niedziela, 31 grudnia 2006
He, gadżeciarze wszystkich krajów przeżywali w 2006 rozdarcie między m$ x-boksem a nintendo-wii, a my tu na bagnach odkryliśmy z synem genialną grę niedostępną na żadną z tych konsol.
Enjoy.

17:29, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 grudnia 2006

Świadomość zagrożeń wzrasta w użytkownikach komputerów z dekady na dekadę. Ostatnie badania wykazały, że po ćwierwieczu komputeryzacji najpopularniejszym hasłem przestało wreszcie być słowo: "password".
Teraz to "password1".

środa, 27 grudnia 2006

Do niedawna Leniuchowa była zdania, że ludzie kupujący dzieciom zabawki militarne powinni być pozbawiani w trybie doraźnym praw rodzicielskich, a ich zdeprawowane latorośle oddawane do państwowych placówek resocjalizacji.

Dziecko Ery Wodnika może bawić się: klockami duplo (dwie stówki jak psu w d...ę), zestawem mały partacz (kilo plastyku rozpirzonego po wszystkich kątach), względnie wężem rubika (tata ułóż !).
 Well, you asked for it....
Z zestawu upodobał sobie wiertarkę, z której przez pół wigilii strzelał do kuzynki. Potem zażądał wykonania karabinu z klocków lego, przy pomocy którego internował dziadka. Resztę świąt nie mógł się zdecydować, czy woli rewolwer wykonany przez ojca z węża rubika, czy pistolet spleciony w imię spokojnych świąt z tegoż węża przez matkę .

I koniec końców to ona pękła i dzień po świętach do bagażnika prezentów dorzuciła jeszcze 6 złotych, za które dziecko wybrało produkt Yong Xing Toys, czyli pistolet maszynowy, granat i lornetkę.

I spokój.


Łatwiej z dorosłymi. Jako samozatrudniony techniczny kupuję tylko prezenty dające się wpisać w koszty i odliczyć VAT. Nie ja jeden. Tytuł "TechnoSanta 2006" przyznaję koledze, który obdarował ślubną access pointem. Czy aby doceniła "dynamiczne szyfrowanie danych kluczem 64-/128-/152-bitowym" ? Muszę spytać.
20:24, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (8) »
sobota, 23 grudnia 2006
tytułowa czynność to pestka. Gorzej jak się mieszka z takim Golumem jak Leniuchowa, która pożera także rybie łby. Takie azjatyckie upodobania kulinarne wymagają czynności dużo gorszej od banalnego zatłuczenia karpia.
Przed dalszą obróbką trzeba mu jeszcze wydłubać oczy.
He, święta uwrażliwiają.
Drogim Czytelnikom, jako rekompensatę za ten wpis polecam osobistą tapetkę, która od jakiegoś czasu spogląda na mnie z pulpitu:


Merry Xmas
W Święta:
Morduję Karpia (12)17%17%
Pastwię się nad Jego zwłokami (35)50%50%
Kupuję prezent Teściowej (23)33%33%

Łącznie oddano 70 głosów

14:46, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (15) »
piątek, 22 grudnia 2006

Od niedawna mam nowego najlepszego przyjaciela człowieka, przynajmniej póki śmieciarka znów go nie rozjedzie. Przyjaciel, dla znajomych - suka, wykazuje się dużą kulturą osobistą i dbałością o higienę. Starannie nie daje mi pretekstu do zwrotu do schroniska czy uwiązania do jakiejś sosny w Borach Tucholskich.
 Niby fajnie, a jednak...
Otóż przed zanabyciem suki był u nas na interview taki wioskowy, przerośnięty szczur, ksywa Dżeki. Z zaproponowanej wielkodusznie kanapki wpierdzielił tylko szynkę, a potem wyszło, że ma już etat i budę u sąsiadów i podał fałszywe dane, bo nazywa się Szarik. A w dodatku Leniuchowa stwierdziła, że jest psychiczny.
Niestety, Dżekiemu podeszła nasza, nie ukrywam, całkiem jak na okolicę zadbana  chata na bagnach, w dodatku z suką w środku. Z etatu u sąsiada zostawił sobie tylko wikt, a 24/7 ochotniczo zabezpiecza nasz obiekt. Poczciarz teraz wrzuca przesyłki podjeżdżając pod samą skrzynkę, jak w drive-in. Nawet nie daje mi szansy wytłumaczyć, że to - panie - nie mój pies.

