czwartek, 24 marca 2011

Idzie wiosna, krety wyłażą z kopców rozejrzeć się po świecie i co widzą?
Widzą pysk naszej amstaffki.

Na razie mają szczęście i udaje im się wycofywać szybciej niż Emi się za nimi wkopuje, ale nam szczęścia zabrakło i zostalismy odcięci od interku jednym kłapnięciem mocarnych, amstafich szczęk.
Kabelek cholera przegryzła i mieliśmy tydzień retro, off-line.

Chciałbym napisać, że sytuacja taka miała liczne plusy, ale nie miała.
Nie zyskało życie rodzinne, intelektualne ani uczuciowe, jeśli o to chodzi.

Ot, tyle, że zamiast ściągać z interku nowe mogliśmy sobie z dzieckiem pograć np. w już ściągnięte, fenomenalne Assassin Brotherhood. Wiem, że w opiniii wielu trzecia edycja przygód nieogolonego Włocha z czasów królowej Bony jest wtórną popłuczyną po dwóch pierwszych ale dla mnie była objawieniem. Choćby dlatego, że dopiero teraz dogłupiono w niej sterowanie do akceptowalnego przeze mnie (i przez naszego siedmiolatka) poziomu.

Asssassina zaprzągłem także do wyższego niż pusta rozrywka celu. Otóż od pewnego czasu z różną intensywnością uczę się hiszpańskiego. Głównie w korkach, z nagrań genialnego Michaela Thomasa, ale nie tylko, swoją nawigację np. też przestawiłem na hiszpański. Zrozum albo giń.

No i Assassina też przestawiłem. Dźwięk hiszpański - napisy polskie. Na razie. A potem - zrozum albo giń.

Zwolennnikom tradycyjnych metod polecam kurs telewizyjny, jeszcze ciepły (2010), dostępny pod adresem www.holaquetal.com. Za darmochę, jak wszystko u mnie.

Wkrótce: jak zamieniłem 5-megapikselową 8-gigabajtową nokię na 3-megapikselowego 2-gigabajtowego androida DOPŁACAJĄC trzy stówki i jak na tym wyszedłem

12:23, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (13) »
wtorek, 15 marca 2011

Istnieje mit, czekający wciąż na potwierdzenie, o supertanich winach z biedronki (a może z lidla), które "nie ustępują, a nawet przewyższają" wina normalne. Normalne, czyli normalnie tanie.
Tanie, ale jednak wina, a więc nie wyroby owocowo-spirytusowe. te ostatnie są za tanie i już nie wina.
No dobrze, co zatem znaczy: "tanie wino"?
Pozwoliłem sobie ukuć własną definicję tegoż:
Tanie wino kosztuje mniej niż wódka tej samej objętości.

Żaden zdrowy biały mężczyzna nie kupi flaszki wina, jeśli może nabyć o ileż bardziej inspirującą czystą. "Są granice, których przekroczyć nie wolno " [1] i w przypadku win (o pojemności 0,7 :-)) taką granicą jest jakieś 27 zł.

W kole ekspertów toczyliśmy niedawno spór, czy czasem ta granica nie leży gdzieś w okolicach piętnastu złotych za butelkę. Czułem się w tej kwestii trochę niekompetentny, bo w mojej gminie nie ma ani lidla, ani biedronki, a w alkohole zaopatruję się w pseudohurtowni typu cash-and-carry, gdzie tanio to najwyżej w twarz można dostać.

Tym niemniej podjąłem próbę i na niedzielnym stole postawiłem flaszkę szardone menada 2008 za piętnaście zyli. Rodzina w osobie Leniuchowej odniosła się zrazu nieufnie, a to z powodu osobliwej barwy nalanej cieczy. Wyglądało, jakby ten pan, co sikał do butelki miał odbite nerki, skutkujące różowym odcieniem zawartości.

Zachęcona: "pij, pij, wszystkie Bułgarki to piją" [2] przemogła się i nawet przeżyła.
I to najlepsze, co można powiedzieć o szardone menada: że się da wypić, choć z trudem.
Wodniste wspomnienie po szardone z posmakiem goryczki, jeśli już ktoś musi wiedzieć.

