piątek, 31 grudnia 2004
Święta - szwagierka zasypia na siedząco, neurolog po wigilijnym dyżurze. Zapraszam znajomych na Sylwestra - nie przyjdą, on dyżuruje w banku, jak wróci nad ranem rozpocznie dyżur komórkowy, a jego żona pediatra pójdzie podyżurować do szpitala. Najwyraźniej doszli do momentu, kiedy już można zwalić na nich odpowiedzialność, ale sami jeszcze na kogo zwalić nie mają.
Co do mnie, swoje miejsce pracy wożę ze sobą i dyżuruję komórkowo na okrągło od dziesięciu lat i tak mi pewno zostanie do emerytury. A i tak w 2004 mistrzem dyżuru i błyskawicznej reakcji jest moja Żona. Dyżuruje przy elektronicznej niani i jest na miejscu w 5 sekund od wezwania.
Wszystkim dyżurnym wszystkiego dobrego. Czuwaj.

The image “http://dzieci.best.pl/maluch/bajki/pali/3.jpg” cannot be displayed, because it contains errors.
07:21, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (1) »
czwartek, 30 grudnia 2004
No już siądźcie. Dziś pan Leniuch nie może pisać, a pani od biologii jest chora, więc macie zastępstwo. Albo lepiej nieee..., idźcie do domu. Aha: wuefu też nie ma! (dyr. oranje)
poniedziałek, 27 grudnia 2004

Miejsce akcji: łazienka Teściów, pierwszy dzień Świąt. Staję na dizajnerskiej wadze, która wesoło mruga do mnie rubinowym wyświetlaczem. Zamieram. Nie, żebym się przejmował. Jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz, jednakowoż na Wielkanoc dobijałem dziewięćdziesiątki, co przy mej zwiewnej budowie objawiało się nieestetycznym uwypukleniem nad paskiem. Tym razem opona tamże z grubsza taka sama, ale spodnie o numer mniejsze! Po chwili cyferki układają się w niewiarygodne 78 kilogramów. No, panie tego, mógłbym wystąpić w ślubnym smokingu.
Oto mój przepis na sukces:
1. Zamiast wędliny na śniadanie zarzucam biały ser (feta lub chrzanowy) + pomidora/cebulę
2. Po bułki chadzam piechotą (jakiś kilometr, ale zawsze)
3. Zamiast czipsów, czekolady itp. wrzucam jabłka.
4. Słodycze jem, ale tylko tyle, ile wysępię. Nie kupuję.
5. Zamiast puszek piwo dawkuję butelkami 0,33.

Na żądanie gotów jestem przesłać video “Cudowna dieta Leniucha”: Leniuch kroczy w kierunku sklepiku p. Ewy po bułki, smaruje je chrzanowym almet, wpier-la rzeczone buły, a wieczorem zapija okocimiem 0,33. Brzmi nonsensownie, ale mając do wyboru podskakiwanie do kasety z jakimś kalanetiksem wolałbym moją, mniej zobowiązującą.

13:46, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (9) »
sobota, 25 grudnia 2004

The image “http://www.broadwayfamous.com/image/p15/pg-10--salt-&-pepper.jpg” cannot be displayed, because it contains errors.Jakoś tak wyszło, że tuż przed Świętami Żona zbiła dwie solniczki. Dużą i małą, dzień po dniu. Solniczki zbite, sól rozsypana, zła wróżba wisi w powietrzu. Czy wiecie, że najwięcej śmiertelnych wypadków zdarza się w kuchni ? Że najwięcej zabójstw w Polsce notuje się w drugi dzień Świąt ?! Czy pamiętacie z Bonda: "raz - przypadek, dwa - zbieg okoliczności, trzy razy - spisek" ?
Może to głęboka podświadomość spowodowała zastanawiającą niezręczność Żony. A jeśli  ta sama podświadomość każe jej się nagle odwrócić, kiedy wejdę do kuchni podczas sprawiania karpia ?
"To był przypadek, Wysoki Sądzie, najpierw ta sól, a potem nadział się na nóż. Dziesięć razy"
- Kupię Ci solniczkę pod choinkę -mówię. -Żeby tylko do kafelków pasowała - Żona na to.
Ok. Kafelki sraczkowate, solniczka kamionkowa, no problem.
Ruszam. Najpierw hipermarkety na północy Wrocławia. Badziew straszny, ale dowiaduję się, że solniczki stoją zwykle koło patelni. Czemu nie koło pomidorów nie wnikam. Atakuję zabytkowe centrum miasta. Odnotowuję cacka a 138 pln sztuka, niestety, nie sraczkowate wobec czego przenoszę się na południe. Tamtejsze centra to prawdziwe monstra, na pewno coś znajdę, jeśli tylko przebiję się przez korki. Kilentowi A mówię, że mam pilną awarię u klienta B i vice versa, a sam koło dziesiątej ruszam na łowy. Niestety, najwidoczniej wszyscy obstalowują solniczki w tej samej chińskiej fabryce via niemiecki pośrednik. Wyjątkiem jest IKEA. Tu, wśród wzornictwa inspirowanego więziennymi pasiakami, na półce z napisem "solniczki" odnajduję obiekty przypominające ampułki z debecyliną. Z krzykiem wybiegam na parking.
Próbuję przekupić zły los. Pod choinką ląduje wypasiony pakunek, co z tego, kiedy słoik typu weka z solą w środku wciąż szpeci kuchnię. Atmosfera się zagęszcza, a drugi dzień Świąt tuż. Jeśli w poniedziałek nie znajdziecie nowej notki pamiętajcie - to nie był przypadek.
środa, 22 grudnia 2004

