czwartek, 30 listopada 2006

 Ha ha ha, konsumenci to stado baranów, niby wszyscy wiedzą , ale tylko nieliczni, którzy wyciągną wnioski trafiają na listę 10 najbogatszych. Jakiś czas temu przyszedł mi do głowy pomysł 'platformy cyfrowej' oferującej naiwnym darmowe zasoby telewizji sat. Dzisiaj osłupiały patrzę na ulotkę 'pakiet-mini' polszmatu cyfrowego.

Pakiet Mini (9,90 zł miesięcznie) TVP1, TVP2, TV4, POLSAT, TVN, TVN SIEDEM + FTA

przecież to jawna kradzież mojego "projektu":

"cyfra minus: al dżazira i tvp kultura, po dychu miesięcznie płatne przelewem, telezakupy mango w promocji po piątalu"

No nie, jest delikatna różnica. W pakiecie mini znajduje się jedna pozycja niedostępna ze zwykłej anteny, a kodowana na satelicie. Tym gwoździem programu, jedyną realną korzyścią z abonamentu (dla abonenta) jest... tvn siedem. Tak jest - tvn zarabia w tej promocji dla polsatu!
Ale agent z tego Solorza.

zdegustowanym: polszmat i syfra to pieszczotliwe określenia platform cyfrowych stosowane przez subkulturę entuzjastów tv sat.

12:43, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (5) »
środa, 29 listopada 2006



3:0 (28:26, 25:19, 25:19):-):-)):-)))
16:58, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (6) »
wtorek, 28 listopada 2006

- To Pani mieszkanie? - dwu drabów skutecznie zatarasowało klatkę mojej starej kamienicy.
- Nie, ja spod siódemki - Przybylska była zbyt sterana życiem i dwoma piętrami, żeby przebijać się przez żywą barykadę.
- Aaa. A ten Kuszelak kiedy wróci?
- Kuszelak? - pytaniu towarzyszył rechot, który płynnie przeszedł w rwany kaszel. - Nie wróci. Umarł. W sześćdziesiątym piątym.

* * *

Głęboko w duszy niejeden z nas piastuje stare jak ludzkość marzenie o życiu po życiu. Jeśli nie do końca czasów, jeśli nie w formie spiżowego pomnika, to przynajmniej w życzliwym westchnieniu ożałobionej małżonki, a - da Bóg - może i wnucząt. Nie ma się czego wstydzić, to ludzkie.
Wszystko wskazuje na to, że wujek Kuszelak nie podzielał tej tęsknoty. Z relacji z trzeciej i czwartej ręki wiem, że był osobnikiem charkteru gwałtownego i obyczajów swobodnych. Żył szybko, pił ostro i umarł bezpotomnie.
A jednak dokonał sztuki, która nie udała się wielu wybitniejszym od niego: zapoznanym twórcom, ofiarnym liderom niewdzięcznych społeczności, ojcom wyrodnych dzieci.
Czterdzieści lat po śmierci wciąż wspominano go w licznych rozmowach, ba - otrzymywał obfitą korespondencję, a obcy ludzie, urodzeni już po jego śmierci, szczerze się nim interesowali.

Po prostu jakoś tak wyszło, że kolejnym właścicielom mieszkania wujka Kuszelaka nie chciało się przepisać jego licznika na prąd.

* * *

- Halo, panie Leniu ? - zabrzmiał w słuchawce chrapliwy głos starej Przybylskiej - znowu pan elektryczności nie opłacił, byli już studentom prąd odłączyć.
20:58, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 listopada 2006

Postanowiliśmy z Leniuchową zauczestniczyć w szaleńczym wyścigu po złote działki, dla niepoznaki zwanym koniunkturą na rynku (pod)wrocławskich nieruchomości. Kuzynka szwagra teściowej ciotki dała nam namiar na ostatnią działkę w naszym finansowym zasięgu, 30 kilosów za miastem. Błądziliśmy pół dnia z planem w ręku szukając spłachetka, który oprócz "rewelacyjnej lokalizacji" miał się odznaczać niskim położeniem. Cóż, nie zatrybiliśmy, że dwudziestoarowa dziura w ziemi, którą mijaliśmy z pięć razy może być tą "okazją". Gdyby ktoś chciał walnąć tam stację metra, byłoby awsamraz. Zainteresowanym służę namiarami.

