niedziela, 27 listopada 2005
Na BBC Prime mają taki program "Pilnuj interesu", w którym menedżerowie typu od zera do miliardera za darmochę doradzają różnym cienko przędącym nieudacznikom. Za takim pożal się boże przedsiębiorcą ciągnie się kamerzysta i mikrofon, a miliony bezrobotnych mają świetną zabawę oglądając plajtę nieszczęśnika.
Włączam sobie tiwi w piątek wieczorem, o, jakaś firma, jakieś zebranie, klimaty bigbrotherowskie, popatrzę.
Pracownicy już się widać oswoili z kamerami, od czasu do czasu tylko ktoś intruzów palcem wytknie - o , filmują.
Szef przyjmuje właśnie do roboty jakiegoś typa, zasuwa mu gadkę, że chce być najpierw przyjacielem, a potem szefem i w ogóle wierzy w dobry humor, zresztą co ja tu będę, mówi, sam popatrz. -Andżie ! drze się. Wchodzi Andżie, a boss do niej: -pogadajmy o kradzieżach. Lasia nie wie o co chodzi, a ten -Tak, o ZŁODZIEJSTWIE ! Podobno podbierasz spinacze !
- Co pan, szefie, ze dwa kiedyś może wzięłam - zaczyna się gęsto tłumaczyć, widać, że nie załapała.
xx-Nie szkodzi, kradzież to kradzież, wywalam cię, and the best part is, skoro OKRADŁAŚ zakład pracy, nie muszę ci płacić żadnej odprawy...
Lalka w płacz, ja aż wstałem z fotela, no co za palant, to w ogóle niehumanitarne, jak to wyemitować w ogóle mogli, poniżej wszelkich standardów to BBC zjechało.
Szef tłumaczy, że to taki joke był, dziewczyna wybiega zapłakana, ogólny niesmak, ale show goes on. Co scena, to z szefa większy kretyn, ma jeszcze pomagiera - teamleadera, taką plugawą wesz, we dwóch dręczą całe biuro. Kiedy ich nieudolność, chamstwo i olewactwo osiągają poziom znajomej polskiej firmy rodzinnej, łapię jeszcze raz za program - i rzeczywiście. To żaden reality show czy dokument, a serial jak najbardziej komediowy pt -jakżeby inaczej- "The Office".
Boki zrywać. Polecam
19:59, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (6) »
piątek, 25 listopada 2005

Zadzwonił do mnie szwagier z pytaniem o drukarkę i skaner. Że niby doradzić, jakie. Doradzę publicznie, bo mam fajny patent na skaner. Polega na tym, że spakowałem go do pudła i wyniosłem do kotłowni. Kupa miejsca na biurku i koniec z tym upierdliwym zzzzz-bzzzz-zzzz.
Co zamiast ? Kodak. Rozkładam cztery kartki A4 na podłodze i trzask - sfotokopiowane. Fakt, zgrywanie do laptopa trwa, ale raz na miesiąc da się przeżyć.

11:01, leniuch102 , polecam
Link Komentarze (6) »
czwartek, 24 listopada 2005

Mam pod opieką takie Pudło, na którym trzyma oszczędności, a raczej ich elektroniczną inkarnację, pareset tysięcy rodaków.
Ja - nie, bo za dobrze znam Pudło. Dzwoni ono co i rusz do swojego producenta z informacją o domniemanej awarii, która po bliższym rozpoznaniu okazuje się niewiadomoczym. Po iluśtam fałszywych alarmach nadeszła chwila próby. Pudło wysłało konkretny komunikat, że właśnie straciło połowę zasilania i, nim zdalny diagnosta zorientował się w czym naprawdę rzecz, zamilkło jak grób. Koledzy z centrum nadzoru nad Pudłami na całym świecie zaczęli nerwowo dzwonić do Pxxolski, a tu weekend, zamknięte na głucho.
Zlecenie, przekazywane od dyżurnego do dyżurnego obrastało w coraz to bardziej histeryczne notatki w miarę jak czas trwania awarii przekraczał kolejne czerwone linie. Uzbierało się tych notek ze trzydzieści. Coś jak w Houston, kiedy zamilknie im jakaś sonda.
Zwarty i gotowy stanąłem w poniedziałkowy ranek w blokach startowych, by zaatakować Pudło śrubokrętem.
Zadzwonił telefon.
- Eeeee, tego.. Leniuch.. bo tu taki remoncik w sobotę był... Wyłączyliśmy na chwilę jeden korek, nie ?
- Ale stary, to Pudło w ogóle na głuche wygląda !
- No co ty ? A, faktycznie. Czesieeeeek ! Stacji zarządzającej nie włączyłeś łosiu. No sorry.
19:28, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (2) »
środa, 23 listopada 2005