Jesteśmy wyrąbiści, polski minister zablokował (na razie) europejską ustawę o patentowaniu oprogramowania.
Kocha nas cały ruch Open Source, tzn. linuksowcy i pokrewni.

Na przykład:

Thank you Poland.
by xirtam_work (560625) on Wednesday December 22, @10:27AM (#11158625)

I for one am grateful to our Polish voting overlords. It's about time one of the countries in Europe had a government with a spine. I'm from the UK and ours doesn't, unless it's about introducing draconian ID card measures without listening to anyone and ignoring any consultation it required and dismissing it as irrelivant.
Go POLAND!!!

A reszta świata składa podziękowania na http://thankpoland.info/.



20:51, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (5) »
wtorek, 21 grudnia 2004
Młodzi ludzie pozostawieni sam na sam z szybkim łączem rychło zauważaja, że kamienne tablice dekalogu utrudniają im swobodne operowanie myszką. Pojawia się paląca potrzeba wygenerowania lajtowej wersji przykazań zważywszy, że nawet najgorszy zbrodzień nie wyniesie z interku ani wołu ani owcy o żonie bliźniego swego nie wspominając - tę skonsumować musi w realu.

Najpierw przyjrzyjmy się prawom własności intelektualnej. Jeśli chcieć niewolniczo trzymać się kodeksów, to lepiej od razu dać sobie spokój z komputerem. Zamiast tego postawmy zagadnienie w szerszym kontekście np.: Microsoft - największy kapitalista świata, monopol, łamanie standardów, nieuczciwa konkurencja - wystarczy ?! Z czystym sumieniem instalujemy spiratowane pozyskane Windows.
Właśnie zmniejszyliśmy deficyt handlowy z USA i ukaraliśmy korpowampira.
xxLubimy np. Dodę? Jak tu jej nie lubić. Ale "własność intelektualna" w odniesieniu do jej piosenek...bez żartów proszę. Radośnie zasysamy album na twardziela...Enjoy.
Van Damm - klasyk przemocy. Jeśli ja ściągnę, to zatkam łącze i ktoś inny nie ściągnie. Ergo - dobry uczynek.

Za to nigdy, przenigdy nie wolno oddawać się w/w aktywnościom między 8:00 a 18:00. W tym czasie tysiące internautów flirtuje w pracy na gadu-gadu, pracowicie obsmarowuje firmy w blogach i rozsyła maile z gołymi babami. Sobek ściągający wtedy wszystkie części Rocky-iego potrafi spowolnić interek do tego stopnia, że okoliczne biura nie wyrabiają się i muszą doklikać po godzinach.
00:36, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 grudnia 2004
...można:
- przemianować "Mój komputer" na "ewrtedfgcbvn"
- przerazić domowników odpaleniem programu "Narrator", który bełkotliwym angielskim odczyta niniejszego bloga.
- pozyskać klawisz "Shift" celem starannego wymemłania.
sobota, 18 grudnia 2004

Największe zmiany przychodzą niezauważone. Tylko u Disneya epoka lodowcowa objawia się wielkim pierdyk, po którym mamuty siadają do pisania testamentów. Na ogół populacja nie do końca łapie, że w środę zasuwała w polu jako półniewolnicy, a od czwartku biorą baty jako pańszczyźniani. Dobrze jest więc akcentować tąpnięcia cywilizacyjne zburzeniem jakiejś budowli lub rozstrzelaniem panującego, tak, żeby nawet najbardziej gapowaci załapali. Zwykły komunikat w mediach nie wystarcza; Szczepkowska co prawda poinformowała, żę komunizm się skończył, ale zapomniała dodać, co się właściwie zaczęło. Naiwni przyjęli, że kapitalizm, ale ten naprawdę przegapiliśmy. W rzeczywistości wprost z komuny wkroczyliśmy w szczęśliwą epokę dostatku, gdzie całą robotę odwalają za nas roboty, już to takie metalowe, z procesorem, już to te żółte, napędzane ryżem(1).