 Pojawia się pytanie, czemu nie dokupimy kawałka bagna w naszej okolicy. Otóż nie stać nas już na nasze własne bagno. W podobnej, godnej pożałowania sytuacji jest większość mieszkańców: mieszkają w rezydencjach zdecydowanie za drogich jak na swoje dochody. W każdym razie taki wniosek płynie z opracowań fachowców i lektury ogłoszeń prasowych. Połowy sąsiadów, choćby przez miesiąc żywiła się w pobliskiej kuchni brata Alberta i zaoszczędziła cały zasiłek, nie stać nawet na parę metrów pod budę dla psa.

W tej sytuacji zwykła wegetacja w nieogaconej chałupie nabiera znamion rozpasanej konsumpcji. Widzę w tym szansę na zwrot w kwestii gminnego bezrobocia. Już wkrótce naszym posesjonatom opłaci się zatrudnić siebie samych jako stróży.
07:16, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (6) »
niedziela, 26 listopada 2006

Halo, to ja - prawicowy mudżahedin. Uznałem, że niedziela to fajny dzień na wkurzające wpisy o treści quasi politycznej. Przyjmijmy, że w niedzielę nie do końca jestem sobą; na posobotnim kacu zatruwam się dymem z kościelnego kadzidła, potem słucham Radia Maryja i oszołomiony siadam do pisania notki. Proszę o wyrozumiałość, w poniedziałek dojdę do siebie.

W niedzielę jestem skrajny i skrajnościami zainteresowany. Skrajność to zresztą kategoria czysto techniczna. Jednego dnia wydaje nam się, że tandem Lepper-Hojarska to polityczno-estetyczny rekord świata, a nazajutrz objawia się kandydat Kononowicz i w pojedynkę stawia poprzeczkę jeszcze wyżej. No chyba, że dla kogoś Krzysztof "żeby nie było niczego" K. to rozsądny gość.

 Żeby nie zagubić się w Polsce i świecie współczesnym i nie uznać za normę jakiegoś popapraństwa sięgam po niezbędnik każdego inteligenta - Gazetę Wyborczą. Kto jest oszołomem du jour, a kto mainstreamem? Bingo - w sobotę twarzą gazety jest dawna skandalistka Beger, od wczoraj - filar demokracji. Kto zatem robi za skrajność? A chociażby holenderscy chrześcijanie, chciwie wyciągający ręce po władzę: "Balkenende porozmawia więc o koalicji z głównym rywalem Partią Pracy [...] może rozmawiałby jeszcze ze skrajną protestancką Chrześcijańską Unią, która chce zdelegalizować eutanazję i małżeństwa homoseksualne. "

Zapamiętajmy: Beger - norma, likwidacja emerytów i homośluby- zwykła rzecz,  kwestionowanie tychże - skrajność.
Z niecierpliwością czekam na Unię Islamistów, która stanie na skraju z postulatem eutanazji małżeństw homoseksualnych. Znowu załapię się do normalnych.
sobota, 25 listopada 2006

Health fears lead schools to dismantle wireless networks
(...)
Scientific evidence is inconclusive, but some researchers think that children are vulnerable because of their thinner skulls and developing nervous systems.
(...)
Professor Sir William Stewart, chairman of the Health Protection Agency, said that evidence of potentially harmful effects of microwave radiation had become more persuasive over the past five years. His report said that while there was a lack of hard information of damage to health, the approach should be precautionary.

Może to kablowanie chałupy nie było takie bez sensu, after all.
Strzeżonego...



14:03, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
piątek, 24 listopada 2006