Do niedawna byłem posiadaczem dwu notebooków - jednego preinstalowanego, a drugiego do różnych wybuchów. Żyłem w takiej schizofreni dwa lata, póki pierwszego nie świsnęła mi Leniuchowa. Siedzę więc sobie z moim jedynym - chlip - laptopem w środku nocy w zimnej serwerowni podłączony do pudła za milion dołków, kiedy na monitorze pojawia mi się dawno nieoglądany błękitny ekran śmierci. Na szczęście nie miało to wpływu rzeczone pudło, inaczej jakiś milion Polaków dzwoniłby zębami o rynnę zamiast z telefonów. Mała pociecha dla mnie, któremu ilość komputerów spadła do zera.

xxTak jakoś wyszło, że prawie cały złom z biura upchnąłem po rodzinie i zostało mi liczydło, którego nikt nie chciał wziąć - wygrzebana ze śmietnika, stacja robocza na procesorze RISC z przed ośmiu lat. Podrapałem się w głowę, podłączyłem co trzeba i startuję.
- wrzucam świeżą wersję Uniksa
- zaglądam na własnego bloga i klikam na ikonki z prawej strony: OpenOffice, Firefoks (www), Thunderbird (poczta)
- wychodzę do sklepiku po jabłko
- wracam i instaluję codopiero ściągnięty soft

Czyli wpół do sukcesu, a jeszcze przed południem

Teraz poczta - jedną skrzynkę mam typu imap - więc wiadomości w nienaruszonym stanie, drugą na wp.pl - 3 GB za darmo, czyli też trzymam kopie na serwerze. Ściągam je wraz z co ważniejszymi dokumentami upchniętymi na ftp.
Robię kawę.
Nie żebym się chwalił, przez niecałe pół dnia odtworzyłem sobie warsztat pracy bez opłacania się MS Pijawce, ani Intelowi - wampirowi. Mam teraz maszynę tak alternatywną, że chyba ją wyślę na paradę równości.
Zaraz jak laptop wróci z serwisu.
12:58, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
wtorek, 22 listopada 2005
xxW starciu z polskimi mediami zdrowy rozsądek nie ma szans. Właśnie wymyśliły, że na wzór premiera Islandii, prezydent Polski ma latać tanimi liniami. Brzdąkał coś o tanim państwie, to niech wpi.. teraz kaszankę, populista jeden. Zwłaszcza, że to kompletnie nie ten prezydent, co miał być.
ten niedrogi pojazd po prawej ma skrzydła w układzie - ha ha ha - KACZKI.  Polish Air Force One. Wyrąbiście.
niedziela, 20 listopada 2005
...proponuję takie hasło:

Marzysz o karierze, a jesteś leniwym beztalenciem ?
Zrób dziecko, niech Cię wyręczy.


i jeszcze tu
16:37, leniuch102 , polecam
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 listopada 2005
xxPo jakimś zbankrutowanym prezesie odziedziczyłem komplet wywalonych w kosmos mebelków. Ozdobą pokoju jest orzechowe biurko, co tam biurko, biuro, na którym możnaby spokojnie posunąć koszykarkę Dydek. Za biurkiem do niedawna królował skórzany fotel godny ministra Kalisza. Odkąd z powodów rodzinnych bywam w biurze częściej, mebelek ów ujawnił pewną wadę ukrytą. Od czasu do czasu, z pełnym ulgi "umpf!", lubi sobie zjechać na minimalną wysokość.
Zniesmaczony tym zachowaniem (panie, tu się pracuje !) szukam krzesła raz - działającego, dwa - bardziej do pracy niż reprezentacji.
Pochodziłem po sklepach meblowych i zamiast z krzesełkiem wróciłem ze smutną refleksją, prawdziwym powodem tej banalnej notki. Otóż przeciętny polski sklep meblowy w mieście średniej wielkości nie prowadzi sprzedaży ergonomicznych, trwałych krzeseł biurowych. Takie krzesło widocznie nie mogłoby być tanie, a żaden kacyk-menedżer nie kupi przecież prostemu zapierdalaczowi (wszak krzesło ma być do pracy) porządnego mebla. Sklepy są zawalone za to po dach szaroburym chińskim chłamem po 99,99 peelen sztuka. Skoliozy można dostać od samego patrzenia na tę toksyczną rozpacz.
Lepiej odwrócić wzrok w kierunku stadka foteli premium, przeznaczonych najwyraźniej dla nadludzi z kasty menedżerów. Konstrukcja z palisandru obciągnięta skórą z wołu-albinosa daje się ustawić w dwu pozycjach - relaksacyjnej i półleżącej, idealnej do słuchania mejli czytanych przez sekretarkę.
Ale co tam. Skoro nie można inaczej, wracam do starego fotela. Siedzeniem zjeżdżam w dół, a nogi parkuję na stole. Nic na siłę.
21:08, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (4) »
czwartek, 17 listopada 2005
środa, 16 listopada 2005