16:05, leniuch102 , z bagien
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 grudnia 2006

 Nie żebym się czepiał, szanowni klienci, ale przed grudniem jest jeszcze listopad, remember? I doprawdy, nie wiem, bando baranów, czemu w całym listopadzie miałem zgłoszeń sztuk jeden, a teraz kurka trzy dziennie. Specjalny laur przyznaję z tej okazji pewnemu Azjacie o nazwisku składającym się z dwu samogłosek, pierwsza "Y". Dżentelmen ów urządził mi przesłuchanie w północnokoreańskim stylu. Oświadczył, że nasza firma zawiodła jego zaufanie i wyglądało, że zerwie mi identyfikator i każe rozwalić za drzwiami serwerowni. Moje tłumaczenie, że jak nie ma prądu, to nie ma prawa działać jakoś go nie przekonywało. Na moje szczęście było świeżo malowane.

19:52, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
niedziela, 17 grudnia 2006

czyli jak przerobić kundla na boksera? Biegusiem.


piątek, 15 grudnia 2006

 Tak, wiem, że nikt z waszych znajomych, ani znajomych waszych znajomych nie głosował na PiS... no ale jednak ktoś głosował. Zastanowiłem się i doszedłem do wniosku, że na pewno nie był to bezdzietny singiel i to bynajmniej nie dlatego, że jest bardziej wykształcony czy coś...
Po prostu ojciec dzieciom nie ogląda faktów tvn i nie może się dowiedzieć o kolejnej zbrodni IV RP, która właśnie wyremontowała jakiś dworzec kolejowy. Ojciec dzieciom o 19:00 ogląda wraz z dzieckiem Braci Koala i może mówić o szczęściu, jeśli gówniarz pozwoli mu popatrzeć na Wiadomości TVP, a w nich na kolejne osiągnięcie IV RP, która właśnie wyremontowała jakiś dworzec kolejowy.
czwartek, 14 grudnia 2006

Gadatliwi taksówkarze o IQ niższym od własnej kasy fiskalnej utrzymują, że Polacy dzielą się na czerwonych, czarnych i normalnych ludzi takich jak pan i ja. Red. Pacewicz twierdzi, że na głąbów i wyborców PO, względnie czytelników GW i analfabetuff. Zgaduję, że w stanie wojennym jeździł na taksówce. Ja wiem swoje: fundamentalny konflikt PRL-u i epok następnych to niechęć małorolnego do pegeerusa.

Pegeerusa - a jestem ekspertem, bo mieszkam w popegeerowskiej wiosce - cechuje skłonność do nieabsolutyzowania własności. Mówiąc po ludzku, kradnie ile wlezie. Z tego i wielu innych powodów małorolny darzy go szczerą i głęboką niechęcią. Wiem coś o tym, bo rada gminy opanowana jest przez małorolnych, którzy od lat gnębią naszą wioskę.

Główną przyczyną, dla której pegeerus kradnie, jest fakt, że ma co. I nieważne, że pegeery Balcerowicz zlikwidował 15 lat temu. Eternitowe dachy, stalowe belki, a nawet kabel w ziemi są dla byłych pracowników wciąż bijącym źródłem dochodów.

Tej zimy jednak moja wioska jest świadkiem cudu. Oto całkowicie ustał rabunek w dawnych pałacowych stajniach, a pegeerowskich rupieciarniach. Czyżby w sąsiadach obudziło się sumienie? Dotarło może do nich, że to już zabytki, do tego jedyna pamiątka po Śląskim Windsorze ostatniego króla Sasów?

Nie. Po prostu sympatyczna para emerytów rozebrała i pocięła na opał jedyny mostek, łączący stajnie z resztą wioski.


17:03, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (2) »
środa, 13 grudnia 2006

Co to za kraj, kurde balans, jakaś ponura kraina morloków, po zmierzchu ani za próg, za dnia opancerzonym dżipem z bazy do bazy. Byłem dziś u klienta na Ślunsku. Jedzie się wygodnie, autostradą na niemieckim poziomie, a w MOP "Chechło" nawet sika po europejsku - na fotokomórkę i za złotówkę. W Katowicach w obie strony BiPi i MacDo, Avą i osiem gwiazdek. Przejezdni mogą się nabrać. Niestety, nie jestem przejezdnym i muszę zjechać. A w bok - morze ruin, hektary zapadniętych hal, jakieś wielkie prostopadłościenne liszaje udające bloki, jakieś toksyczne homonidy udające ludzkie dzieci.. W środku tej hiroszimy sterczy samotny zielony wieżowiec wyremontowany ani chybi przez jakiegoś przekręciarza. Już sobie wyobrażam te górnicze rodziny wyganiane na mróz przez syndyka. Anyway, wygonili, skuli do gołego żelbetu, zdezynfekowali, wynajęli na biura - pukam.

