wtorek, 20 listopada 2012
niedziela, 18 listopada 2012

Ostateczne zwycięstwo nauki nad religią dokonuje się tydzień w tydzień w mojej parafii. Konkretna dziedzina nauki, która postawiła u nas, ale nie tylko u nas , zaporę religii to bynajmniej nie kosmologia, fizyka, paleontologia, ale poczciwa geometria. Ta tradycyjna, grecka, euklidesowa.
Tygodni wstecz parę odbywało się w całej Polsce liczenie wiernych. Przygnębiony proboszcz wyrzucił następnie wiernym, że jest ich tylko 30% uczestniczących. Konkretnie wyrzucił to pełnemu - jak co tydzień - kościołowi.
Drogi księże proboszczu, gdyby Pan zesłał na centrum handlowe Korona - gdzie przebywają zapewne niedość pobożni mieszkańcy - Archanioła Michała na czele zastępów niebieskich, a te z kolei zagoniłyby brakujące 70% do kościoła, to trzebaby ułożyć je w dwóch dodatkowych warstwach chyba, no bo budynek zawsze jest -jako się rzekło - pełny. Wejść więcej może tylko ciut, nie dlatego, że neobolszewia, tylko że długość razy szerokość pomieszczenia nie pozwala.

Ryanair, znany z dopychania pasażerów kolanem jest cienkim bolkiem w porównaniu do przeciętnego polskiego kościoła w niedzielę. Przez dekady na porannej mszy potrafi być 0 (słownie: zero) wolnych miejsc siedzących. Normalny dorosły nie-emeryt siedzi w ławce podczas własnego bierzmowania i ślubu i - jak ma szczęście - chrztu dziecka.
Niemożność fizycznego wejścia do kościoła w święta jest - obok braku dostępu do klęcznika w dni powszednie istotną barierą postępów ewangelizacji. Dlatego nieśmiało sugeruję duszpasterzom eksperyment - jedna msza święta w niedzielę więcej , tak żeby każdy chętny mógł wejść niekoniecznie wciągając brzuch.
Amerykanie np. tak robią i potrafią wypełnić wiernymi trzy kościoły w małym town i synagogę na dokładkę - byłem i widziałem.
Szczęść Boże.

16:29, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (5) »
niedziela, 11 listopada 2012

Krakowianin Mariusz Wach jako pierwszy powitał dzień niepodległości o 00:05 w Hamburgu po 12 rundach walki o utrzymanie w pionie. Z tym pionem bywa trudno jeśli na przeciwko staje któryś z braci Kliczko. Wach, o którym usłyszałem bodaj po raz pierwszy przy okazji meczu z Władimirem miał w piątej rundzie jedną jedyną okazję, żeby obalić Ukraińca na dechy, niestety nie wyszło. A szkoda, bo miałem na tę okoliczność odgrzaną lekko przerobioną fraszkę, która przytaczam, żeby się nie zmarnowała
Jan Sebastian Wach
Kliczkę bił po łbach
Bardzo to bawiło Wacha
więc się przy tym śmiał
ha ha ha.

Cacuszko, nie? Byłoby mi żal jeszcze bardziej, gdybym  wybulił na rzeczonego Wacha 40 złotych w pay per view, jak szczęśliwi posiadacze turbodekoderów telewizji en. W nagrodę za to, że zapłacili już abonament, kopnął ich zaszczyt możliwości uiszczenia za walkę, bo ci bez turbodekoderów musieli obejść się smakiem.
No chyba że babcia pozwoliła im obejrzeć ją na zestawie do tv trwam, który odbiera także RTL transmitujący walkę za bóg-zapłać. Nie mam już niestety babci, posiadam za to antenę wycelowaną w satelitę z Trwam i RTL-em, więc pooglądałem sobie golgotę Wacha po niemiecku. Spikerowi sklejało się imię Mariusz z nazwiskiem Wach tak że słyszało się MarioSzwach. "Schwach" to po niemiecku słaby i takiż właśnie był Mario z Krakowa
Swoją drogą jak to  jest, że Niemiec zarabia Nx więcej a dostaje za darmo eurosport, walki kliczki, opiekę lekarską i inne duperele. Proszek dla Niemca pierze dokładniej, kawa smakuje lepiej niż identycznie opakowane produkty na rynek polski, które za to są nieco droższe.
Tak się zastanawiam.

