piątek, 30 grudnia 2005

Przyjeżdżam sobie na naprawę, a klient wręcza mi pudełko z częścią i puka w adres. Rzeczywiście, wysłana do naszej Korporacji, ale na adres klienta, na nazwisko gościa który się dawno zwolnił, z komórką do gościa który leży w szpitalu.
Czad.
Ale doszło, więc nie histeryzujmy.
Jak to w takich przypadkach bywa zjawił się też starszy pan w gajerze i randze dyrektora przynajmniej.
-Ale czy to aby na pewno bezpieczne taka operacja ? - jęczy - bo jak mi tu panowie sieć rozłączycie...
-Spox dziadek - myślę sobie, a głośno - Producent tego tu urządzenia gwarantuje ciągłość pracy podczas wymiany nadmiarowego zasilacza - mówię tonem godnym.
xx-A poza tym - dodaje administrator - nawet jeśli, to mamy tu router zapasowy i wtedy - postukał w monitor z mapą Polski usianą zielonymi punkcikami - się na niego przełączymy.
Wobec powyższego wkręcam się śrubokrętem w urządzenie, poczym zapieram nogami o szafę i rwę. Słyszę gwałtowne plaśnięcie, odwracam się, a to dyrektor z rozmachem złapał się za głowę i próbuje ją odkręcić. Na mapie Polski połowa zielonych punktów zamieniła się w czerwone pulsujące rozgwiazdy z wykrzyknikiem. Wygląda to trochę, jakbym przypuścił atak nuklearny na zachód od linii Wisły.
-Cóż, bywają sytuacje, o kórych nie śniło się producentom - rzucam filozoficznie.
Administrator ma rumieńce jak świeżo upieczony bezrobotny - eee, router zapasowy wymaga dokonfigurowania - duka.
Sytuacja jest poważna, więc dyskretnie wyłączam naprawione właśnie pudło i po pauzie na głęboki wdech włączam ponownie.
Tętno skacze, wentylatory wyją, pot się skrapla na skroniach, dyrektor na skraju wylewu, administrator o krok od samobójstwa, ale pyk, pyk, jedna po drugiej czerwone kropy na mapie zmieniają się w zielone światełka.
Uff.
Jeszcze Polska...

11:07, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
czwartek, 29 grudnia 2005

xxNareszcie koniec z pszenno-buraczaną urawniłowką. Po rozprawieniu się z pazerną młodzieżą "mającą chrapkę" na 1000 zł/mies i etat (doprawdy...), "Rzeczpospolita" pochyla się nad losem zarządów spółek.

"Na całym świecie dobrzy menedżerowie w bogatych spółkach zarabiają ogromne pieniądze. Czasami chodzi nawet o setki milionów dolarów. Wysokość tych wynagrodzeń nie jest tajemnicą. I rzadko się zdarza, by budziła sprzeciw. "

Bo jaki sprzeciw budzić mogą 23 średnie pensje ? Chyba tylko w moherowych oszołomach i wspomnianej młodzieży. Ale nie wszędzie dzieje się dobrze...

"Wyjątek stanowi zarząd PKO BP. Średnie miesięczne zarobki członka zarządu wynoszą tu 20 tys. zł. Powodem tak dużych dysproporcji jest wprowadzona w marcu 2000 roku ustawa kominowa, która ogranicza płace kierownictwa spółek kontrolowanych przez skarb państwa do sześciokrotności średniej płacy w przedsiębiorstwach"

A do tego bolszewicka ustawa kominowa ma małe szanse na zmianę przez ciemnych włodarzy IV RP. Ci wolą pogrążyć gospodarkę, odbierając karmę tygrysom europy i pakując ją jakimś niehigienicznym dzieciarom w beciki .

++++++++++++++++++++++++++++++


ha, teraz na poważnie, bo widzę, że nie wyjęzyczyłem się dostatecznie precyzyjnie. Zamiast cienkiej ironii wyszło, że jestem cienki w ironii.
Chodzi mi o to, że nieroby z rad nadzorczych biorą za dużo, w przeciwieństwie do młodzieży, która tyra za jakieś grosze. I dziwi mnie, że "Rzeczpospolita" widzi to inaczej. Mam też cichą nadzieję, że PiS, któremu ostrożnie kibicuję, podziela moje zdanie i zamiast przepłacać menedżerom państwowych molochów rzuci kasę b. biednym rodzinom, zwłaszcza takim, którym się jeszcze chce robić dzieci. No.
wtorek, 27 grudnia 2005

xxRzeczpospolita napisała na 1. stronie:
" SONDAŻ "RZ" Młodzi Polacy chcą szybko zdobyć stałą pracę i przyzwoicie zarabiać. Z chrapką na etat, bez pomysłu na biznes. Jak młodzi wyobrażają sobie pierwszą pracę? Liczą na szybkie uzyskanie etatu i pensję powyżej tysiąca złotych netto."

