych dobrych czasów kupno nowego samochodu było na tym blogu wydarzeniem rozciągniętym na piętnaście wpisów, z linkiem do ankiety na gazeta.pl. http://leniuch.blox.pl/2006/04/Szara-eminencja.html
No more.
Szalona -  w dzisiejszych kryteriach  - popularność tamtych notek przyniosła mi półtora czeku z reklam googla, czyli mniej więcej dwie opony.
Zły los sprawił, że sprzedałem swój zrelaksowany styl życia za parę dolarów więcej, przydomek: "leniuch" stał się pamiątką coraz odleglejszej przeszłości, a zamiast motoryzacyjnej sagi na blogu zamieszczę suchy opis faktów.
Zaczęło się od tego, że podupadający na zdrowiu dodż kaliber poszedł do ludzi. Kupiła go pewna aspirująca celebrytka do spółki ze swoim włoskim narzeczonym. Kontakt z rzeczywistością nie jest najmocniejszą stroną takich osób i zdecydowanie nie powinny one kupować używanych aut. A już zwłaszcza tych robionych w Detroit. Po (!) jeździe próbnej, podpisaniu umowy i przelaniu kasy, osobliwa para udała się do - powstrzymuję się od śmiechu - "autoryzowanego" serwisu dodża.
Cudzysłów jest jak najbardziej usprawiedliwiony, bowiem w Polsce od paru lat nie sprzedają dodży. Smutny obowiązek serwisowania tychże spoczął na barkach zrelaksowanych serwisantów fiata, którzy wywinęli się od niego za pomocą cennika, jaki w praworządnym kraju zaprowadziłby ich za kraty pod zarzutem zuchwałej grabieży.
Jak łatwo zgadnąć, lista czynności serwisowych, które warto byłoby zafakturować nowym właścicielom naszego dodża zrównała się mniej więcej z uiszczoną za niego ceną.
W związku z czym odstąpili od umowy.
No kidding. Dodam tylko, że koniec końców wskazałem im normalnego mechanika i zapłaciłem za nowe wahacze. Tak, wiem, że jestem frajerem.
"Dzień dobry,
Rozumiem Państwa obawy i współczuję z powodu komplikacji Państwa planów, ale nie wydaje mi się żeby w przypadku dodża można było mówić o wadach innych niż typowe dla pojazdu w tym wieku i o tym stopniu eksploatacji.
Kupiliście Państwo używane na co dzień auto z wciąż aktualnym - do 15 stycznia - badaniem technicznym i formalnie ani faktycznie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w auto wsiąść i pojechać choćby do Włoch. Jeździliśmy nim razem przed sprzedażą z p. XXXXX za kierownicą, który mógł je testować gdzie i jak długo chciał.
Niestety, nie możemy teraz odkręcić sprzedaży dodża, bo w międzyczasie zamówilismy i zazaliczkowaliśmy nowe auto."
Jakie auto zazaliczkowaliśmy i czy równie odjechane jak dodż... już niebawem.
Stay tuned.

18:03, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
wtorek, 10 marca 2015

Nie jest łatwo małej miejscowości przebić się na czołówki mediów, mojej się udało. Poprzednim wydarzeniem wagi ciężkiej w Szczodrem była śmierć ostatniego króla Sasów z domu Wettynów, który oddał ducha pińcset metrów od biurka na którym wstukuję tę notkę.

Jeszcze bliżej pani Justynka zalepiała przedszkolakom buzie, żeby nie wyrywały się do odpowiedzi.

Dla niezorientowanych: w tej sprawie wypowiedziała się już minister Kluzik i Superniania, a pod szkołą koczują ekipy tvn i polsatu.

Czemu nie pomogłem ofiarom niestabilnej nauczycielki i reformy szkolnictwa? No cóż, nic nie słyszałem miały zalepione buzie.

Na pocieszenie: maltretowane dzieciaki są w dużo lepszej kondycji niż wspomniany król Sasów.

Plus, to i tak najlepsze, co nasza oświata ma im do zaoferowania. Pieczołowicie odnowiony zabytkowy budynek, małe klasy, wykwalifikowana nauczycielka przygotowywana do zawodu tak samo długo jak reforma, która zagnała je do szkoły, czyli bardzo długo.

System działa.

 

 

11:16, leniuch102 , z bagien
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 marca 2015

W nieco zapomnianej.... nieco?  - kompletnie zapomnianej produkcji "Robin Hood -czwarta strzała" do Robin Hooda zgłaszają się biedni. Roszczeniowi, bezczelni i niewdzięczni. "ja sobie chciałem zameczek pobudować, taki mały, biedny" - doprasza się jeden "Zameczek?" dziwi sie Robin. "Tak, taki biedny".
Zameczek, nie taki znów biedny wybudowali sobie za pieniądze "Robina" czyli unijne, mieszkańcy Tykocina, dla niepoznaki nazywając go "przepompownią ścieków".  Super patent.
Ale widziałem lepszy.
Jak wiadomo, pracownicy stołecznych korporacji po pracy oddają się rozpasanej konsumpcji polegającej na wciąganiu przez nos środków pobudzających a następnie udziale w orgiach.
Otóż i mnie pozwolono posmakować tego stylu. Orgia nie jest niestety tania. Jeśli musicie wiedzieć, kosztuje 100 złotych za minutę. Netto. Mi zafundowano półtorej, z wydziałowego funduszu nagród. Zabawa polega na tym, ze wprowadzają cię do okrągłego pokoiku z przezroczystymi szybami, którego podłoga jest wyjściem ogromnego wentylatora. Strumień powietrza o prędkości pendolino unosi cię trochę nad podłogą. Hałas, dyskomfort, problem z oddychaniem. Konieczność wysłuchania pogadanki "instruktora" opowiadającego  o swojej drodze życiowej od zwyklaka-szaraka do zarąbistego nadczłowieka latającego w tunelu aerodynamicznym.
I wisienka na torcie. Na szybie tunelu, przez którą gawiedź ogląda frajerów dręczonych a 100 pln na minutę - nalepka. "Współfinansowane z europejskiego funduszu innowacyjna gospodarka".
Teraz, drogi czytelniku, zaproponuj swój własny pomysł na zaczerpnięcie z unijnego kuferka. Uprzedzam: "Polski pomysł na podwodny hotel" z finansowaniem na 16 melonów jest już zaklepany.

______

http://www.poig.2007-2013.gov.pl/Projekty/Strony/Polski_pomysl_na_podwodny_hotel.aspx

22:05, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
Archiwum