Jeśli chodzi o nowinki techniczne nie znoszę 2 rzeczy. Po pierwsze nawiedzonych entuzjastów jarających się jakąś technologią, którą dopadli wcześniej niż ja. Zniechęcają mnie w stopniu proporcjonalnym do ich entuzjazmu. Drugi przykry moment nadchodzi, gdy okazuje się, że mieli rację.
Dotychczas było tak, że jeśli płacodawca kazał mi rzeźbić w konkretnym systemie, to na dobry początek wyciągałem z piwnicy podrdzewiałe pudło i z fafnastu płytek instalowałem żądany soft. Napęd rzęził, czas mijał, a rząd blaszaków na różnych Windowsach, przez linuksy po solarisa ciągnął ciężkie megawaty pogrążając resztę wioski w mroku...
 Ale przecież nie złamię się i nie użyję tego przereklamowanego softu wirtualizującego, który udaje, że uruchamiania pięć pecetów na jednym notebooku, nie?
Well, w końcu się złamałem.
Ożeszjaciępierpapier!
Głowę urywa: w miarę normalnie klikam sobie po Offisie (Open) i interku, a w tle instaluje mi się kontroler domeny serwujący exchange'a. Do tego obok cichutko pracuje sobie nowy redhat, ot tak, z sentymentu. Za mało ? Ctrl-ce, ctrl-fał, nowy serwer będę miał. Presto.
Na koniec pierwszej sesji z VMware podłączyłem notebooka do domeny zarządzanej serwerem odpalonym na tym notebooku. To już k-a perwersja, powinni tego zabronić.
Jeśli czujecie ten dreszcz ... enjoy, free of charge. Download VMware Server

15:05, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (15) »
czwartek, 23 listopada 2006

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom czytelników miałem ogłosić Białą Księgę Zbrodni PiS, ale do chaty na bagnach zawitali wczoraj goście z Chin. W cywilu - teściowie, ale zawsze.
-Co powiesz dziadkom, Piotrusiu?
-Czy macie jakieś zabaaawki?!
-Nieee. Możesz powiedzieć: zapraszam, już nie mogliśmy się doczekać.
-Zapraszam, już nie mogliśmy się doczekać na zabawki - mówi junior najzupełniej serio.
-Nie Piotrusiu - masz powiedzieć... i zaczynamy pranie mózgu.

Dzwonek u drzwi, otwieram.
Piotrek z rozłożonymi rękoma blokuje gości na progu.
-Czy macie jakieś zabaaawki?!
14:53, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (9) »
wtorek, 21 listopada 2006

 Anglosasi mają określenie 'double standards', któremu nadają, nie wiedzieć czemu, negatywny wydźwięk. Double scotch, double bed, dubeltówka w końcu, są przecież czymś zdecydowanie lepszym od swych pojedynczych odpowiedników.
Ja tam się cieszę, że w mojej codziennej wybornej gazecie, w nadającej na okrągło stacji tv i w programach nie mających pojęcia, co z tą Polską, dziennikarzy stać na podwójne standardy.

Dziadek polityka:
  • Dyskwalifikuje go jako polityka genetycznym antysemityzmem, jeśli nazywa się Giertych.
  • Nie ma nic do rzeczy, choćby napier.. do naszych dziadków z panzerfausta, jeśli nazywa się Tusk
SPECIAL UPDATE (22.11 13:40): JAK DLA MNIE, DZIADKOWIE POLITYKÓW SĄ NIEISTOTNI.

Kara za lżenie prezydenta po pijaku albo i na trzeźwo
  • to aPsUrT i łamanie europejskich standardów przez kaczofaszyzm
  • rzecz godna i sprawiedliwa, kiedy była wymierzana (wielokroć) potwarcom A. Kwaś.

Prześwietlanie źródeł finansowania jednego medium przez inne medium:
  • to obrzucanie błotem konkurencji, inspirowane politycznie, jeśli tvp pyta o kasę polsatu
  • godna pochwały troska o pieniądze wiernych, jeśli Wyborcza zamyka Radio Maryja

Nagrywanie rozmowy redaktora z biznesmenem... itd. itp.
poniedziałek, 20 listopada 2006

 Wbrew krzywdzącym opiniom wysiłek ustawodawców nie zawsze służy pognębieniu Polaka-szaraka. Ba, czasami zdarza mi się osobiście odczuć błogosławione skutki tej czy innej legislacji. Ostatnio jestem fanem ustawy o wychowaniu w trzeźwości, a zwłaszcza jej ostatniej (chyba sldowskiej) nowelizacji.
Sytuacja: piątek wieczór, ulubiony hipermarket zapchany po dach, lanosy parkują w trzech warstwach, kolejki do kas jak za komuny po karpia... I jak za komuny są równi i równiejsi. Ja jestem ten równiejszy.
Dzięki ustawie podchodzę do wydzielonego stoiska, zanabywam pożądany produkt, płacę - a jakże - kredytową i opuszczam lokal swobodnym krokiem bywalca.
Pięć tysięcy kolejkowiczów, którzy nie potrafią się obejść bez zagrychy i kupili coś poza wódką, może tylko zazdrościć.


wydzielone stoisko - oddzielone od pozostałej powierzchni punktu sprzedaży, ciąg handlowy lub lada, zamknięte własną kasą fiskalną, rejestrującą prowadzoną sprzedaż,

SPECIAL UPDATE !!!