Z drugiej strony za wywalone na menadę pieniądze w żaden sposób nie da się kupić nawet pół litra, więc niezbyt żal.

Notką tą otwieram nową kategorię bloga pt. "taniewina", gdzie będę się dzielił spostrzeżeniami nt. wychylanych procentów, niekoniecznie winnych. Zapraszam też komentatorów, a na przełamanie oporów proponuję cytat z Clarksona (courtesy of zychla15).


"BBC twierdzi, że gdy będziesz za dużo pił, doprowadzisz do
uszkodzenia pnia mózgu i umrzesz. Rząd utrzymuje, że jeśli
ktoś wypija więcej niż dwie małe lampki białego wina dziennie,
na pewno złapie chlamydię od barmanki w ogródku przy pubie
po jego zamknięciu. Bzdury. Jeśli ktoś dziennie wypija dwie
małe lampki białego wina, to jedyną osobą, która powinna się
tym martwić, jest barman.
[...]
Mówię serio; twierdzić, że jestem alkoholikiem tylko dlatego,
że upijam się na wakacjach i co wieczór opróżniam z żoną
podczas kolacji butelkę wina, to jak prześladować każdego, kto
przekracza dopuszczalną prędkość.
Musimy wprowadzić rozróżnienie na tych, którzy jeżdżą
z prędkością 51 km/h i tych, którzy śmigają 280 na godzinę.
Podobnie przedstawia się kwestia przemocy wobec dzieci.
Twierdząc, że łamię prawo za każdym razem, gdy daję klapsa,
zmniejszacie presję w stosunku do osób, które trzymają swoje
pociechy w schowku na miotły i wypuszczają je tylko wtedy, gdy
te muszą coś dla nich ukraść.
Moja praktyczna rada jest bardzo prosta. Zostawcie w spokoju
normalnych ludzi, którzy robią normalne rzeczy. Zapomnijcie
o tych, którzy piją dla przyjemności i zajmijcie się tymi, którzy
piją, by żyć."
___________
[1] z kogo cytat?
[2] z kogo cytat?

10:15, leniuch102 , taniewino
Link Komentarze (18) »
niedziela, 13 marca 2011

"Szli falami, wychudzeni, to słaniając się, to znów spazmatycznie rwąc do przodu. Żołnierz raz po raz przeładowywał broń i pruł w zmierzające ku niemu postaci. Byli jednak coraz bliżej, zdeterminowani i niewrażliwi na kule. W końcu masa czarnych chudzielców przykryła go i pochłonęła."

Są takie miejsca na ziemi, po których autentycznie snują się zombie. Szerzej znane z agresywnych "skinnies" jest Mogadiszu, spopularyzowane przez "Helikopter w ogniu". Sytuacja dojrzała zresztą do sequela filmu, bowiem zombiaki z Somalii wskakują na łódki i uprowadzają do swoich siedlisk duże statki oceaniczne.

Byty niezzombifikowane uciekają z Somalii gdzie pieprz rośnie i po drodze trafiają do obozu uchodźców na Malcie. Ostatnio jest ich jakby więcej, dlatego rząd Rzeczpospolitej postanowił wspomóc Włochów i zaoferował 6 (słownie: sześć) zaproszeń do Polski (autentyk).

Otóż żaden, ale to żaden z Somalijczyków, zagrożonych w domu głodem, malarią, aids, wycięciem nerki, odstrzeleniem przypadkowym lub celowym i setką innych, niewyobrażalnych plag nie zdecydował się na zamieszkanie w Polsce.

"Mmmm. No, thank you sir, I'd rather go home."

Skąd się tak orientują??? Chyba mają internet, skubani.

No nie wiem, ja się czuję ciężko urażony i chętnie ściągnąłbym tu tych skurczybyków w trybie przymusowym.  Siedzieliby tak długo, aż polubiliby bigos i nauczyli się "Wśród nocnej ciszy".

A potem wykopałbym z powrotem do Afryki [1].

Na razie zaś mieszkam w kraju, który omijają nawet zombie z Mogadiszu.