Doprawdy, Młodym Polakom [tm] najwyraźniej się w pupach poprzewracało.
Takie PIENIĄDZE ?! I jeszcze ETAT ?
W sytuacji, gdy Chińczyk dostaje 600 zł miesięcznie, a zużywa o wiele mniej skrobii ?
Czy oni nie słyszeli o wolontariacie ? Oraz inedii ? (http://niejedzenie.info/polski/)


poniedziałek, 26 grudnia 2005

xxŚwiąteczny obiad z rodziną, pracowicie przeżuwamy makowiec. Do komórki wpada zapóźniony esemes. Cóż to za ospaluch chce mi życzyć zdrowych wesołych w samym ich środku ?
Ależ to Bestia, zaburzony menedżer średniego szczebla nie wytrzymał dwu dni bez mejla. Okej, klikniemy.
Ha, dopadł mnie ! No tak, w tygodniowym raporcie aktywności, nowej świeckiej tradycji firemki, użyłem niezrozumiałych skrótów: 'pn, wt, śr, czw, pt'.
I opisałem moje powszednie zawodowe dokonania bez ponumerowania ich. A było tego nawet trzy dziennie.
Nic dziwnego, że się pogubił.
21:57, leniuch102 , telepraca
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 grudnia 2005

xxEch ty w życiu,
na Święta i pod drzewko
oprócz życzeń,
Drodzy Czytelnicy,
garść przestróg i dobrych rad.
Oby nam się.

Wersja ogólnopolska:
- Piotruś, nie kop pana, bo się spocisz.

Wersja egzystencjalna (Mrożek):
- Piotrze, nie skacz z mostu, bo się przeziębisz

Wersja Leniuchowej:
- Piotruś, nie depcz Miśkowi po ogonie, bo jak wstanie, to się wywrócisz.

12:45, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
czwartek, 22 grudnia 2005

xxMamy bratanka, który do trzeciego roku życia wykazywał agresję na poziomie wkurwionego rotwajlera. Jakby był ciut większy mieliby kłopot. Moja mama zdiagnozowała go po minucie - większość dzieci w tym wieku już mówi, on ledwo duka, a że jest duży i silny...
Bratanek nauczył się zrozumiale formułować myśli i wyrósł z agresji. Niestety, nie wszystkim się to udaje.
Wspomniany w paru notkach poganiacz niewolników w naszej firemce, zwany popularnie Bestią kazał mi wesprzeć kolegę na Śląsku. Wsparłem, a jakże, choć z planowanych zleceń wypaliło ledwie jedno.
Minął czas jakiś i w naszych skrzynkach wylądował mail od Bestii - agresja 200%. "Miałeś wesprzeć, a nie wsparłeś !!!" + góra jakiś dupereli. Od słowa do słowa wyjaśniło się, że Bestia do Śląska zalicza również... Kraków.
Fakt, w Krakowie nie byłem. Technicznie Śląsk kończy się przed Sosnowcem i rajd do Krakowa mógłby grozić konsekwencjami.
Których i tak nie uniknąłem. Za karę Bestia... nie zwróci mi kasy za wyjazd do Katowic.
Jak mawiał Pasek: "niech to tłumaczy, kto rozum ma".
19:25, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
wtorek, 20 grudnia 2005

Dzisiaj kolejny, mniej więcej pięćdziesiąty telepracowniczy PIT. Zanim go wypełnię, wklepuję faktury z miesiąca. Trafiłem na firmę o czadowej nazwie:
"CIURKO Sp. Jawna, W.Ciurko, W.Ciurko, R.Ciurko".
Ciurknęli mi benzynę pod Krapkowicami.
23:20, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
niedziela, 18 grudnia 2005

xxLeżę sobie wygodnie wyciągnięty przed telewizorem, kiedy Leniuchowa parkuje mi na brzuchu Piotrusia. Pora zdecydowanie za późna, repertuar też niedziecięcy, ale co tam. Wolność rządzi. Czwarta runda, bandzior Ruiz poluje swoim głupim portorykańskim łbem na szczękę przeciwnika, a Piotruś podskakuje z emocji wykrzykując: Mikołaj ! Mikołaj !
Będę miał lekki problem z wytłumaczeniem, że Święty Mikołaj, który przyniósł mu Kubusia Puchatka i Mikołaj Wałujew, 213 cm, 150 kilo żywej wagi, który właśnie lewym prostym wybębnia sobie mistrzostwo, to dwie różne osoby.
Świętego nie widział, Wałujewa - owszem.
13:08, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (5) »