"Często sama kupowała alkohol, a na narkotyki zrzucała się razem z uczniami. Gdy uzbierali forsę, wysyłała dzieciaka po marihuanę."

Tak, to moje, wspomniane parę notek wcześniej liceum. Nie, to nie moja anglistka (niestety). I tak pękam z dumy. Moja buda na pierwszych stronach !
16:40, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (9) »
piątek, 17 listopada 2006

Twórcy błyskotliwych reklamówek wyborczych z lodówką pełną podwyżek pominęli skandalicznie latoś (zimoś?) drogie drzewo kominkowe. No, ale w cenie półtorej stówki za kubik nie dość, że ukradli z lasu, to jeszcze pocięli, porąbali, przywieźli i zwalili na podjazd. Czyli nie trzeba już nic robić, czyli tak jak lubię.
Prawie, bo muszę to jeszcze pod ścianą ułożyć. Jedną. Drugą. Trzecią.
Matko jedyna, ile tego.


07:40, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (13) »
środa, 15 listopada 2006

 Jak wiadomo emaile dzielą się na śmieciowy spam (mielonka) i soczysty ham (szynka). Granica bywa nieostra. Poczta o "pożyczce bez łaski" rano wydaje się spamem, a po telefonie od żony - cenną informacją. Oferta na specyfik wzmagający to i owo jeszcze w sobotę wieczór jest zawracaniem głowy i protezą dla emerytów, a następnego ranka wiadomo, że bez niej już się nie da.
Programy antyspamowe, choćby najbardziej zaawansowane, nie są w stanie wyłapać takich subtelności i wymagają życzliwych podpowiedzi. Na ich podstawie tworzą własne, nowe reguły.
Klientowi wdrożyłem to tak: masz tu - spamadminie - skrzynkę spam, tu masz ham i ręcznie skoryguj, co automatowi nie wyszło.
Sprawdzone - działa dużo lepiej niż M$ Exchange z komercyjnym softem w rodzimej Korporacji.
I tak sobie co jakiś czas spamadmin odsiewał: spam na lewo, ham na prawo, spam na lewo, ham na prawo, spam na prawo....
Zaraz... na prawo ? Chyba na lewo... nie po lewej już jest ham... Cholera .. jak to szło.
Halo, panie Leniu ? Mamy problem z tym pana systemem...

Ręce i co może inne - opada.


O, możnaby inaczej:

All this trouble would have been avoided by charging for email in the first place. My proposal: Charge 3 cents per letter. One cent goes to the ISP sending the mail, one cent to the ISP receiving the mail, and one cent to the recipient. The ISP on either end would credit/debit the sender/receiver's account.
And watch the spam disappear.
23:42, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 13 listopada 2006

 Bywalcy orientują się, a przygodnych informuję, że zawodowo specjalizuję się w nicnierobieniu. W szczytowym momencie kariery nicnierobiłem na dwa pełne etaty plus zwrot kosztów służbowego auta x 2. Czułem się trochę winny, bo w jednej z umów miałem zakaz konkurencji, a gdzie jak gdzie, ale w nicnierobieniu konkurencja jest ogromna.
Kierowało mną jednak szczytne dążenie, by w swej dziedzinie prześcignąć niedościgłego - ówczesnego Prezydenta, który nicnierobił na najwyższym poziomie od dwóch kadencji.
Niestety jeden z moich zleceniodawców w podły sposób zmienił reguły w trakcie gry i zażądał jakiejś aktywności. Ulegałem w życiu różnym naciskom, ale w sprawach etyki zawodowej pozostaję nieugięty. W rezultacie własnej niezłomnej postawy i nieudolności drugiego płacodawcy spadłem z ekstraligi zawodowców do stanu, który nazwałem półbezrobociem. Na szczęście nie na długo.
Od pewnego czasu ponawiałem twarde żądania pełnej stawki. Dowodziłem, że nicnierobię tak samo jak reszta firmy, a nawet mniej, bo teleniepracując nie dojeżdżam nawet do biura. Że lenię się bardziej niż własny szef, ba, więcej niż prezes.
Zorientowani pamiętają, że wziąłem nawet urlop i za własne pieniądze pojechałem do full-inclusive pięciogwiazdkowego hiltona, by przez dwa tygodnie wraz z rodziną trenować totalny bezruch.
Miło mi poinformować, że moje starania odniosły skutek. Znikło widmo amatorskiego nicnierobienia, któremu z piwkiem w ręku oddaje się pół mojej wioski na bagnach. Najbliższą zimę tradycyjnie spędzę opierniczając się i sącząc pełnoletnią single-malt.
18:21, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (12) »
sobota, 11 listopada 2006