Pojąłem to, gdy ujrzałem rower za 199,00 brutto. Po odliczeniu podatku, cła, transportu, reklamy i surowca kosztował mniej niż dojazd do hipermarketu. Lenin nie miałby wątpliwości: prawdziwy komunizm nareszcie nadszedł. Ogół Polaków jednak wciąż zachodzi w głowę, skąd się bierze 20% bezrobocia. Mnie zastanawia bardziej, skąd się bierze 80% zatrudnienia. Na pewno nie z produkcji rowerów. Czy jakiejkolwiek innej. W tych warunkach posiadanie pracy wkrótce stanie się wyjątkiem od reguły, którą będzie dolce far niente. To nie perspektywa braku pracy mnie martwi. Gryzie mnie widmo braku pieniędzy.



(1) he he “żółte roboty napędzane ryżem” to cytat z Vonneguta. Ja tam szanuję odmienność mieszkańców Dalekiego Wschodu.

07:17, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 grudnia 2004

Specjalnością kuchni angielskiej są kombinacje świetnych składników dające nader wątpliwy efekt. Doskonała herbata i mleko nie mogą zaprotestować kiedy pomylony Angol wlewa je do jednego kubka.

Co innego dorosły mężczyzna z bronią. Komisarzu Gajewski, skoro na długie miesiące ma pan zagościć w telewizorze, proszę zacząć misję od odstrzelenia scenarzysty, zanim on znowu wepchnie panu w usta niemożliwie drewniane dialogi i postawi pana w głupich sytuacjach.

Dziękuję.

07:11, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 grudnia 2004
Jeśli jesteś aktywnym heteroseksualnym mężczyzną naprawdę bez uprzedzeń, kliknij na link do obrazka.
Ostrzegałem.
09:27, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (3) »
środa, 15 grudnia 2004

czyli "winners never quit, quitters never win", jak skomentował walkę Gołoty z Tysonem jeden trener.
W tym wypadku Bestią była maszyna, którą kazano nam uruchomić w nietypowej, wyczynowej konfiguracji. Normalnie Koncern-Matka sam się z nią babrze i sam kasuje, ale tym razem w swej nieskończonej szczodrości zwrócili się do naszej Firemki. Żeby nam się w d.. nie poprzewracało ze szczęścia mieliśmy dostać tylko drobny napiwek od sumy zaśpiewanej klientowi. No i żebyśmy bezczelnie nie próbowali się wyślizgać w razie co, zamiast dokumentacji wdrożenia podesłali nam garść niezobowiązujących sugestii. Na dzień przed akcją.
Chłopakom wdrażającym kluczowy moduł trochę się z tego wszystkiego trzęsły ręce. Im głębiej brnęli tym mniej im wychodziło. Klient występował w paru osobach i nie dał się pogonić z serwerowni żadnym prostym trikiem. Gapił się przez ramię, zza głowy i spod pachy, komentując coraz mniej życzliwie. Od czasu do czasu odchodził na stronę i poszeptywał złowrogo, jak Gwizjusze przed rzezią hugenotów. W takich chwilach zwykle dzwoni telefon, nie zawiódł i tym razem. Zdusiłem okrzyk radości, pożegnałem kolegów i pognałem do awarii.
Zgodnie z Heraklitem nie wchodzi się dwa razy do tej samej serwerowni. Po powrocie nie poznałem miejsca. Gospodarze jaśnieli życzliwością, promieniowali dobrą wolą, proponowali herbatę (1). Okazało się, że naszą całodzienną udrękę spowodował błędny numer licencji przysłanej z Koncernu. Rozeźlony klient spróbował przez telefon wdeptać w ziemię szefa projektu. Niesłusznie. Licencję spreparowano na podstawie numeru serwera przysłanego przez klienta właśnie. Jak łatwo zgadnąć - numeru spapranego.