xxWg PKP z Wrocławia do Warszawy najszybciej jest przez Poznań (!?) - widomy dowód na nieprzystawalność tradycyjnej fizyki do naszych realiów. Autostrada Wrocław - Kraków pokiełbasiła polską czasoprzestrzeń jeszcze bardziej - teraz krócej jedzie się na Wawel (300 km) niż na Targi Poznańskie (180 km). Wyraźnie krócej.
A4 deformuje mapę nie tylko w skali makro. Nie da się grumolić południków nie powodując drobnych fałdek. Namierzyłem taką tuż za Katowicami. Najpierw tablica oznajmia - Wrocław 180, Opole 90. Pięć minut dalej jest mniej zdecydowana - Opole co prawda się przybliżyło (87), za to Wrocław oddalił (182).

Kopernikańskich olśnień ciąg dalszy. W telewizorze usłyszałem, że umiera 50% zarażonych wirusem X. Warto byłoby załapać się na takiego wirusa. Niezarażony mam 100% gwarancji zejścia.

wtorek, 15 listopada 2005
xxPrawdziwe wyzwanie dla IT zawodowca ? Windows z francuską klawiaturą. Gdy znalezienie literki A staje się zagadnieniem, a symbolu '\' zagadką, produktywność spada o jakąś połowę. Taki np.Shift to po francusku Maj. W cztery strony świat zielony umajony majem.
Mogło być gorzej. Całe Windows mogło być francuskie.
08:13, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (13) »
sobota, 12 listopada 2005

xxCo teleekspres doniesie o psie, który zjadł właściciela/jego dziecko, to telewidzowie blokują główny światłowód tpsa pytaniami gdzie i za ile można te psy kupić.
Właściciele golden retrieverów sytuują się na drugim krańcu tego spektrum - wydaje im się że kupili przyjacielskie. otłuszczone przytulanki do ciągnięcia sanek z dziećmi.
Błąd. Taki biszkoptowy Misiek bez specjalnych kompleksów rzuca się na czterech podpitych lumpów, albo zagania do stada zbłąkane krowy sąsiada, nie będąc przy tym ani pitbullem ani owczarkiem.
Gabarytowo jest zbliżony do wilczura, ale na imponującą powierzchowność składają się głównie futro i tłuszcz tam, gdzie rasy konkretne mają zwykle mięśnie.
Tak czy tak, jak Misiek szczeknie, to nikomu jakoś się nie chce go sprawdzać. A szczekać lubi i potrafi.
Przez dwa lata nasza chałupa na końcu wsi wydawała nam się całkiem bezpiecznym miejscem. Nawet w jesienne wieczory, kiedy mgły z bagien pełzną do okien, a "za zakrętem wampir dusi babkę prętem" mieszkaliśmy sobie w błogiej nieświadomości zagrożeń. Się urwało. Misiek wypuszczony na patrol koło północy zaczyna od ostrzegawczego warknięcia w ciemność. Następnie słyszymy groźny głęboki szczek. Raz, drugi, trzeci, potem przechodzi w ciągłe ujadanie, jakby z bagna podźwignęły się zastępy golemów i zbliżały się do naszej chałupy. Nagle skowyt się urywa.
-Idź zobacz !
-Nie ma głupich sama idź.
W końcu zwlekam się i wychodzę. Misiek leży na słomiance, hen w dali mruga tylne światło spóźnionego rowerzysty.
22:14, leniuch102 , z bagien
Link Komentarze (8) »
piątek, 11 listopada 2005
środa, 09 listopada 2005
Wraz z pojawieniem się w domu niani [- — — — -] [Ustawa o kontroli publikacji i widowisk z dnia..., art. 2 p. ...] musiałem zawiesić telepracę, żeby dziecko nie miało do kogo uciekać. Ewakuuję się więc do biura chyłkiem i bladym świtem, bywa, że zapomnę laptopa albo śrubokręta. Raz się wróciłem i zajrzałem do sklepiku po bułkę, jak za dawnych dobrych czasów.
Z zasady kłaniam się wszystkim starym purchawom we wsi, bo to w końcu środowisko opiniotwórcze. Staję w kolejce, a tu jedna babina się rozpromienia: - O, jak dawno pana nie widziałam. Pracę pan wreszcie znalazł ?