Fascynuje mnie mechanizm, który każe mi oglądać naszpikowany reklamami "Powrót Króla" na tefałenie, podczas gdy 100% legalne dvd pokrywa się kurzem na półce. Okazało się jednak, że "Król" oglądany w tvn to zupełnie inny film, nawet po odjęciu reklam z pięć razy dłuższy niż dvd. How come? Brak przycisku [>>] na pilocie telewizora.

 Gdyby Andrzej "Będę Mówił Po Polsku" Wajda zamienił się w kota, przeżył dziewięć żyć, za dorobek każdego przyznali mu Oscara, to i tak byłby dwa do tyłu w stosunku do Powracającego Króla. Dla mnie te jedenaście oskarowych ciężarków pogrążyło Oskara jako takiego. Czemu jedenaście ? 6 tankowców z kolą i 5 tysięcy hetkarów kukurydzy na popcorn dla widzów daje jedenaście, oto czemu.

Filmiszcze to chaotyczne i przeciągnięte. Przebierańcy w randze króla/obermaga/zbawcy świata (innych prawie nie ma) co chwilę deklamują do kamery exposee a la Mazowiecki. W tle przewalają się obłoki zielonej wunderwaffe, która na zbliżeniach okazuje się kościotrupami z kreskówek. Żebyśmy się zrozumieli - ja uwielbiam takie filmy. I AC/DC i "Daleko od noszy" i zupę pomidorową .

Ale - kaman - jedenaście ?!

14:17, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (8) »
czwartek, 09 listopada 2006

Po godzinach poluję na jelenie. Jeleń żeruje zwykle w kantorku obok serwerowni, składa się z jelenia właściwego i budżetu. Dziczyzna mnie nie kręci, interesuje mnie jeleni budżet. W pewnym momencie doszło do mnie, że wszystkie znane mi jelenie poznały moje triki i więcej od nich nie wydębię. Wpadłem na pomysł, że wygarnę do całego stada naraz.

 Mówiąc po ludzku, do spółki z kumplem ze studiów uderzamy do jego klientów. Ma ich tłum, roześlę - pomyślałem - każdemu po eleganckim folderze, niech się co setny połaszczy, będziemy do przodu. Ale zanim wydam parę kilozłotych na same znaczki, popatrzę sobie, co właściwie producent w tym folderze powypisywał.

No i załamałem się jak lody jeziora Pejpus pod Krzyżakami. Najpierw na 30 stronach kredowego producent w polskawym marketingese informuje, że jest wyrąbisty. Jeśli komuś się wydaje, że reklamówki PO ( "Mam rentę. Może podniosą ?") opsysają, może odetchnąć: amerykańskie korporacje pukają z dołu. Dodatkowo swój popis marketingowego onanizmu ozdabiają artystycznym fotogramem prezesa polskiego oddziału, zażywnego młodzieńca w pozie Duce.

No nic, weźmy ulotkę produktową, powinno być rzeczowo. Czyżby ? "Możliwość rozszerzania podsystemu wejścia-wyjścia, co pozwala na podłączenie wielu urządzeń w celu uzyskania wyższej przepustowości" (?!) "Platforma konsolidowania aplikacji" (??????) i dużo, dużo więcej.
Są i konkrety. Konkretnie pier..nęli się w liczbie procesorów.
O 100%.

Darz bór.
22:54, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2
Archiwum