xxPewien doświadczony pedagog, specjalista od nauczania początkowego (a w cywilu: moja mama) mawiał, że miewa momenty, kiedy dałby dziecku do zabawy nawet granat, byle się od niego odczepiło. Zainspirowany tym wyznaniem wręczyłem Piotrusiowi paczkę z ruterem: masz, pobaw się !
Zyskałem dzięki temu pół godziny spokoju oraz nowe spojrzenie:
- kabel konsolowy świetnie sprawdza się jako skakanka
- zużyty karton po ruterze doskonale nada się do transportu dziecka
- sam ruter po podłączeniu kabelków do złudzenia przypomina pająka i można go wyprowadzić na spacer ciągnąc za zasilacz.
08:09, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
środa, 14 grudnia 2005

a konkretnie na jej Zachodzie wałęsały się miliony bizonów. Gdzieby Czerwona Chmura nie szurnął tomahawkiem - trafiał w bizona.
Co się 15.10 do Jumy rozpędził - hamował na wołowinie i spaźniał jak intercity Ferdek.
Nie było rady - trzeba było trochę te stada przerzedzić. Wzięli się komboje do roboty, a jak skończyli, wyszło, że najbliższego bizona można sobie obejrzeć w zoo w Kanadzie.
Interesuje mnie moment, w którym bizony już zaczęły znikać,a kowboje wciąż byli przekonani, że jest ich masa nie-do-przejedzenia. Sytuacje takie powtarzają się wciąż i na okrągło. Całkiem niedawno kamienica w stylu secesji była wcieleniem złego smaku pierwszym do wyburzenia, a dziś to zabytek, tym bardziej szacowny, że niewiele ich zostało.
Wydaje mi się, że podróżując po kraju namierzyłem takie utrapienie, które za chwilę stanie się rarytasem.
O, takie jak na zdjątku:
23:36, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
niedziela, 11 grudnia 2005

xxKiedyś dawno temu, z powodu nieróbstwa strukturalnego wykopali mnie z Korporacji na samozatrudnienie . Zaświtał mi wtedy pomysł, żeby nicnierobić dla paru zleceniodawców naraz. Działało, aż do teraz.
Ni z gruchy ni z pietruchy wysypało instalacjami, naprawami i czym tam jeszcze. Jestem jak żaba z dowcipu, która na rozkaz lwa: 'piękni na lewo, mądrzy na prawo'  skrzeczy: "przecież się k-wa nie rozerwę".
Otóż to.
Zlecenia jak klocki w tetrisie spadają na moją biedną głowę, ja je sobie - trudne słowo - harmonogramuję i rozwalam jedno po drugim, ale doba nie jest z gumy i jak tak dalej pójdzie to mi mogą napisać 'game over'.
Byle do Świąt.
16:26, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
sobota, 10 grudnia 2005

xxMamy takiego zleceniodawcę - korporację, a jakże, do tego globalną, a coby nie. Zarząd w UK, centrum w Holandii, częściowo wyautsorsowane (kosten ! kosten !) do Rumunii. Projekty w Polsce, ręce do roboty - moje. Niezły miszmasz, ale to pół biedy, bo te anglojęzyczne Rumunki oprócz mnie koordynują jeszcze różnych panów Kaziów informatyków i panów Czesiów telekomunikantów. UK chciałoby, żeby było jak u nich - w zegareczku. A rzeczywistość środka Europy oporna - trudno wytłumaczyć tym z Zachodu, że fakt, mieli dzisiaj założyć antenę do teletransmisji, ale było zimno, to zrobili po trzy piwa i zasnęli, a jak wstali to już było ciemno itd.

Wyszło, że jako tubylec najlepiej potrafię przewidzieć, kiedy dana instalacja ma jakieś szanse powodzenia. W rezultacie Anke z Holandii bombarduje mnie mailami, a potem Zsofia z Rumuni stanowczo prosi, żeby ignorować tę Anke, bo ona jest od nadzoru, a nie od koordynacji. W następstwie Anke dzwoni i robi mi wyrzuty i nadaje na Zsofię, że jest leniuch i nicpotem, a ja wzbudzam sensację w kolejce po bułki w moim wioskowym sklepiku prowadząc przez komórę konwersację po angielsku, do tego z lekka protekcjonalnym tonem, trudnym do uniknięcia wobec bezhołowia w renomowanej firmie.
W mojej jednoosobowej działalności gospodarczej też miewam problemy z koordynacją, ale głównie w weekend.
I zwalczam je snem, a potem kawą.