Informatyk rozanielony, nareszcie jakieś porządne łącze, żyć się chce, bo na starym po prostu się nie dało... Patrzę w papiery trochę zdziwiony, przecież to nowe wcale nie szybsze, do tego jakaś kiepska radiolinia; deszcz, śnieg - szumieć będzie.
No właśnie, panie Leniu, otóż to, nie że stare nie nadanża, bardzo wporzo i wymiata... tylko na krótko, bo co się rozpędzi, to obuzy - ciach i kabel do skupu zanoszą. A teraz, radiolinia wprost do centrali - uduchowionym gestem wskazuje drugi błyszczący biurowiec na przeciwległym krańcu pobojowiska - powietrza sukinkoty przecież nie ukradną !

21:05, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
wtorek, 12 grudnia 2006

Ha, mam ochotę na wpis ogólnoględzący. W codziennej zawierusze medialnej umknęły wszystkim narodziny polskiej Poprawności Politycznej. Nie jestem wrogiem pp, zwłaszcza, jeśli dotyczy mojej ulubionej dziedziny tzn. bezczynności. Zbyt dobrze wiem, jak łatwo urazić uczucia nicnieroba. Każda krytyczna uwaga rani go dotkliwiej, bowiem ma on dużo więcej czasu na jej gorzkie rozpamiętywanie. Słynne "spieprzaj dziadu" rzucone fioletowonosym mieszkańcom Pragi odbija się zapewne do dziś echem w jej studziennych podwórkach.
 Tym bardziej docenić należy eleganckie omówienie, jakiego użył premier w odniesieniu do połowy londyńskich bezdomnych. Chodzi oczywiście o polską połowę. Otóż nie są to już "pieprzone dziady", "obrzydliwe menele" czy coś. To: "bezczynni z natury". Będąc bezczynnym z zawodu, upodobań i przyzwyczajenia, które - jak wiadomo - jest drugą naturą, potrafię docenić tę delikatność.

Jest ona jak najbardziej na miejscu, zwłasza w ćwierwiecze stanu wojennego. 13 grudnia to cezura oddzielająca solidarne nicnierobienie strajkowe od udręczonego nicnierobienia w kazamatach Kiszczaka. Nie godzi się o tej szlachetnej (bez)czynności prostacko, słowem grubem. Pojęli to również związkowcy świata zastępując chamski 'strike' wysublimowaną 'industrial dispute'.
Wszystkiego bezczynnego !

We're on industrial dispute, damn it !

niedziela, 10 grudnia 2006

Jako człowiek relatywnie starej daty trzymam się niedzisiejszych zasad. Jedną z nich jest, że interek nterkiem, a real realem. Nie dzwonię, nie spotykam się, nie piję wódki, bo:
- wszystkie interkobiety to w realu obleśni transwestyci
- pozostałe interbyty to napisane przez tychże transwestytów boty
Te żelazne zasady nie obowiązują za to Leniuchowej. Leniuchowa nie miała oporów przed wyjechaniem na drugi koniec Polski, żeby zamieszkać z indywiduum znanym sobie wyłącznie ze zdjęcia z bloga.
...
To wszystko najszczersza prawda. Nie przełączajcie kanału, najgorsze dopiero się zacznie.
...
Leniuchowa na drugim końcu Polski to byłaby w sumie niezła wiadomość. Niestety - kazała mi wspomniane indywiduum zapakować do auta i zawieźć na bagna. Yeah, teraz ma zastosowanie przechodniość relacji "zamieszkiwania z". Jeśli L. mieszka z zezowatą szakalicą ze schroniska na Śląsku, a ja mieszkam nadal z L., to mieszkam również z zezowatą szakalicą .