* * *

Przychodzi Leniuchowa po komórkę:
-poproszę jedną nokię
-proszę, kolorowy wyświetlacz, a co, polifoniczne dzwony, a jak
-większej nie będzie ?
-już nie robią
-a niekolorowej ?
-też nie robią
-hmm. pan da taką żeby ładować raz w tygodniu.
-no nie, trzeba co trzy dni. Mała bateria, kolorowy wyświetlacz... Rynek wymusza zmiany.
20:39, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (7) »
wtorek, 08 listopada 2005

xxZ radością dowiedziałem się, że polski hydraulik nie jest już największym zmartwieniem Francuzów. "Le Figaro" wskazał nawet prawdziwego winowajcę obecnych niepokojów - jest nim oczywiście LePen. Ja co prawda obstawiałbym dealerów nowych renówek i peżotów, ale na LePena chętnie się zgodzę, jeśli l'Humanite dorzuci jeszcze kościół katolicki.
Nikt rozsądny nie będzie przecież winił pozornych sprawców, którzy są w istocie ofiarami. Ofiarami wykorzenienia dodam. Jak wiem z prasy, oni po prostu są w sytuacji bez wyjścia - zarabiają niewiele, mają nieposprzątane na klatce i do tego legitymuje ich policja. Nie pozostaje im nic innego, jak zatankować renówkę sąsiada, wjechać do pobliskiego domu seniora i tam ją podpalić.
Rozumiem ich ból, słuszny gniew dumnych synów pustyni, wyrwanych z kraju ojczystego decyzją toksycznych rodziców, ślepo zapatrzonych w zachodnie wzorce konsumpcji. To nie przypadek, że właśnie w bladozimnym francuskim listopadzie ich sercami targa tęsknota za gorącą ziemią przodków. Może ksenofobiczny francuski podatnik powinien w akcie zadośćuczynienia spełnić ich niezwerbalizowane, ale wszak oczywiste marzenie o powrocie ?
Bo ich agresja choć gwałtowna, nie jest ślepa - spalili tysiąc aut, ale ani jednego wielbłąda !

poniedziałek, 07 listopada 2005

xxPozornie niewinne pytanie, typu: "a co pan, kolego sądzi o tym rozwiązaniu" może nieść ze sobą przepastne podteksty. Np. odpowiedź "świetne" zapisuje  nas do obozu marketingowców, "bessęsu"  zaś do fanklubu dyrektora technicznego.
To abecadło każdego intryganta, które znam, lecz nie stosuję. Trzymam się za to prostych,  długofalowych strategii, nieefektownych, za to finansujących powszednią bułkę z szynką i ogrzewanie chaty na bagnach.
W tym roku wielbłądem wiozącym mnie do emerytury (wciąż dalej niż bliżej, carrramba, kilka razy, kurka, dalej) jest mój autorski projekt. Nie wchodząc w szczegóły jest na tyle, ekhem, genialnie-prosty, by uwieść prezesa-wizjonera i na tyle pokręcony, by bezpiecznie przedłużyć mi kontrakt.
Nie przewidziałem, że na mojego wielbłąda, najwidoczniej dwugarbnego, wskoczy młody i ambitny marketingowiec. Od tego momentu trafiłem w oko cyklonu, czy trzymając się pustynnych analogii, środek operacji samum. Marketoid ów tak długo obgryzał ołówek, że zaszkodził mu raktwórczy plastik i zaprojektował milionowe zyski w niebezpiecznie bliskim horyzoncie.
W tej sytuacji na coraz częstszych zebraniach staram się ograniczać do wieloznacznych pomruków i nabrzmiałej troską miny, bo znając marny potencjał komercyjny mojego własnego bądź co bądź pomysłu nie chcę wylecieć wraz z marketoidem, kiedy prezes zdemaskuje jego fatamorganę.
20:46, leniuch102 , telepraca
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2
Archiwum