13:22, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
piątek, 09 grudnia 2005

Jeśli ktoś chce udowodnić, że Polacy w swojej masie to załgane gnojki, wystarczy, że zapyta, czy jeżdżą zgodnie z przepisami.
Była już masa takich anonimowych ankiet i zawsze przygniatająca większość odpowiadała, że tak, przepisy drogowe znają, lubią i szanują.
I stosują się do.
xxJa nie.
Ostatni raz zgodnie z przepisami jechałem w 98, kiedy ojciec holował mnie do warsztatu. Od tego czasu zawsze łamałem, łamię i będę łamał, głównie ograniczenia prędkości. Owszem, w miejscowościach na trasie zwalniam do osiemdziesięciu, choć takim ślimaczeniem nieźle wkurzam innych kierowców. Mówię sobie wtedy, że skoro 90% z nas jeździ przepisowo, to ten polonez na moim tylnym zderzaku musi być przywidzeniem.
Jak wygląda jazda prawdziwie przepisowa, przekonałem się wczoraj wraz długaśną kolumną nieszczęśników na drodze W-w -W-wa. Kochani drogowcy wyremontowali starą 8-kę, ale zostawili jeszcze ograniczenia do 50 i zakazy wyprzedzania, żebyśmy mogli dobrze przyjrzeć się ich dziełu. Jechała sobie drogówka i dogoniła biały busik. Busik spanikował i zaczął jechać przepisowo. Policji niezręcznie było łamać zakaz i musiała się dostosować wraz z rosnącym sznurem aut za sobą. Męczyliśmy się tak z 30 kilosów, aż busik skręcił. Policja odetchnęła i przycisnęła gaz. Nadal męczyliśmy się, choć trochę mniej następne trzydzieści, aż i ona skręciła na Twardogórę. Odetchnęliśmy i zaczęliśmy nadrabiać stracony czas.
Tak oto szacunek dla ograniczena prędkości poskutkował najszybszą kolumną aut w historii tej drogi.
08:28, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
wtorek, 06 grudnia 2005

Mimowolnie stałem się obserwatorem życia młodzieńca imieniem Łukasz.
To sprzedawca w pewnym sklepie, gdzie można zamawiać przez interek używając gadu-gadu. Zamówiłem i tak zagościł w moim gg.
Od 9:00 do 17:15 Łukasz w opisie gg: "zaprasza serdecznie do sklepu xxx".
Od 17:15 do 20:27 stwierdza: "leje, a moje życie jest do dupy. pod każdym względem"
O 20:27 Łukasz: "luzuje... pod prysznicem...".
Fuj.
20:59, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 05 grudnia 2005

xxxZ tymi Niemcami same problemy, w skali makro i mikro - czyli mojej - też. Zajeżdżam do jednej niemieckiej firmy na instalację, za bramą skręcam w lewo, a auto wciąż jedzie prosto, ślizgiem. No tak, nie chciało im się sypnąć solą, albo chociaż piaskiem. Dups, utknąłem w zaspie. Wsteczny, lewo, prawo - nic, buksuję. Biuro klienta o krok, już miałem zostawić sobie wygrzebywanie ze śniegu na potem, ale głos wewnętrzny mówi mi - ej wyjedź lepiej teraz, bo jak tak się zaczyna, to nie wiadomo jak się skończy.
Jakoś się w końcu wykaraskałem, montuję swoje pudełko w ichniej koszmarnie zapchanej szafie, trwa to trochę, w dodatku konfiguracja przygotowana przez Niemca - zleceniodawcę jest do bani, a jeszcze muszę konwersować z krasnalowatym menedżerem, który nie dość, że nie ma o niczym pojęcia, to jeszcze szprecha obrzydliwym schlesienslangiem, prymityw jeden.
W końcu ruszyło, podpisuję papiery, żegnam się ozięble, a tu sekretarka, tleniona esesmanka się wydziera: Herr Bruner, telefony zaś nie działają!
O matko. Wracam do szafy, ale gdzie tam, centralka siemensa wisi na ścianie obok, nie miałem szans im jej rozłączyć, to i nie podłączę, bo niby jak. Chemicznie czysty zbieg okoliczności - moja wizyta i szaleństwo centralki. Tłumaczyć mogę, ale drągal konserwator i jakiś drugi krzyżak odcięli mnie od drzwi, więc udaję że poprawiam wtyki.
Postali, popatrzyli, Polak pracuje czyli alles in Ordnung i kątem oka widzę, że wracają do własnych spraw. Tup tup tup, chwila i jestem przy wyjściu, jeszcze tylko głowę do sekretariatu wetknąłem: -proszę pożegnać ode mnie szefa - rzucam i hyc - do oktawki. Ruszyłem z dwójki, ostrożnie, w zwolnionym tempie, Herr Direktor z pomagierem w lusterku wstecznym coś tam krzyczą i machają, droga równa prędkość razy czas opadania szlabanu na bramie - uff - wyjechałem.
Za mało mi płacą. Za mało.
21:24, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2
Archiwum