(1) ten i inne ludzkie odruchy w kręgach komputerowych uznawane są za wyszukaną i zbędną uprzejmość. Najgościnniejsi w standardzie oferują wskazanie kibla.
00:12, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 13 grudnia 2004
Nadszedł koniec roku, czas podsumowań. Banalna ta myśl zrodziła następną, jeszcze, ehem, płastszą. Ustanowię własną nagrodę, coś między oskarem, noblem, a paszportem polityki. Czemu nie ? Ostatecznie dzień w dzień daje się zwabić na tę stronę parę osób zmylonych kompletnie nieadekwatną nazwą bloga i linkiem z praca.gazeta.pl . Powiem więcej, po wiekopomnej notce o Janie Svandovej zajrzało tu z tysiąc Czechów, windując na krótko mojego bloga do pierwszej dziesiątki. Udowodnili tym samym że: a.) goła baba sprzeda wszystko b.) z oglądalnością blogów chyba kiepsko jest, skoro jeden link robi tyle zamieszania.
Ale do rzeczy. Początkowo zamierzałem przyznawać Złotego Leniwca w 16 kategoriach muzyki, filmu, teatru, literatury, rzeźby, baletu itd., ale szybko pojąłem, że musiałbym jeszcze jakąś książkę przeczytać albo pójść do filharmonii.
Po namyśle postanowiłem przyznać Leniwce w kategoriach, w których trudno podważyć moją kompetencję.
A zatem:
Złotego Leniwca dla najlepszego piwa mocnego otrzymuje Warka Strong
Złoty Leniwiec w kategorii telewizyjny serial komediowy wędruje do dra Kidlera za serial "Daleko od noszy"
Statuetkę w kategorii teleturniej otrzymuje "Jaka to melodia". To jedyny program atrakcyjny dla mnie i półtorarocznego dziecka jednocześnie, co w porze jego wieczornego rozpaskudzenia jest atutem niebagatelnym.
Najbardziej zgrywną osobowością telewizyjną ogłaszam niejaką Pakosińską z Kabaretu Moralnego Niepokoju.
I co Wy na to?
20:08, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (8) »
niedziela, 12 grudnia 2004

The image “http://image.us.edu.pl/albums/pocztowki/gaja/pustynia.jpg” cannot be displayed, because it contains errors. W firemce mam nad sobą prezesa-wizjonera i dyrektora-technokratę. Obaj są ok. Po namyśle: jak dotąd, ok. Prezes ujął mnie sformułowaniem: "Nasza firma jest jak stragan na przecięciu szlaków karawan". Ładne, nie ? Następne już trochę mniej: "Kiedy karawany zmienią trasy, stracimy rację bytu, niestety". Póki co wielbłądy brną po staremu, cokolwiek może to znaczyć. W rozedrganym powietrzu spokój, martwota Sahary. W jeden z takich dni wpadłem na pomysł. Nie sam z siebie oczywiście, a zachęcony przez dyrektora, któremu karawaniarski biznes jakby przestał wystarczać, a być może wyobraził sobie statki pustyni zawijające do McAllaha. Na firmowej giełdzie pomysłów mój został przyjęty entuzjastycznie. Zwłaszcza przez prezesa, który ceni wizjonerstwo. Dyrektor jakby był trochę w poprzek, co dał do zrozumienia prosząc o skalkulowanie kosztów: "wiesz, konieczne zasoby sprzętowe i ludzkie, postaraj uwzględnić się też te nieoczywiste, np. wystawianie faktur". Well, jeśli pochylamy się nad kosztem wystawiania faktur, to wizja zaczyna jechać zdechłym wielbłądem. Skądś już znam tę woń.