16:00, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (9) »
czwartek, 08 listopada 2012

Na marginesie moich ekologicznych dobrych rad pragnę podzielić się z PT Czytelnikami pewnym zastrzeżeniem. Otóż przeciętna sortująca śmieci rodzina, powiedzmy państwo Ossovsky, choćby nie wiem jak się starała nigdy nie dorówna - powiedzmy - wywalającym śmieci przez okno w bloku (zsyp zatkany wersalką) Badziewiakom.
Żywiąca się kiełkami pani dyrektor kreatywna Ossovsky zawsze będzie wielokrotnie bardziej uciążliwa dla planety od wpier---jącej salcesiak Badziewiakowej . To prezes Ossovsky, popijając codzienny nordic walking drogim chablis niesie zgubę Ziemi w odróżnieniu od miażdżącego swoim cielskiem fotel przed telewizorem Badziewiaka.
Badziewiakowie są lepsi nie tylko od prezesowstwa Ossovsky'ich ale także od całej chmary jako tako ustawionych lemmingów, które wyprowadziły się do domków za miastem. Domek za miastem bowiem implikuje spalanie jakichś 2000 litrów oleju opałowego rocznie lub ekwiwalentu w gazie lub koksie. Dojazdy do miasta to w praktyce dwa samochody na rodzinę itd. itp.
Badziewiakowie zaś, jeśli pokupują sobie polary, mogą obyć się bez ogrzewania w ogóle! Z dołu, góry, tyłu i boków ogrzewają ich Kiepscy, Małolepsi i emeryt Karwowski. Pod blokiem maja przystanek komunikacji zbiorowej, jeśli oczywiście mają dokąd jeździć. Itd. itp.
Zagadnienie jakie kto ma wkręcone żarówki i czy wrzuca plastiki do osobnego pojemnika staje się wobec tych fundamentalnych różnic w stylu życia i poziomie zużycia zasobów zupełnie nieistotnym.
To domkersi, a nie blokersi są zakałą tego kraju.
PS.
i proszę oszczędzić sobie głupich chwytów erystycznych, że dżdżownice są jeszcze bardziej ekologiczne niz Badziewiakowie, tylko kupić polar i wyłączyć ogrzewanie

10:57, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
wtorek, 06 listopada 2012

1. Naprawiajmy. Jeśli urządzenie się nie włącza, albo robi to opornie bardzo  możliwe, że wywaliło mu kondensatory. Pan w serwisie wymieni i będzie jak nowe. Właśnie przesiadłem się z 13 calowego notebooka na 22 calowy naprawiony monitor .. no i wolę 22 cale, jakby. Zamiast 500 zyli na najtańszy nowy wydałem 120 na naprawę.
Plus, Chińczycy wysmażą jeden monitor mniej
Co za ulga dla planety!
2. Dzielmy się. Kuzyn zgłosił zamówienie na nowego kompa, którego ja, jako wujek od kompów mam wyszukać i oprogramować piratami. I jeszcze naprawiać później. Taki przywilej wujka od kompów. Zamiast w/w zdmuchnąłem kurz z nadmiarowego laptopa i wydzierżawiłem kuzynowi. Przeszczęśliwy. Ja zyskałem miejsce w szafie i dozgonną wdzięczność ciotki, która z kolei przejęła starą maszynę kuzyna.
Skomplikowane? Najważniejsze, że Chińczycy... itd.
3. Kupujmy w necie. Kilo kawy w necie kosztuje tyle, co pół kilo w sklepie.
Plus, Chińczycy... a nie, to nie tu.
* * *
Zmiana pracy pociągnęła zmianę perspektywy. W starej pracy sukcesem nazywano fakt, ze wciąż istniejemy na rynku. Słowa rozwój, podwyżka, kariera, awans z biegiem czasu same zniknęły z mojego słownika. W nowej pracy wciąż się ich używa, ciekawe jak długo.
Moi młodzi współpracownicy dosyć histerycznie zareagowali na niewartą wzruszenia ramionami zmianę, w wyniku której staną się inżynierami serwisu, zamiast "implementacji rozwiązań".
W szczerej rozmowie jeden wyznał mi, że marzy o zostaniu menedżerem...
Hmm. Lemme tell ya o zostaniu menedżerem...
Menedżerem był mój wuj Czesław, który zarządzał kombinatem pegeerów i miał dziecko z każdą fajniejszą dójką. Po pegeerze jeździł czarną wołgą, która sunęła przez bezdroża jak czołg. Ponadto dysponował rasowym wyżłem, dwururką i "salą myśliwską" z barkiem. W służbowym of course domku.
W końcu nadeszła Solidarność i rozliczono wuja Czesława detalicznie. Lokalna gazeta napiętnowała go z imienia i inicjału , po czym gniew ludu i socjalistyczna praworządność zmiotły go ze stanowiska. Na równorzędne, 100 km dalej. Na nowe tereny łowieckie, nieprawdaż.
Menedżerem był też mój stryj  Mieczysław. Zarządzał kopalnią surowców mineralnych... a właściwie jej pracownikami. Raz zaprosił nas na zwiedzanie zakładu. Stanęliśmy nad nieprawdopodobnie wielkim kamieniołomem, w którym uwijały się setki więźniów. Na obrzeżach rozstawieni byli strażnicy. Nie salutowali stryjowi, bo z długą bronią się nie salutuje. Nie ma lepszego człowieka niż stryj Mieczysław, ale myślę, że jakby wpadło mu do głowy kazać im strzelać - to by strzelali.
Czy stryj z wujem chcieliby być "menedżerami" we współczesnej korporacji?
Przypuszczam, że wątpię.
Co to za frajda być menedżerem, którego mogą zwolnić za klepnięcie podwładnej w pupę i nie można sprać podwładnego?
No właśnie.
Pośpiewajmy


17:24, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
Archiwum