__________________________

[1] Hmm, to nie było miłe

No nic, pośpiewajmy:

wtorek, 08 marca 2011

Od pewnego czasu napinam się na pretensjonalną notkę o życiu, świecie i całej reszcie, a tymczasem strumyk codziennych newsów ciurka mi na głowę skutecznie rozpraszając. No to nie będzie meganotki, za to zaserwuję jeden archaiczny news, drugi smaczny cytat i trzecie melancholijne haiku.

Jakoś właśnie teraz stuknęło trzydzieści lat "mojemu" pierwszemu komputerowi, czyli zx-81. W liceum byłem operatorem tej maszyny, a właściwie jej spolszczonej mutacji. Mutacja odznaczała się polskim modułem pamięci RAM (64KB) przymocowanym do obudowy rzepem. No, takim z butów.

Smaczny cytat pochodzi z kolesia, który o mało co nie kupił Apple'a, kiedy ten chodził po 5$ za akcję (dzisiaj: 354$).

"Gdybyśmy wtedy kupili Appla nie byłoby dziś ajfonów i ajpadów... Spieprzyłbym to."

Wierzymy mu bez zastrzeżeń, ostatecznie pogrążył swoją własną firmę. Tym niemniej gościa stać na budzącą respekt szczerość.

Hajku... melancholijne... zamiast niego wiązanka piosenek ludowych wykonana fachowym bas barytonem

07:39, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
piątek, 04 marca 2011

Podobno nie powinno się pozwalać dzieciom grać w gry dla dorosłych np. Mafię. Jestem innego zdania.

-Tato, daj pograć.
-Nie wolno, to dla dorosłych
-Daaaaj.
-Mama?
-Wyszła z psami.
-Masz, trzymaj pada.

...


-Tato, co on mówi?
-Że masz pojechać do Chińczyków po narkotyki.
-Jak wsiąść do samochodu?
-Czerwonym rozbijasz szybę, żółtym rozbrajasz zamek.
-Tato, policja! Czym walę?
-Prawym spustem.
-Tato zastrzelili mnie. No bo nie wiedziałem co robić.
-Ale teraz wiesz. Po pierwsze naucz się angielskiego, po drugie nie kradnij samochodów, po trzecie trzymaj się z daleka od narkotyków, po czwarte nie bij się z policjantami.
Do lekcji.

12:37, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
czwartek, 03 marca 2011

Są dni, kiedy ludzkości w ogóle a gospodarcew szczególe życzę jak najlepiej. Niech rozkwita, niech miliony uśmiechniętych Chińczyków produkują setki milionów niepsujących się iPadów, niech za zarobione pieniądze kupią sobie bmw, audi i mercedesy, (które z kolei nie uwierzylibyście w jak dużym stopniu podwykonywane są w Polsce. I Rumunii) i niech potem wszyscy zapłacą podatki i oddadzą się ekskluzywnym hobbies napędzając gospodarkę jeszcze bardziej.

Jak łatwo się domyślić powodem, dla którego jestem samą miłością, jest kasa ulokowana w akcjach. Nastrój wszechdobroci nabrzmiewa i wzrasta we mnie aż do finału, w którym spieniężam posiadane walory.

Wyczerpany tarzaniem się w zarobionych banknotach podnoszę się z dywanu już jako zupełnie inny człowiek. Każda nowa dobra wiadomość podnosząca kursy akcji jeszcze wyżej sprawia mi dojmującą przykrość. Z nadzieją na gorsze wyglądam za to wieści o wojnach i kataklizmach.

Dokładnie w takim momencie jestem teraz i właśnie słyszę, że pułkownik Kaddafi kontratakuje! Namawiają go na rozejm, ale na razie myśliwce Kaddafiego bombardują terminale naftowe.

Świetnie, Muammar, tak trzymać, bij gdzie boli! Rozwal te rury w drobny mak, niech ceny ropy oszaleją, giełda niech zapikuje w dół, mekong delta i armaggedon, pzu po dwa pięćdziesiąt, pekao po czterdzieści groszy.

Sorki, jeśli jesteście w innej fazie.

Pośpiewajmy

14:00, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
Archiwum