Czyli, zamiast ubyć - jak sugerował pierwszy, optymistyczny akapit - przybyło. Wydarzenia ostatnich dni niosą ze sobą więcej pytań niż odpowiedzi, wszystkie zbywane defensywno-agresywnym milczeniem Leniuchowej.
- Na kiego nam znerwicowany szakal tuż przed świętami?
- Czy w miejscowym schronisku takich nie ma?
- Nie są dość zezowate?
Czas leczy rany, niesie odpowiedzi.
Stay tuned.
17:53, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
środa, 06 grudnia 2006

ok, drodzy rodacy, widzę, żeście kompletnie się w tych seksaferach pogubili, na szczęście po coś piszę tego bloga. Oto jedynie słuszne wyjaśnienie pokiełbaszonych - przyznaję - stosunków pracowniczych w biurze Łyżwy.
Po pierwsze Łyżwa jest niewinny.
Ile razy jadę do Tokio negocjować z yakuzą to wynajmuję sobie opancerzonego bentleya z laską za kółkiem. Laska ma znać aikido i sześćset pozycji ze starojapońskiego papirusa "Wrota Niebios". Takie już moje zbójeckie prawo pracodawcy.
Po drugie Łyżwa jest winny.
Bo płaci nie pieniędzmi ruskiej mafii, jak ja, a kasabubu kancelarii Sejmu, którego marszałek Marek, a zwłaszcza Jurek, z wrót niebios zna tylko wrota gnieźnieńskie. Podpada zatem Łyżwa pod paragraf za sprzeniewierzenie grosza publicznego. I za paskudny ryj.


SONDA
?

Anastazja P.
Anna J.
Aneta K.

Ha, w niedzielę oglądamy sobie kapitana Jacka Sparrowa werbującego bandę zabijaków w portowym barze na Tartudze, a w poniedziałek ląduję w portowym barze na Śląsku.
How come?
Cóż, jak zwykle montuję jakieś pudełko, a że szafkę z pudełkami wystawili na półpiętro, a poniżej ten bar...
Tak, to nie pomyłka - bar portowy na Śląsku.
Śląsk, Odra, barki, kapitanowie, suchość w ustach - bar.
W lokalu palić nie wolno, wystawili stolik na korytarz, otworzyli drzwi na oścież - hej ho i butelka rumu.
Ja, jak papuga beznogiego bosmana siedzę na drabinie u sufitu i obserwuję. Od czasu do czasu zagadam do komórki, postukam w notbuka, ale zasadniczo to słucham.
A jest czego.
Szyper Grzesiek twierdzi, że w Berlinie z ferbindungskanal na Mordke Bruecke to w prawo, szyper Benek -że w lewo. Szyper Grzesiek deklaruje, że zarrraz je-nie temu palantowi i wykazuje poziom agresji jak Odra na wiosnę.
Rozmowa steruje na wydarzenia poprzedniej nocy, a konkretnie niestrudzoną konsumpcję nowozawartych znajomości oraz niejaką Jadźkę. Szyper Grzesiek stwierdza, iż miał z nią okoliczność, co budzi wątpliwości kompanów. Znów pada groźba karalna w kierunku Benka, o tyle dziwne, że ów milczkiem sączy swoje piwo. Do towarzystwa dołącza niejaka Beata w białych kozaczkach. Szyper Grzesiek chce teraz przyp.. Beacie. Benek opuszcza lokal, za nim jego prześladowca. Pozostali wyrażają obawę, że któryś z nich może wypłynąć dopiero w ferbindungskanal.
Na wszelki wypadek zwijam manele i wracam do Wrocławia lądem.
00:10, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (2) »
niedziela, 03 grudnia 2006

 Węszył, węszył i wywęszył. Znalazł na półce pudełko po "Call Of Duty", stworzył atmosferę w której - jak mawia mama Leniuchowa - "dasz dziecku do zabawy nawet granat" i wymusił. Oczywiście nie pozwoliłem mu zdobywać Stalingradu tylko podprowadziłem na pierwszą misję, a konretnie na strzelnicę, gdzie mógł sobie popykać do tarczy, czy - biorąc poprawkę na jego trzyletnie łapki - do krzaczorów obok. Pierwsza giwera - 180 nabojów, druga - tyle samo, mam pół godziny spokoju, pomyślałem. Przybiegł po pięciu minutach - tata, pomóż.
Nie pomogłem, wręcz przeciwnie, zaszlabaniłem.
Zastany ekran: "Koniec misji, zastrzeliłeś instruktora" nie pozostawił mi wyboru.
22:13, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (4) »
Archiwum