czwartek, 30 listopada 2017

Przymiotnik "ekstremalny" zużył się w ostatnich latach ekstremalnie, toteż kiedy moje dziecko dostało talon na "ekstremalne strzelanie policyjne" nie robiliśmy sobie wielkich nadziei i słusznie. Wszedł, ekstemalnie podziurawił tarczę, wyszedł, sytuacja bez historii.
Ja towarzyszyłem jako ekstremalnie pełnoletni.
Azaliż aliści przy okazji strzelania szczęka synowi jednak opadła, o co w przypadku zblazowanego nastolatka niełatwo, a to za sprawą otoczenia strzelnicy, która mieści się na dworcu Świebodzkim we Wrocławiu. Nieczynny dworzec w niedziele pełni funkcję targowiska i by dostać się na strzelanie musieliśmy chwilę pobłądzić wśród straganów.
- Ojciec, jak w jakiejś Afryce, niesamowite miejsce, co za typy, patrz na tego kolesia - wskazał malowniczo rumianego handlowca posilającego się z butelki. Zasadniczo większość z kilkuset handlujących była malownicza, a i kupującym niczego nie brakowało. -Kiedyś, synu, cała Polska była taka. - I co, nie było normalnych sklepów, no nie wiem, Pasażu Grunwaldzkiego? Na miejscu Pasażu synu, stał cyrkowy namiot, w którym handlowali ci sami państwo - wyjaśniłem, szerokim gestem ogarniając malowniczych.
Sam już nie wierzę, że tak było.

16:17, leniuch102
Link Komentarze (3) »
czwartek, 02 listopada 2017


Jestem - jak to kiedyś ZUS określał - inwalidą wzroku, a na nosie od drugiej klasy noszę protezę wzroku, czyli - w terminologii ZUS-u  - okulary.
Mój kiepski gust przez lata był błogosławieństwem dla domowego budżetu bo od maleńkości niezawodnie wybierałem najtańsze modele oprawek. Na starość człowiek jednak głupnie i daje się wpuścić w różne maliny, na przykład sportowe oprawki z bimetalowymi zausznikami, które pod wpływem ciepła coraz ściślej przywierają do czaszki. Działa świetnie póki temperatury  są powyżej 10 na plusie, jednak poniżej następuje efekt odwrotny, tzn. zauszniki wiotczeją, jak w tym dowcipie: "Baronie, gnie wam się".
Jakoś tam cierpiałem, ale w końcu wybrałem się po normalne, wiotczejące dopiero w piekarniku.
Mam z natury nieżyczliwy wyraz twarzy, wypisany na niej rodzaj niemej pretensji do świata, która wszakże nie ma pokrycia w moim pogodnym charakterze. Okulary są świetną okazją do skorygowania mojej fizys, dlatego oprawki wybieram wyjątkowo starannie, miesiącami.
I tak się składa, że te naprawdę fajne stoją na wyższych półkach, ale niestety, miewają wypisane wyraźne logo producenta, np. Porsche albo Ralph Lauren. Wszystko znakomicie pasuje, no ale ten napis...
Panie sprzedawczynie nie rozumieją w czym problem. Otóż problem polega na tym, że nie nazywam się Ralph Lauren. Od biedy założyłbym okulary z napisem Leniuch... co ja gadam, oczywiście nie założyłbym. Gdybym był typem tatuującym sobie imię żeńskie - są tacy - wypadałoby mieć na okularach Kasia, bo Leniuchowej Kasia, jak tej margarynie... ale Ralph? Lauren?! Wypisane zasadniczo na czole? Czy panią pop...o?
Niezrozumienie. Zdziwienie. Niechęć.
I chyba słusznie, to ze mną musi być coś nie tak, bo jak się dokładniej przyjrzeć "osobom publicznym" to one bez żenady obnoszą się z oprawkami uszlachetnionymi nazwą firmy, od ministra Ziobry po posłankę Pihowicz.
Mam nadzieję, że kazali sobie "Ralphowi" za to płacić. Ja bym kazał. 

08:13, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (2) »
Archiwum