* * *

Mój pierwszy prezes też był wizjonerem. Oprócz wizji miał jednakowoż zmysł praktyczny, który podpowiadał mu, że w kraju węgla i stali, o sile roboczej 50$ od łba (1991) musi opłacać się produkcja np. obudów komputerowych. Zwrócił się z "zapytaniem ofertowym" do, jakżeby inaczej, największego w Polsce producenta komputerów, firmy Elwro we Wrocławiu. Kwiat socjalistycznego menedżmentu zadziałał błyskawicznie i już po pół roku Walek otrzymał kalkulację uwzględniającą koszty materiałowe, osobowe, pośpieszne, ciągnione, proste, wygięte etc., z której jednoznacznie wynikało, że obudowy tańsze od dużego fiata zupełnie się nie opłacają.
Nie wiedzieć czemu ulżyło mi wtedy, że nie zaciągnąłem się do ekipy Elwro. Minął czas jakiś, do bram tego zakładu zapukał inwestor, nomen omen, strategiczny. Strategia jego polegała na możliwie szybkim i bezbolesnym opróżnieniu firmy ze specjalistów od kosztów, zanim ci rozłożą mu macierzysty koncern wykazaniem niepłacalności branży jako takiej. Marchewka w postaci paruletnich poborów dla każdego idącego zum Teufel spełniła swoje zadanie i szybciej niż się mówi "Auf Nimmerwiedersehen" na zakładzie został tylko przygłuchy cieć i pakiet wartościowych kontraktów dla których inwestor w ogóle pojawił się moim mieście.
Sielankę psuły tylko niepotrzebne już budynki firmy, których jedyną racją bytu był podatek od nieuchomości. Inwestor zastosował zatem patent wypróbowany m. in. w Coventry i Warszawie, tzn spłaszczył je, po czym zaorał i przekwalifikował na grunt rolny. Słowem: Polak potrafi, ale Niemiec lepiej. Zum Wohl !
17:39, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 grudnia 2004
Jakbym był papieżem inaczej bym to poustawiał. Przede wszystkim zgłosiłbym pakiet znaków towarowych: Wielkanoc, Merry Christmas itp. Chcesz wymachiwać Bożym Narodzeniem w hipermarkecie - płać. Nie po to tłumy męczenników przez dwa tysiące lat promowały markę, żeby teraz groszoroby napędzały sobie obroty. Idąc dalej: niesławna minister Środa, kiedy już zjedzie z zagranicznych wojaży na święta, to pewno przełamie się opłatkiem, kto wie, może z samym prezydentem ? I wtedy niech śmiało wkroczy policja państwowa, słusznie egzekwując święte prawo własności intelektualnej. Zabierze min. Środzie opłatek, bo katolicyzm jej szkodzi, skoro wg niej Polak nie wyjdzie na mszę, żeby nie strzelić babie z liścia. Ewangelia wg Środy: "Kto nie chce mieć grzechu, niech rzuci pierwszy kamieniem".
Skończą się utyskiwania, że kler nagarnia pod siebie a biedni są biedni. Christianity International Inc. nałoży 10 gr na każdą kolędę, 5 gr na każde "Matko Boska !" i popłynie taka kasa, że SLD nie nadąży wymyślać podatków.
Taa, po namyśle chyba dobrze, że nie jestem papieżem.
środa, 08 grudnia 2004
Człowiek, który za oszczędności życia stawia chatę na bagnach, nie jest zapewne typem zorganizowanego przestępcy albo komentatora CNN. Byłby to raczej ktoś w rodzaju kierownika zlikwidowanej biblioteki albo ospałego serwisanta urządzeń elektronicznych, czyli moim. Ironia losu i realia współczesne spowodowały jednak, iż nawet na swym odludziu stałem się przedmiotem zainteresowania jeśli nie mafii, to kombinatorów paliwowych. Sam zaś, zamiast rechotania żab pilnie nasłuchuję wieści ze światowych giełd i śledzę postępy marines w Iraku.
The image “http://news.bbc.co.uk/media/images/38999000/jpg/_38999019_well_200_ap.jpg” cannot be displayed, because it contains errors.Zaczęło się od pomysłu na ogrzewanie chałupy. Natura sknery i stan finansów w schyłkowym okresie budowy skłaniały mnie ku opcji: chrust plus okoliczne dęby. Przytomna jak zwykle żona wskazała mi balkon pobliskiej leśniczówki z widokiem na nasze podwórko. No tak.
Opcja gaz ziemny wymagałyby doprowadzenia tegoż. Pięć kilometrów od Wrocławia ? Abstrakcja. Mając do wyboru zabawną bańkę na propan butan przed domem i śmiertelnie niebezpieczny zbiornik na olej opałowy w środku wybrałem oczywiście to drugie.
Najbardziej ucieszył się wujek - posiadacz busa ropniaka.
- Nareszcie koniec kombinowania - krzyknął - od jutra tankuję u ciebie !
Na szczęście ma 50 kilosów w linii prostej... Od tamtego dnia cena oleju wzrosła dwukrotnie. 100%. Teraz litr to 200% ceny wtedy. Dwa razy więcej złotówek. Grzałbym przez dwa lata, jakbym wtedy za te pieniądze... W międzyczasie zdobyto Irak, sto milionów Chinczyków dostało po motorowerze a do Polski wjechał milion samochodów. A wszyscy dybią na mój olej.
I teraz co: złapią al Zarcośtama, ropa popłynie grubą rurą, ceny spadną...
A jak złapią Osamę ?! Dolar podskoczy, Al Zarcośtam wysadzi z zemsty rury, ropa poszybuje... To już lepiej od razu do lasu pod dwururkę leśniczego...
 
1 , 2
Archiwum